Za niebieskimi drzwiami
#1
[Obrazek: xo.jpg]

Po przebrnięciu przez festiwal piętnastu logotypów sponsorów, producentów i innych powiązanych z filmem podmiotów gospodarczych dostajemy całkiem przyzwoite kino z niezłym klimatem i dolnośląskimi naleciałościami krajobrazowo-miejskimi. Córa widząc logo Polsatu zażartowała nawet, że w połowie filmu puszczą reklamy, ale chwilę później już tak do śmiechu jej nie było...

Fabuła nie jest jakimś odkryciem Ameryki. Poranek, 12-letni Łukasz zbiera się z mamą do wyjazdu na wakacje. Podczas jazdy żartują, mizdrzą się do siebie, aż tu nagle wyjeżdża z lewej traktor i mamy wypadek. Łukasz budzi się w szpitalu po operacji kolana, a mama jest w śpiączce. Po minach lekarzy widać, że nie jest wesoło. Mama prawdopodobnie nigdy się nie obudzi. Zrozpaczonego chłopca bierze pod swoje skrzydła sąsiadka by już wkrótce przekazać go w ręce tajemniczej ciotki. Ta zabiera go do swojego pensjonatu nad morzem, gdzie daje mu pokój, w którym kiedyś mieszkała mama Łukasza. Pomalowane na niebiesko drzwi pokoju okazują się być furtką do magicznego świata jeśli tylko odpowiednio popuka się w nie od środka. Brzmi znajomo....

To całkiem solidna produkcja z satysfakcjonującymi (choć momentami spartolonymi) efektami specjalnymi. Potrafi też nieźle przestraszyć, bo mniej-więcej w połowie zamienia się w straszaka na wzór "Egzorcysty". Mogłoby jednak być zdecydowanie lepiej, gdyby nie kilka zgrzytów:

- młody aktor grający Łukasza jest tak niemiłosiernie przecukrzony, że zdrowo drażni. Anemiczne ruchy powiek, permanentnie maślane oczy i sposób wypowiadania kwestii pt. "patrzcie jaki jestem słodziutki chłopczyk, polubcie mnie!" potrafi doprowadzić do szału. Przez to nawet sceny, w których "odgrywa" złość wypadają karykaturalnie. Dodatkowo reżyser zamiast tuszować te niedoskonałości robi coś przeciwnego. Z niekwestionowanym zachwytem ciągle skupia kadry na twarzy młodzika epatując tym lukrem do przesady. Dużej przesady.

- scenariusz wszystko traktuje po łebkach. Byle odbębnić kolejne elementy z listy. Niby mamy film o więzi łączącej syna z matką, a na zarysowanie ich relacji poświęcono niespełna 10 minut. Logosy początkowe, poranek, mamo wstawaj - jedziemy na wakacje, odjazd z parkingu i irytujące mizdrzenie się jednego do drugiego podczas jazdy. Cholernie to sztuczne i ładowane łopatą do łba. Reżyser krzyczy: patrzcie jak się kochamy! Tak bardzo się kochamy! Za chwilę będzie wypadek, więc musicie mieć świadomość jaka to wielka tragedia!

- tak samo odbębniono magiczny świat. Nie powiem - jest klimat, szczególnie gdy Łukasz dociera do tajemniczego miasta, które przypomina schizofreniczną wersję Wałbrzycha (jak się okazuje, zdjęcia kręcono w Jeleniej Górze, ale tę znam słabiej). Twórcom nie chciało się zbytnio zanurzyć nas w tej scenerii. Nie dano nam zbyt wiele czasu na wejście w ten świat, który zresztą jest niezwykle sterylny i pusty. Łukasz lezie wciąż dokładnie tą samą ścieżką, a prezentowane na dalszym ujęciu wielkie miasto w szczegółach ograniczono do jednej uliczki. Eksploracja tejże dodatkowo kończy się na jednym warsztacie, w którym rezyduje niejaki Krwawiec - koleś z plakatu, który swoją drogą jest najmocniejszą stroną filmu. Scena pierwszego spotkania z nim jest mocna i przyznam, że przeszły mi ciarki po plecach. Warto wspomnieć, że odgrywa ją Michał Żebrowski.

- nierówny - to słowo, które ciśnie się na usta po seansie. Ckliwy dramat, kino familijne, przygoda, baśń i horror w jednym. Daję słowo, że w połowie filmu następuje ostry WTF. Nie będę spoilerować. Napiszę tylko, że trzeba przygotować dziecko na 25 minut ostrej jazdy bez trzymanki, która pojawia się z czapy i napieprza swoją mocą bez żadnego pardonu. Trzeba jednak oddać twórcom, że nakręcone jest to bardzo dobrze i robi wrażenie. 

- nie mogę oprzeć się wrażeniu, że całą produkcję podporządkowano występowi Ewy Błaszczyk. Aktorce dla równowagi poświęcono sporo czasu, a grana przez nią postać jest intrygująca, jednak tracą na tym pozostałe elementy, które powinny wyciągnąć film na wyższy pułap. Tu przecież o przygodę i magię chodzi, a tego jest zwyczajnie zbyt mało. Zamiast tego Pani Ewa skradła show, bo dostała go w prezencie na tacy od producentów. 

- za dużo "wzruszających" piosenek w ckliwych scenach. Brakło trochę wyczucia - podobnie jak w przypadku przecukrzonego Łukasza. Jak wspomniałem wynika to z pośpiechu, więc jak już znaleziono chwilkę na odwalenie ekranowych łez to zrobiono to z gracją słonia.

- końcowy twist z dupy wzięty. No ale jest twist. Gdybym miał uzasadniać musiałbym zdradzić fabułę, więc pominę.

Powstał film niewątpliwie ciekawy, intrygujący i rzadki, bo ze świecą szukać podobnych produkcji nad Wisłą. Ma wiele atutów i szacunek dla twórców za kreację postaci Krwawca, czy sceny egzorcystopodobne. Rozbrajający jest też ptak (tak, też jest na plakacie) gadający jak nawigacja satelitarna - "za 50 metrów skręć w lewo" - ubaw po pachy. Szkoda tylko, że tak zachłyśnięto się tymi osiągnięciami, iż położono inne kwestie w przeświadczeniu, że nieliczne perełki wystarczą. Wystarczyły do zrobienia wrażenia, do zaskoczenia nietypową produkcją i zwrócenia na siebie uwagi. Do stworzenia kompletnego filmu, nad którym można rozpościerać zachwyty sporo zabrakło. Niemniej polecam, bo seans "Za niebieskimi drzwiami" to przeżycie warte odnotowania. No i ten plakat!



I was always criticized for style and content, but I enjoy trying to tell stories a different way - Tony Scott

Odpowiedz
#2
Zerknąłem na making of i raczej podziękuję :) Wygląda jak Narnia wypuszczona na rumuński rynek:

http://www.filmweb.pl/video/making+of/nr+1-40817
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
#3
Ten making of to jakaś masakra jest. Wszystko tam wygląda tak źle, że aż przecieram oczy ze zdumienia. Oczywiście nie ma co się spodziewać efektów rodem z Transformers, ale ten reportażyk "reklamowy" to ewidentny sabotaż.
I was always criticized for style and content, but I enjoy trying to tell stories a different way - Tony Scott

Odpowiedz
#4
Indroman postanowiłem nie czytać Twojej listy zgrzytów co by nie być naturalnie uprzedzonym ... aż do ogladnięcia tej baśniowej superprodukcji.
Nie lubię snobów, hipsterów i internetowych cwaniaków

Odpowiedz
#5
Hmm... co by tu powiedzieć.

Film jest przesadzony w tonie. Sceny z mamusią ckliwe do orzygania. Z kolei akcje z Krwawcem to przesada w druga stronę, bo to pasuje na rasowy horror, niekoniecznie przeznaczony dla targetu.

O rany. Ten dzieciak w tym filmie to straszny maminsynek. Bo taka och-ach miłość do mamusi w wieku 11 lat? W tym wieku to raczej objawia się bunt wobec rodziców. W ogóle bohater zachowuje się jak przedszkolak.Te wszystkie akcje z płaczem, czy mama obudzi się to bardziej pasowałyby do dużo młodszego dzieciaka. Chociaż pewnie bali się gorszej gry młodszego aktora...

No właśnie, aktorstwo chłopca. Kiepskie, nieodpowiednie i wszystkie dzieciaki graja nieprzekonywująco. Ale przyznam, dzieciak ma dobry głos.

Klisze! Brak jednego rodzica? Check! Tajemniczy nowy opiekun/krewny? Check! Tokenowe dzieci? Check! Czy to dziewczyna w różowym wdzianku, grubas i analizujący wszystko nerd w obowiązkowych okularach? Check! Check! Check! Z dupy wziety mistyczny twist? Check! Rodzic nie wierzący w niesamowite przygody pociechy? Check!

Fantastyczny świat? W sumie to tylko photoshopowa zmiana odcieni, kilka matte-painting i parę efektów komputerowych. A miasto Krwawca, tj. uliczka to jedynie generyczna szara dzielnica z śląskich dramatów społecznych. Aha, jeszcze dodanie falujących wodorostów do sosen, niech będzie. No... te magiczne kawki ala GPS były jakimś przejawem kreatywności.

Za to powinno się pochwalić Krwawca. To najlepszy element tego filmu. Intrygująca, przerażająca, trochę tragiczna postać i chciałoby się go więcej.

I co smutniejsze. Najbardziej kibicowałem Krwawcowi. Bo komu? Protagonista - napisałem wyżej, mama i Teresa Lipowska - cukier do przesady, token-dzieci - głupie paskudy, których nie da się polubić, bo najpierw gnębią kalekę, a potem reżyser decyduje się, żebyśmy im kibicowali. Tak się nie da.

Powinienem opowiedzieć o szalonej ciotce (nawet ma gustowny opadający kosmyk :)), ale z kolei jest to stereotypowa niesympatyczna baba, jednak jestem po jej stronie. Na jej łeb został sprowadzony irytujący, nieposłuszny mazgaj. Również byłbym wkurwiony. Ale kiedy nagle robi aferę młodemu, iż do niej nie dzwonił i martwiła się o niego. Przecież wcześniej cały czas dawała do zrozumienia dzieciakowi, jakim dla niej piątym kołem u wozu i nagle się martwi. Aha, sure...

Od strony realizacyjnej nie ma co się przyczepić. Niektóre efekty specjalne są kiepskie, fakt, ale ich jest mało i wygląda to wszystko dobrze. To naprawdę dobrze wygląda. Z wyjątkiem ostatniej sceny na plaży. Czy oni to kręcili z kamery wujka Romka na wesele? Przecież to wygląda jak nagranie z wesela i negatywnie wybija to!

Rozczarowałem się. A szkoda...

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości