Forum KMF Film.org.pl

Pełna wersja: We Need To Talk About Kevin
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2
[Obrazek: 7417279.3.jpg?l=1323316251000]
We Need to Talk About Kevin(2011) - Jeden z lepszych filmów z ubiegłego roku. Świetny scenariusz i reżyseria, do tego dwie znakomite kreacje - Swinton i Miller(+ Rock Duer, Jasper Newell ). Film bardzo wciąga, na pewno duża zasługa w tym montażu i tego, że konfrontacje syna z matka, które widzimy na ekranie są doskonałe(na swój sposób :P) i budzą niepokój.
Podpisuje się pod notka z RT:
Cytat:We Need to Talk About Kevin is a masterful blend of drama and horror, with fantastic performances across the board (Tilda Swinton especially, delivering one of her very best)

9/10

A o czym jest konkretnie to bardzo ładnie ujął Adam Kruk na filmwebie:
Cytat:Reżyserka "Musimy porozmawiać o Kevinie", Szkotka Lynne Ramsay, jest jedną z najciekawszych współczesnych autorek kina. Jej twórczość konsekwentnie mierzy się z różnymi odcieniami traumy, sposobami jej przezwyciężania bądź ulegania jej władzy. Pokazywała jej wpływ na dziecko w pełnometrażowym debiucie "Nazwij to snem" (1999) oraz na kobietę w wyjątkowym, zrealizowanym blisko 10 lat temu, obrazie "Morvern Callar" (2002). W tym ostatnim tytułowa bohaterka (Samantha Morton) po samobójczej śmierci swojego chłopaka kradnie jego powieść i ucieka z lekko przetrąconą koleżanką na Ibizę. Przyznaje sobie w ten sposób spadek czy stara się ocalić resztki bliskiej osoby? Ucieka od siebie czy próbuje odkryć, kim właściwie jest? Ramsay obserwuje wpływ traumy jakby bez uprzednich założeń, uchyla się też od odpowiedzi na stawiane przez siebie pytania, zadowalając się po mistrzowsku sportretowaną emocjonalną izolacją jednostki, którą otacza pustka konsumpcji i samotność: jest w jej filmach coś z Antonioniego, połączonego ze sporą dawką współczesnego feminizmu. W jej najnowszym antyfamilijnym "Musimy porozmawiać o Kevinie" trauma staje się doświadczeniem i kobiety, i dziecka ? jest nią wspólny szok narodzin, rozdzierający zarówno matkę (Tilda Swinton, doceniona za tę rolę Europejską Nagrodą Filmową), jak i syna (Kevina grają kolejno: Rock Duer, Jasper Newell i Ezra Miller).

Jeśliby pójść tropem psychoanalitycznym, to narracja Ramsay wydaje się spójnym wariantem odpowiedzi na pytanie "co może się stać, jeśli nie pokochasz dziecka, które urodzisz?". Jak twierdzi psycholog Anna Olszewska-Konopa, dziecko długo po narodzinach nie odróżnia swoich emocji od emocji otoczenia, zlewa się z nim ? jest syntoniczne i jeśli w tej syntonii nie napotka uczuć czułości i troski, to czuje się niezróżnicowane. Tę emocjonalną pustkę wypełnia agresja lub autoagresja, w zależności od fazy tego emocjonalnego odrzucenia, które obecne jest w doświadczeniu późniejszych socjopatów. Według teorii relacji z obiektem (najczęściej matki), osobowość schizoidalna wykształca się na skutek odczuwania przez dziecko wrogości wobec jego narodzin ? złości i rozczarowania lub nawet smutku wokół pokrzyżowania życiowych planów. Następuje wówczas oderwanie od żywotności w kierunku popędu śmierci. Czy właśnie to jest doświadczeniem Kevina? Czy raczej czające się w nim zło jest zgoła irracjonalne?

Ramsay wątpliwości tych nie rozstrzyga. Mistrzowsko operuje symboliką kolorów, misternie buduje napięcie. Niczego nie zaniedbuje i nikogo nie oszczędza. Subtelnie kłania się zbiorowej popkulturowej wyobraźni poprzez aluzje do rzeczonego "Kevina", używanie mitu Europy (film rozpoczyna się ekstatycznymi ujęciami Swinton w Hiszpanii, która dla jej bohaterki Evy stanowi raj utracony) czy analizę traum stricte "amerykańskich". Bada granice odpowiedzialności rodziców za swoje dzieci (zatem także za ich zbrodnie) oraz autonomiczności każdej jednostki oraz wpływu relacji z matką na rozwój osobowości. Stawia też to najważniejsze pytanie od wieków nurtujące filozofów, psychologów i artystów: pytanie o naturę zła.

http://www.filmweb.pl/article/Od+Kevina+do+Kevina-81105


PS
(12-01-2012 12:58 AM)hanys napisał(a): [ -> ]We Need to Talk About Kevin(2011) - Jeden z lepszych filmów z ubiegłego roku.

Prawda.

Bardzo dobre i bardzo mocne, zapadające w pamięć kino; film, któremu szansę dać powinien każdy kinoman. Być może najlepsza rola Swinton. Ciekawe rozwiązania narracyjne, poważne traktowanie widza. Solidna robota reżyserska, jak i scenopisarska. Treść i formę tego filmu najlepiej spina w klamrę proste określenie - koszmar. Niesamowicie uchwycony koszmar. Top 10 filmów 2011 roku.

8/10
(12-01-2012 12:58 AM)hanys napisał(a): [ -> ]Podpisuje się pod notka z RT:
Cytat:We Need to Talk About Kevin is a masterful blend of drama and horror, with fantastic performances across the board (Tilda Swinton especially, delivering one of her very best)
WTF? Tilda zagrała porządnie, ale na tak zwane jedno kopyto, już John C. Reilly każdym swoim pojawieniem się kradł wszystko dla siebie. I "blend of drama nad horror"? No litości, dramat to tu jest, owszem, ale horroru za grosz. To ledwo dobre filmidło, z koszmarnym montażem przez który film przeskakuje po różnych odcinkach czasowych jak kot na amfetaminie. Owszem, można każde najdrobniejsze ujęcie interpretować dowolnie, ale po co, bo studencik psychologii będzie się spuszczał nad znaczeniem barwy czerwonej w takim i takim ujęciu, student filmoznawstwa nad historią reżyserki i jej doświadczeń w oparciu o przeżycia głównej bohaterki, a student reżyserii będzie się łapał za głowę, jak można było być takim debilem.

(12-01-2012 12:58 AM)hanys napisał(a): [ -> ]A o czym jest konkretnie to bardzo ładnie ujął Adam Kruk na filmwebie:
Przeczytałem raz, niewiele zrozumiałem. Przeczytałem drugi, zrozumiałem jeszcze mniej. Widocznie jestem za głupi, bo dla mnie to film o depresji poporodowej matki, która z początku odrzucała swoje dziecko, ale potem robiła wszystko, by to naprawić, a gówniarz od najmłodszych lat miał w dupie rodzinę (ojca mniej, matkę bardziej, siostra nic go nie obchodziła).

Ledwo 6/10.
Film dobry, ale coś mi w nim przeszkadza. Lekka pretensjonalność i chłodne wykalkulowanie objawiające się w udziwnionym montażu czy tej "mistrzowskiej symbolice koloru". Chwilę po obejrzeniu, film bardzo mi się podobał, ale teraz nic nie zostało w głowie - zero przemyśleń i emocji.

Tilda Swinton zagrała świetnie. ale faktycznie w pamięci najbardziej pozostaje John C. Reilly:P
(14-01-2012 02:32 PM)raven.second napisał(a): [ -> ]dla mnie to film o depresji poporodowej matki, która z początku odrzucała swoje dziecko, ale potem robiła wszystko, by to naprawić, a gówniarz od najmłodszych lat miał w dupie rodzinę (ojca mniej, matkę bardziej, siostra nic go nie obchodziła).

Raczej odwrotnie - przecież tak naprawdę to ojciec nic go nie obchodził, Kevin był nieprzeciętnie inteligentny i udawał przed nim normalne dziecko, odgrywał synowskie uczucia, manipulował nim, niejako "wygrywał" go przeciwko matce, z którą prowadził swą grę, bo widział w niej godnego przeciwnika (ojciec był zbyt dobry, naiwny, łatwowierny - jako taki zupełnie go nie interesował, był wyłącznie pionkiem do wykorzystania, gdy zajdzie taka potrzeba).
Nie powiedziałbym, że ojciec kompletnie nic go nie obchodził. Przy matce był jak autystyczne dziecko, które nie bawi się i nie rozmawia. Widzi ojca - uradowany, biegnie do niego, cieszy się, rozmawia, bawi się. Przecież jak był mały to matka woziła go w wózku i ciągle płakał, a jak przyszedł ojciec, to spokój, cisza, wesołe dziecko jest.
(14-01-2012 10:37 PM)raven.second napisał(a): [ -> ]Nie powiedziałbym, że ojciec kompletnie nic go nie obchodził. Przy matce był jak autystyczne dziecko, które nie bawi się i nie rozmawia. Widzi ojca - uradowany, biegnie do niego, cieszy się, rozmawia, bawi się. Przecież jak był mały to matka woziła go w wózku i ciągle płakał, a jak przyszedł ojciec, to spokój, cisza, wesołe dziecko jest.

To potwierdzałoby tezę, że Kevin już od najmłodszych lat był dzieckiem nieprzeciętnie inteligentnym (patrz: scena z nauką liczenia) i już jako niemowlę wyczuwał stany matki - po prostu zrobił jej to na złość (wiem, że brzmi to dość irracjonalnie przy tak małym dziecku, ale dzieci to sprytne istoty, nawet takie małe, mogą wyczuwać różne rzeczy). Jeżeli ojciec go obchodził, to dlaczego
Kevin był typowym socjopatą, nie kochał ojca, nie kochał w ogóle nikogo - traktował go raczej jako pionek do wykorzystania w grze przeciwko matce, manipulował nim (to dlatego biegł, cieszył się itd. - widział, że ojciec jest łatwowierny i naiwny).
W odpowiedzi na spojler - czemu zrobił to samo z innymi ludźmi? Bo był ponadprzeciętnie inteligentnym psychopatą, który od najmłodszych lat, ba, od wieku niemowlęcego wykorzystywał ludzi? Czy może dlatego, że był gówniarzem jak setki innych w Stanach, którzy robili to samo? No litości, toż to jest przesada jak jasna cholera. Tak jak pisałem, film można interpretować na wiele sposobów i szukać któregoś z kolei dna, a prawda jest prosta. Gówniarz miał w dupie wszystkich, ale ojca najmniej.
(14-01-2012 11:28 PM)raven.second napisał(a): [ -> ]W odpowiedzi na spojler - czemu zrobił to samo z innymi ludźmi? Bo był ponadprzeciętnie inteligentnym psychopatą, który od najmłodszych lat, ba, od wieku niemowlęcego wykorzystywał ludzi?

Z innymi - tu powodów jest kilka. Nie ludzi - ojca tak, od najmłodszych lat przeciwko matce...

Cytat: Czy może dlatego, że był gówniarzem jak setki innych w Stanach, którzy robili to samo? No litości, toż to jest przesada jak jasna cholera. Tak jak pisałem, film można interpretować na wiele sposobów i szukać któregoś z kolei dna, a prawda jest prosta. Gówniarz miał w dupie wszystkich, ale ojca najmniej.

No, ale jeśli ojca najmniej, to przecież
Moim zdaniem na ojcu zależało mu najmniej, był on całkowicie dla Kevina jako człowiek nieistotny...
Ponadto strasznie mnie irytowały momenty, kiedy Tilda jest "atakowana" przez innych ludzi, tak, jak gdyby to ona była wszystkiemu wina i to właśnie ona conajmniej skrzywdziła matkę każdego z osobna. Ale dyskusję można póki co zakończyć, niech ktoś inny się wypowie, jeszcze jeden punkt widzenia nie zaszkodzi.
No ale przecież między innymi o tym jest ten film; o matce, o macierzyństwie, o tym, jak się na matkę patrzy. Ten ostracyzm wynika z tego, że w oczach społeczności nie sprawdziła się jako matka, wyszła z roli, jej dziecko wyszło z roli i narobiło bałaganu. W małych miasteczkach macierzyństwo wciąż nie jest sprawą prywatną, a już na pewno nie intymną.
(15-01-2012 07:57 AM)raven.second napisał(a): [ -> ]
Hmm, Ty piszesz, że kochał ojca, że był dla niego ważny, ja na to odpowiadam, że jeśli kochał
Siostry nie kochał, więc dlaczego
To Ty założyłeś, że do ojca miał inny stosunek, ja uważam, że nie... Poza tym odbieranie tej historii tylko w kategoriach zemsty na matce to duże uproszczenie - ich relacja jest jednak znacznie bardziej skomplikowana..

(15-01-2012 12:44 PM)Artemis napisał(a): [ -> ]No ale przecież między innymi o tym jest ten film; o matce, o macierzyństwie, o tym, jak się na matkę patrzy. Ten ostracyzm wynika z tego, że w oczach społeczności nie sprawdziła się jako matka, wyszła z roli, jej dziecko wyszło z roli i narobiło bałaganu. W małych miasteczkach macierzyństwo wciąż nie jest sprawą prywatną, a już na pewno nie intymną.

Dokładnie - motyw macierzyństwa i kontekst roli (zarówno w oczach społeczeństwa, jak i we wlasnych, samej matki, jest tu bardzo ważny. Film mniej (chociaż też), powieść Lionel Shriver (to kobieta) w większym stopniu przełamuje stereotyp idealnego kobiecego spełnienia w roli matki - Eva ma z tą rolą kłopot, bardzo chce się dostosować, ale trudno - nie potrafi, nie ma wpływu na swoje uczucia...
Tak w ogóle, Artemis, serdecznie pozdrawiam :)
E tam, reakcja plebsu było jak najbardziej normalna. Chodzi o to, że rodzic odpowiada za dziecko i jak dziecko coś spierdoli, to rodzic zbiera baty, bo niby kto inny? Tak jak pastuch czy inny gospodarz, któremu krowa urwała się z postronka, wybiegła na drogę i spowodowała wypadek. Gdyby moje dziecko dokonało masakry w szkole, to niestety, ale też miałbym przesrane - w małej miejscowości dotyczy to wszystkich, a w dużym mieście - konkretnej dzielnicy. Plebs nie jest na tyle oblatany, żeby np. część gniewu skierować na legislatorów, którzy ustanawiają wszędzie gun free zone. Nie ma sensu doszukiwać się jakichś nie wiadomo jakich podtekstów.

A o Kevinie rzeczywiście musimy porozmawiać, bo był niezłym zjebem.
Mega dołujący film. Autentycznie mi żal Evy.
Nutka pretensjonalności może i jest, ale nie przeszkadza mi to. Lubię żonglerkę chronologią w filmach (oczywiście rozsądną), tutaj przykuwała mnie ona tym bardziej do ekranu, bo była zrobiona z wielkim wyczuciem. Może i niektóre ujęcia są zbędne, ale generalnie strona techniczna to duży plus.
Swinton jest świetna. Czy Oscarowa? Nie wiem. To Brytyjka, więc może trafi się jej BAFTA. Nie wypowiadam się, bo wielu z okrzyczanych zeszłorocznych kreacji jeszcze nie widziałem, ale to na pewno rola, o której w przyszłości będę pamiętał. Oczywiście dla reszty obsady też brawa.
Mocne, silnie angażujące i męczące w pewnym sensie kino.

(31-01-2012 02:38 PM)Dexter napisał(a): [ -> ]Autentycznie mi żal Evy.
Nie dziwię się, to proces nieświadomy. Wcale nie musiało Ci się rzucić od razu, czy w ogóle w oczy, że skutkiem nienawiści matki do dziecka, w decydującym dla jego rozwoju emocjonalnego okresie, może być np. masowe morderstwo :)
Możesz jaśniej, bo serio nie wiem, czy Cię rozumiem? :P

Czemu od razu większość zakłada nienawiść matki do dziecka? Jasne, można dyskutować nad tym, na ile je odrzuciła w czasie ciąży i tuż po porodzie (według mnie takie oczywiste to w filmie nie było, no a nawet jeśli, to przecież np. depresja poporodowa to nie jest jakieś zjawisko wzięte z kosmosu). Scena z robotami ulicznymi wynikała z tego, że Kevin nieustannie płakał będąc przy matce (i, jak wynika ze sceny, kiedy ojciec bierze go na ręce - tylko przy niej), a nie z jej nienawiści. Przecież potem cały czas było widać, że naprawdę jej zależy, choć ciągle kończyło się to mniejszą lub większą porażką. Przynajmniej ja to tak odebrałem.
Kevin? Celowo ją coraz mocniej kopał, np. udając sympatię do niej, by na następny dzień ją perfidnie pozbawić złudzeń.

Jasne, że mogę. Moje przemyślenia na potem, a na razie tylko dodam, że Tilda Swinton w wypowiedziach o Evie dość jasno gadała o motywach, intencjach i całym tym bajzlu mentalnym.

Cytat:Tilda Swinton: Jest to historia w której dochodzi do straszliwej tragedii, jednak akcja książki, która stała się inspiracją dla naszego filmu, nie koncentruje się wokół tego wydarzenia. Lionel Shriver stara się skierować uwagę widza na konsekwencje, jakie może spowodować brak emocjonalnej więzi pomiędzy rodzicem a dzieckiem. Pracując nad scenariuszem filmu, postanowiliśmy podążyć właśnie w tym kierunku.

Cytat:Judy Becker: Z początku może się wydawać, że historia ukazana w filmie opowiada o trudnym dziecku, ale w rzeczywistości dotyczy problemu braku emocjonalnego zaangażowania matki w relację z synem i tego, jaki wpływ ma to na Kevina.


I żeby nie było wątpliwości: to co zrobił, kwalifikuje się do jego likwidacji, co nie zmienia relacji przyczynowo-skutkowej, która bezlitośnie funkcjonuje poza konkretnym światopoglądem i etycznym chciejstwem. Ta relacja dodatkowo, w żaden sposób nie usprawiedliwia Kevina, ale daje wyobrażenie, że istnieje grupa ludzi, którzy tego rodzaju deficyt finalizują np. masowym morderstwem. Psychopatą, wbrew mejnstrimowym bzdetom i psycho-bełkotowi, człowiek się nie rodzi, psychopatę się hoduje. Toporne przykłady: "A Natural Born Killers", "Halloween" Zombiego i setki innych, już z życia wziętych.



Te wypowiedzi Swinton nie są właśnie takie jednoznaczne. Ok, powiedzmy, że się zgadzam, że na początku Eva odrzucała dziecko. Ale potem jej zależało i widać było w tym uczucie - ona naprawdę wyglądała na szczęśliwą, kiedy Kevin zainteresował się jej czytanką, a takich przykładów było w filmie parę. Widać było też, że każde niepowodzenie wychowawcze mocno przeżywała.
Z zapodanego przez Ciebie filmiku i artykułu, tylko scenograf Judy Becker jasno i dobitnie postawiła sprawę, ale według mnie film nie daje na to takiej jasnej odpowiedzi.
W tym filmie jest parę wartościowych patentów:

- psychol rodzi się w dobrze sytuowanej rodzinie;
- jako dziecko nie był maltretowany ani wykorzystywany seksualnie, żeby pismaki miały pożywkę do swoich bezmózgich artykulików;
- rodzice go kochają (ok, matka niby zaczyna z opóźnieniem, ale widać, że jej zależy);
- jest super inteligentny (większość seryjnych morderców to bystrzaki, 99% z nich spokojnie przeszłaby testy psychologiczne, jakie np. wymusza się przy składaniu podania o broń palną);
- reakcja otaczanie słuszna i uzasadniona (pisałem o tym wyżej);

Ogólnie przypomniał mi się "Zakładnik" Manna. Dokładnie nie pamiętam dialogu, ale szło mniej więcej tak:

Foxx: A co z twoim ojcem?
Cruise: Nienawidził mnie. Nienawidził wszystkiego, co robiłem. Upijał się, bił mnie. Zwiedziłem wiele zakładów poprawczych, tego typu sprawy.
- I co dalej?
- Zabiłem go. Miałem wtedy 12 lat.

Foxx konsternacja, Cruise siedzi cicho.

Crusie: Żartowałem. Mój stary zmarł na wątrobę.
Mental, Kevin to nie seryjniak, to morderca masowy.

Nadto:
-Eva nie chciała tego dziecka przed porodem i po porodzie (scenka, kiedy mówi do niego "zanim się urodziłeś, mamusia była szczęśliwa")

-wcale nie musisz być ładowany od tyłu przez wujka lub dziadka, by w ramach kumulacji nienawiści, zabić kogoś przypadkowego lub siebie. Wystarczy bezstresówka lub wychowanie w nieustającym braku szacunku oparte o chłodną dyscyplinę. Możesz pochodzić, jak wielu morderców, z tzw. dobrego domu, co zwykle oznacza jedynie dobrze sytuowaną materialnie rodzinę.

-Evie zależało, to jasne. Problem tylko w różnicy pomiędzy "zależało mi" a autentycznym uczuciem, którego brakło dziecku, kiedy go najbardziej potrzebowało, czyli w najwcześniejszym okresie. Eva jest złą matką, ojciec to miękka rąsia i nieobecna głowa, ale jest dobry dom. Nie bronię Kevina (ciekawe, ile razy jeszcze będę to musiał powtarzać), próbuję pokazać zależność. Dziecko, gdy się rodzi, potrzebuje jeść, pić, wydalać i być otoczonym troską, miłością, ciepłem i empatią, jak również musi mieć wkrótce potem wyraźnie postawione granice. Jeśli w tym okresie coś się popieprzy, kilkanaście lat później, może być różnie. Mord, jakiego dokonał chłopak, jest jedną z setek różnych reakcji na brak dzieciństwa opartego o ciepłą miłość matczyną i męską opiekę ojcowską.

Evie zależało dokładnie tak samo, jak zależy pracownikowi, który musi wykazać się przed szefem, że coś potrafi. Zadaniowe podejście.

ps: Ten dialog z Manna jest zajebisty, ja w nim widzę dokładnie to, co chcę widzieć :)


Na marginesie i w temacie tym razem psychopatycznych morderców seryjnych: stroniąc od współczesnej pseudo-badziewno-dobrystyczno-njuejdżwowo-politpoprawno-przecwelonej psychologii pełnej cołczów, trenerów i gejów, zachęcam do poczytania oldskulowych w swej formie i rzetelności opracowań np. Jarka Stukana, w których widać związki pomiędzy tym, co w dzieciństwie, a tym co potem.

No chyba, że ktoś ma zrypany układ limbiczny lub inne przypadki wad strukturalnych. Może Kevin miał taką wadę? Jednak nie wskazuje na to ani książką, ani film, ani też wypowiedzi samych zaangażowanych.



(01-02-2012 07:30 PM)Tomkiewicz napisał(a): [ -> ]Nadto:
-Eva nie chciała tego dziecka przed porodem i po porodzie (scenka, kiedy mówi do niego "zanim się urodziłeś, mamusia była szczęśliwa")

Ta scena pojawiła się już dość trochę po urodzeniu dziecka i słowa Evy wynikały właśnie z frustracji, że Kevin płakał nieustannie, gdy miała go na rękach itd.

Cytat:Nie bronię Kevina (ciekawe, ile razy jeszcze będę to musiał powtarzać), próbuję pokazać zależność.

A ktoś zarzuca, że go bronisz?

Cytat:Evie zależało dokładnie tak samo, jak zależy pracownikowi, który musi wykazać się przed szefem, że coś potrafi. Zadaniowe podejście.

Powtórzę się, ale według mnie z filmu jednoznacznie to nie wynika. We wczesnym dzieciństwie, ale już jakiś czas po porodzie ja tam widziałem uczucie. Boleśnie odrzucane, więc dlatego też niezbyt wyraźne. Dopiero potem Eva się w sporej części poddała, bo po prostu tego nie wytrzymała.


Cytat:Mental, Kevin to nie seryjniak, to morderca masowy.

Granica jest płynna ;) Choć Kevin to rzeczywiście żaden seryjniak, ale spokojnie mógłby nim być.
(01-02-2012 11:45 PM)Dexter napisał(a): [ -> ]A ktoś zarzuca, że go bronisz?
Nein! Nie zrozumieliśmy się. To profilaktyka :)



Według mnie z kolei stwierdzenie, że Eva po prostu syna nie kochała i stąd to wszystko, jest jednak uproszczeniem. Zarówno film, jak i książka podsuwają raczej dwa tropy, dwie interpretacje:

[przeklejam z mojej recenzji - całość tu: http://www.ofilmie.pl/recenzje/we-need-t...ut-kevin/]

Po pierwsze ? na historię Kevina i jego matki możemy spojrzeć od strony psychologicznej (odmiennie niż w powieści, gdzie wygrywa perspektywa filozoficzna, o której za chwilę). Kevin rodzi się, nie jest specjalnie oczekiwanym dzieckiem, choć nie dzieje się też tak, że ciąża to dla Evy tragedia. Dużo płacze, jest niespokojny, matka nie ma do niego cierpliwości (lub nie potrafi z nim postępować). Bawi się z nim, zajmuje, bo tak wypada, tego wymaga jej rola, ale w głębi duszy wie, że coś jest nie tak, że nie czuje do swego dziecka tego, co czuć powinna. W chwilach złości mówi mu, że była szczęśliwa, dopóki Kevinek się nie pojawił. Chłopiec nie ułatwia jej rodzicielskich zadań ? jest krnąbrny, złośliwy, uparty. Nie chce mówić, choć ma już trzy lata, z premedytacją robi kupę w pieluchy, choć wie, że matka tego nienawidzi. A może właśnie dlatego? Może w taki sposób Kevin w swym dziecięcym uporze mści się na matce, bo szóstym zmysłem czuje, że ona nie potrafi go kochać?

Poczucie odrzucenia przeradza się najpierw w bierny bunt, potem w złość, której eskalacja narasta w finale. Być może zatem, jeżeli spojrzeć z psychologicznego punktu widzenia, zwichrowana osobowość Kevina jest efektem braku miłości, dorastania w chłodzie emocjonalnym. Z drugiej strony ? a może to nie wina Evy (kwestia winy jest w filmie bardzo istotna, kilkakrotnie w różnych odsłonach kobieta mówi: To moja wina. Ale czy rzeczywiście?)? Może Kevin po prostu urodził się zły? Może matka to wyczuła i właśnie na to nic nie mogła poradzić, może dlatego nie umiała pokochać swego dziecka?

W filmie Ramsay, podobnie jak w ?Dziecku Rosemary? Polańskiego (choć to oczywiście i inny temat, i inna liga, ale jednak bardzo podobny mechanizm interpretacji), mamy zatem dwa sposoby odczytania całej historii. W przypadku pierwszym winna (?) jest Eva, która nie umie Kevina kochać jak matka. W przypadku drugim, gdy spojrzymy na film od strony filozoficznej, mamy do czynienia z odwiecznym pytaniem, które ludzie zadawali sobie od początku istnienia ? unde malum?, czyli skąd zło? A jeśli dziecko to nie tabula rasa, którą najpierw zapisuje miłość rodziców, może po prostu niektórzy rodzą się źli, tak po prostu jest i nic na to nie można poradzić? Może taki właśnie od początku był Kevin ? może jego kaprysy i grymasy, krnąbrność i bunt to po prostu dziecięce oznaki tkwiącego w nim i rosnącego zła?

W takim ujęciu ocena postaci Evy byłaby zupełnie inna. Przy interpretacji psychologicznej jest ona nieudolną, niedobrą matką, główną przyczyną tego, że Kevin jest taki, jaki jest. Jeżeli natomiast przyjmiemy, że Kevin jest z gruntu zły i taki też był od początku ? pani Kchatchadourian staje się bohaterką, matką heroiczną, która kocha ? właśnie ? kocha pomimo wszystko. Ostatnia scena dowodzi przecież niezbicie, że w przypadku Evy nie można mówić o żadnym ?braku miłości? do syna, że ona przez cały czas go kocha. Pomimo tego, że zabrał ją do piekła na ziemi, kazał płacić za swoje winy i odebrał wszystko, co było dla niej najdroższe ? przecież to dlatego
(02-02-2012 12:58 AM)cziczio napisał(a): [ -> ]Po pierwsze ? na historię Kevina i jego matki możemy spojrzeć od strony psychologicznej

A jest jeszcze jakaś inna adekwatna? Bo obawiam się, że przy podjęciu tutaj próby zafilozofowania tematu, wyjdzie z dużym prawdopodobieństwem metafizyczno-egzystencjalny bełkot, który rozciągnie temat poza obszar skupiający sensowne i mniej więcej zgodne ze stanem faktycznym wyjaśnienia. To prosta historia, ta o Kevinie i jego toksycznej starej i apatycznym starym, nie wymagająca jakoś szczególnie sublimacji czy okadzenia poetyką, by wyszło, że to kolejny euro-film o wszystkim i niczym. Tu nie ma żadnej cnoty, cierpiętnictwo zasługuje na pogardę, a nie na wstawienie w ramkę i postawienie na ołtarzu świętości, natomiast sam Kevin stał się nieszczęśliwym wytworem braku należnej opieki emocjonalnej. Jak się komuś wydaje, że małe dziecko nie wyczuwa niczym zwierzę nastroju rodzica, to się grubo myli. W filmie mamy szereg błędów, które ostatecznie mszczą się okrutnie, najprościej rzecz ujmując.

Cytat: Chłopiec nie ułatwia jej rodzicielskich zadań ? jest krnąbrny, złośliwy, uparty.


Wcześnie było, że płakał. Płacz to wyrażenie potrzeb lub bólu. To nie powód, żeby się wkurwiać na dziecko, bo ono płacze. Jako matka do bani olejowej, Eva nie potrafiła w ogóle zareagować. Matka-lodówka wręcz modelowa.

Cytat:Nie chce mówić, choć ma już trzy lata, z premedytacją robi kupę w pieluchy, choć wie, że matka tego nienawidzi.


To rezultat deficytów emocjonalnych, no chyba że Kevin ma wadę strukturalną mózgu albo guza na limbicznym. Jeśliby miał - a wiemy z książki i filmu, że nie - jego matka nie podlegałaby żadnej negatywnej ocenie. Po prostu straszny pech. Wtedy można sobie pozwolić na lekkie filozofowanie na styku egzystencjalizmu z determinizmem genetycznym.

Cytat:Może Kevin po prostu urodził się zły?


To jest właśnie przykład rozcieńczania tematu. To nie horror ani traktat o predestynacji Augustynowej, tylko historia o matce i synu, którego nie chciała.

Cytat:W filmie Ramsay, podobnie jak w ?Dziecku Rosemary? Polańskiego

Nein, to nie horror, a "Dziecko Rosemary" podobnie jak "Lokator" opowiadają o osaczeniu przez społeczeństwo - temat wciąż obecny u Polańskiego.

Cytat:mamy zatem dwa sposoby odczytania całej historii.

Lecz dlaczego aż dwa? Bronimy instytucji świętości rodzica, nawet gdy na to nie zasługuje?

Cytat:W przypadku drugim, gdy spojrzymy na film od strony filozoficznej, mamy do czynienia z odwiecznym pytaniem, które ludzie zadawali sobie od początku istnienia ? unde malum?, czyli skąd zło?

Obawiam się, że zabicie człowieka w obronie własnej nazwiesz złem (?) Wówczas szlag trafi konkretyzację sensu i wyjdzie sos do gulaszu, a ja np. nie będę mógł powiedzieć, że większość syfu, jaki powstaje na świecie ma swój początek w niewłaściwych relacjach ze starymi. Większość, nie wszystko.

Cytat:niektórzy rodzą się źli

To bardzo niebezpieczne założenie, które uwielbiają socjaliści-eugenicy.

Cytat:tak po prostu jest i nic na to nie można poradzić?

Owszem, ale przy założeniu, że Kevin miał zryty czerep na poziomie strukturalnym, ewentualnie genetycznym :)

Cytat:Może taki właśnie od początku był Kevin


Jak to? Niemowlę, noworodek to samo zło?? :))) Ale fakt, można o tym tomy napisać i zarobić kapustę, ludzie zrobią wszystko i kupią wszystko, byle tylko nie obwinić swoich starych.

Cytat:Przy interpretacji psychologicznej jest ona nieudolną, niedobrą matką
,

Nie chciała tego dziecka ze względu na dziecko. Po prostu. Jak można stosować inne kryterium niż psychologiczne? Mówimy o ludziach. Ludzie myślą i czują.

Cytat:Jeżeli natomiast przyjmiemy, że Kevin jest z gruntu zły i taki też był od początku ? pani Kchatchadourian staje się bohaterką, matką heroiczną, która kocha ? właśnie ? kocha pomimo wszystko.

Nie można kochać pomimo wszystko. To się raczej nazywa uzależnienie od poczucia winy. Nie myl miłości z poczuciem winy.

Cytat: Ostatnia scena dowodzi przecież niezbicie, że w przypadku Evy nie można mówić o żadnym ?braku miłości? do syna

Ostatnia scena dowodzi, że Eva nie jest psychopatką i odczuwa poczucie winy.

Cytat:że ona przez cały czas go kocha.

Nie myl poczucia winy z miłością.

Cytat: Pomimo tego, że zabrał ją do piekła na ziemi,

Nie myl nieświadomego karania się za brak miłości do dziecka z uczuciem miłości.

Cytat:by cierpiała jak Hiob

Hiob to postać nie mająca przełożenia na opisywane zagadnienie. Religia nie jest istotnym czynnikiem tutaj. Religia może być wynikiem czegoś. Można popaść w religię ze strachu, poczucia winy, potrzeby władzy autorytarnej nad sobą itd. Wiara pozwala uciec od wielu aspektów odpowiedzialności za swoje źycie: bóg to zrobił, bóg mnie doświadcza, bóg zabrał jej życie, bóg mści się za nasze grzechy, bóg zbawia nas za grzechy, bóg mi pomoże, jak bóg da, bóg nam pomoże itd. Jak widać, religia zdejmuje z wierzącego odpowiedzialność.



Stron: 1 2
Przekierowanie