Forum KMF Film.org.pl

Pełna wersja: Dog bite dog / Gau ngao gau
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Jestem zaskoczony, że zostałem zaskoczony.

Początek filmu to konwencja Siedem, jest ciemno, brutalnie, ale bez deszczu. Bohaterowie filmu policjanci i bandyta to podobni do siebie zwyrodnialcy. Jedni zabijają na zlecenie, drudzy są brutalni w wykonywaniu swoich obowiązków, w służbie społeczeństwu.

Potem jesteśmy świadkami procesu zmiany głównych bohaterów, zabójca znajduje coś, co jest w stanie wpłynąć na jego życie, policjant uwalnia się od czegoś, co wpłynęło na jego życie.

W między czasie toczy się pasjonujący pojedynek między złym i dobrym.
Dla porównania: nigdy nie podobała mi się Gorączka M. Manna, uważam, że ten film jest długi i słaby, podobnie jak Informator czy Miami Vice.
Pamiętam jak wszyscy piali z zachwytu nad wirtuozerią gry De Niro i Pacino, jakiż to miał być pojedynek, spotkanie gigantów, guzik z tego wyszedł. To wszystko, o czym mówiono przy Gorączce, poczułem dopiero 13 lat później, właśnie przy tym filmie.

W ostatnim akcie filmu są: droga, wolność i zemsta, i tutaj dopiero się reżyser rozkręcił, zdjęcia jak z najlepszego okresu twórczości Kar Wai Wong, fantastycznie dobrana muzyka coś na podobieństwo Pulp Fiction, w udźwiękowieniu filmu też widać/słuchać pomysłowość, i co najbardziej zaskakujące, pomysł scenarzysty na losy bohaterów. Nie dajcie się zwieść moim porównaniom do klasyków, ten film nie jest kopią.

Dog bite dog, jest filmem prostym a zarazem nieprawdopodobnie zaskakującym. Mijają 24 godziny od jego oglądnięcia a u mnie nie przechodzi ten fantastyczny stan euforii.

Chyba właśnie po to siada się w fotelu i daje porwać fabule, aby potem przez jakiś czas dochodzić do siebie.

Polecam wszystkim zainteresowanym, specjalnie nie rozpisywałem się dokładniej o samej fabule, może i Was zaskoczy.
film, ktory reklamujesz, huczac w nieboglosy o jego rzekomej bajeranckosci, okazal sie byc tworczoscia taka se z ambicjami na cos super. poczatek jak z komiksu - karmiony gownianym zarciem dziki skosny, przetrzymywany pod pokladem statku, wychodzi w koncu na lad. dzikus nie umie mowic, pisac i ogolnie ma problemy z asertywnoscia, od dziecka byl bowiem wychowywany na arenach, gdzie zmuszano inne dzieci do toczenia krwawych pojedynkow. teraz zawital w cywilizowanym swiecie z misja zabicia jednej lasi. scena zabicia mega brutalna, czyli tak jak lubie: kolo podchodzi do ofiary, strzela jej w potylice, glowa ofiary uderza o blat stolu, kolo przytyka lufe do nasady czaszki i oddaje dwa strzaly dla pewnosci. cos pieknego. na koncu wychodzi przez kuchnie i ucieka na miasto.

w slad za dzikim skosnym wyruszaja skosni gliniarze. atmosferka jest naprawde fajna, mroczna, deszcz siecze niebywale, slowem, klimat - check. wkrotce zaczynaja sie jednak problemy typowo skosnego kina: nadekspresja twarzy, nadmierna gestykulacja, dziwne okrzyki, absurdalne zachowania w konfrontacji "oko w oko", dachowanie samochodem w sytuacji, w ktorej zaden samochod nie ma prawa dachowac, watek milosny iscie poroniony, niepotrzebny oraz majacy za wszelka cene udowodnic, iz nawet w najgorszym neandertalczyku siedzi czlowiek i tak dalej w orientalno-egzotycznym stylu. aha, glowny bohater gliniarz to taki upozowany na amerykanskiego twardziela policjant, co nie slucha przelozonych i olewa dyrektywy. nie cierpie jak nieamerykanskie kino probuje nasladowac amerykanskie schematy.

zeby nie bylo, ze syf, daje w porywach 6/10. za w miare konsekwentne trzymanie sie poczatkowo wypracowanej stylistyki, za unikanie tarantinizmow oraz gajriczizmow (Bittersweet life nic nie przebije) i za konkretnie mroczny klimat pierwszych 20 minut, ktory niestety po pewnym czasie zaczyna troche meczyc. przydalaby sie jakas alternatywa dla zadymiono-podmoklych ulic. Man On Fire (1987) i Siedem to rowniez bardzo mroczne i niewygodne filmiki, ale przynajmniej oferuja cos na ksztalt azylu. w skosnym filmie takowej enklawy najwyrazniej zabraklo.
Przekierowanie