mother! (2017) reż. Darren Aronofsky
Myślę od wczoraj o tym filmie, więc to jest może najlepsza rekomendacja, żeby samemu się przekonać, ale byłem cholernie poirytowany po wyjściu z kina. Teraz ochłonąłem i dostrzegam kilka plusów, między innymi Michelle i Eda. Jeśli komuś się chce doszukiwać biblijnych odniesień i symboli i przez to interpretować to "ahcydzieło" to ok. Tzn, żeby była jasność, całkowitej żenady nie ma, komuś się na pewno spodoba, ale wygląda na to, że jedynym filmem Arronofsky'ego który lubię, to Requiem dla snu.

Odpowiedz
Wepchnięcie tego między Ragnarok i JL było złym manewrem od dystrybutora bo mój hype już minimalny i chyba jednak wycieczka do kina mnie ominie. Niech się nauczą, że 2 miesiące na wprowadzenie filmu to zbyt wiele. Ale oceny znajomych od 1 do 10 :P

Odpowiedz
Cytat:Teraz ochłonąłem i dostrzegam kilka plusów

Upływ czasu będzie zdecydowanie działał na korzyść tego filmu. Widzowie którzy będą go odkrywać za 20-30 lat pewnie stwierdzą, że film wciąż jest bardzo aktualny. W międzyczasie odświeżyłem sobie "Noah". Wiele motywów z tamtego filmu jest też obecnych w "Mother". Tak jakby Aronofsky stwierdził: Nie dotarł do was przekaz w wersji softcore... to może dotrze do was przekaz w wersji hardcore :P
Trakt.tv Gentlemen, you can't fight in here! This is the War Room!

Odpowiedz
Mam chyba sporą tolerancję na kontrowersyjne motywy, bo zbytnio się nie przejąłem tym co dzieje się na ekranie - mother! to właściwie klasyczny przedstawiciel horrorów w których bohaterka z której perspektywy obserwujemy wydarzenia jest zdezorientowana coraz dziwniejszymi wydarzeniami w jej domu, a wszystko ma kulminację gdy
czyli nic szczególnego, zupełnie nie rozumiem skąd ten hejt, zwłaszcza że cała akcja nie jest pokazana zbyt szczegółowo, w każdym razie nie takie rzeczy się w kinie działy.
Ogólnie film jest zjadliwy, dobrze nakręcony, trzyma w jakimś tam napięciu, fajnie zagrany, ale też bez przesady, najlepsza rola Lawrence? Wolne żarty, to, że ją trochę sponiewierali i przez cały film jest zdezorientowana to jeszcze nie czyni genialnej roli, jak dla mnie w Winter's Bone i Silver Linning Playbook zagrała lepiej.
Daje 5/10, jak ktoś lubi horrory to może zobaczyć, ale nie jest to nic wartego uwagi.

Odpowiedz
Przed pójściem do kina zobaczyłem, że film ma baardzo skrajne recenzje i oceny od niemalże najsłabszej do najwyższej. Przeczytałem również, wyjdziecie z kina zachwyceni albo zażenowani i u mnie jak najbardziej się zgdza. Byłem na tym filmie kilka dni temu i osobiście uważam, że Aronofsky jezt bez wątpienia ciekawym reżyserem iż stworzył nowy poziom żenady. Pierwsza część filmu jest przerażająco nudna i to jest jedyna groza ale da się oglądać jenak tylko dzięki obsadzie, natomiast później to co się wyprawia w tym filmie jest nieporozumieniem, im dalej w las a raczej dom tym gorzej się ogląda. To co się tam dzieje, to jest kompletnie nie dla mnie. Z czasem zacząłem się śmiać bo sam nie wierzyłem co tam się dzieje i nawet obsada przestaje działać i nic nie pomaga temu filmowi, mimo tych nawiązań biblijnych. Niestety ja się bardzo zawiodłem, dla mnie najnowszy obraz Aronofsky'ego jest żenujący i jednym z najgorszych w tym roku.

Odpowiedz
A możesz konkretnie? Z czego się śmiałeś, co sprawia, że czujesz się zażenowany? Mnie tam strasznie wkurzają takie opinie które brzmią jakbyś był krytykiem objętym embargo i nie mógł niczego zdradzić, więc musisz rzucać ogólnikami.

Odpowiedz
Trochę jak z generatora recenzji ;)

Odpowiedz
Mnie tam na przykład rozśmieszyło jak Bardem objawia Lawrence swój Wiersz. Może za mało oglądam horrorów i nie ogarniam konwencji, ale to był taki moment (chyba najbardziej ekstremalny), w którym nie wiedziałem czy oglądam poważny film i jest on aż tak pretensjonalny, czy parodię, coś w klimacie Cabin in the Woods powiedzmy. Wygląda jednak na to, że Aronofsky jest do końca w 100% poważny. 

Dla mnie mother! to mega żenujący gniot. Spodziewałem się pretensjonalnego bełkotu, ale liczyłem, że nadrabiają chociaż realizacją. A nie nadrabiają. Nie pamiętam tak nieudolnego, niepotrzebnego a przede wszystkim strasznie irytującego motywu jak te wszystkie trzaski i piski w pierwszej połowie. Do tego przyklejona do Lawrence, wirująca kamera krzycząca "budujemy poczucie paranoi i przytłoczenia" a tak naprawdę zbyt widoczna, nie wywołująca żadnego efektu poza, znowu, irytacją. Do tego tandetne sekwencje CGI pokazujące zniszczenia w wyniku pożaru. Jak zaczyna się dziać to niby jest kilka fajnych momentów, kulminacja chaosu niby jest ciekawsza niż wcześniejsze sceny, ale wydaje mi się, że głównie wynika to z intensywności a nie jakiegoś specjalnego kunsztu reżyseria i operatora w ukazaniu tego chaosu. A i tutaj wkrada się przynajmniej jeden przykład słabego i zupełnie niepotrzebnego użycia CGI - ujęcie, w którym fani zaczynają schodzić się przed drzwi domu.

Dodatkowo nie pamiętam drugiej tak irytującej postaci jak On;). W ogóle nie rozumiem zachwytów aktorstwem. No Pfeiffer jest spoko. Harris raczej na autopilocie zaprogramowanym w Westworld. Lawrence ok. A już podaruję sobie krytykę dialogów, symbolizmu itd. Dla mnie nudny, pretensjonalny gniot nie sprawdzający się nawet jako guilty pleasure. 

Edit: aha, no i oczywiście ten "najbardziej kontrowersyjny film od lat" to też niezły żart. Chyba, że chodziło o postać Bardema, jako koszmar współczesnej feministki.

Odpowiedz
Moge napisać co sprawiło, że się śmiałem i czułem się zażenowany.
Od momentu, gdy Bardem zaczyna zapraszać swych fanów do domu, mimo tego, że z Mother mięli wspólną kolacje i tego co się wcześniej działo. Tutaj jest jeszcze w miare ok, natomiast później, gdy ludzi nagle jest co raz więcej, nagle się tak schodzą, zaczynają niszczyć powoli dom. Nagle wybuchają zamieszki, policja sie pojawia, policjant pomagający Mother dostaje strzała jak na wojnie, w domu dzieje się totalka apokalipsa a Bardem oczywiście ślepo zachwycony fanami... mniej więcej w tym momencie się śmiałem, no a scena z dzieckiem, jest stopniowo coraz bardziej żalosna, pod koniec gdy je zjadali, sam nie wierzyłem w to co widzę.

Odpowiedz
[spoiler] i [/ spoiler] (bez spacji)

Odpowiedz
Bardzo dobry film. Reżyser długo przygotowuje widza na trzeci akt, który miażdży swoją intensywnością. Podczas zamieszkania u głównej pary Adama i Ewy chłonąłem każdy dialog, wszystko co się dzieje na ekranie, a to wszystko i tak było bardzo spokojne. Przed obejrzeniem filmu wiedziałem tylko o
Szczerze mówiąc myślałem, że to Ed Harris i Michelle będą głównymi kombinatorami aż do samego końca, well... Film do momentu przybycia fanów jest cierpliwy, nastraja nas, ale za cholerę nie przygotowuje nas aż na taką kulminację. Cały finał oglądałem wpatrując się w ekran i czułem się podobnie jak tytułowa postać. Byłem przytłoczony tym wszystkim i ani na chwilę nie mogłem złapać oddechu. No i mimo przeczytanych dwóch spoilerów i tak byłem zszokowany tym co zobaczyłem. Lawrence bardzo dobra, choć to nie jest jej najlepsza rola. Bardem jest dobry, tak samo Ed i Michelle, reszta to tło. Podoba mi się symbolika zastosowana w filmie. Właściwie całe dzieło Darrena to zbiór teologicznych symboli. Bardzo ciężki seans. 8.5/10.

Odpowiedz
W końcu obejrzałam i bałagan totalny. Na plus świetna Lawrence, zdjęcia, dzwięk no i to, że zrobili film wojenny...w domu.

Na minus Bardem który nie wiem co próbował ale nie wyszło i fakt, że im dalej tym mniej metody w tym szaleństwie. Jak się prosi aktorkę o takie upodlenie jakiego doznaje tu Lawrence to lepiej mieć jakiś dobry scenariusz i pojęcie co się kręci a Aronofsky tego ewidentnie nie miał

Odpowiedz
CO TO BYŁO?

Do pewnego momentu było zabawnie irytujące ale dalej stało się nieznośne i nie nieznośne stricte a najzwyczajniej męczące. Gdybym nie wiedział myślałbym, że to jakaś sztuka teatralna przeniesiona do kina.

3/10
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Aronofsky, Lawrence i Bardem (ten w sumie nie tylko, bo również za "Piratów") nominowani do malin za "mother!" :)
.

Odpowiedz
Nie wiem co by z tego wyszło gdyby nie znakomita Lawrence, zdjęcia i scenografia, ale na swój sposób podobało mi się... chyba? Jest to film irytująco prymitywny w swej łopatologiczności - nie ma tu miejsca na jakąkolwiek interpretację, jest tylko walenie widza po głowie łopatą. Znałem spoilery ale nie wiedziałem że już w pierwszych sekundach (!) filmu Aronofsky tak bezczelnie wręcz wykłada kawę na ławę zdradzając o czym jest jego film.

Sama tematyka i to kim jest bohaterka Lawrence bardzo mi się podoba, ale Boga i religię bym z tego wszystkiego wywalił w cholerę, tak samo całą tę sekwencję "wojenną", bardzo słabe to było.

Nie wiem jak ocenić.

Odpowiedz
A mi się właśnie film znakomicie oglądało, bo po pierwszych minutach pomyślałam, o, typowy Aronofsky, artystyczne kino dla szerokiej widowni, a jednocześnie oddycha się z ulgą, że to nie taka tandeta jak Źródło.
Boga i Biblii wywalić się nie da, bo to najbardziej bijący po oczach wątek, Bóg wprowadza do raju Adama i Ewę, jak to ludzie, robią w raju rozpizdziel, a ich synowie Kain i Abel dopełniają dzieła zniszczenia, cały wątek podany z pomysłem jako horrorowy motyw "home invasion", potem już z górki, potop, wojny. Prosty przekaz w popularnym gatunku, dlatego dziwią mnie pretensje widzów.
Raven True

Odpowiedz
Jeśli założeniem Aronofsky'ego było koniecznie zrobić pseudoekranizację Starego Testamentu to OK, z tym nie dyskutuję, chodzi mi o to że skupienie się wyłącznie na Matce pozwoliłoby zrobić ten film bardziej, bo ja wiem, realistycznie - mógłby działać i jako tradycyjna fabuła i jako alegoria, a tak jest tylko ALEGORIAAAAA!!!!!! która przez swoją dosłowność i oczywistość alegorią wcale nie jest, choć podoba mi się trop z relacjami damsko-męskimi.

Ostatecznie dałem 6, choć może i 7 lepiej oddałoby moje odczucia? Szkoda że na końcu cameo nie miała Portman :)

Odpowiedz
A czemu miałby mieć? Tak po prostu, czy chodzi Ci o jakieś nawiązania do czegoś?

Mnie ten film jest obojętny. Doceniam nawet jako taki artystyczny wybieg. Czuję, że Aronofsky zrobił to.. szczerze? To taki prawdziwy artysta. Miał wenę, tworzył, no i stworzył. Nie kalkulował, tak czuł. Pozytywnie oceniam takie podejście. Czuję, że to film zrobiony z pasją, zaangażowaniem. Jednak nie trafia do mnie taka forma, gdzie wszystko jest tylko po to, żeby coś symbolizować. Tak jakby jedynym zamysłem scenariusza było tworzenie alegorii. Nie poprzez opowieść - po prostu każdy wątek ma być symbolem. To tak jakbym poprosił znajomego o przyniesienie zielonej farby, a ten w ramach uniesienia duchowego by mi przytargał żółtą i niebieskiej, zeby żeby na moich oczach je wymieszać. "mother!" to do bólu oczywista historia, a nawet nie historia - przedstawienie klasycznych wątków z biblii, tylko w innej formie. Do tego tak nierealistyznej, że za bardzo nie ma to celu.

No bo gdyby ubrać nawet taki stary testament, nie wiem - w historyjke pracy w korporacji, to ok. Byłoby jakieś tam odniesienie do naszego świata, cokolwiek. Tutaj? No jest klasyczna biblijna opowieść w innych ciuchach, ale nadal kompletnie nierealnych, więc w sumie co z tego? To już lepsza byłaby taka totalnie wierna ekranizacja, bo paradoksalnie bezpośredni przekaz byłby świeży. Ogólnie cenię jak twórca umie wypracować jakiś przekaz, jakieś alegorie, ukryć jakieś klasyczne motywy, ale poprzez dobrze opowiedzianą historię. Zawsze w takim kontekście najlepiej kojarzy mi się "Se7en", bo to mega złożone dzieło, ale jednak w warstwie czysto fabularnej to nadal wciągający kryminał - z każdej strony jest więc coś dobrego. W "mother!" jest wyłącznie symbolika.

Fajnie to nakręcone, ładne, dobrze zagrane. No i powtórzę - w moim odczuciu szczere, niewymuszone. Jednak mimo uznania, że jakiś sukces artystyczny to jest, to nie ma cudu, żeby to we mnie trafiło. Patrzę, doceniam zaangażowanie, ale nic z tego nie wynoszę.

Ocena? Nie wiem. Jakieś 5/10
.

Odpowiedz
(12-07-2018, 10:14)srebrnik napisał(a): A czemu miałby mieć? Tak po prostu, czy chodzi Ci o jakieś nawiązania do czegoś?
Chodzi mi o aktorkę grającą na końcu kolejną Matkę, a że Portman grała w Black Swan byłby to mily akcent :)

Odpowiedz
Jak się zaakceptuje fakt, że Aronofsky to taki Michael Bay artystycznego kina, to się podchodzi do jego filmów bez większych oczekiwań, ale też chętnie obejrzy dla ładnych obrazów i świetnych aktorów.  Mi akurat otoczka horrorowa przypasowała co pewnie ułatwiło przyjemne oglądanie, a do wątków z Michelle Pfieffer chętnie będę sobie powracała.
Raven True

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Three Billboards Outside Ebbing, Missouri (2017) reż. Martin McDonagh Kuba 85 7,219 05-08-2018, 00:14
Ostatni post: Quay
  Life (2017, reż Daniel Espinosa) Pelivaron 55 6,934 29-07-2018, 23:21
Ostatni post: shamar
  Rampage (2017) Gieferg 46 3,837 10-07-2018, 22:49
Ostatni post: harlequinade
  Jumanji - Welcome to the Jungle (2017) Gieferg 40 4,360 28-06-2018, 13:12
Ostatni post: shamar
  Baby Driver (2017) reż. Edgar Wright Gambit 76 9,373 27-05-2018, 16:02
Ostatni post: Gieferg
  Phantom Thread (2017) reż. Paul Thomas Anderson Kuba 171 12,431 20-05-2018, 23:37
Ostatni post: Kuba
  Flatliners (1990 / 2017) Mierzwiak 2 757 19-05-2018, 23:53
Ostatni post: shamar
  Bright (2017, Netflix) reż. David Ayer Azgaroth 55 5,248 07-05-2018, 23:13
Ostatni post: al_jarid
  You Were Never Really Here (2017) reż. Lynne Ramsay Kuba 31 2,618 07-05-2018, 11:26
Ostatni post: simek
  Power Rangers (2017) RysuMack 193 19,687 02-05-2018, 23:23
Ostatni post: Badus



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości