Z archiwum X
#41
Po jednej z lepszych 8 serii przyszla pora, by przypomniec sobie ostatni sezon, ktorego nikt nie chcial (nawet ci, ktorzy doceniaja 8).
Nie winie Cartera i ekipy 1013 za to, ze jednak powstala 9. W koncu to nie od nich ostatecznie zalezalo czy serial bedzie kontynuowany, tylko od decydentow z telewizji FOX. Moze sie nam to nie podobac (w koncu to Carter walczyl o serial, dzieki niemu FOX zarobil miliony dolarow), ale taka jest prawda. Nie jestem tez specjalnie zly na Duchovnyego - w koncu o tym, ze odejdzie bylo wiadome, ale niestety decydenci z Foxa sie przeliczyli.
Pamietam jak po zakonczeniu 7 serii pojawil sie wywiad ze Spotnitzem, ktory powiedzial cos takiego, ze "on i Carter nie byli zbytnio zadowoleni, gdy sie dowiedzieli, ze jednak powstanie 8 sezon, ale to nie od nich zalezy ta decyzja".
Rownie dobrze mozna odniesc te slowa do 9 serii.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, ze XF zniknelo z anteny z powodu zbyt niskiej ogladalnosci. Oczywiscie nigdy XF nie mialo tylu widzow co np. Przyjaciele czy ER, ale mialo swoja stala widownie (pewnym pocieszeniem jest fakt, ze final mial ogladalnosc zblizona do 8 serii). Inna sprawa jest wyrazne obnizenie poziomu serialu w 9 serii, zwlaszcza dotyczy to standalonow, chociaz trzeba tez przyznac, ze gdzies tak od polowy serii jest o wiele lepiej.
Ale widocznie tak musi byc - nawet w najlepszych serialach trafiaja sie gorsze lata (najlepszym przykladem moze byc serial 24, gdzie po jednej z najlepszych 5 serii niedawno lecial wedlug sporej czesci widzow najgorszy sezon).
Pomimo tego, ze tez uwazam, iz serial powinien zakonczyc się na 8 serii (po prostu widac po ostatnich pieciu epizodach ze planowali zakonczyc serial), to trzeba jednak zaznaczyc, ze 9 nie jest jednak az tak beznadziejna jak sie o niej mowi. Po prostu XF nawet na slabszym poziomie to nadal dobry serial.
W poprzednich latach tez sie trafialo sporo odcinkow o ktorych chcielibysmy jak najszybciej zapomniec, zaryzykuje stwierdzenie, ze było kilka nawet gorszych od tych z 9 serii.
Dobrze sie stało, iz Carter nie odszedl z serialu po 8 serii. Mial takie plany, ale jak wiadomo zostal w XF glownie ze wzgledu na GA (na 9 serie podpisala umowe za nim bylo wiadomo, iz jednak bedzie 9, w okolicach pierwszych odcinkow 8). Nawet nie potrafie sobie wyobrazic jak byłaby slaba 9, gdyby odszedl CC po 8 serii. To dopiero byłaby katastrofa.
Troche trudno oceniac 9 biorac pod uwage poprzednie lata, bo to jest juz inny serial (nawet z 8 nie próbuje porównywać). Zreszta tworca serialu wielokrotnie powtarzal, ze 9 to bedzie zupelnie nowy serial, cos na ksztalt XF: Nowe Pokolenie (i moze byłoby lepiej, gdyby w 9 s. zmienili na wlasnie taki tytul serial). Ja patrzę na 9 jako na cos zupełnie nowego. Nowe postaci, brak Muldera i Scully, nowa mitologia. Jak na tak drastyczne zmiany serial sobie niezle poradzil i dlatego jestem pelen uznania dla ekipy 1013. Troszeczke zawiodl w 9 serii Snow, bo jego muzyka byla jakby mniej "widoczna" (a moze po prostu zbyt nas rozpiescił w poprzedniej serii). DD wystapil w finale i spisal sie dobrze, chociaz jeszcze lepiej popisał sie jako scenarzysta, a zwłaszcza jako rezyser. Poza tym troche dobrej gry aktorskiej pokazala Gish, a przede wszystkim Patrick.
GA było mało, ale jak już sie pojawiła na dluzej (epizody Cartera), to aż było miło patrzeć jak gra (gdzies tak od 4, 5 serii wypiekniala, ale to w ostanich trzech sezonach zrobila sie z niej niezla laska).
Moze przejde w koncu do odcinkow.
NIHT niestety nie dorownuje season-openerom z poprzednich lat, ale nie jest tez az tak zly jak sie o nim mowi. Po prostu powstal epizod na przyzwoitym poziomie. Jak na poczatek serii, to troche za malo.
A co do znikniecia Muldera, to sie zgodze, ze pomysl jest troche naciagany, ale jakby sie tak zastanowic to obojetne czego by nie wymyslil Carter to i tak jest to sytuacja bez wyjscia (a poza tym i tak bylby krytykowany).
NIHT pokazuje cala zmiane jaka zaszla w serialu - glownymi bohaterami sa Doggett i Reyes.
Widzowie nie zaakceptowali tak drastycznej zmiany w serialu i poczatek nowego okazal się definitywnym koncem serialu (i to wydarzenie jest dla mnie archiwowym jump the shark). Oczywiscie nie powinien nikt byc zaskoczony (oprocz telewizji FOX); jesli ktos nie ogladal serialu przez 8 lat, to nie zacznie ogladac z nowym duetem.
GA tak jak sie mozna bylo tego spodziewac istnieje tylko w odcinkach o Williamie. Niby sprawa jest wyjasniona, wiadomo kto jest ojcem, ale ze aktorka podpisala umowe na 9 rok produkcji musieli znalesc miejsce dla niej w serialu. Wiec polaczyli 2 watki: efekt zwiazku M i S oraz (ujmujac to jak najkrocej) na ciaze mialy wplyw eksperymenty przeprowadzane na agentce.
W NIHT w przeciwienstwie do np. finalu 8 serii akcja toczy sie bardzo wolno (niektorzy uznaja ze jest nudno).
Bylo kilka fajnych scen jak. np. ta z olowkami czy atak Doggetta na Kersha i Follmera.
Zdecydowanie Doggett zachowaniem przypomina Muldera, a nawet jest nieco bardziej porywczy.
W sumie Doggett bardzo przypomina i gra role Scully, a Monica, Foxa.
W tych pierwszych odcinkach wyraznie widac brak Muldera. Patrick jest swietny, ale nie tak intrygujacy jak w 8 sezonie (przynajmniej w niht).
A co do Reyes to lubie ja, ale powiem tak: gdyby nagle jej zabraklo, za bardzo by sie tego w serialu nie odczulo.
Podsumowujac dam NIHT mocna srednia, czyli 6/10.

Daemonicus
Uwielbiam tego typu odcinku. Oczywiscie nie ma co porownywac epizodu Spotnitza z takimi dzielami jak np. Die Hand Die Verletzt ale i tak specjalista od mitologii odwalil kawal dobrej, archiwowej roboty.
RP i AG swietnie sie uzupelniaja, niezle wypadl tez aktor grajacy Kobolda, jak zwykle nie zawiodl Snow (choc trudno mowic tu o muzyce, bardziej pasuje tu slowo sciezka dzwiekowa). O GA nie ma sensu wspominac w przypadku standalonow - jest, a tak jakby jej nie bylo. Chociaz jest jedna swietna scena z GA, na Akademii FBI (ciekawe jak wygladaja u doktor Scully egzaminy, pewnie wielu oblewa).
Odcinek ten tez oprocz ciekawej trzymajacej w napieciu historii jest tez poswiecony Doggettowi, tzn. jego charakterowi. Mamy tutaj idealne odzwierciedlenie Scully z 1 serii, ktora rownie sceptyczna jak teraz John pozostala w Archiwum X, gdyz mimo wszystko fascynowaly ja sprawy oraz Mulder.
Dogget tez ma podobne powody, badzo zalezy mu na obu agentkach, ale z drugiej strony obawia sie ze czuja do niego litosc i dlatego zachowuje sie tak jak sie zachowuje. Chociaz akurat w przypadku Daemonicus on mial wiecej racji niz S i R. W sumie mogloby sie wydawac, ze w 9 serii postac Doggetta juz tak nie fascynuje jak w 8 serii, a jednak.
Okazuje sie, ze nie jest on tak "prosty" jak np. Monica, ktora blednie gdy nie ma przy niej Doggetta. O nim mozna pisac rownie duzo co o Mulderze i Scully, odkrywajac co odcinek cos nowego na jego temat.
Duzym plusem odcinka sa tez sceny z Doggettem i Koboldem (wyraznie inspirowane filmami wedlug powiesci Thomasa Harrisa).
Jedyne zastrzezenie mam do zakonczenia - chyba kazdy sie domyslil, ze to zginal straznik, a nie Kobold.
Szkoda, bo byla szansa na bardzo dobry odcinek, a tak musze dac Daemoncus 7/10.

4-D
Lubie Reyes, uwielbiam Doggetta na rowni z M i S, ale niestety para D-R nie jest tak ciekawa (pomimo tego ze swietnie sie uzupelniaja) jak ich poprzednicy czy chocby duet S-D. Prawde powiedziawszy, to zupelnie nie interesuje mnie jakie sa relacje miedzy D i R (a w przypadku M i S nie mozna bylo tak powiedziec, niezaleznie od tego jakie mialo się poglady na temat ich wzajemnych relacji)i dlatego 4-D oglada sie dobrze, ale na zimno, bez emocji.
Pomysl naprawde ciekawy (szkoda, ze nie wpadli na cos takiego za M i S), aktorzy w wiekszosci graja tak jak trzeba (ciekawa nowa postacia jest Follmer), mamy tez troche pieknej muzyki, ale jak juz napisalem 4-D oglada sie bez emocji. Oczywiscie doceniam robote jaka wykonala w tym odcinku ekipa Cartera i dlatego oceniam epizod na 7/10.

Lord of the flies
Do tej pory byly w 9 serii epizody, ktore nawet jesli mialy jakies minusy, to nie ocenialem ich az tak krytycznie jak 99% fanow. Ale w koncu musial nadejsc ten moment, w koncu musial powstac taki epizod, ktory moglbym zjechac od A do Z, i taka "perelka" jest wlasnie Lord of the Flies (a juz zaczalem podejrzewac, ze cos z moim gustem jest nie tak).
Lotf to epizod, ktory nigdy nie powinien powstac. Moim zdaniem nie ma w tym odcinku nic, co by moglo zainteresowac fana serialu.
W serialach oprocz glownych bohaterow najwaznieszy jest dobry scenariusz. Niestety, scenariusz pana Schnauza to po prostu beznadzieja (moze nie powinienem byc zaskoczony, bo Schnauz jest odpowiedzialny za jeden z najgorszych odcinkow Lone Gunmen Tango de los Pistoleros). Oczywiscie zdarzaja sie tez filmy czy seriale tak zle ze az dobre, ale to nie ten przypadek. Nawet weteran serialu Kim Manners nie mogl tu zbyt wiele zdzialac.
W czasie ogladania lotf odnioslem wrazenie (moze mylne, nie wiem), ze autorowi odcinka marzylo się dzielo w stylu np. Post-Modern Prometheus czy Hollywood A.D. Niestety Schnauz, to nie Carter czy Duchovny (nawet taki odcinek jak Fight Club, wyraznie odstajacy na tle innych dziel Cartera, jest 100 razy lepszy od lotf). Ciekawe, ze w przypadku tak specyficznych odcinkow jak PMP, Hollywood A.D., Fight Club i wiele innych ocierajacych sie o kicz powstaja epizody tylko wybitne albo takie o ktorych chcemy jak najszybciej zapomniec. Lotf zalicza sie do tej drugiej kategorii.
Jedyny odcinek, ktoremu dalem najnizsza ocene, to byl Travellers i niestety drugi raz musze postawic mojemu ulubionemu serialowi 1/10. W przypadku najgorszych odinkow serialiu (a jest ich troche) pocieszajace jest to, ze w wiekszosci sa to epizody nowych scnarzystow w ekipie albo takich, ktorzy napisali dwa, gora 3 odcinki, a nie stalej ekipy 1013 (mam na mysli Cartera, Gilligana, Spotnitza i braci Morgan).

Trust No One
Najwazniejsze nie ma zadnych nudow, caly czas cos sie dzieje. Chociaz nie ma w odcinku Muldera, caly czas czuje sie jego obecnosc. Dobry scenariusz, jeszcze lepsza rezyseria, swietna muza (i nie tylko ten pieknie przerobiony klasyczny utwor Czajkowskiego).
Odcinek poswiecony Scully, wiec wiadomo czego mozemy sie spodziewac po Anderson. Nie dziwie sie opiniom tych, ktorzy twierdza, ze GA to jeden z najlepszych wyborow Cartera oraz ze Scully to jedna z niewielu tak dobrze granych i wyrazistych rol kobiecych w TV. Ale zeby nie bylo az tak pieknie, to musze dodac, ze zaczyna mnie troche denerwowac w tej serii(az nie moge uwierzyc w to co pisze), to zbolale oblicze Scully. Wiadomo, ze GA jest niezla aktorka, zwlaszcza niezle wypada w scenach dramatycznych, ale scenarzysci troche przesadzaja - wystarczy ze padnie slowo Mulder, a Scully juz sie lamie glos, zaczyna plakac. Na szczescie w kolejnym odcinku z GA w roli glownej bedziemy mieli okazje zobaczyc tez bardziej waleczne oblicze naszej ulubionej agentki.
Niezle wypadl tez T. O'Quinn. Ze wszystkich rol jakie zagral u Cartera, ta z TNO uwazam za najlepsza. Musze sie przyznac, ze nigdy nie przepadalem za tym aktorem (nawet w Milenium, przekonal mnie dopiero w Lost).
TNO przypomina troche En Ami. W obu odcinkach Scully nagle gdzies sie pozbywa tego zimnego racjonalizmu i zamast rozumem, kieruje sie sercem. Najpierw obdarowuje zaufaniem jednego z najwiekszych wrogow, gdyz szansa na zdobycie leku na wszystkie choroby ludzkosci jest zbyt wielka by ja zmarnowac. W TNO natomiast otrzymuje szanse na powrot Muldera i w tym przypadku rzadzi serce, a nie rozum. Woli zaufac nieznajomemu niz Doggettowi i tylko dlatego, ze ten pierwszy oferuje jej cos o czym marzy najbardziej. Niby bardzo podobne odcinki do siebie, a z drugiej strony jakze rozne
W przypadku TNO nie mozna tez zapomniec o teaserze, jednym z najlepszych.
Muzyka, tresc listu, wszystko przepieknie komponuje sie z pokazywanymi scenami. Niby Scully czyta list do syna, ale w prawie kazdym zdaniu mozna znalesc analogie do sceny, zdjecia, ktore akurat pokazuje sie na ekranie.
Niby w teaserze pokazuja nam zdjecia, z ktorych wynika ze przez te lata ktos ich caly czas obserwowal, ale pomiedzy tymi zdjeciami widzimy sceny, ktore w bardzo subtelny, delikatny sposob sugeruja nam cos.
Ktos moglby zarzucic , ze brakuje scen z all tchings czy finalu 8 serii, ale to wlasnie mi sie podoba, ze jest to subtelne jak caly serial a nie jawne. Wyskoczyli tylko z tym Milenium, chociaz dla mnie byl to czysto przyjacielski pocalunek (musieli przeciez jakos przywitac nowy rok), najdelikatniejsza z pewnoscia scena ze wszystkich tego typu.
Jak na razie najlepszy odcinek 9 serii. 8/10

John Doe to pierwszy odcinek jednego z moich ulubionych scenarzystow, Vince'a Gilligana, od czasu swietnego Roadrunners z 8 serii.
Roadrunners skupial sie na Scully, tym razem Gilligan napisal skrypt poswiecony Doggettowi.
I trzeba przyznac, ze etatowy scenarzysta serialu odwalil kawal dobrej roboty (dziwne, ze nie wpadli na podobny pomysl za czasow Muldera), ale mozna tez dodac, ze tylko dobry (w koncu to Gilligan, stac go na wiecej).
Dobra robote odwalila tez debiutujaca w roli rezysera M. McLaren (obok GA jedyna kobieta, ktora rezyserowa w XF).
Ale najwiekszym plusem odcinka jest znakomita gra Patricka.
Podsumowujac John Doe to odcinek na dobrym poziomie (7/10), ale tez bez specjalnych rewelacji.

Hellbound
Po odcinkach poswieconych Scully i Doggettowi przyszla pora na epizod poswiecony agentce Reyes.
Annabeth Gish gra dobrze, potrafi samodzielnie udzwignac odcinek, ale pomimo wszystko Reyes, to nie to samo co M, S czy D.
W sumie bardziej przypadla mi do gustu w 8 serii. A wlasnie, jesli mnie pamiec nie myli, to palila w poprzednim sezonie papierosy, a w 9 serii jest na pierwszym planie, wiec nie wypada aby glowny bohater palil (ta polityczna poprawnosc). Szkoda, wyroznialo ja to.
Hellbound jest epizodem w sumie na przyzwoitym poziomie. Niby nie ma sie za bardzo do czego przyczepic (moze poza jednym z najnudniejszych teaserow, pozniej jest lepiej), rezyser wycisnal ze scenariusza wszystko co sie dalo, muzyka Snowa taka jak zwykle, ale Hellbound plasuje się odrobine powyzej sredniej. Niesamowite wrazenie robi za to w Hellbound scenografia, zwlaszcza chodzi mi o sceny w kopalni.
A wracajac do muzyki, to troche sobie odpuscil ta serie Snow (jesli sie nie myle w tym samym czasie co leciala 9 seria Snow zostal tez kompozytorem serialu Smalville). Nie wybija sie tak jak w poprzednich seriach, zwlaszcza w porownaniu z 8 seria. Jesli jest jakis niezly kawalek, to tylko jeden na caly odcinek (np. w ostatniej scenie Hellbound czy w zakonczeniu 4-D). Podsumowujac epizod oceniam na 6./10

Provenance/Providence udowadnia, ze niht byl tylko wypadkiem przy pracy.
Wypadkiem, bo jak na mitologiczny epizod tak bardzo nie zachwycal, zwlaszcza ze ostatnie mitologie byly przynajmniej znakomite. Provenace/Providence rowniez do takich sie zalicza.
Caly czas cos sie dzialo, mnostwo zwrotow akcji, zadziwiajace i szokujace sceny jak te ze statkiem czy z Williamem.
A do tego Anderson znowu o sobie przypomniala. Zwlaszcza niesamowita byla w scenie przesluchiwania agenta FBI u siebie w domu. Muzyki znowu malo, ale kawalek w teaserze Providence czy na koncu, gdy Scully znalazla syna genialny.
Oprocz wzorowej gry GA warto zwrocic uwage na rezyserie obu odcinkow (zwlaszcza Cartera w czesci 2).
Bardzo podobal mi sie tez nietypowy duet, jak na ten serial, czyli Scully i Reyes.
Jedyna uwage jaka mam do odcinka, to taka ze podobno mial sporo spraw wyjasnic. I niby wyjasnil, ale ja po obejrzeniu P/P mam jeszcze wiekszy metlik w głowie niz wczesniej. Oczywiscie P/P to kolejny odcinek, w ktorym mamy potwierdzenie, ze ojcem Williama jest Fox. I dobrze, ale w pozostalych kwestiach zwiazanych z synem Muldera troche sie pogubilem (cos mi sie wydaje, ze scenarzysci chyba tez).
Kolejna sprawa - ktory to juz raz niby Mulder zginal? Wiadomo, ze scenarzysci musza jakos utrzymac postac Foxa w serialu, ale zaczyna to troche irytowac.
Ale juz przestane sie czepiac, bo w sumie P/P to jak na razie obok TNO najlepszy odcinek 9 serii.
Oba epizody oceniam tak samo, na 8.
Audrey Pauley przypomina troche 4-D, ale jest od tego odcinka też lepsze. Pomimo tego, ze epizod jest dosyc ponury, to mamy tutaj taka specyficzna ciepla atmosfere, co jest tez zasluga Snowa. Muzyka w AP jest niesamowita i w koncu nie tylko pojedynczy utwor na caly odcinek, ale praktycznie kazdy motyw muzyczny jest genialny (a tak przy okazji muzyka w AP bardzo przypominala muzyke z serialu Millennium).
Odcinek poswiecony relacjom nowego duetu i po raz pierwszy w 9 serii Reyes nie jest w cieniu Doggetta, chociaz Patrick zagral tak jak zwykle, dal popis. Po tym odcinku jeszcze bardziej polubilem Reyes, moze jeszcze nie tak jak Doggetta, ale juz jest blisko.
Rownie dobrze opocz RP i AG wypadla aktorka grajaca tytulowa role (zagrala tez w Oubliette).
Poza tym sama fabula byla niesamowita, bardzo lubie takie epizody. Chociaz brakuje mi wytlumaczenia dlaczego ten lekarz zabijal. Nie chodzilo mu chyba o handel organami, gdyz poprzednie ofiary zmarly bez ich pobrania.
Jedynie do czego sie przyczepie, to do zachowania Scully. Takie zachowanie naszej ulubionej agentki pasowalo by raczej do Scully z lat poprzednich, a nie w 9 serii. Sama nie raz przeszla podobnie niesamowite wydarzenia, no i zamiast pocieszac Doggetta, to jeszcze bardziej go dolowala. Ale poza tym dosc dziwnym zachowaniem Scully nie mam zadnych zastrzezen do odcinka. AP to najlepszy standalone 9 serii, przynajmniej na razie.
Ocena: 8/10

Underneath
W przeciwienstwie do Cartera, Gilligana czy Spotnitza nie moze Shiban zaliczyc swojego debiutu rezyserskiego do udanych. Odcinek kompletnie mnie nie ciekawil, nawet dobra gra Patricka go nie ratuje.
Underneath przypomnial, ze Shiban to najbardziej nierowny scenarzysta ekipy 1013. Daleko Underneath do chocby Badlaa, nie wspominajac juz o takim odcinku jak Elegy. Najblizej jest temu odcinkowi do Walk czy Travellers. Ocena 3/10

Improbable to kolejny do kolekcji nadzwyczajnych dziel Cartera. Moga sobie wszyscy mowic co chca o 9 serii, ale tym odcinkiem Carter udowadnia, ze pomysly mu sie nie skonczyly. Ogladajac 9 rok Xf mozna powiedziec: "tego jeszcze nie bylo". Moze nie jest tak dobry jak np. PMP czy Triangle, ale ma to cos w sobie co nie pozwala o nim szybko zapomniec.
A co do tych piosenek, to wydaje mi sie, ze Carter dal je do odcinka, by podkeslic ta specyficzna atmosfere jaka tu mamy. Wpowadzaja one widza w odpowiedni klimat.
Swietna fabula, kapitalne dialogi, jeszcze lepsza rezyseria, Burt Reynolds, konfrontacja S i R (swietny duet). Wszystko to razem polaczone daje niesamowity efekt. A juz najlepsza jest druga czesc, gdy cala trojka zostaje zamknieta - cos wspanialego.
Seial ma mnostwo genialnych epizodow mitologicznych i standalonow, ale wlasnie takie odcinki, jak na przyklad te Cartera pokazuja prawdziwa klase serialu. Zaden inny serial (tak mysle), choc moze miec tez wiele swietnych odcinkow, to takich jakie robi m.in CC nie ma.
I uwazam, ze taki epizod w ostatnej serii, bez Muldera, gdy wszyscy go krytykuja, jest najlepsza rzecza jaka mogla sie przydarzyc serialowi, bo udowadnia, ze nadal moze byc najlepszy.
Ocena 9/10

Scay Monsters
Milo zaskoczyl mnie autor Lord of the Flies. Jak na niego to calkiem niezla robota. Najwiekszym plusem sa tutaj akcenty komediowe, Leyla Harison, jej kolega oraz dialogi (zwlaszcza te w wykonaniu jak zwykle swietnego Patricka).
W SM udowodnili, ze w Archiwum X jest potrzebny tez ktos pozbawiony wyobrazni, jak powiedziala na koncu Leyla.
Wiec mozna zaryzykowac swierdzenie, ze w tej scenie Doggett zostal zaakceptowany przez fanow, ktorych w SM w pewnym sensie reprezentuje Leyla Harrison.
A poza tym to nic specjalnego, wiec dam 5/10.

Jump the shark to jedyny odcinek 9 serii o ktorym calkowicie zmienilem zdanie.
Odcinek oglada sie dobrze, ale nic poza tym. W sumie jest na poziomie ponizej ktorego serial nie powinien schodzic. Przyzwoita archiwowa robota. Chociaz trudno nazwac JtS odcinkiem Archiwum X, raczej jest to final serialu Lone Gunmen. I w sumie jest na podobnym poziomie co ten serial - nie byl zly, ale tez nie bylo to nic specjalnego.
Trudno nie lubic Strzelcow, ale wydaje mi sie, ze nie sa na tyle ciekawymi postaciami, aby mogli zostac glownymi bohaterami serialu. O wiele lepiej radza sobie w "Archiwum X" (sa zabawniejsi) niz w "LG".
A co do zakonczenia JTS, to chyba nikt sie nie spodziewal takiego finalu; tym bardziej, ze jest to odcinek komediowy, lekki. Chociaz wydaje mi sie, ze taki wlasnie powinien byc z nimi ostatni odcinek. Trzeba tez zaznaczyc, ze bez zadnych zgrzytow JTS przechodzi z lekkiego klimatu do powaznej koncowki.
Fani Strzelcow pewnie nie moga do tej pory uwierzyc w to co zafundowali nam scenarzysci w JtS, ale przeciez wiadomo, ze nie ma w "Archiwum X" swietych krow, kazdy moze tu zginac (oprocz M i S). W kazdej serii usmiercono przynajmniej jedna postac, wiec bylbym troche zaskoczony gdyby nikt nie zginal w 9 serii (pomimo tego, ze zostalo malo postaci). Ale czemu akurat oni? Trudno zgadnac, choc slyszalem taka teorie, ze wszystkie dramatyczne wydarzenia z koncowki 9 serii sa zemsta Cartera na fanach za odwocenie sie od serialu, a zwlaszcza za to jak fani jechali po nim w internecie (niezle mu sie dostalo, jak dobrze pamietam od fanow). Pomimo wszystko jakos trudno mi w to uwierzyc.
Moze usmiercanie glownych postaci teraz, w czasach takich seriali jak Lost, Prison Break czy 24, to nic specjalnie nowego (szczegolnie w tym ostatnim bija rekordy w usmiercaniu ulubiencow publicznosci i nikt nie narzeka),ale jak na czasy, w ktorych w telewizji krolowalo m.in XF, to bylo istotne nowatorstwo. Chyba w zadnym innym serialu z tamtych lat nie pozbywano sie tylu postaci co w "Achiwum X" (jak przystalo na klasyka, XF wyprzedzilo czasy).
Swoistym paradoksem jest to, iz Lone Gunmen, serial lekki, komediowy konczy sie crossoverem, w ktorym gina glowni bohaterowie (zaden inny serial Cartera tak sie nie zakonczyl, nawet Millennium).
Podsumowujac JtS oceniam na 5/10.

William
Pamietam, ze jak sie tylko okazalo, ze jednak bedzie 9 seria, to przyszla mi do glowy mysl taka, ze pewnie cos sie stanie z Williamem. I wykrakalem, Carter postanowil się go pozbyc z serialu. A czym dalej od zakonczenia serialu, to coraz bardzej sie utwierdzam w przekonaniu, ze syn agentow byl tylko po to, abysmy sie dowiedzieli, ze zmienily sie ich relacje.
A co do odcinka, to DD swietnie poprowadzil aktorow na czele z GA (moze powinien tak jak wielu aktorow np. Gibson pomyslec o zmianie zawodu i zostac rezyserem).
Oprocz aktorow, rezyserii warto tez zwrocic uwage na muzyke (piekny kawalek, gdy Spender trzyma Williama) i ciekawy scenariusz. A wracajac jeszcze do GA, to w przypadku tego odcinka sprawdza sie to co sie pisze i mowi o jej aktorstwie. Gdy ona sie smieje, to my (widzowie) tez sie smiejemy; gdy placze, to my tez jej w tym towarzyszymy (a przynajmniej się wzuszamy).
Caly czas mam mieszane uczucia czy konieczne bylo "likwidowanie" Williama na koniec serialu, ale calkowicie rozumiem i szanuje decyzje agentki. A zakonczenie to jeden z nasmutniejszych, najbardziej przejmujacych momentow w calej historii serialu, ale tez i jedna z najpiekniejszych scen w XF. Ostatnie minuty sa tak doskonale wyrezyserowane przez DD i zagrane przez GA, iz praktycznie wierzy sie scenarzystom, a zwlaszcza aktorce, ze Scully nie miala innego wybory. Praktycznie zapomina sie o wszystkich watpliwosciach jakie ma sie co do decyzji Scully. Jak to ktos kiedys pieknie okreslil: poswiecila swoje macierzynstwo, swoje marzenia dla bezpieczenstwa syna.
Oczywiscie mozna sie przyczepic i powiedziec, ze przeciez jesli znalezli kosmici Scully w Existence, to moga i znalesc Williama (i moze taka fabule planuje CC na jeden z kolejnych filmow; parokrotnie wspominal, ze chcialby nakecic kilka filmow - oby mu sie to udalo). Niby racja, pewnie by go znalezli, ale trzeba pamietac o jednym, przeciez to tylko serial. A w kazdym serialu nawet najlepszym wymagane sa pewne uproszczenia.
Praktycznie nie mam sie do czego przyczepic i grzechem byloby nie postawic "Williamowi" najwyzszej noty.
Odcinek DD to jeden z najlepszych epizodow mitologicznych w calym serialu.
Ocena: 10.

Release, to kolejny odcinek 9 serii (po JTS i Williamie) zamykajacy pewien etap serialu.
Tym razem zakonczono sprawe syna Doggetta, watek ktory tak na dobra sprawe w ogole sie nie rozkrecil.
Zakonczono go w sposob typowy dla tego serialu, ale nie jest tez tak, ze zupelnie nic nie wyjaniono. Owszem, nie poznalismy nazwiska mordercy, ale wiadomo jak doszlo do porwania Luke'a i kto był w to zamieszany, no i co najwazniejsze dlaczego i jak chlopiec zginal. Ciekaw jestem tylko, co sie stalo z Follmerem.
W koncu zamordowal Regaliego z zimna krwia. I tak sobie mysle, ze moze Doggett w raporcie nie napisal, ze Follmer go zabil "bez powodu", gdyz facet, jakby nie patrzec byl zamieszany w smierc Luke'a.
A Follmer w pewien sposob wyreczyl Doggetta, ktory sam mial ochote go zabic. Ale za to co zrobil dyrektor moze np. stracil stolek zastepcy i przeniesiono go do innego biura, innego miasta.
Bardzo ciekawa postac mial do grania w serialu Cary Elwes i wywiazal się z zadania zaskakujaco dobrze. Zaskakujaco dobrze, bo nie uwazam go za zbyt dobrego aktora. Follmer byl zamieszany w korupcje, ale poza tym nie byl zlym czlowiekiem. Moze powiem tak: nie dzialal ani po stronie Doggetta, ani Kersha, ale FBI. Jestem tez przekonany, ze nie mial nic wspolnego ze smiercia syna Doggetta. Moim zdaniem, Regali zabil albo byl tym biznesmenem co zlecil zabojstwo.
Wszystko w odcinku jest w najlepszym archiwowym stylu: swietny scenariusz (kto by pomyslal, ze Amann i Shiban napisza tak dobry skrypt), swietnie zrealizowane, Patrick znowu pokazal klase, a muzyka to po prostu cud - miod.
I nie mam na mysli tylko przerobionej przez Snowa "Sonaty Ksieżycowej", ale i jego oryginalne kompozycje,jak np. "Doggett Theme", który pojawia sie na koncu odcinka (ciekawe ze tylko S i D maja swoj utwor muzyczny, a co z Mulderem?).
Niezle wypadl tez aktor, ktory gral kadeta. Dobrze go okreslila Reyes, byl okropnie irytujacy.
Jak dla mnie Release, to obok AP najlepszy standalone 9 serii.
Ocena:8/10

Sunshine Days przypominal mi toche klimatem poprzednie dzielo Gilligana- rezysera, czyli swietnego Je Souhaite.
Moze SD nie jest az tak dobre jak tamten odcinek, ale i tak nie ma co narzekac. Odcinek dosyc luzny, wesoly. Prawda, ze mamy tutaj nawiazanie do serialu nieznanego u nas, ale to zupelnie nie przeszkadza w ogladaniu. Rownie dobrze SD moglby dotyczyc kazdego innego serialu (filmu, ksiazki, itd).
SD to kolejny juz epizod podsumowujacy w pewien sposob serial (to ciagle poszukiwanie dowodu na zjawiska paranormalne, ale moze nie o to tak na prawde chodzilo...).
A co do Patricka to trzeba zaznaczyc, ze sprawdzil sie i w odcinkach lekkich, komediowych, a wczesniej(w 8 serii) trudno było go sobie wyobrazic w takich odcinkach.
Warto zwocic tez uwage na aktora, ktory gral Anthoniego(jakze inna rola od tej w serialu LOST)oraz na muzyke w koncowce (piekny fortepianowy kawalek).
Ogolnie mowiac SD to odcinek na 7/10.

The Truth
Z Truth jest troche podobny problem co z filmem pelnometrazowym. Oczekiwania byly duze (zwlaszcza ze poczatkowo film mial zakonczyc serial), a okazalo sie ze powstal "tylko" dobry film. Podobnie sprawa wyglada z ostatnim odcinkiem - oczekiwania byly duze (zwlaszcza po tym jak ekipa 1013 udowodnila odcinkiem William, ze mozna po 9 latach zrobic odcinek na miare najlepszych)i tez mozna powiedziec ze powstal "tylko" dobry odcinek, a praktycznie wiekszosc sezonow konczyla się przynajmniej swietnym odcinkiem. Final serialu jest troche "pechowy", bo praktycznie wszystkie poprzednie epizody, ktore mialy konczyc serial byly odcinkami idealnymi,, nic im nie mozna zarzucic. Zarowno dotyczy to The End (choc tu finalem serialu mial byc Fight the Future, ktory tez nie zaspokoil apetytu fanow, wielu nawet przestalo ogladac serial po filmie kinowym), jak i Requiem (choc nie wyobrazam sobie aby XF zakonczylo sie w takim momencie, no chyba zeby tak jak w przypadku 5 serii, powstalby ciag dalszy w postaci filmu), a przede wszystkim Existence.
Chociaz wydaje mi sie, ze najwazniejsze jest to, ze powstal wlasnie dobry epizod, a nie kiepski (a tak na marginesie, czasem odnosze wrazenie ze my, fani, traktujemy swoj obiekt kultu bardziej powaznie niz sami tworcy serialu, a przeciez to tylko rozrywka, serial komercyjny).
Kim Manners odwalil kawal dobrej rezyserskiej roboty, zwlaszcza ze akcja toczy sie dosyc wolno, praktycznie przez godzine nie opuszczamy sali sadowej, odcinek opiera sie glownie na dialogach(autorstwa Cartera, wiec jest sporo do zapamietania), ale nie jest nudno, caly czas epizod trzyma w napieciu (cos mi się wydaje, ze FOX wyraznie zaoszczedzil na kasie, jesli chodzi o ten odcinek). Wszyscy sie spodziewali wielkich odpowiedzi i narzekaja, ze ich nie uslyszeli. Ale czy naprawde o to chodzilo?
Truth to ostatni epizod, 200 odcinkow, film, 9 lat. Trzeba bylo to jakos podsumowac i w tym odcinku Carter wlasnie to zrobil. Mozna sie czepiac, ze wiele spraw zostalo pominietych, wiele zostalo tylko zasygnalizowanych, ale przeciez to nie mozliwe, aby w epizodzie trwajacym 90 minut pojawily sie wszystkie watki, ktore byly w mitologii.
Mozna sie tez czepiac pomyslu z oskarzeniami Muldera i calego procesu, ale tak naprawde sadzono go za te wszystkie lata (przyznam sie, ze w niektorych momentach w czasie zeznan przyszla mi do glowy mysl: "co oni za glupoty opowiadaja?", ale przeciez przez 9 lat ogladalem te "glupoty"). Chcieli sie dobrac do Muldera i wreszcie to zrobili. Sad byl idealnym miejscem, gdzie cala historia konspiracji ujrzala swiatlo dzienne. Bylo to potrzebne, np. takim ludziom jak Kersh, ktory wreszcie przejrzal na oczy (choc jakos ta zmiana tej postaci, ktora nastepowala od poczatku 9 serii nie do konca mnie przekonuje). A czemu dopiero teraz dopadli Muldera? Gdyby tak calkowicie powaznie podchodzic do serialu to Muldera powinni juz dawno zlapac(i moze nawet zabic), ale wtedy 9 lat skurczyłoby sie do kilku odcinkow, a tego bysmy przeciez nie chcieli. Niektorzy tez narzekaja, ze poznalismy tylko date inwazji. Wielu fanow chcialoby sie dowiedziec wiecej. Fani serialu, ktory nigdy nie wykladal kawy na lawe. A co takiego jeszcze niby mieli wyjasniac? Jakby sie tak zastanowic, wszystko juz zostalo wczesniej wyjasnione.
A co do glownych bohaterow - moze zaczne od pary Doggett-Reyes. RP i AG graja dobrze, choc paradoksalnie to Reyes wypadla lepiej w finale niz Doggett, a to on raczej do tej pory gral pierwsze skrzypce w 9 serii.
Swietnie wypadla zwlaszcza w scenie przesluchania. Bardzo podobalo mi sie jej przemowienie. Przemowienie Muldera tez bylo dobre, ale to jej bede pamietal.
A co do duetu Mulder - Scully, to trzeba powiedziec jedno.
Lubie Reyes, uwielbiam Doggetta na rowni z M i S, ale nic nie moze sie rownac, nic nie zastapi pary DD-GA.
Trzeba tez przyznac, ze pomimo zmiany w ich relacjach ten duet nie stracil nic ze swej wyjatkowosci, sa tam samo wspaniali jak w poprzednich latach. A bylo wiele seriali, ktore padly, gdy tylko zmieniono relacje glownych bohaterow (np. Na wariackich papierach). XF zakonczono nie z powodu zmiany w relacjach glownych postaci, tylko z powodu zbyt drastycznych zmian jakie zaszly w 8, a zwlaszcza w 9 serii.
GA gra tak jak nas zdarzyla do tego przyzwyczaic, ale co wazniejsze DD tez pokazal co potrafi. Nie wypada gorzej od swojej partnerki(odpoczynek wyraznie mu pomogl). Kapitalnym pomyslem sa objawienia Muldera, pojawiajace sie duchy. Chociaz mozna sie zastanawiac czemu nie bylo Deep Throata, np w teaserze zamiast Kryceka, to on moglby pomoc Mulderowi (ale juz obecnosc Alexa przy przesluchaniu Marity ma sens, byli przeciez w dosc bliskich stosunkach). Jak wszyscy, to wszyscy (choc nie bylo tez Fowley, ale fani by chyba tego nie przezyli).
A co do ostatnich 10-15 minut, to sa po postu doskonale. CSM pojawia sie tylko na pare minut, ale Davis rob tak dobre wrazenie, tak gra, ze wydaje sie, jakby byl w calym odcinku. A na koniec podarowal nam Carter wspaniala scene z M i S, ktora chyba moge pozostawic bez komentarza (ta niesamowita muzyka). To chyba najlepsza scena w calym serialu, bije wszystkie dotychczasowe sceny z agentami jakie byly w XF. Pieknie podumowuje watek zwiazku M i S, nic nie popsul Carter.
Jedyne zastrzezenie mam do sceny smierci Rohrera. Nie mam nic przeciwko temu jak zginal, ciekawy pomysl,ale to jak zostalo to pokazane, jak zostala ta scena zrealizowana od strony technicznej - dziwnie to wygladalo (podobnie kiepsko wypadla scena smierci superzolnierza w TNO, a Archiwum X raczej slynie z dobrych efektow specjalnych).
Truth poczatkowo mial byc wprowadzeniem do filmu i pomimo wyciecia kilku scen to widac (chyba jedyny przypadek gdyby nie bylo zadnych pytan po zakonczeniu serialu, to gdyby usmiercili w finale wszystkie postacie albo gdyby serial zakonczyl sie calkowita zaglada).
Odcinki z glownego nurtu sa to epizody, których konwencje jedni fani akceptuja bardziej powaznie, inni (tak jak ja)z przymrużeniem oka(m.in.USA to kraj, w którym rozwija się spisek agent rzadowych, nie mozna nikomu ufac...itd.). I moze dlatego nie przeszkadzaja mi wszystkie te uproszczenia w finale. Zwlaszcza ze jak sie porowna Truth z pozostalymi odcinkami mitologicznymi, to nie wypada od nich wcale gorzej. Praktycznie w kazdym epizodzie glownonurtowym mozna sie do czegos przyczepic (moze poza tymi absolutnie najlepszymi perelkami serialu) i dlatego stawiam Truth 5-/6 (7.5/10).
Z minusem, bo inne piatkowe epizody 9 (Trust No One, Provenace, Providence) podobaly mi sie bardziej. Minimalnie, ale jednak byly odrobine lepsze.

Odpowiedz
#42
Achtung, post zawiera spoilery!

Wszystko dobrze co się dobrze kończy. Taka myśl nasunęła mi się po lekturze ostatniego odcinka. W sumie trudno napisać cokolwiek oryginalnego, ale po paromiesięcznym oglądaniu czuję się zobligowany do krótkiego podsumowania :)

Nie będzie oczywiście nic odkrywczego w stwierdzeniu, że fundamentem magnetyzmu Archiwum jest para głównych bohaterów. No i oczywiście ta "chemia" między nimi, ewolucja wzajemnej relacji znakomicie sprawdziła się jako jedna z sił napędowych serii, i wcale nie przeszkadza mi fakt, że pod koniec znikło te wieloznaczne napięcie, wszystko wyszło bardzo naturalnie. I nikt nie kroi martwych ciał w tak seksowny sposób jak Scully:)

Lubię główną konspiracyjno-mitologiczną linię fabularną, sama historia całkiem mi spasowała, choć oczywiście pojawiły się, zwłaszcza pod koniec drażniące motywy. W sumie jedyne czego nie jestem w stanie przeboleć to motyw zmartwychwstania Muldera, motyw syna Scully też mnie drażnił ale jeszcze można to wytrzymać. Całą naiwność całości, tony pseudonaukowego bełkotu o DNA, klonach, hybrydach, inteligentnych wirusach (prawie jak inteligentne molekuły w proszku OMO;) łykam o dziwo bez większego bólu. Nawet totalnie kuriozalne "odradzanie" się super-żołnierza z paru centymetrowego fragmentu nie wywołało odruchu sprzeciwu, który pojawił by się u mnie gdyby taki motyw pojawił się w większości innych produkcji.

Co do "samodzielnych" odcinków, to długo można by wymieniać te dobre, bardzo dobre, czy wręcz prawdziwe perełki. Chyba najbardziej pozostają w pamięci te, w których twórcy luźniej podeszli do założeń serialu pozwalając sobie na eksperymenty z formą niejednokrotnie nadając epizodom lżejszy, często wręcz humorystyczny wydźwięk. Z drugiej strony są te bardziej mroczne w stylu "Chingi", operujące często naprawdę gęstym klimatem i stawiających bohaterów w najtrudniejszych położeniach.

Co do dwóch ostatnich sezonów to ósemka wyszła IMHO całkiem nieźle, niestety dziewiąty po krótkim czasie stał się już męczący, postać Reyes nadaje się co najwyżej do zapełnienia drugiego planu i w znacznym stopniu położyła ostatnią serię odcinków. Motyw Williama też nie nadawał się na zbytnio "ciągnik" akcji ale jak napisałem byłem go jeszcze w stanie zaakceptować.

Na szczęście całość doczekała się godnego zamknięcia, finał choć naciągany nawet bardziej niż reszta części mitologicznej jest znakomitym podsumowaniem, trzymającym klimat najlepszych odcinków "konspiracyjnych". Pozostaje uzbroić się w cierpliwość do premiery drugiego filmu kinowego i wypatrywać 22 grudnia 2012 roku:)

Odpowiedz
#43
Uff, jestem po pierwszym sezonie i powiem tak: zaczal z wielkim wykopem, a skonczyl tak, ze prawie powybijal mi zeby. Pilot, E.B.E. oraz ostatni odcinek to arcydziela klimatu i wciagajacego scenariusza. Formujaca sie konspiracja po prostu przykuwa do monitora. Z odcinkow odrebnych zdecydowanie kroluje Beyond the Sea, ktory spokojnie moglby sie doczekac dystrybucji kinowej. Slabuja za to straszliwie Ghost in the Machine - naiwne toto i glupie, oraz Space - nuda nie z tej ziemi oraz, o dziwo, najdrozszy odcinek sezonu. Nawet Carter go nienawidzi. :)

Odpowiedz
#44
Uważasz ten serial za najlepszy serial wszech czasów? :wink:
Terminator | Aliens | Terminator 2: Judgment Day | True Lies | Titanic | Avatar
Directed by James "THE KING" Cameron

Odpowiedz
#45
Ba. :)

Odpowiedz
#46
Tak jak i ja. Kiedyś jak nazbieram to też się szarpnę na ten Box wszystkich sezonów. :)
Terminator | Aliens | Terminator 2: Judgment Day | True Lies | Titanic | Avatar
Directed by James "THE KING" Cameron

Odpowiedz
#47
A tymczasem, widze ze nikt jeszcze nie wspomniał, już za chwileczkę, juz za momencik premiera "I want to belive", drugiego filmu kinowego "Z archiwum X". Czy tylko ja czekam z niecierpliwością i pewna obawa na ten film?
"...matka rodzi człowieka, matka go karmi. Potem karmi go ziemia i ziemia go przenika, za każdym razem zostawiając szczyptę pyłu, aż w końcu człowiek nie jest już dzieckiem matki, lecz ziemi."

R.S. Bakker - "Mrok, który nas poprzedza"

https://thetwilightarea.wordpress.com/ - strona poświęcona serialowi "The Twilight Zone"

Odpowiedz
#48
No właśnie, bilety już zamówione, a wstępne recenzje delkikatnie mówiąc są nieprzychylne, żeby nie powiedzieć druzgocące dla X-Files. Ktoś może się wypowiedzieć jeżeli już widział jakiś pokaz przedpremierowy?

Odpowiedz
#49
Polecam moje podejscie: dla mnie będzie to jeszcze jeden odcinek "Z archiwum X", a ze do serialu podchodzę niemal bezkrytycznie, to z pewnoscia mi sie spodoba. Najwyżej bedzie to taki ze słabszych epizodów i juz! :)

Moje obawy dotycza tylko jednego, ze nie spełni sie moja nadzieja na reaktywacje serialu na fali popularnosci nowego filmu kinowego. Bo gdyby ow byl naprawde dobry, wbil się na wysokie miejsca w boxoffice`ach i zdobyl popularnosc nie tylko w gronie fanow, to na bank dokręciliby co najmniej jedna serie. A jesli będzie tylko przeciętny (czyt. tylko dla fanów) to... zegnaj Genia, swiat sie zmienia.
"...matka rodzi człowieka, matka go karmi. Potem karmi go ziemia i ziemia go przenika, za każdym razem zostawiając szczyptę pyłu, aż w końcu człowiek nie jest już dzieckiem matki, lecz ziemi."

R.S. Bakker - "Mrok, który nas poprzedza"

https://thetwilightarea.wordpress.com/ - strona poświęcona serialowi "The Twilight Zone"

Odpowiedz
#50
BezcelowyAlbatros napisał(a):Moje obawy dotycza tylko jednego, ze nie spełni sie moja nadzieja na reaktywacje serialu na fali popularnosci nowego filmu kinowego.
Reaktywacja (sic!) serialu? Litości...

Gillian Anderson od dawna mówiła że woli co ileś tam lat kręcić film aniżeli spędzać tyle czasu na planie serialu. Wątpliwe też, by Duchovny zgodził się na coś takiego.

Film zapowiada się wyjątkowo nieszczególnie, para Mulder-Scully to za mało, przydałoby się coś więcej co zachęciłoby mnie do pójścia do kina. Według recenzji film spoczywa wyłącznie na barkach znakomitej Anderson.

Odpowiedz
#51
Po co dorabiac kolejne serie opowiesci, ktora jest we wspanialy sposob zamknieta? To tak jakby robic Rocky'ego 7. I 8 i 9 i 10.

Odpowiedz
#52
Drugi sezon serialu za mna. Przede wszystkim widac wiekszy budzet - techniczne wykonanie takich odcinkow jak Aubrey czy Host powala. Zdjecia, muzyka - po prostu perfekcja. Co do scenariuszy, w sezonie drugim nie ma slabego odcinka - najgorszy i tak jest 100 razy lepszy niz Space czy Ghost in the Machine. Pojedyncze historie stoja na wysokim poziomie, z kultowym Hostem i groteskowym Die Hand Die Verletz na czele. Epizody mitologiczne - fascynujace, przede wszystkim dla nich ogladam ten serial. Najlepszy ponownie ostatni odcinek sezonu.

Zobaczymy co dalej. :)

Odpowiedz
#53
Wróciłem właśnie z X-Files: I want to belive. Generelanie wyszedł z tego kolejny odcinek raczej serialu niż filmu. Skręcony przyzwoicie, jest Scully, jest Mulder, na chwilę wpada też Skinner. Hmm... jest to co w X-Files zawsze widzieliśmy. Wątpiąca Scully, wierzący Mulder, FBI, tajemnica do odkrycia. Dla fanów serii jak znalazł, dla reszty - przyzwoity thriller, lecz bez rewelacji. Gdybym miał wymienić wade to film był zbyt długi w stosunku do zaoferowanej złożoności intrygi. Brak też dobrego podkładu muzycznego, często wogóle nie istniejącego. Czasem dialogi były zbyt długie, przerywane trwającą ciszą (jak wspomniałem brak podkładu muzycznego). Takie fanaberie mogą stosować bracia Cohen, no ale tutaj jest to lekko nieprofesjonalne. Podsumuwując, do kina powinni wybrać się fani serii, reszta spokojnie może sobie film odpuścić. Ocena końcowa 5/10.

Odpowiedz
#54
Czy to prawda że w trakcie napisów końcowych jest dodatkowa scenka?

Gdy przeczytałem jej opis, nie wiedziałem czy śmiać się czy płakać. Nie mogę uwierzyć, że można nakręcić coś takiego i do tego odważyć się, by pokazywać w kinach.

Odpowiedz
#55
Nic o tym nie wiem. Jeżeli jest to ja jej nie widziałem. Być może jest po napisach, bo z wychodzeniem nie spieszyłem się tak bardzo, i trochę napisów już śmignęło na ekranie. A co to za scenka?

Odpowiedz
#56
Ponoć:

Kamera leci nad oceanem aż dochodzi do łodzi, na której płyną sobie Mulder i Scully (w stroju kąpielowym); zatrzymuje się nad nimi, a oni patrzą w górę i zaczynają machać

:shock:

Odpowiedz
#57
A po Planet Terror byla scena, w ktorej martwe dziecko ozylo i bylo zdrowe - ot, taki zart rezysera, pewnie ujecie nakrecone przy okazji, niemajace nic wspolnego z fabula (czy nie majace?).

Odpowiedz
#58
W Planet Terror ta scena trochę rozwaliła dla mnie film, no ale to inna historia. Co do opisu rzekomej sceny w X-Files, cóż... hmm... biorąc pod uwagę zakończenie filmu, taka scena jest mało prawdopodobna :D Jeżeli była by to prawda to bym zdębiał :D To raczej żart.

Odpowiedz
#59
No dobra ale Planet Terror to jest jeden wielki żart, a to do jasnej cholery X Files, kultowy, poważny serial. Nie rozumiem intencji twórców jeśli ten paszkwil rzeczywiście ma miejsce.

Szkoda mi tylko aktorów, podpisali kontrakty lata temu, pewnie liczyli że zagrają w czymś lepszym.

Odpowiedz
#60
Blisko 50letnia gina Anderson w kostiumie kąpielowym? To nie może być prawda :D Cały film był raczej utrzymany w mrocznej tonacji, bez cienia żarcików dla rozładowania atmosfery. I don't belive :D

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości