Z archiwum X
Albertino prawie wszystkie opinie o odcinkach od drugiego do piątego mówią, że są dobre, nie tylko Darina Morgana, i to też są opinie osób które nie cierpią 10 serii (oprócz odcinka Darina). Najbardziej zaskakuje mnie że o standalonie Cartera dość ciepło się wszyscy wypowiadają, że jest ok/w porządku, ale pozostałych scenarzystów czyli braci Morgan i Wonga też na plus. Oczywiście zależy kto kogo fanem jest to ten odcinek ma najwyższą ocenę. Jak uwielbia się Darina to najlepszy ale pozostałe też dobre. Są też głosy że najlepszy drugi czyli Glena Morgana , ale też że Wonga najlepszy odcinek. Spotkałem się jedynie z dwoma krytycznymi opiniami, gdzie jeden recenzent odcinkom od 1 do 5 pomimo dość pozytywnej opinii dał 3.5/5, a w innej recenzji gość skrytykował wszystkie, nawet Darina Morgana odcinek, i podsumował tak, że jeśli ktoś popiera Trumpa to lepiej niech nie ogląda 11 serii, bo jadą po nim równo. Ciekawe, bo w XF jednak mieszanie się do prawdziwej polityki ograniczało się tylko do zmiany zdjęcia prezydenta w biurze FBI.

Z opinii jakie czytałem wynika, że wątki są lepiej rozłożone, nie śpieszą się z niczym dzięki większej ilości odcinków i nie są tak przeładowane pomysłami jak w 10 serii np. Home Again gdzie władowano dwa odcinki, o śmietnikowym potworze i mamie Scully. Podobno nawet jest coś na kształt serializacji co miało miejsce chyba tylko w 4 serii jak Scully chorowała na raka (nie mogła chorować tylko w mitologicznych przecież) oraz w 8 serii gdzie wątki takie jak ciąża i porwanie Muldera wracały też w standalonach w jakiejś tam postaci, w dialogach, było to wymieszane i podobnie jest tutaj co mi się podoba. Nawet spotkałem się z taką opinią, że niby procedurale, ale lepiej oglądać po kolei, bo pada jakieś ważne zdanie, lub scena istotna dla głównego wątku.

Mnie też dziwiło jak ogłoszono ile będzie odcinków, że tylko 11x01 i 11x10 mają być mitologicznymi, bo przy większej ilości odcinków można było fabułę z 11x01 rozłożyć na dwa odcinki, a Carter wciąż się śpieszy z mitologią. Pewnie nie wiele lepszy to byłby odcinek, ale lepiej by się oglądało. Ja się czułem jakbym oglądał 24 godziny na przyśpieszeniu, takie tempo akcji (szkoda tylko że nie poziom najlepszych sezonów 24), zwłaszcza w scenie jaką Mulder odstawił w szpitalu,
A co do Milenium to z 3 serią było tak, że Carter niby napisał z dwa czy trzy odcinki do 3 serii, wrócił do serialu po tym jak zajęty był filmem w czasie kręcenia 2 serii MM, ale tak naprawdę ekipa go widziała tylko na zakończenie, jak serial skasowano, bo w tym czasie XF było kręcone już w LA i zwyczajnie czasu nie miał na dwa seriale. Ściągnął Michaela Duggana który był scenarzystą seriali policyjnych jak Hill Street Blues, Miami Vice, ale też Law & Order i wydał mu polecenie, że ma odkręcić wydarzenie z jakim zostawili serial Morgan i Wong na koniec 2 sezonu. Chciał by serial wrócił do tego jakim było Milenium w 1 serii, czyli procedural, mało mitologii. Facet zminimalizował wydarzenie z finału 2 serii. A w okolicach 9, 10, odcinka 3 serii Duggan odszedł i serial przejął Chip Johhannessen, jeden z najlepszych scenarzystów Milenium, który nie pracował wcześniej przy XF. W ogóle finał 2 serii MM dla mnie to najlepsza rzecz jaką zrobiła ekipa Cartera kiedykolwiek, premiera 3 serii to zaś średniak, ale i tak wolę premierę 3 serii MM niż MS II i MS III, gdyż to jest poziom, nawet dla mnie co lubię mitologię, nieoglądalny (coś niepopularnego powiem, że lubię mitologię aż do finału 8 serii).

A teraz dostaliśmy coś podobnego jeśli chodzi o rozwiązanie, ale chyba nikt nie jest zaskoczony takim twistem skoro to nie pierwszy raz w serialach Cartera, a fandom odkrył to już kilka m-cy temu, że takie akurat rozwiązanie będzie. Jedyne co się w odcinku broni to William B. Davis mimo tego, że gra postać, która jest absurdalna i nie przypomina dawnego CSMa oraz zaskoczył mnie pozytywnie Pileggi, podobało mi się jak zagrał w scenie w samochodzie.

Ja mam takie wrażenie co do Cartera, bo pewnie sam decydował ile ma być odcinków i jakich w sezonie, raczej FOX nie wymusił na nim, że mają być tylko dwa mytharcy że specjalnie ogranicza mitologię do minimum gdyż wie, że ssie od dawna i sam za nią już nie przepada, ale pisze, bo z tego XF jest znane też. Co do twistu na koniec to ja tego nie kupuję i mam trzy teorie.



Odpowiedz
This to sympatyczny epizod. Podobał mi się już od świetnego teasera. Takie połączenie Północ północny zachód Hitchcocka którym się to filmem Glen Morgan inspirował z serialem Black Mirror.

Chociaż bawi mnie jedno. Nigdy nie byli bohaterami akcji, zwłaszcza Mulder obrywał po dupie jak się bili, tracił broń z czego sam żartował,a w dwóch odcinkach zabił i sprał więcej tyłków jak przez 9 serii i popisuje sie sprawnością niczym Jack Bauer. A w poprzedniej serii pokazywali jak się postarzeli, nie mają siły na nic, a tutaj dają coś odwrotnego. Po jednej walce wygląda jakby miał zawału dostać i brakowało tekstu do Scully jak z Zabójczej broni "jestem na to za stary":-)

No i rzeczywiście nawiązują do obecnej sytuacji politycznej USA, zwłaszcza dialogami Skinmana, ale nie w jakiś bardzo nachalny sposób co mi nie przeszkadza.


Jedyne co mi się nie podobało to tyle,
Zauważyłem jeszcze że strasznie pędzą, nie ma takich spokojnych scen jak dawniej czyli pare minut z muzyką Snowa, tylko ciągle są w biegu bohaterowie przez co nie ma kiedy wygrać muzyka Snowa (zwłaszcza brakuje mi tych jego fortepianowych kawałków), bo nie w scenach akcji przecież.

A co do relacji M i S to można podsumować ich obecny etap, że jedno za drugim by poszło kraść konie, tak teraz wyglądają i zachowują się jakby przynależeli do siebie, jak jeden organizm co jeszcze bardziej podkręcone jest jak w seriach 1-9. A podobały mi się też oczywiście sceny z M i S ale takie drobnostki jak Scully opieprzająca dzieciaki w pociągu (synowie aktorki) czy w barze jak prawie naskoczyła na barmana, gdy obudziła się.

Fajny, sympatyczny odcinek bardziej w stylu 6 serii czyli na luzie i co stoi relacjami agentów i dialogami między nimi. Duchovny zaczął w końcu grać. Oczywiście dialog z kajdankami fajny, ale scena z Hannibalem Lecterem też niczego sobie. A podobno wszystkie żarty M i S to improwizacja DD i GA na planie jak przyznał Glen Morgan:-)

A jeszcze jedno co dam w spoilerze.
I co to był za gość na zdjęciu Gunmenów w teaserze?

Odpowiedz
Plus One Cartera to odcinek ok/w porządku, czyli jak wynikało z recek najsłabszy ze standalonów. Ale przyznam, że w czasie oglądania odcinka Cartera pierwszy raz w 11 serii poczułem się jakbym oglądał jakiś zaginiony odcinek z sezonów 1-7, gdy w serialu rządził duet Mulder i Scully. MS III to była nieudana mitologia, This lubię, jest dobry mimo paru wad, ale trzeba powiedzieć, że bardziej przypominał połączenie 24 godzin ze światem Archiwum X niż tradycyjne XFiles. Plus One przypomina stare klasyczne odcinki do tego stopnia, że nawet ma takie same wady jak miały sezony z M i S.

W XF zawsze był problem z rozłożeniem tempa odpowiedniego, przeważnie przez dwa akty odcinki szły typowym tempem dla Archiwum X, a w ostatnich minutach scenarzystom jakby się przypominało że zostało im tylko 10 minut i pośpiesznie zamykano wątki/śledztwo jakie M i S prowadzili, czasami po łebkach. Podobna sytuacja jest w Plus One gdyż przez 30 minut fabuła idzie spokojnym tempem, a w ostatnich minutach nagle wszystkie wątki są pośpiesznie zamykane. To była wada wielu odcinków starego XF, nawet tych najlepszych, i podobnie jest tutaj, bo przez takie rozwiązanie w ogóle nie wykorzystano potencjału złych sobowtórów Muldera, a zwłaszcza Scully.

Plus One skojarzył mi się zwłaszcza z 6 serią, która znana jest nie tylko z tego, że było więcej odcinków lekkich, komediowych jak w seriach 1-5, ale też z tego, że od 6 serii na pierwszy plan wyszły relacje agentów.

Jak przez 5 serii Archiwum X to był serial o sprawach jakie M i S prowadzili, a w tle wątek ich relacji, to od 6 serii odwrócono ten schemat i najważniejsze stały się relacje agentów oraz co ich łączy i dzieli, a sprawy co prowadzili były trochę tak w tle. Identycznie jest w Plus One w którym sprawa jest pretekstowa oraz podobnie jak w większości epizodów 6 serii epizod jest dość lekki w tonie oraz najważniejsze są relacje Dany i Foxa. Identyczne wrażenie miałem już w czasie oglądania odcinka Glena Morgana, że 11 seria wygląda trochę jak 6 sezon, czyli śledztwa jakie prowadzą nie są tak istotne jak związek M i S. Ciekawe jest też to jak już wspomniałem o This, że u Glena Morgana Dana i Fox byli jak połączenie Jacka Bauera z Jasonem Bourne, a w Plus One wrócili do przedstawienia M i S w takiej wersji jak w 10 serii, czyli starzeją się, zmienili się. Oczywiście są wyluzowani, zwłaszcza Mulder, tak jak w 11 serii (David Duchovny wciąż dobrą robotę odwala), ale widać, że to starsze osoby są, a nie super agenci jakimi byli w This.

Co do porównań 6 serii i Plus One to miałem skojarzenia zwłaszcza z Arcadia, czyli odcinkiem gdzie agenci udawali małżeństwo. Fabuła zupełnie inna, ale Arcadia jak żaden inny epizod przypominał fanfic i podobnie jest z odcinkiem Cartera. Showrunner napisał sceny z M i S, które zapewne pojawiają się w fanficach (tak zakładam bo nigdy żadnego nie czytałem), jak np ze wspólnym pokojem. No i to dla mnie zaskoczeniem jest, że takie sceny napisał twórca XF, który robi wszystko na przekór fanom co są zwolennikami romansu M i S.

Oczywiście zawsze świetnie prowadził wątek relacji agentów, ale po swojemu, a tutaj potwierdził co wiemy od dawna, ale też zrobił to po swojemu czyli nawet pocałunku nie pokazał co się czasami wcześniej zdarzało. Zresztą nieważne jest ze spali ze sobą, bo dostaliśmy jedynie potwierdzenie tego co wiadomo od 8 serii. Ważniejsze są rozmowy M i S w pokoju o ich przyszłości i czego się obawiają. Widocznie to tradycja XF, bo wcześniej wiele było tak samo kapitalnych scen gdy leżąi i rozmawiają o tym co ich boli, co czują jak ostatnia scena finału 9 serii, czy scena w pokoju w finale 7 serii.

Najważniejszym elementem odcinka są obawy z jakich zwierza się Foxowi Dana i co sobie obiecują i te dwie sceny w pokoju to jest esencja odcinka Cartera. W ładny sposób pokazano Danę i Foxa jacy są ludzcy, czego potrzebują i oczekują od życia. Plus One wygrywa pokazaniem jak bohaterowie się zmienili (nawet taka zwykła scena ze zjedzeniem pigułek z chleba przez agentkę idealnie pokazuje, że to nie jest ta Scully co znaliśmy z dawnych lat) i dojrzeli. Oczywiście DD i GA są kapitalni we wszystkich wspólnych scenach.

Jest jeszcze jeden wspólny element z Arcadią, który był całościowo średnim odcinkiem i jedyne czym zaplusował to relacjami agentów, identyczna sytuacja jest z Plus One.
Ale Carter nie byłby sobą bo daje widzom to co chcą, ale na swoich zasadach czyli bawi się z fanami. Ja to akurat kupuję jak rozwija wątek relacji M i S od początku 10 serii gdzie byli po "rozwodzie" czyli w domyśle po filmie I Want to Believe rozstali się. W 10 serii do odcinka Babilon mieliśmy naprawę ich stosunków, a epizody dotychczasowe 11 serii pokazują ciąg dalszy tego jak budują od nowa swoje skomplikowane relacje.

Jedynie do czego bym się przyczepił to do emisji odcinka po This, bo wydaje mi się, że po tym co zobaczyliśmy jak wyglądają relacje agentów w Plus One to lepiej by pasowało gdyby puszczono odcinek Glena Morgana po Plus One. Ładnie by ostatnia scena z Plus One łączyła się z początkiem This czyli sceną na kanapie. Ale to nic nowego, bo wcześniej nie raz mieszali z kolejnością, np. Leonard Betts i Memento Mori, które są w pewnym sensie 2parterem, łączą się oba odcinki poprzez ostatnią scenę z Leonarda Bettsa, to między nimi FOX wyemitował Never Again z Jodie Foster, który prawidłowo powinien polecieć przed Leonardem Bettsem.

Nie pamiętam czy chwaliłem przy poprzednim odcinku zdjęciowca Craiga Wroblewskiego, który wcześniej przy XF nie pracował, a jeśli nie to teraz pochwalę, że 2 i 3 odcinek mają typowo archiwowe zdjęcia. This bardziej w ciemnych barwach, ciemnościach, a w Plus One dużo słońca i jasnych miejsc jak było w 6 i 7. Brawa też należą się dla reżysera Kevina Hooksa, weterana jeśli chodzi o reżyserię odcinków różnych seriali jak np. Prison Break, The Punisher. Trzeba powiedzieć, że udany miał debiut. Zwrócę też uwagę na muzykę Snowa, która jest słyszalna w kolejnym, już trzecim odcinku. Bo w 10 serii niby była jakaś muzyka, ale można było odnieść wrażenie, że w ogóle jej nie ma. Odpowiednio buduje klimat scen swoim soundtrackiem Snow, ale też muszę powiedzieć, że na razie nie było kawałka takiego co bym zapamietał na lata jak z serii 1-9.
Podsumowując odcinek to jest to poziom troszkę wyższy niż średnia czyli poniżej poziomu którego XF nie powinno spadać, czyli porządna robota w starym archiwowym stylu. Warto obejrzeć dla scen z M i S, dla ewolucji jaką bohaterowie przeszli oraz kilku świetnych dialogów i chemii między agentami. No i dla Karin Konoval znanej z roli mamy Peacocków w Home, a tutaj gra kilka ról, w tym faceta . Zapewne nie raz wrócę do tego odcinka, ale głównie do konkretnych scen z Duchovnym i Anderson. Czekam na kolejny odcinek, bo poza premierą to jest dobrze, a następne podobno zapowiadają się jeszcze lepiej, przynajmniej czwarty i piąty.

Jedyne czego w tym staroarchiwowym odcinku brakowało to sekcji zwłok przeprowadzonej przez Scully, dawno nikogo nie pokroiła.

Ocena: 6/10.

P. S. W XF było wiele nawiązań do Twin Peaks już w seriach 1-9 i nie chodzi tylko o aktorów co w XF się przewineli z serialu Frosta i Lyncha, ale w tym odcinku mamy podwójne nawiązanie. Oczywiście chodzi o doppelgangerów, którzy nie pierwszy raz pojawili się w XF, ale też o Judy. No i mamy aktorkę która gra kilka ról, podobnie jak MacLachlan w TP. Nie wierzę że to przypadek:-)


P.S. 2 Piosenka co leci na początku odcinka to kawałek Davida Duchovny'ego, tylko przerobiony, bo aktor od kilku lat dorabia jako piosenkarz. Wolę wersję jaka jest w odcinku niż oryginalną śpiewaną przez Muldera.


Odpowiedz
Co do odcinka czwartego XF to zacznę od niepopularnej opinii czyli nie przepadam za jednym z totalnych klasyków XF, a chodzi mi o "Jose Chung's From Outer Space", który fani uwielbiają. Dla mnie jest to odcinek na porządnym poziomie, ma parę świetnych scen, ale to wszystko. Wolę wszystkie pozostałe dzieła Darina Morgana. Podobnie mam z kontynuacją czyli "Jose Chung's Doomsday Defense" (2 seria Millennium).

Dlatego wspomniałem o tych odcinkach, bo "The Lost Art of Forehead Sweat" bardzo przypomina mi epizody o pisarzu Chungu. Podobnie jak w tamtych odcinkach jest bardzo dużo dialogów i mamy nawet narratora, który opowiada historie jednej z postaci. Odcinek 4 zaczyna się podobnie czyli poznają agenci Reggie'go (świetny Brian Huskey), który sugeruje że znają się i opowiada im o absurdalnym spisku. Istotnym elementem odcinka jest też efekt Mandeli i przyznaję że podoba mi się ten pomysł, bo chyba nigdy wcześniej w XF nie wykorzystany (chociaż alternatywne światy już się pojawiły w "4-D"). Muszę już teraz powiedzieć, że Duchovny, Huskey i Anderson tworzą świetne trio. A trzeba zaznaczyć, że prawie cały odcinek dzieje się w podziemnym garażu FBI i opiera się na dialogach, dużej ilości dialogów. Więc mamy podobny schemat w epizodzie 4 jak w epizodzie z pisarzem, który opowiadał agentom różne historie zasłyszane od ludzi.

Ale nowy epizod Darina podoba mi się od początku do samego końca na co składa się wiele czynników. Przede wszystkim cenię epizod za hołd dla klasycznej Strefy Mroku Roda Serlinga. Pierwsza scena to nawiązanie do jednego z odcinków SM, podobnie jak sekwencja z UFO pod koniec, która nawiązuje do innego epizodu tego klasyka. Ale nie tylko w tych momentach, bo w całym odcinku jest sporo strefomrokowych elementów i wyższości tego serialu nad innymi (co zresztą nawet Mulder mówi do partnerki:-D). Chociaż to nie jest pierwsze nawiązanie/hołd dla Strefy Mroku, np. archiwowy dzień świstaka jak fani nazywają "Monday" to tak na prawdę pomysł na odcinek wziął się ze Strefy Mroku i epizodu "Shadow Play".

Oczywiście jest też sporo fanserwisu nawiązującego do XF (pomysł z czołówką i co później następuje) czy nawet epizodów z Milenium (sanatorium Spotnitza), ale nie jest epizod fanserwisem przeładowany jak epizod Darina z 10 serii. "Were Monster" jest dobrym odcinkiem, ale aż za dużo tych nawiązań i ukrytych znaczeń dla wtajemniczonych w 10x03 było. Ale jak to bywa w odcinkach Darina Morgana to tak naprawdę mamy do czynienia z tragikomedią. Gdyby pozbawić epizod wszystkich żartów to okazuje się że to jest bardzo smutny odcinek jak większość epizodów brata Glena Morgana. Co widać choćby w scenie rozmowy Muldera z pewnym doktorem po której to scenie głównego bohatera zwyczajnie jest szkoda.
Muszę też zaznaczyć, że 11x04 to odcinek który w mocny sposób pokazuje co twórcy serialu myślą o Trumpie. Już w poprzednich odcinkach były drobne prztyczki w nos co do prezydenta ze strony Cartera i Glena Morgana, ale żaden z tych panów nie pojechał po prezydencie tak jak Darin Morgan w pewnej scenie.

Muszę wspomnieć też o aktorstwie Davida Duchovny'ego. Lubię go, ale w ostatnich latach grał trochę tak jakby mu się nie chciało. Może wybitnym aktorem nigdy nie był, ale jak się postara to potrafi nawet sceny dramatyczne zagrać dobrze. A w każdym z odcinków co poleciały, oprócz 11x01, to facet mnie zaskakuje. Okazało się że potrafi wyrażać emocje twarzą, oczami i w ogóle nie odstaje od partnerki, nawet w scenach ważnych dla bohaterów gdy mają jednym gestem emocje pokazać to wypada dobrze. Jakby facet nagle dostał drugą młodość w 11 seri w graniu Foxa. Chociaż najlepszy był i jest w scenach komediowych co zawsze powtarzam i mamy tutaj tego potwierdzenie. W 11x04 rozwalił mnie w scenie gdy Fox poznał całą prawdę. Odniosłem wrażenie że Darin Morgan w tej scenie powiedział do aktora - zagraj to jak Tommy Wiseau w (nie)sławnym Room. To jest ten sam poziom drewnianego, okropnego aktorstwa, jak z filmów klasy B czy C, ale idealnie pasuje to do tej genialnej sekwencji.

Co do tej sceny to leci w tle jeden z najpiękniejszych kawałków jakie stworzył Mark Snow dla XF (zresztą w tym odcinku jest sporo dobrej też nowej muzyki Snowa), a dokładnie z filmu "I Want to Believe". W ogóle końcówka tej sceny jest piękna, zabawna i strasznie smutna jednocześnie. A jeszcze przez ten genialny dialog jaki wypowiada Reggie to ta scena robi się niesamowicie melancholijna. Chodzi mi o "This is the end of the X-Files. But maybe the point wasn't to find the truth, but to find each other. For no matter where we go in our lives, we will always have the memories of our time together, and no one can take those away or alter them in such a way to make us doubt that they actually happened.". Chyba nie tylko ja w tej scenie pomyślałem że ekipa Cartera chce zakończyć serial (ostatni raz takie wrażenie miałem w czasie emisji ostatnich odcinków 8 serii). Zresztą przy poprzednim odcinku wg pomysłu Cartera miałem podobne odczucia, jakby ekipa miała zamiar skończyć, a przynajmniej chciała.

Podoba mi się też to, że odcinek totalnie pojechany, ale zachowana jest serializacja przynajmniej w wątku relacji M i S, czyli mamy jakby kontynuację wydarzeń po ważnych scenach dla bohaterów z poprzedniego odcinka.
Nie mogę też nie wspomnieć o ostatniej scenie odcinka,
to jest po prostu idealne zakończenie. Nawet połowy nie wymieniłem tego co mi się w odcinku podoba oraz ilości żartów i nawiązań, bo żeby wszystko spamiętać to musiałbym obejrzeć chyba jeszcze z dwa razy co zapewne zrobię. Oczywiście mogę się przyczepić np. do zbyt dużej ilości dialogów, ale Darin Morgan z tego znany jest i co prawda z niektórymi żartami nie trafił do końca, ale jednak większość mi się podobała.

"The Lost Art of Forehead Sweat" to dla mnie jak na razie najlepsza robota 11 serii. Premiera tragiczna, drugi dobry, trzeci przyzwoity z ogromnym plusem za sceny z M i S, a czwarty bardzo dobry.

Takie dwie uwagi na koniec. Mulder trzyma w domu magnetowid i swoje stare kasety (ciekawe czy pornosy też:-D). Ja nawet taki sentymentalny nie jestem, bo kilka lat temu wyrzuciłem magnetowid i setki kaset.

Na koniec muszę powiedzieć o Pileggi, który też wymiótł w odcinku, chociaż pojawia się dyrektor dosłownie na kilka sekund, ale za to jaki ma dialog:-D

Odpowiedz
"Ghouli" to dobry odcinek, który oszukuje widza. Jeśli ktoś się spodziewał monster of the week to może by rozczarowany rozwojem wydarzeń, ale jeśli dla widza obojętne jest jakiego rodzaju epizod Wonga to może być zaintrygowany obrotem sprawy jaki następuje w czasie śledztwa M i S. Dla mnie bez różnicy jakiego rodzaju jest odcinek w Archiwum X i dobrze się bawiłem od pierwszej do ostatniej minuty. Chyba że nie widzieliście trailera epizodu Jamesa Wonga czy zdjęć promocyjnych, albo nie czytaliście opisu fabuły to możecie być zaskoczeni rozwojem wydarzeń jak M i S. Widać podobieństwo piątego odcinka do poprzedniego epizodu Wonga. Founders Mutation to też niby procedural był, a dotyczył życia osobistego i wyborów Dany i Foxa. Miałem też skojarzenia z American Horror Story w niektórych scenach, są podobne ujęcia nakręcone pod dziwnym kątem co nie dziwne, bo Wong obecnie głównie przy tym serialu pracuje.

A co do Skinnera jak już przy nim jestem to muszę pochwalić Pileggiego, bo co prawda mało go w odcinku, ale facet mnie ponownie zaskoczył w tej serii swoją grą aktorską. Wiadomo od dawna jak Skinmanowi zależy na M i S, ale takiej reakcji emocjonalnej po nim na wiadomość jaką mu przekazał Mulder to nie spodziewałem się. Łysy się starzeje i emocje biorą górę:-)

Jak już jestem przy aktorach to znowu w tej serii pochwalę Duchovny'ego, który ponownie gra dobrze, ale nie popisuje się swoim talentem komediowym jak w poprzednim odcinku tylko gra subtelnie. Mulder spokojnie podchodzi do sprawy, podobnie jak w Founders Mutation, ale widać, że w środku się w nim kotłuje i wspiera Scully w tej ciężkiej sprawie. Podoba mi się w tych scenach, że Fox nie uzewnętrznia uczuć, a jednocześnie zatroskany jest o swoją przyjaciółkę co ładnie pokazał David. Nie wiem czy wziął sobie krytyke za 10 sezon, zwłaszcza jego gry i chce pokazać że potrafi subtelnie zagrać, ale jestem zaskoczony, bo takie subtelne sceny nigdy wcześniej Duchovny'emu nie wychodziło. Ale też widać, że się przejmuje Mulder, np w scenie na statku jak odchodzi to widać że go to ruszyło co się dowiedział.

A co do dzieciaka to powiem że syn Tima Robbinsa i Susan Sarandon wypadł ok, ale też nie zachwycam się nim.
A teraz może przejdę do Gillian Anderson, która oczywiście zagrała świetnie. Bawią mnie tylko te zachwyty jakby to w jej przypadku było coś nowego. Nie chodzi mi o to że oprócz 11x01 to co odcinek gra dobrze, ani o fakt, że sceny chwytające za serce gra jak od niechcenia, jakby to nie było nic trudnego. Po prostu jest na swoim typowym poziomie z którego jest znana. A jeśli oglądało się ją przez 9 lat w Archiwum X gdzie widać było jak dojrzewa aktorsko z serii na serie i zna się jej poza archiwowe role to nie powinno nikogo dziwić, że w tej scenie wymiotła. Chociaż mnie jeszcze bardziej podobała się w ostatniej scenie czyli rozmowy i jej reakcja w sklepie, ten uśmiech. Bardzo piękne zakończenie tego wątku, przynajmniej na tą chwilę. Nie liczę na jakiś happy end tutaj, bo to Archiwum X, więc happy endów tutaj nie ma (oprócz finału 8) ale scena jest po prostu cudowna. Niemożliwe ale w XF zaleciało małą nadzieją.
Taką mitologię lubię od 1 serii, która niby dotyczy spisków, kosmitów, ale ładnie łączy się wyborami i życiem M i S. Dzięki takim zagraniom oraz temu jak wiele się dowiadujemy o bohaterach, jakie mają wady i zalety, to ogląda się XF nie jak przygody niezniszczalnych superherosów, ale zwykłych ludzi mających swoje problemy.

"Gholi" to kolejny dobry odcinek 11 serii gładko przechodzący z procedurala do jednego z najważniejszych epizodów w całym serialu. Dobrze napisany i wyreżyserowany przez Wonga, wywołujący emocje oraz świetnie zagrany. Oby w dalszych epizodach poziom się nie obniżył, bo jak na razie jest lepiej o wiele jak w 10 serii. Zaznaczam że nie genialnie, tylko po prostu dobrze. Ale też pewnie wielu niezadowolonych i tak się znajdzie, na szczęście nie jestem odosobniony w mojej opinii:-)

Odpowiedz
Gadasz do siebie michax, ale wiedz, że od zawsze dobrze mi się czyta twoje spostrzeżenia odnośnie X-Files - nie przestawaj.

11 sezon jest kiepściutki. Nie pamiętam, czy ten serial zawsze był tak słabo prowadzony (uwielbiam sezony 1-7, chociaż zaliczyłem już bardzo dawno) czy to spieprzenie zaczęło się wraz z powrotem po latach (chociaż zalążki widać już było wraz z przyjściem Patricka, a mitologia nadgniła nawet wcześniej). To co się tutaj odpieprza to serio poziom sensacyjniaków z lat 90, czego apogeum widzimy oczywiście w niesławnym My Struggle III, gdzie najgorsze przywary mitologów Archiwum spotykają się z gimnazjalnym montażem i voiceoverami (!) Muldera. 1/10. Ja serio nie jestem w stanie traktować poważnie nagromadzenia tych wszystkich spisków, Palacza i muzyki sugerującej, że mamy do czynienia z WIELKĄ KONSPIRACJĄ. X-Files stało się swoją parodią i nie, nie obudziłem się kilkanaście lat za późno. To nie było aż tak marne nawet w 9 sezonie.

Odcinki MOTW też raczej słabe. Oglądam dla chemii między agentami, chociaż odnoszę wrażenie, że im się już serio nie chce. Odcinek Morgana ok, ale oczywiście proporcjonalnie gorszy, nawet w porównaniu z tym wcześniejszym z Darbym.

Dobrze, że na Filmwebie reboot posiada osobną stronę. Pomaga mi to pozostać w przeświadczeniu, że stare Archiwum to wciąż w większości nieskalany geniusz, a reszta jest milczeniem.

Odpowiedz
Norton, nie przestanę, ale akurat o 11x06 nic nie napisałem, bo poza scenami dotyczącymi relacji M, S i Skinnera to był średni odcinek.
Dobrze że nie jestem odosobniony w opinii, że tylko mi się podoba, i nie chodzi mi o tylko polski internet jak np. cotygodniowe recki na konglomeracie podcastowym są na plus, ale też krytykują np. 11x01 (ciekawe czy jest ktoś komu ten odcinek się podoba?) czy w przypadku 11x02 opinie są rozłożone po równo , czyli części się podoba, a części nie.

Ogólnie pozytywne opinie dominują o odcinkach 2-5 nie tylko wśród fanów, ale też dziennikarzy i krytyków (zresztą dałem chyba wszystkie recenzje bezspoilerowe jakie się pojawiły przed premierą jako dowód na moje słowa), a przynajmniej co do odcinków 2-5. Oczywiście że sporej grupie się też nie podoba, ale tak po prawdzie to nie jest całościowo poziom gorszy niż dominował w sezonach 1-9. Dla mnie w sezonach 1-9 jest (i tak było też jak oglądałem pierwszy raz a nie zmieniłem zdanie za powtórek) ponad 60 chałowatych, średnich i słabych odcinków na 202. Reszta to dobre, bardzo dobre, a najlepsze z najlepszych to dokładnie 37 z 202 jak sprawdziłem teraz moje dawne oceny-D

Na razie jedynie chałowaty był MS III, średni 11x06, a reszta dobra lub bardzo dobra. Pewnie finał będzie tragiczny, bo znowu władują do 40 minut fabułę na 2partera, ale czekam na epizody 7-9, zwłaszcza siódmego jestem ciekaw bo eksperyment a ja lubię eksperymenty nawet jak nie udają się. Odcinek ma być tylko z DD i GA, praktycznie pozbawiony dialogów, taki swoisty hołd dla niemego odcinka serialu Gwiezdna Eskadra Glena Morgana i Jamesa Wonga. Czekam też na 9 odcinek w reżyserii Wonga, bo klimatycznie zapowiada się jak wynika ze zdjęć.

Ja zawsze miałem zdanie takie i to potwierdza każda seria , tak samo ta nowa, że Archiwum X to bardzo nierówny serial, który nigdy nie był arcydziełem. Oczywiście jest wiele świetnych odcinków, ale z 10, 20, 30, a nawet niech będzie 40 na 202 co zbyt dużą liczbą nie jest. Bo tak dominował poziom średni, przyzwoito dobry i tak samo jest w 11 serii. Genialnie nie jest, ale jest dobrze.

XF całościowo nie było genialne, tylko czasami bywało genialne co jest zrozumiałe skoro serial ma (miał) tylu scenarzystów co mieli całkowicie różnorodne style. Więc w serialu mamy różne seriale i różne wersje M i S wg Darina i Glena Morgana, Jamesa Wonga, Howarda Gordona, Gilligana, itd.

Co do Patricka to nie zgadzam się że jego przyjście popsuło serial bo wypadł świetnie i oglądalność się zwiększyła w 8 serii na tyle, że nie dziwne że FOX zamówił 9 serię, której nikt nie chciał, nie tylko fani, ale nawet ekipa (o tym też tutaj pisałem jak to było z sezonami 5, 7 8 i 9 które miały być ostatnie, od czego to tak naprawdę zależało). Ale ja mam kontrowersyjną opinię, bo 8 sezon całościowo uważam za najlepszy razem z sezonami 5-7 (nie podobają mi się tylko dwa odcinki z 21), chociaż każdy z tych najlepszych dla mnie cenię za co innego. Ale uważam że na 8 serii powinien się serial zakończyć, miał idealnie zakończenie, które powstało tylko dlatego, bo Carter miał dość i w dupie serial w tamtym czasie, więc dał M i S emeryturę i happy end. Uważam 9 sezon za średni, choć jest pare dobrych standalonów. Sezon drugi za dobry, a trzeci i czwarty bardzo dobry, i pierwszy też za średni.

Nie zgadzam się też z tym że aktorom się nie chce. Ale jak czytałeś moje opinie o 2-5 to wiesz o tym, że nie jestem fanem aktorstwa Davida. A zaskakuje mnie jak subtelnie potrafi pokazywać emocje co nigdy u niego siłą nie było jak przypomni się sezony 1-7. Od This jakby przypomniało mu się jak się gra Muldera, ale starszego, prawie 60 letniego. Więc ja wierzę w tego starego Muldera, któremu widać, że bardziej zależy na Danie niż na pracy, jakiś taki mniej dupkowaty jest jak bywał często w seriach 1-7, ale też zostało w nim coś z dawnego Muldera.
Tak samo wierzę w starszą Scully która jest poważna jak to ona i zatroskana, ale też dość często się śmieje, żartuje, uśmiecha, co nie miało miejsca od czasów przedostatniego odcinka 7 serii. Mają kilka dobrych scen aktorsko razem i osobno. Wierzy się że to są M i S, ale co zmienili się przez lata i sporo przeszli. Akurat co do Anderson aktorstwa możesz mi nie wierzyć bo jak wiadomo uwielbiam ją w prawie każdej roli (chyba w dwóch rolach nie podobała mi sie i jeden to był napewno serial bodaj Crisis), więc moja opinia nie jest obiektywna, ale to nie jest tylko moja opinia o dobrym aktorstwie Davida i Gillian w 11 serii jak poczytałem w reckach i posłuchałem w podcastach.

Widać że mają dobrą zabawę w graniu M i S. Chociaż akurat w takim This to aż za bardzo się w tym posunęli, bo wszystkie żarty między agentami w tym odcinku to nie pochodzą ze scenariusza ale to były żarty na planie aktorów (tekst o dupie kosmity nie powiedziałaby Scully, ale Anderson wiadomo że tak), to była ich improwizacja. Mieli te żarty usunąć, ale zostawili, i akurat w tym odcinku widać, że wychodzą z roli M i S, bardziej to są David i Gillian w niektórych scenach, ale już w następnych to są Dana i Fox.

Mnie Darina ostatni odcinek bardziej się podobał jak Were Monster, mimo tego, że (uwaga niepopularna opinia) nie przepadam za Jose Chugiem, dla mnie tylko ok to jest odcinek, a właśnie najbardziej przypomina konstrukcją scenariusza 11x04 odcinki z Jose Chungiem, zwłaszcza ten z Milenium.

W ogóle ciekawa sprawa, bo mam znajomego, który właśnie nadrabia serial i jest pod koniec 4 serii, ale też na tvn7 oglądał 10 sezon co niedawno się skończył i powiedział coś czego ja bym się nawet nie odważył, że 10 wcale nie jest gorsza od serii 1-4 które do tej pory widział. W ogóle ma kontrowersyjne opinie o odcinkach co uważane są za najlepsze przez fandom, ale też nie jest świadom opinii fanów jakie dominują bo nie czyta tylko zasiada z czystą głową do najgorszych z najgorszych odcinków, ale też do najlepszych i ma bardzo specyficzne opinie, którymi mnie zaskakuje tydzień w tydzień:-) Ogólnie uważa 10 sezon za ok i tego bym się nie spodziewał.

Serial w 11 serii nie może być arcydziełem bo całościowo nigdy nie było Archiwum X bo to był i jest nierówny serial. Nie może serial przeskoczyć poziomu do którego ogólnie nigdy nie doskoczył, bo nagle scenarzyści nie przeskoczą poziomu powyżej którego nigdy nie napisali odcinków. Więc nie mogę oczekiwać od serialu by był lepszy jak kiedyś bo wiem na co stać braci Morgan, Wonga i Cartera, tylko mogę oczekiwać poziomu takiego jaki był w serialu czyli średni, chała, dobry i bardzo dobry co dostaję co tydzień:-) Czasami im zdarzało się stworzyć geniusz, ale to była mniejszość wśród odcinków, bo dominował przyzwoity, średni i dobry poziom w całości.
Jak na razie zadowolony jestem z 11 serii. Przypomina mi bardzo sezony 6 i 7 gdzie połowa odcinków była komediowa i lekki klimat dominował (w serii 11 na 22 były komediowe odcinki i to mocno), dużo słońca, akcja działa się w jasnych miejscach, a nie ciemnościach jak w seriach 1-4 czy tak jak w sezonie ósmym, a na pierwszy plan wyszły relacje między M i S. No i w 11 serii jest podobnie. Ale do czwartego odcinka, bo od piątego zrobiło się poważniej i jakby mniej humoru i chyba tak już będzie do samego końca jak wynika z zapowiedzi kolejnych odcinków, na które czekam z niecierpliwością (oczywiście oprócz 11x10).

Oczywiście że 11x01 to parodia (niezamierzona) XF i jeden z najgorszych w ogóle odcinków, ale też wiele równie słabych było mitologicznych jak np. 9x01 i 9x02, którego nienawidzę. Chociaż muszę przyznać że w 11 serii na razie nie było żadnego odcinka po którym odrzuciło by mnie od serialu (nawet 10x06 i 11x01 takimi nie są, choć ich nienawidzę), a w takiej serii 9, która dla mnie jest średnia, był jeden odcinek po którym rozważałem zakończenie przygody z Archiwum X i postawiłem zero co nie postawiłem nigdy żadnemu odcinkowi żadnego serialu ani filmowi. Mam na myśli Lord of the Flies. W tym odcinku wystąpił Jesse Pinkman i scenariusz napisał kumpel Gilligana, Schnauz, ktory jest scenarzystą w serialach Gilligana ( i dobre odcinki pisze). Lord of the Flies poleciał w USA przed ogłoszeniem decyzji o zakończeniu na 9 serii co nastąpiło przy kolejnym odcinku, ale zostałem z serialem, bo sobie pomyślałem, że nie po to 9 lat oglądałem by porzucać serial gdy ma kryzys, bo to nie pierwszy kryzys w XF, i to nie był odcinek napisany przez stałą ekipę Cartera, ale nową osobę w ekipie. Są, były, i pewnie niestety będą słabe, beznadziejne odcinki (obstawiam finał 11 serii), ale żaden z serii 1-9, ani nawet z 10 i obecnej nie zabolał mnie tak jak Władca much.

Po prostu to taki serial że co tydzień się zasiada i nie tyle nie wie co się dostanie, jaką historię, ale też czy padakę , czy średniaka, czy dobrą rzecz, a na razie w 11 serii dostaję dobrą rozrywkę, oprócz 11x01 i średniego 11x06. Oczywiście są wady, ale dla mnie ta najważniejsza , czyli przeładowania odcinków pomysłami jak było choćby w epizodzie o potworze że śmieci i o mamie Scully zniknął, przynajmniej w standalonach. Chociaż domyślam się że finał 11 będzie słaby, tak jak finał 10 serii i premiera 11 serii, bo nie da się dobrego odcinka zrobić gdy pakuje się fabułę 90minutową do 40 minut.

Więc ja XF już od dawna czyli od końcówki 9 serii, a dokładnie finału tej serii, oglądam nie dla mitologii (niepopularna opinia lubię mitologię z sezonów 7 i 8), tylko i wyłącznie dla standalonów i M i S. A sami twórcy dobrze wiedzą jak mitologia wielokrotnie przeskoczyła rekina skoro pomimo większej ilości ograniczyli ją znowu do dwóch odcinków, w sensie spiski i UFO.

Bo sprawę Williama uważam za mitologię osobistą, dotyczącą bohaterów i ten akurat wątek jest zaskakująco dobrze prowadzony, poza MS III, gdzie popsuł go Carter, ale to co on popsuł to naprawił Wong w Ghouli. I tak na marginesie to ja się dziwie że ktokolwiek Palaczowi uwierzył na słowo, jak w w Ghouli jest wiele dowodów na to co było wiadome do serii 10 łącznie. Oczywiście jak w finale okaże sie, prawdą tekst Palacza z MS III w sensie dosłownym to się wkurzę, mówiąc jak najłagodniej. Ale na tą chwilę wygląda że ja miałem rację o czym mówiłem od czasu premiery 11x01 (zresztą teoria z En Ami związana pojawiła się zaraz po emisji En Ami i całej 7 serii),, gdy uznałem tekst CSMA za kłamstwo, było to niepotrzebne co powiedział i obrzydliwe, ale pokazali co o nim wiadomo od dawna, czyli jakim megalomanem jest Palacz, że ma się za Boga i w takim sensie mówił.

Ale warto było 11 sezo,n choćby dla ostatniej sceny ze Scully i jej uśmiechu w Ghouli. Tą sceną powinni zakończyć 11 sezon, gdyż w piękny i słodko gorzki sposób, a jednocześnie typowy dla Archiwum X, zakończyli wątek wyrzutów sumienia agentki, które unosiły się nad nią od czasów końcówki 9 serii.

Ale też mimo tego że czekam na epizody 7-9 to też może być tak że mnie rozczarują i w ogóle nie spodobają mi się. Wszystko jest możliwe:-)

Odpowiedz
Oddaj królowi co królewskie - X-Files był fenomenem na poziomie serialowym, kulturowym i nawet socjologicznym ( ;) ). Swojego (i do pewnego) czasu twórcy wyciskali maksimum z 40-minutowego formatu i zaskakiwali kolejnymi pomysłami jak z bezdennej studni, kreując ponadto świetny wątek konspiracji, który (jak mniemam) lasował mózgi nie tylko domorosłym zwolennikom teorii spiskowych; wszystko to oparto na barkach dwóch aktorów prędko obrosłych w kult. Dla mnie to geniusz, tym bardziej, że działa na wielu poziomach. A tych świetnych/rewelacyjnych odcinków jest (tak na oko) z 80. ;) Ten z Pinkmanem i Jane Lynch kojarzę - rzeczywiście jeden ze słabszych, z pewnością w jednym rzędzie z 3 (tym o wampirach). Aha, 8 sezon faktycznie spoko. Nawet podobały mi się tam mitologi - najpierw głównie przez ładunek emocjonalny (This Is Not Happening), pod koniec z powodu wartkiej akcji (Essence); Vienen też ok-ey.

Z 11 mam problem, który już opisałeś - akcja mknie z prędkością światła i sama się rozwiązuje - odcinek z wisielcem (na dodatek to rodzeństwo miało być chyba groteskowe, a było śmieszne w zły sposób). Ten z Ruskimi to dramat - jak już mają robić kolejny odcinek o relacji M i S, to niech włożą ich w jakąś choćby minimalnie przemyślaną fabułę. Poprawiam się - prócz odcinka Morgana spoko był też Ghouli, chociaż postać chłopaka została napisana głupio i głównie po to, żeby wprowadzić całą tę durną bieganinę po szpitalu.

Resztę odcinków z pewnością obejrzę, bo za bardzo lubię Ducbovnego i Anderson, a kilka nędznych "epków" na rok to niewygórowana cena za oglądanie tej parki. Poza tym czytałem dwa razy twojego posta, bo sporo dodałeś po edycji i nie pamiętałem, gdzie kończył się "oryginał" - zaznaczaj proszę na przyszłość miejsce, w którym dopisujesz tekst.

Odpowiedz
Norton, nie ma sprawy i będę zaznaczał jak dodam tekst:-)

Niech wyciągne moje dawne zapiski, stary pożółkły zeszyt z różnymi reckami, ocenami, seriali i filmów co oglądalem w latach 90-ych XX wieku. Niech otworzę dział Archiwum X:-D

U mnie wygląda dokładnie to tak. Średnich, słabych i chałowatych jest razem 60, takich na 6/10 czyli ok, ale niczym nie porywają to jest 23.

Dobrych jest 34, a znakomitych 59. A 10/10 dałem dokładnie dziesięciu odcinkom (tutaj muszę zaznaczyć że ja 10 daję bardzo rzadko jakimkolwiek filmom i serialom), a na drugim miejscu, czyli te co mają u mnie 9/10 to oceniłem 16 odcinków.

Wiem że był fenomenem takim jakim wymieniłeś tylko że wcale tak mało słabych i średnich odcinków w XF nie ma. Tak samo wielu xfanów zapomina o komedii że było coraz więcej, bo fandomy (nie tylko xfile ale ogólnie chyba każdy) wypierają z pamieci to co było w serialach kultowych słabe albo takie rzeczy, które słabe nie były, ale fanom nie leżą, jak choćby moja mama nie cierpi komediowych odcinków i zapomniała, że były takie sezony jak szósty i siódmy. Przy 10 serii ją uświadomiłem gdy zapytała po odcinku Darina Morgana czy będzie więcej takich i odpowiedziałem że nie, a ona powiedziała że dobrze bo w każdej serii był tylko jeden komediowy odcinek (był Babilon komediowy po części ale nie chciałem jej zniechęcać:-D). Pamiętam jak narzekała prawie co każdy tydzień przy emisji 6 i 7 serii, że zrobiło się lekko, komediowo, mało mitologii. Zresztą ja miałem podobnie jak powtarzałem pierwszy raz całe Twin Peaks kilkadziesiąt lat temu. Wydawało mi się że całość jest mroczna, pojechana niczym filmy Lyncha, które w większości uwielbiam i oczekiwałem serialu w całości jak Autostrada, Dzikość serca, Blue Velvet. Więc wyobraź sobie moje zaskoczenie gdy okazało się że lynchowskich zagrań za wiele nie ma i jest sporo melodramatu, telenoweli, i dużo humoru co mi się bardzo spodobało, ale zaskoczyło mnie. To że coś jest kultowe to nie oznacza że nie ma wad, a te najgorsze odcinki czy średniaki pokazują mocno wady XF, które zawsze miało.

Co do szybkiego tempa to chodziło mi głównie o 11x01 i pewnie taki będzie też 11x10, ale w pozostałych odcinkach to już dla mnie jest typowe tempo archiwowo. No może jeszcze w This, które lubię pomimo tego że robią z M i S Jacka Bauera i w dwóch pierwszych odcinkach 11 serii zabili więcej osób jak przez 9 lat serialu:-)

Wymieniasz szybkie tempo np. w Plus One a mnie to nie zdziwiło bo wiele odcinków było takich gdy scenarzyści jakby w ostatniej chwili przypominali sobie że nie kręcą pełnometrażowy film tylko 40 minutowy odcinek. Było bardzo wiele odcinków gdy w ostatnich 10 minutach, po tym jak wcześniej akcja toczyła się wolnym tempem to nagle przyśpieszała i pośpiesznie zamykano wątki. Prawda że watek z Karin Konoval raczej nie straszy, ale ja to kupuję. Bo jest to zagranie typowe dla późniejszych sezonów takich jak 6 i 7 czyli niby poważny odcinek, ale podana fabuła w lekkim tonie, np odcinek o demonie z 6 serii Terms of Endearment pewnie w sezonach 1-4 zrobiony byłby śmiertelnie poważnie a w serii szóstej odcinek jest lekki i w ogóle nie straszny, albo Agua Mala. Chociaż znam pare osób co uważają Plus One za straszny. Inna sprawa, że mnie poza dosłownie jednym odcinkiem, może dwoma, nigdy nie przestraszyło XF. Nie mam na myśli Home, ale Via Negativa i Irresistible, które jako jedyne podziałały na mnie jak horror. Więcej odcinków w Milenium na mnie działało jak horror.

Wracając do 11x03 to Konoval jest świetna w rolach bliźniaków i pomimo dość lekkiego tonu odcinka ja to kupuję. Ale jak mam tego odcinka nie lubić za to jak rozwija głównych bohaterów, a przecież te sceny w M i S w pokoju hotelowym do śledztwa nic nie wnoszą. Równie dobrze mogło by ich nie być w Plus One, ale są istotnym elementem relacji Dany i Foxa, czyli podobne zagranie jak w sezonach 6 i 7 gdzie nie śledztwo było najważniejsze a relacje agentów. Nie uważam za jakiś super odcinek tylko za ok, ale czym dalej od jego emisji to coraz bardziej go cenię.

Co do This to z tych komputerowych, które raczej nie wychodziły w XF (FPS i Ghost in the Machine) uważam akurat za dobry, najlepszy obok Kill Switch z 5 serii. Jestem ciekaw dzisiejszego który po trailerze zapowiada się na kolejny wokół technologii, komputerów i przypomina mi po trailerze czarno biały odcinek z ostatniej serii Black Mirror w którym mamy też robota,, co jest chyba przypadkiem bo kręcili 11x07 w listopadzie, a BM nowe miało premierę w grudniu. Poprzedni Glena Morgana czyli This też miał wątki jak z BM, ale trzeba powiedzieć że przed BM było XF ze swoimi odcinkami poświęconymi nowym technologiom, komputerom. Ale nawet nie przez wątki jak z Williama Gibsona jestem ciekaw tylko dlatego że to hołd dla prawie niemego odcinka z Gwiezdnej Eskadry, i ten też będzie prawie bez dialogów, i tylko z M i S. A ja uwielbiam eksperymenty, nawet jak nie każdy jest udany, jak np. Babilon, FPS z 7 serii bo pamięta się o nich po latach, a o zwykłych standalonach raczej się zapomina. Chociaż liczę na to że żona Glena Morgana jednak dobry scenariusz napisała, ale różnie może być, bo wiadomo jak to jest z nowymi scenarzystami w serialach . Nigdy nie wiadomo na jakim poziomie są odcinki nowych nazwisk w ekipie. Podobnie pewnie będzie z 8 i 9 które też napisali nowe nazwiska w ekipie (a raczej ci wszyscy nowi co napisali scenariusze do 6-9 to pracują w XF od dawna, ale inne zawody wykonują).

Zgadzam się, że mitologia działa w 8 serii bo są w niej emocje, a Anderson w 8 serii wspięła się na wyżyny aktorstwa, tzn teraz jak się zna ją z teatru i angielskich seriali to nic dziwnego, ale ja po np. This is not Happening zbierałem szczękę z podłogi. W ogóle też uważam że taka mitologia jest najlepsza czyli gdzie są wątki osobiste agentów jak porwanie M lub S, choroba Scully, sprawa Williama, i taką najbardziej lubię. Dla mnie w ogóle 8 sezon to jest najbardziej nowoczesny sezon ze wszystkich, który równie dorze sprawdziłby się w dzisiejszej telewizji, jest w nim np. serializacja co oprócz 4 serii i najnowszej raczej w XF miejsca nie miało. Widać że mieli całą ósemkę przed emisją zaplanowaną paradoksalnie dzięki decyzji Davida, czyli podział na kilka aktów wywołany tym, bo wiedzieli dokładnie w których odcinkach będzie Duchovny. Akt I to relacje Doggetta i Scully, budowanie wzajemnego zaufania, akt II to poszukiwania Muldera, akt III pożegnanie M i S z Archiwum X oraz nowe pokolenie w biurze i zakończenie wątku ciąży.

W 11 serii podoba mi się serializacja czyli jak np. nie ufają Skinnerowi to wspominają o tym w odcinkach następnych, a w starych sezonach było tak, że co się działo w mitologii to w standalonach nie było o tym mowa (oprócz wątku raka w 4 serii) i relacje agentów z szefem były w standalonach takie jakby nic się wcześniej nie stało. Inna sprawa czy słusznie mu nie ufają, ale to temat na inną dyskusję. A raczej można powiedzieć po 11x06 że już mu ufają, zwłaszcza Mulder, bo Scully widać, że ma trochę cieplejszy stosunek do szefa i pewnie przez to jak ją wspierał gdy Mulder zaginął. Może to nie taka serializacja jak w serii 8 ale podoba mi się że taką drogą poszli w 11 serii.

Odpowiedz
Norton specjalnie dla Ciebie wrzucam moją opinię o dzisiejszym odcinku skoro dobrze CI się czyta, ale też o poprzednim. Więc szykuj się na długą lekturę i mam nadzieję, że nie zaśniesz:-D

Ale dam do spoilerów w całości, bo nie chce mi się zastanawiać, który fragment opinii o fabule to poważny spoiler a który to błahostka. Więc wpierw o Kitten moja opinia.

A niżej o epizodzie "Rm9sbG93ZXJz".


Odpowiedz
Moja opinia o Familiar.


Odpowiedz
O przedostatnim odcinku moja opinia.


Odpowiedz
11 sezon zaliczył ogromny spadek popularności, nie zanosi się na to, by serial powrócił z 12 sezonem. Nie myślałem, że to napiszę, ale chciałbym tego - 10 sezon był marny, pospieszny, niepotrzebny, ale po tym jak twórcy weszli w stare spodnie, trochę je znosili, to znów (nie zawsze, ale jednak) jak w starym "X-Files" zawieszam niewiarę na kołku i łykam to z przyjemnością. Jasne, Anderson ma trochę kij w tyłku, góruje wciąż średniawka scenopisarska (choć nie tak wyraźnie jak rok temu), ale chemia między Mulderem a Scully wciąż się unosi. Jest to spokojnie sezon lepszy od poprzedniego - realizatorsko jak i pomysłowo, więcej: niektóre odcinki są po prostu, najzwyczajniej w świecie bardzo fajne i umieszczenie ich w sezonach 7 czy 8 nie byłoby wcale obciachem. Mam na myśli w szczególności: This, The Lost Art of Forehead Sweat i Rm9sbG93ZXJz (ten ostatni to imo najlepszy odcinek nie tylko z ostatnich dwóch sezonów, ale być może nawet lepszy od wszystkiego co było w seriach 8-9, mogę się mylić - przydałaby się ich powtórka). Także choćby z tego względu uważam, że nie warto się poddawać - mitologia to kpina, w sumie zawsze nią była w mniejszym lub większym stopniu (mniej lub bardziej świadomie), ale kto by się nią przejmował skoro w sumie jest fun.

Odpowiedz
(18-03-2018, 13:25)Albertino napisał(a): 11 sezon zaliczył ogromny spadek popularności, nie zanosi się na to, by serial powrócił z 12 sezonem.
I bardzo dobrze, niech to zdycha czym prędzej. Wszystko co zostało zrobione po ostatnim filmie kinowym to marne popłuczyny i nie mam zamiaru wracac do tego. Nigdy więcej.
Terminator | Aliens | Terminator 2: Judgment Day | True Lies | Titanic | Avatar
Directed by James "THE KING" Cameron

Odpowiedz
Albertino, co do Anderson kija w tylku to w pierwszym odcinku, ale tam to nawet Brando by sobie nie poradził, w tak słabym epizodzie. Dawno nie widziałem tak wyluzowanej Scully jak w sezonie 11. Oczywiście nie mówię o odcinkach dotyczących Williama, gdy wtedy idą twórcy w powagę i dramat, ale w standalonach, zwłaszcza tym prawie niemym czy Darina Morgana, a nawet w Plus One to jest wyluzowana, i nawet uśmiechająca się, żartująca Scully, a nie smutna co nie miało miejsca od czasów przedostatniego odcinka 7 serii, czyli bardzo dawno temu (Je Souhaite Gilligana o dżince czy jak to tam się odmienia). Od finału 7 serii dominowała w serialu smutna i poważna Scully.

Ale też trzeba powiedzieć, że nie dali jej za wiele okazji do wykazania się aktorsko w 11 serii , poza oczywiście odcinkiem Ghouli o którym już żartują co niektórzy, że pod nagrody aktorskie nakręcony. Chodzi głównie o scenę finałową i jeszcze jedną za którą ją bardzo chwalono i pewnie wiesz o jaką mi chodzi. Chociaż mnie to dziwi że tak ją wychwalano, bo wielokrotnie udowodniła w przeszłości, że dramatyczne sceny potrafi zagrać jakby to była najprostsza rzecz na świecie, nie tylko w XF, ale w Bleak House, The Fall, Wielkich Nadziejach czy w House of Mirth. Ale prawda, że więcej materiału do grania miała w 9 serii. Anderson jedzie głównie swoją charyzmą i na swoim typowym poziomie poniżej którego raczej nie schodzi, czyli dobrym, ale też nie wyczynia cudów z rolą, bo poza Ghouli za bardzo nie ma okazji. Chociaż uważam że świetna jest w każdej scenie z Davidem np. w Plus One, niemym odcinku, czy w ostatnim epizodzie w scenach dotyczących relacji M i S, które wyszły bardzo naturalnie, prawdziwie (nie tylko ostatnia).

Co prawda są dwa momenty jak wyszła z roli, czyli w niemym odcinku w scenie w azjatyckiej restauracji na początku jak się śmieje, bo to nie śmiech i reakcja Scully tylko Anderson, i w This, ale to miało już miejsce np. w Hollywood AD z 7 serii i mnie to nie przeszkadza. Wiadomo że w tych odcinkach aktorzy improwizowali i jest więcej w nich nie tylko Anderson, ale też Duchovny'ego niż Muldera i Scully. Ale w reszcie odcinków widzę starszych agentów po przejściach. Widać że Anderson i Duchovny świetnie bawili na planie co wpływa mocno na 11 sezon. A w przypadku 10 serii widać było że to Anderson się lepiej bawi jak Duchovny.


Chociaż muszę powiedzieć i nie moge uwierzyć w to co napisze, że równie dobry co ona jest David, który pokazał, że potrafi zagrać subtelnie, tak jakby przejął się zjechaniem 10 serii, a zwłaszcza krytykę jego gry w 10 sezonie chciał pokazać ,że potrafi starszego Muldera zagrać. A ja raczej go nie chwalę, zwłaszcza w ostatnich latach, chyba że za talent komediowy, bo uważam że lepszym jest aktorem komediowym niż dramatycznym. Ale ogólnie w calym sezonie dorównuje Anderson aktorsko co jest dla mnie niespotykane, bo on subtelnie i oczami, twarzą raczej nie potrafił zagrać. Zawsze Mulder mówił co czuje a np. w ostatnim odcinku w scenach ze Scully dotyczących ich relacji gra tak twarzą , że nie mogę wyjść z podziwu. Ciągną aktorzy serial na swych barkach. Duchovny jedynie w MS III tragiczny był, zwłaszcza w scenie w samochodzie jak rozmawiał przez telefon ze Scully, ale jak napisałem wcześniej to nawet Brando czy Laurence Olivier położył by tak tragiczny odcinek z tak tragicznymi dialogami.

A jak dobrze sezon jest przyjety pokazało to że 11 sezon ma nominację do SATURN (specjalnie ogłosili przed emisją finału?:-D) oraz Anderson. Inne seriale aktorów też dostały nominacje czyli Amerykańscy Bogowie w kategorii fantasy oraz Twin Peaks w kategorii Best Television Presentation (co to za kategoria?). Chociaż uważam, jak wynika z tego jak chwalę Davida, że on też zasługuje na nominację. A w przypadku Anderson to wyjątkowa sytuacja, bo chyba ma nominację za wszystkie sezony (a jak się mylę to proszę mnie poprawić). Ale nie chodzi mi tylko o nominację do tej nagrody, ale ogólne do różnych i jestem prawie pewien, że ma za każdą serię nominację, też za 9 i 10, które wszyscy krytykowali.

Ogólnie fajna rozrywka, dobry sezon, który ma dwa chałowate odcinki ( premiera i pewnie finał, tak zakładam), dwa średnie (Kiten i ostatni, ale są tak genialne sceny z M i S że obejrzałem go już 3 razy i chętnie do niego wrócę), a reszta dobra jak This, Plus One, Familiar, i bardzo dobre Darina Morgana, Ghouli i 11x07. Ale nie zgodzę się że lepszy sezon od 8 serii. Zresztą uważam 8 za najlepszy sezon razem z 5, 6 i 7 (taka niepopularna opinia), ale też 8 sezon to ten na którym serial się powinien skończyć.

Co do 11 to chyba każdy chciałby żeby to była ostatnia seria, ci którym się sezon podoba, jak i ci którym nie podoba 11 sezon, bo kiedyś serial musi się skończyć. Choć wiadomo że nie skonczy się nigdy tak jak ósma seria happy endem tylko otwartym zakończeniem, które bym kupił jakby było takie jak w finale 5 serii albo 9 serii, ale nie clifhanger, że coś grozi M lub S. A


Co ciekawe mimo tragicznej oglądalności, spadającej tydzień w tydzień, FOX reklamuje finał jako finał sezonu a nie serialu i nie zaskoczyło mnie to. Jestem (prawie) pewien, że za rok, dwa, lub za kilka lat Archiwum X powróci w jakiejś tam formie gdyż FOX nie odpuści XF, tak jak nie chce odpuścić 24 godzinom i Prison Break. A nawet jak powiedzą po finale, że nie chcą więcej XF to i tak nie zdziwi mnie że kiedyś XF wróci w jakiejś formie i zmienią zdanie. Zresztą już wypowiedzi Cartera to sugerują, czyli " jest wiele historii do opowiedzenia, to nie koniec" mimo tego, że kilka m-cy temu mówił, że to dla niego" koniec Archiwum, bo nie ma zamiaru kręcić bez Anderson."/ Ale jego wypowiedzi mnie tak naprawdę nie dziwią, nawet gdy zaprzecza sam sobie. Identyczna sytuacja była w czasie sezonów 7-9 gdy co tydzień mówił co innego co do końca XF. Raz mówił że koniec, innym razem, że nie on decyduje, innym razem że będą jednak odcinki. Gość nie ma nic do gadania co do decyzji, więc powtarza ciągle te same teksty do znudzenia. Carter brzmi jak płyta która się zacieła bo w każdym wywiadzie powtarza to samo, a powiedziałby wprost co wiadomo od dawna, że nie od niego to zależy. Więc jak mu każą z FOX zrobić kolejny sezon to pewnie zrobi, bo stacja ma prawa do serialu i zrobi ze starą obsadą, a jak Anderson się nie da namówić to w nowej formie nakręcą 12 sezon albo z samym Davidem. Chociaż wolałbym żeby postawili się Duchovny i Carter i powiedzieli, że nie wracają bez Anderson.

Co do oglądalności to ciekawe, bo jak rozumiem że komuś nie podoba się 11 sezon, gdyż nie da się każdego zadowolić, ale przez dość dużą ilość pozytywnych opinii dziennikarzy/krytyków i fandomu, w przypadku standalonów, to mogłoby się wydawać że oglądalność będzie zbliżona do tych 5 milionów z 10 serii, a po MS III poleciała jeszcze bardziej. Ja obwiniam za to tekst CSMa na końcu odcinka 11x01. Tajemnicą nie jest że 11 sezon jest robiony głównie dla shipperów czyli na pierwszym planie relacje agentów. Odcinków gdzie nie ma nic na temat relacji agentów to jedynie Kitten i Familiar, ale w każdym innym wątek ich relacji jest poruszany i to na większą skalę jak w sezonach 6 i 7 gdzie też wyszedł na pierwszy plan bardziej jak w sezonach 1-5. Do tego stopnia że najlepsze sceny odcinka Plus One to z M i S, które nie dotyczą sprawy , ale jeszcze bardziej posunięte jest to w 11x09 gdzie ważniejsze od sprawy co prowadzą jest wiara Scully oraz relacje agentów jak wyglądały i jak wyglądają obecnie. A skoro dla shipperów głównie sezon to nie daje sie takiego tekstu CSMa jak w premierze na koniec, bo część fanów wzięła go dosłownie i zwyczajnie wkurzyła się na ten tekst, że zaprzeczają tym tekstem co sugerowali w sezonach 7-10 i filmie. Chociaż ciekawe, bo w 11x05 powrócili do tego co sugerowali w sezonach wcześniejszych co potwierdza moją teorię. Więc liczę że w MS 4 okaże się że mam rację, inaczej się wkurzę. Ale też nie liczę by to był dobry odcinek, bo znowu 40 minut i pewnie napakują wydarzeń tyle, że powinien być to 2parter.

Nie liczę na dobry odcinek, pomimo dobrego Plus One Cartera. Zresztą po jego standalonie uważam, że sam Carter ma wywalone na mitologię i dlatego ograniczył znowu do minimum czyli dwóch odcinków, mimo większej ilości odcinków, bo woli pisać standalony. Ale nawet jak tragiczny będzie MS 4 tak jak MS 2 i MS 3 to nie zmieni faktu, że dobrze się bawiłem na 11 serii. Nie raz chętnie powrócę do większości odcinków.

A najlepiej oddaje to, że Carter i aktorzy nie mają wpływu na XF ta wypowiedź aktora sprzed kilku dni gdzie wyraźnie widać, że Duchovny'emu się kończy cierpliwość co do dziennikarzy.

- Finally, last year Gillian Anderson said the current series of X-Files would be her last, how about you? Where does that put you?

DD: I don’t know where it puts me!

- Is it possible to do the show without her?

If they can do it without me they can do it without anybody. I think they could do it without both of us! They can do it without Chris Carter, anything can be done.

- So the current series isn’t necessarily the last?

No, what happens is when we’re dead and they want to do more X Files? Who can fucking say! I don’t know.

Dzisiaj pojawił się wywiad dla denofgeek Cartera, który niby sugeruje że będą kolejne serie jak wcześniej napisałem, ale wydaje mi się, że wcale Carter nie mówi, że chce kręcić bez Anderson tylko w bardzo dyplomatyczny sposób mówi że nie wie co będzie, czyli to co zawsze. http://www.denofgeek.com/us/tv/the-x-files/271879/will-the-x-files-season-12-happen-chris-carter-thinks-so-exclusive

W ogóle po tych ostatnich wywiadach z showrunnerem i aktorem uważam, że David i Carter mają trochę dosyć tych samych pytań. Wszędzie jest więcej teorii i domysłów prasy niż samych zainteresowanych. Ich wypowiedzi się nadinterpretuje i wkłada się im w usta słowa, których nie powiedzieli, a dziennikarze ciąglę maglują temat i nie odpuszczają. Identycznie było na ostatnim spotkaniu DD i GA miesiąc temu z dziennikarzami gdy mieli tylko jeden temat, czyli jej odejście, choć po kilka razy odpowiadała na pytania, a dziennikarze ciągle maglowali ten sam temat mimo że nic do powiedzenia więcej nie miała.

Podobnie było z wypowiedzią Davida, którą zacytowałem. Jak tylko się pojawiła to fani zaczęli na niego naskakiwać, że chce kręcić kolejne serie bez Anderson, a nic takiego nie powiedział. Dla mnie cała wypowiedz Cartera, że to nie koniec xfiles brzmi jak PR , czyli nie chce mówić czegoś czego nie jest pewien. Ja to odbieram tak, że mówi, że nie ma pomysłu na zastąpienie Scully, a poza tym nie chce o tym rozmawiać, bo jest zmęczony pracą nad ostatnim sezonem, a reszta to wydaje się być spekulacja dziennikarza. W ogóle we wszystkie wypowiedzi Cartera i Duchovny'emu nie wierzę do końca, bo wydaje mi się, że nie wszystko nam mówią co pokazuje choćby to jak w każdym wywiadzie Carter sam sobie zaprzecza jak np. od roku myślał o odeściu Anderson a przecież kręcili od sierpnia. Kolejny przykład to fakt, że kilka m-cy temu po tym jak Anderson ogłosiła że odchodzi to mówił, że nie wiedział o tym i fanów zdziwiło to mocno, i czy to możliwe żeby od sierpnia do grudnia jak kręcili 11 serię nie rozmawiali ze sobą na ten temat. We wszystko uwierzę ale nie w to. Ale nawet jak doweidział się razem z fanami, a nie na planie serialu, to i tak mieli napisane do ósmego odcinka dopiero, finału jeszcze nie napisał, ale wiadomo że Anderson odejścia nie uwzględnił w finale 11 serii, czyli tak samo jak w finale 8 serii gdy Muldera nie pozbył się, choć wiedział że nie wróci aktor, a FOX zamówił kolejną serię. Według mnie nie mowią w wywiadach wszystkiego czego nie mogą albo nie chcą powiedzieć i dlatego dla mnie wiarygodne są jedynie wypowiedzi FOX, co oni powiedzą co do 12 serii.

Odpowiedz
O finale moja wypowiedź i bardzo krytykuje. W sumie tego się spodziewałem, że będzie słabo, ale standalony dobre w większości były i nawet średni MS IV nie zmieni mojej opinii o całej 11 serii. Choć i tak poprawka jest w porównaniu z MS II i III, ale minimalna.


Odpowiedz
Zakończenie do bani - znowu Mulder transformuje się w asa wywiadu radzącego sobie z uzbrojonym wrogiem w przewadze liczebnej, znowu tempo i montaż cuchnie filmami z Asylum, znowu mamy garść uniesionych komunałów, znowu agenci mają przerąbane u szefostwa, znowu Skinner (przeżył) okazuje się spoko przełożonym i wspiera Scully, znowu wątki zamykane są pospiesznie w najprostszy sposób (odstrzelenie dwóch mastermindów zła to oczywiście śmiech na sali), znowu motywacje Palacza wyjęte są z dupy. Oto mitologia Archiwum X proszę państwa.

Moim ulubionym serialem wciąż pozostaje Six Feet Under, dlatego cieszę się, że dla wspaniałej Lauren Ambrose znalazło się w 11 sezonie XF siedem sekund czasu ekranowego. :)

Sezon chyba lepszy od poprzedniego - wyszczególniłbym odcinek z Eggersem (fajne, choć oczywiste nawiązanie), Ghouli i te dwa śmieszne. Bywało dramatycznie źle, bywało solidnie, bywało nawet całkiem dobrze.

Michax - archiwum to dla mnie geniusz. Wiadomo, że z licznymi skazami, ale wciąż geniusz, więc jestem w stanie wybaczyć bardzo dużo. Sezony 1-7 kanonem nowożytnej telewizji. ;)

Nie mam odwagi prosić o screeny pożółkłego kajecika, ale mógłbyś wypisać swój top ulubionych odcinków, opcjonalnie wrzucić wszystkie z grupy 10/10. Ja miałbym problem z ułożeniem listy, więc wymienię tylko dwa genialne - Drive i Clyde Bruckman's Final Repose.

Odpowiedz
Norton obiecuję listę odcinków dla mnie najlepszych, czyli 9 i 10 (chociaż jest wiele 8 które bardzo lubię), ale to później bo trochę ich będzie. Ale nim napiszę listę to napiszę co wygaduje Carter i chyba muszę przestać czytać, bo stracę do niego reszty szacunku,a ja go zawsze broniłem i było tak do czasu finału 11 serii. Okazało się że nie jest tak jak ja odebrałem i inni reakcję Scully w finale, nie o to chodziło Carterowi, ale to jeszcze gorsze bo tego w odcinku w ogóle nie widać co chciał pokazać. Więcej w spoilerze.



A tak ogólnie to chciałbym żeby to był koniec serialu, bo to dobry sezon, a ostatnia scena jest połączeniem zakończenia w stylu Existence z ostatnią sceną 9 serii, i dla mnie to jest dobre zakończenie mimo wkurzenia na inne elementy odcinka.


Chciałbym żeby to był koniec, bo należy się M i S trochę szczęścia, a kiedyś musi nastąpić koniec, więc niech przejdą na emeryturę. Jest to zakończenie słodko gorzkie dla nich i takie zakończenie kupuję.

Jeszcze co do finału to Anderson wysłała tweeta sugerującego, że jej zakończenie nie podoba się, a jej hardcorowi fani piszą artykuły, że dlatego odeszła, bo nienawidzi finału, to jak potraktowano Scully w premierze i finale i w ogóle jak mogła 11 lat spędzić w towarzystwie facetów co ją i jej postać tak źle potraktowali - ja tak tego nie odbieram w aż takim stopniu. Prawda, że wypowiadała się jakoś w styczniu jak zapytano ją czy uważa że koniec dla Scully jest szczęśliwy i nie była pewna odpowiedzi, ale nikt jej na planie źle nie traktował, ma bardzo dobre relacje z Davidem i Carterem. Czuję że taka teoria o odejściu Anderson w fandomie urośnie do tego stopnia że wszyscy będą w to wierzyć, choć wg mnie fani mocno przesadzają z reakcją, zwłaszcza fanki feministki i hardcorowe fanki Anderson które nie dadzą sobie o niej powiedzieć ani jednego złego słowa. Sam uwielbiam Anderson, oglądam z nią wszystko, ale ludzie przesadzają mocno. A co do potraktowania Scully to trzeba zaznaczyć,

Chociaż zastanawiający jest fakt że w MS III i IV Carter ograniczył rolę Scully do minimum i fani Anderson/Scully uważają że Carter jest zazdrosny o popularność Scully i silny fandom Anderson i robi na złość fanom- dla mnie to jednak trochę przesada taki wniosek. Ale prawda, że w 11x01 leży w szpitalu (trafia dwa razy, to swoisty rekord), a w finale mimo tego, że sprawa dotyczy jej osobiście to siedzi w domu i Anderson za bardzo nie ma jak aktorsko się wykazać, poza ostatnią sceną, z którą były niezłe jaja jak napisałem wcześniej. Carter tłumaczy to tym,


Norton, obiecana wcześniej lista odcinków - przydają się na coś te zapiski stare. Wymienię wszystkie.

Najgorsze z najgorszych czyli Lord of the flies (na zero) i Travelers (jedyna jedynka jaką dałem w całym XF), a za nimi Space, Lazarus, Young at heart, Aubrei, Born Again, Sanguinarium, El Mundo Gira, Unrequited, Synchorny, Trevor, Sings and Wonders, Chimera, surekill, NIHT 1 i 2 z 9 serii, Underneath, MS II i MS III.


Średnie i słabe to Counduit, Jersey Devil, Shadows, Ghost in the Machine, Eve, Fire, Miracle Man, Roland, Red museum, excelisus dei, fresh bones, ferful symmetry, our town, walk, syzygy, teso dos bichos, avatar, demons, unusual suspetcs, schizogeny, terms of endearment, agua mala, alpha, 6 extinction, fps, fight club, hellbound, jump the shark, MS I, babilon, MS IV, Kitten.

Przyzwoite/porządne czyli na 6/10 to EBE, Pilot, Deep Throat, Blood, 3, Firewalker, Dod Kalm, Soft Light, 2shy, Jose Chung's, Quagmire, Wetwired,Teliko,Musings of CSM, Minds Eye, Dreamland, Rain King (choć z tym odicnkiem to mam problem i w sumie nie wiem czy podoba mi się czy nie do dzisiaj, wcześniej dawałem mu znak zapytania:-D), Two Fathers, Arcadia, Three of a Kind, Millennium, Amazing Maleeni, First Person Shooter, Theef, all things, Brand X, Salvage, Badlaa, Medusa, Three Words, Empedocles, Daemonicus, 4-D, Trust No 1, John Doe,Scary Mosnters, Sunshine Days, I Want to Believe, Nothing Lasts Forever.

Dobre i bardzo dobre czyli na 7 i 8 to Squeze, Ice, Fallen Angel, Darkness Falls, Tooms, Erlenmeyer Flask, LGM, Host, Slepless, Ascension, Die Hand Die Verletzt, Colony/End Game, Humbug, Calusari, F. Emasculata, trylogia Anasazi, DPO, List, Oubliette, Nisei/731, Revelations, Piper Mary/Apocrypha, Pusher, Hell Money, Talitha Cumi/Herrenvolk, Unruhe, Home, Field Where I Died, Tunguska/Terma, L. Betts, Tempus Fugit/Max, Zero Sum, Christmas Carol/Emily, Kitsunegari, Chinga, Kill Switch, Patient X, All Souls, Pine Bluff Variant, End, Begining, Fight the Future, Drive, Dreamland 2, SR 819, One Son, Monday, Unnatural, Field Trip, Biogenesis, Hungry, Goldberg Variation,RUsh, XCOPS, En Ami, hollywood ad, Invocation, Redrum, Gift, Vienen,Essence, Provenance/Providence, William, Founders Mutation, Were Monster, Home Again, Plus One, This, Lost Art...,Ghouli, Followers, Familiar.

Na 9 to beyond the sea, Duane Barry, One Breath, Irresistible, War of Coprophages, Grotesque, Paper Hearts, Kaddish, Never Again, Small Potatoes, Elegy, Gethsemane, Detour,Bad Blood, The Red and the Black, Folie a deux,How the Ghosts Stole Christmas, Tithonus, Amor Fati, Orison,Sein und zeit, Closure, Je Souhaite, Within, Without, Patience, Roadrunners, Per Manum, DeadAlive, Alone, Existence (tylko jak ten i wcześniejsze mitologicznie z 8 serii nie dotyczące porwania Foxa będzie się teraz oglądało po rewelacjach z 11 serii), Audrey pauley, Improbable, Release.

U mnie 10 mają takie jak Clyde Bruckman's..., Memento Mori, Redux i Redux 2, Post Modern Prometheus, Triangle, Milagro (najlepszy w ogóle odcinek ze wszystkich poświęconych Scully), Requiem, Via Negativa i This is Not Hapening (muzyka i Anderson - wow!). Zauważyłem że zaskakująco dużo Cartera odcinków lubię, chociaż moim ulubionym jest Gilligan, i nie tylko za komediowe i eksperymenty, ale też horrory, thrillery.

Odpowiedz
(23-03-2018, 01:19)hejka. Do tej pory tylko czytałam, a dzisiaj jednak zabiorę głosmichax napisał(a):

Odpowiedz
Ok, fajnie napisałaś, ale daj to jednak do spoilera.
Moja odp. Kupiłbym bardzo chętnie tą teorię, ale ja tego tak nie widzę. To jest problem z tą sceną że tak jest zrealizowana i napisana i jak napisałem wcześniej już wiadomo dlaczego że każdy ją inaczej odbiera. A jak się okazało Carter co innego miał na myśli jak mówi w wywiadach na co fani nie wpadli w ogóle, i tak nie powinno być.


Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości