Alan Wake
#1
Moją pełną niebezpieczeństw i grozy podróż z Alanem poprzez mroczną stronę Bright Falls i okolic zakończyłem tydzień temu z okładem, a potem na dokładkę zacząłem ją od początku. Nie mam tego w zwyczaju, ale po prostu tak strasznie żal było mi się rozstać z Alanem, że, no... nie mogłem :-) Grając, dosłownie wsiąknąłem totalnie w tą historię i po zakończeniu ogarnął mnie cholerny smutek, a przyznać tu muszę, że z rzadka dane mi jest odczuwać takie emocje związane z tym medium. Było to coś w rodzaju obejrzenia ostatniego odcinka, jakiegoś bardzo dobrego serialu, z którym obcuje się przez kilka lat. A przecież Alan Wake zabrał mi TYLKO 18 godzin z życia... Skąd te emocje?

Okej, pewnie większość wytrawnych graczy będzie się zżymać, że tak Alan Wake to gra liniowa, że w materii gejmpleja wtórna strasznie i w zasadzie nic specjalnego do gatunku horroru nie wnosi. Owszem, patent ze wykorzystaniem światła fajny, ale czy taki oryginalny? Fabuła? Cóż, zlepek motywów wielokrotnie już "rekultywowanych" w książkach, w filmach i w grach też... Więc, o co chodzi?

Ano, o to, że tutaj dosłownie WSZYSTKO GRA. Może trochę przesadzam, ale czy nie jest tak, że ostatnio w epoce - że użyję popularnego słowa - postmodernizmu nie jest największą sztuką tak wykorzystać znane motywy i tak je skrzętnie posklejać, że w efekcie dają coś dobrego, bo dobrze znanego, a jednocześnie świetnego, bo... ekhm... dobrze znanego i (no, właśnie!) lubianego? Tych odwołań jest w Alanie Wake'u masa - cześć czytelnych, jak w mordę strzelił (Stephen King, Twin Peaks), część rozpoznawalnych, acz nie bijących po oczach (Alex Casey = Max Payne) i olbrzymia góra smaczków, których rozpoznanie warto pozostawić innym a potem poczytać ich analizy i walnąć się w czoło, mówiąc "Ano, właśnie!". :-)

Fabuła złożona z tych klisz z pewnością nie powala (na pewno nie oryginalnością), ale, jak wyżej - jest na tyle interesująca i inteligentna (a jednocześnie nie udająca Inteligentnej przez duże "I" - bo miejsc z "mrugnięciem oka" jest sporo), że wyśmienicie sprawdza się, jako pretekst do podążania naprzód, w tej - jak już wspomniałem - mocno liniowej rozgrywce.

Dużą zaletą są tu także postaci, zarówno pierwszego, jak i drugiego planu. Sam Alan to drugi taka, po Maksie Payne, bohater, którego się czuje i z którym bardzo łatwo nawiązać kontakt emocjonalny. Fajne jest w nim również to, że z rozwojem wydarzeń, postać ta przechodzi liczne zmiany (w sumie jest to również opowieść o walce z własnymi słabościami) i z (początkowo) nadętego buca zmienia się w charakter dużo bardziej przystępny. Nie obyło się też bez świetnego comic reliefa - agenta Alana. Barry'ego Wheelera: każdy moment pojawienia się tej postaci i jego teksty budziły uśmiech na miej twarzy. Facet może i do mistrzów intelektu nie należy a za jego docinki pod adresem Alana miałem ochotę czasem wypalić mu między oczy, ale gość ma naprawdę swoje momenty (akcja z lampkami choinkowymi sprawiła, że niemal spadłem z fotela) i stanowi świetną przeciwwagę dla "what so serious?" protagonisty.

Czy Alan Wake sprawdza się, jako horror. O, tak! Chociaż przez większość gry podążamy Jednyą Słuszną Ścieżką, to w etapach, kiedy ciemną bezksiężycową nocą przemierzamy mroczne leśne ostępy - wiecie odgłosy kołyszących się drzew, wiatr tarmoszący krzaki, jakieś dziwne hałasy dochodzące stąd i zowąd, jęki opętanych, zniekształcone głosy wypowiadające kwestie z życia przed objęciem przez Mroczną Manifestację (czy też Ducha Mroku) - poczucie zagubienia, osamotnienia i grozy jest naprawdę duże. Dużą tego zasługą jest też to, że tak naprawdę wróg może pojawić się każdej chwili - ba, nawet słoneczny dzień potrafi się tutaj zmienić nagle w ciemną noc, przedmioty martwe znienacka ożywają i uparcie nas atakują a latarnia, do której dobiegamy na bezdechu nagle gaśnie pogrążając bohatera w mroku i zostawiając na pastwę opętanych... Albo weźcie taki motyw: kończy się amunicja (cholera, nie znam drugiej takiej gry, gdzie amunicja byłaby tak ściśle "reglamentowanym" dobrem, ile byś jej nie uzbierał, to wciąż będzie jej za mało w kluczowym momencie), zewsząd otaczają cię koszmary a jedynym ratunkiem jest dobiegnięcie do generatora, który... trzeba uruchomić, żeby zalało nas zbawcze światło. Odpalasz ostatnią racę i masz kilka sekund na odpalenie generatora, a tu - ze stresu - wciskasz przycisk w złym momencie i rozruch trzeba zacząć od nowa. Tyle, że na jest już za późno... Czad, powiadam :-)

Mógłbym pisać tak długo, ale żeby nie zanudzać, dosłownie słówko o gameplay'u. Pamiętacie Maxa Payne. No. Lubiliście Maxa Payne. No. No, to polubicie Alana Wake - bowiem w tej materii rozgrywka odbijała mi się często gęsto potężnym deja vu. Ok, pewne zasady i mechanika nieco się zmieniła, ale naprawdę niedaleko padło jabłko od jabłoni.

Podsumowując, Alan Wake to jedna z najlepszych gier, w jakie grałem od naprawdę długiego czasu. Wciąga, daję wiele przyjemności z obcowania, nie frustruje przegiętym poziomem trudności (czego obawiałem się na początku - ale kiedy dotarło do mnie, że często najlepszą zasadą jest [za przeproszeniem] spierdalać, co sił w nogach, grało mi się zdecydowanie łatwiej :-), jest świetnie wyważona, nie żenuje przeintelektualizowaną fabułą, ale daje dużo radochy z odkrywania niegłupich nawiązań i cytatów.

Minusy: te cholerne strony z "ostatniej" powieści Alana zawierają - co prawda - hinty, ale również bezczelne spoilery fabularne. Owszem, można je zbierać nie czytając, ale pomimo tego, że zdradzają to, co się niebawem wydarzy odsłaniają szerszy kontekst historii i rzucają więcej światła na niektóre postaci, czy historię Bright Falls. Czyli, z jednej strony żal nie czytać, z drugiej szkoda sobie psuć zabawę. Ponadto, zagadki środowiskowe... no, mogłyby by być trochę trudniejsze. Owszem, nie obrażają inteligencji gracza, ale z drugiej nie stanowią żadnego wyzwania.

No i największym minusem jest dla mnie... fabula odcinków DLC. Kurde, źle to ująłem, bo fabuła tych epizodów jest tak naprawdę świetna, ale zakończenie ostatniego odcinka właściwej gry (E6: Departure) daje cholernie fajne pole do różnych interpretacji. No, co najmniej trzy możliwości odczytania tego, co widzimy w ostatnich sekundach, plus jedno wiążące się z przyprawiającym mnie o ciarki cytatem "It's not a lake its an ocean.". Tymczasem, epizody DLC - skądinąd świetne pod względem rozwinięcia historii, jak i zmiany sposobu prowadzenia rozgrywki, ucinają domysły i kierują tą opowieść w nieco inne rejony, ku jedynemu słusznemu rozwiązaniu. Owszem, pojawiają się nowe znaki zapytania (a jest - w ogóle w całej grze - od groma), ale... No, ciężko powiedzieć, nie zdradzając fabuły. Jest po prostu inaczej niż bym chciał :-) Ciekawie, intrygująco, ale inaczej.

No i to w zasadzie wszystko, bo coś czuję, że lanie większej ilości miodu na tą grę, niektórzy mogą okupić silnymi ruchami wymiotnymi :-)

Cóż, polecam!
"...matka rodzi człowieka, matka go karmi. Potem karmi go ziemia i ziemia go przenika, za każdym razem zostawiając szczyptę pyłu, aż w końcu człowiek nie jest już dzieckiem matki, lecz ziemi."

R.S. Bakker - "Mrok, który nas poprzedza"

https://thetwilightarea.wordpress.com/ - strona poświęcona serialowi "The Twilight Zone"

Odpowiedz
#2
Polskie, pudełkowe wydanie:
http://cenega.pl/news/alan-wake-wersja-pc-w-planie-wydawniczym-cenega/7383

Zapowiada się bardzo dobrze, zwłaszcza cena (49zł za podstawkę). Pewnie rozważyłbym, gdyby nie to że już zaliczyłem na X360. I nie mam w sumie pewności odpalanie tego na moim PC nie byłoby błędem :p

Odpowiedz
#3
Bardzo ładne wydanie, którego w połączeniu z rewelacyjną grą i przy tak niskiej cenie (w wersji podstawowej są również oba, moim zdaniem wzorcowo wykonane DLC) grzechem po prostu jest nie kupić. Zwłaszcza, jeśli jest się fanem klimatycznego horroru i twórczości Kinga (chociaż nie jest to konieczne by czerpać przyjemność z gry).

Edycja specjalna jest tańsza niż Steamowa i zawiera kilka rzeczy, które warto wziąć pod rozwagę - m. in. OST, który jest w tej grze po prostu świetny.
"...matka rodzi człowieka, matka go karmi. Potem karmi go ziemia i ziemia go przenika, za każdym razem zostawiając szczyptę pyłu, aż w końcu człowiek nie jest już dzieckiem matki, lecz ziemi."

R.S. Bakker - "Mrok, który nas poprzedza"

https://thetwilightarea.wordpress.com/ - strona poświęcona serialowi "The Twilight Zone"

Odpowiedz
#4
Hell yeah!

Alan Wake's American Nightmare już 22 maja na PC! Można składać pre-ordery już dziś na Steam - w przedsprzedaży o 10% taniej niż normalnie, natomiast dla posiadaczy pierwszej gry dodatkowo 15% upustu. Wychodzi niedrogo - ok. 40 PLN.

Ponadto zniżka 50% na pierwszą część - wersja zwykła: ok. 55 PLN, kolekcjonerska z dyszkę więcej. Czy to dobra cena nie wiem, ale jeśli ktoś się do tej pory zastanawiał, to chyba najwyższy czas rozważyć zakup.

Powiem szczerze: czekam na 22 maja bardziej niż na 1 czerwca i Maxa Payne.

Co za niespodzianka! :-)
"...matka rodzi człowieka, matka go karmi. Potem karmi go ziemia i ziemia go przenika, za każdym razem zostawiając szczyptę pyłu, aż w końcu człowiek nie jest już dzieckiem matki, lecz ziemi."

R.S. Bakker - "Mrok, który nas poprzedza"

https://thetwilightarea.wordpress.com/ - strona poświęcona serialowi "The Twilight Zone"

Odpowiedz
#5
I jak, zamówił/kupił ktoś nasze pudełkowe wydanie? Cena i jakość kuszą, ale dokucza brak dema - pasuje mi najpierw sprawdzić jak to działa w praniu.

Odpowiedz
#6
Specjalnie dla Ciebie, Khet:

Alan Wake: Edycja Specjalna - jak prezentuje się kolekcjonerka Wake´a?

Dodam jeszcze, że mimo, iż promocja na Steamie (na podstawkę) dobiegła końca, to wciąż jeszcze można kupić cyfrowo w dobrej cenie na GoG.com - wersja kolekcjonerska w przeliczeniu na złote kosztuje tam ok. ~ 50 PLN. Oferta kończy się 15 maja.

"...matka rodzi człowieka, matka go karmi. Potem karmi go ziemia i ziemia go przenika, za każdym razem zostawiając szczyptę pyłu, aż w końcu człowiek nie jest już dzieckiem matki, lecz ziemi."

R.S. Bakker - "Mrok, który nas poprzedza"

https://thetwilightarea.wordpress.com/ - strona poświęcona serialowi "The Twilight Zone"

Odpowiedz
#7
No nic, wydaje m się że zainwestuję w nią tak czy siak, bo taka okazja rzadko się zdarza.

Odpowiedz
#8
Alan Wake's: American Nightmare okazał się dużo lepszy niż się spodziewałem - zwłaszcza po niezbyt przychylnych opiniach - jakkolwiek też prawdą jest, że dość znacząco odstaje od "jedynki". Wypada mi się nie zgodzić z głosami, które twierdzą, że historia w tym DLC / nie-DLC jest w jakiś szczególny sposób słabsza od tej z pierwowzoru: pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że jest, co najmniej tak samo dobra, jak dwa odcinki ("Pisarz" i "Sygnał") z "małych" rozszerzeń. Ponadto, wbrew temu, co się o powiązaniu fabuły między Alan Wake i American Nightmare pisze, wcale nie jest to luźny spin-off - ci, którzy tak twierdzą nie zagłębili się, jak mniemam, w treść maszynopisów, nie odsłuchali audycji radiowych, nie obejrzeli nagrań zostawionych przez antagonistę czy po prostu nieuważnie śledzili fabułę. Dowiadujemy się, że minęły dwa lata, Alan wciąż próbuje wydostać się z pułapki Dark Presence a na jego drodze staje uwolniona mroczna część jego samego, doppelgänger, który wyrwał się - w przeciwieństwie do Alana - na zewnątrz (czyli poza "ukryty wymiar", do którego portalem jest Cauldron Lake). Ponadto poznajemy masę faktów, które w większym, bądź mniejszym stopniu uzupełniają naszą wiedzę o tym, co się ze znanymi bohaterami przez te dwa lata działo i kilka, które poszerzają wiedzę odnośnie "mitologii" Cauldron Lake... Dodam jeszcze, że duży wpływ na moje pozytywne wrażenia w kwestii fabuły, ma to, że wykorzystano mój ulubiony motyw...
...który mogę oglądać, o którym mogę czytać i który nigdy, w żadnej formie mi się nie znudzi.

Nieco gorzej tutaj z rozgrywką - gra w trybie NORMAL jest bardzo, bardzo łatwa. Zwłaszcza, że do dyspozycji oddano nam arsenał w asortymencie i ilości, o jakiej Alan z "podstawki" mógł tylko pomarzyć. Mnogość rozrzuconej na poszczególnych etapach broni jest przesadzona, kompletnie nie współmiernie do ilości i siły Opętanych, z którymi przyjdzie nam się zmierzyć. Do tego, żeby było jeszcze łatwiej: baterie regenerują się cholernie szybko, liczba "czekpointów" - regenerujących też życie - tak duża, że często wpada się w nie przypadkiem, wszelką posiadaną broń można uzupełnić w równie gęsto rozmieszczonych skrzynkach, a moc arsenału bywa, że mogła by wprawić nawet Duke'a w lekkie zażenowanie...

Po "pierwszym akcie" żałowałem nieco, że nie zacząłem w trybie NIGHTMARE, ale... jakoś tak nie chciało mi się zaczynać od początku, więc dobrnąłem do końca, nie ginąc po drodze ANI JEDNEGO RAZU. Rzecz nie do pomyślenie w "podstawce", uwierzcie mi (dla porównania: taki "talent", jak ja, ginął średnio z pięć razy na epizod na poziomie normalnym w AW).

Co do przeciwników, jak już napisałem, w obliczu posiadanych przez nas środków masowej wręcz zagłady nie okazują się szczególni groźni, jakkolwiek nowi i ci znani, acz zmodyfikowani, koncepcyjnie wypadają fajnie (stada ptaków zmieniających się w człowieka i na odwrót, opętani rzucający "granatami" skondensowanej ciemności i tacy, którzy unikając promieni światła rozszczepiają się na dwoje, a każdy kolejny snop skierowany na multiplikowanego "nawiedzonego" powoduje kolejne "pączkowanie", itd.) i w trybie ARCADE potrafią dać porządnie popalić...

No, właśnie, tryb ARCADE - tu bywa naprawdę trudno. To jest przeżyć (przynajmniej na pierwszych 4 mapach, bo tylko tych dotychczas próbowałem) do świtu jest w miarę łatwo, ale uzyskanie dobrego wyniku już nie. ARCADE MODE to klasyczny tryb surwiwalowy, w którym stwory ciemności atakują nas kolejnymi, coraz silniejszymi falami, a naszym zadaniem jest doczekać dnia, nie dać się zabić a przy okazji wykończyć, jak najwięcej "monstrów" - przy czym im dłużej uda nam się uniknąć z nimi nieprzyjemnego kontaktu i im więcej ich wykosimy używając broni balistycznej tym większy uzyskujemy multiplier a co za tym idzie osiągamy lepszy wynik i szacunek na dzielni ;-) to jest na publicznej tablicy wyników, gdzie możemy porównać swoje osiągnięcia z innymi graczami. Zasady proste, ale w jakiś sposób to wciąga i daje nam możliwość cieszyć się grą nieco dłużej, niż pozwala na to nieco krótki (choć, jak na DLC i tak dość długi) wątek fabularny...

Brakuje mi tutaj jednak większej ilości trybów i - kto wie? - może przydał by się jakiś malutki co-op?... No, ale to już chyba w Alan Wake 2.

Podsumowując: dodatek wypadł lepiej niż się spodziewałem, ale pewien niedosyt pozostał. Mogłoby być trudniej (chociaż może spróbuję później NIGHTMARE, więc, co do tego zdanie może się zmienić) i mogłoby być dłużej - ale od strony fabularnej i pod względem klimatu to wciąż "stary" dobry Alan Wake, więc jeśli komuś podobała się "podstawka" to i ten DLC z pewnością przypadnie mu do gustu. Jeśli nie - cóż, trzeba uczciwie dodać, że AW: AN nie jest "częścią", która go do gry w "jedynkę" przekona - po prostu atmosfera osaczenia i zaszczucia i mała ilość amunicji, która tę atmosferę podsycała, to była, moim zdaniem kwintesencja gejmpleju...

I na koniec jeszcze klip z nowego singla Old Gods Of Asgard, którzy pod skrzydłami Barry'ego Wheelera znów nagrywają i znowu ruszyli w trasę ;-)

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=sgxJ7L-QWFY[/youtube]
"...matka rodzi człowieka, matka go karmi. Potem karmi go ziemia i ziemia go przenika, za każdym razem zostawiając szczyptę pyłu, aż w końcu człowiek nie jest już dzieckiem matki, lecz ziemi."

R.S. Bakker - "Mrok, który nas poprzedza"

https://thetwilightarea.wordpress.com/ - strona poświęcona serialowi "The Twilight Zone"

Odpowiedz
#9
Jak pokazuje poniższy clip w Alan Wake's American Nightmare antagonista wymiata:

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=wLebVGLFVxk[/youtube]
"...matka rodzi człowieka, matka go karmi. Potem karmi go ziemia i ziemia go przenika, za każdym razem zostawiając szczyptę pyłu, aż w końcu człowiek nie jest już dzieckiem matki, lecz ziemi."

R.S. Bakker - "Mrok, który nas poprzedza"

https://thetwilightarea.wordpress.com/ - strona poświęcona serialowi "The Twilight Zone"

Odpowiedz
#10
Opening stylizowany na czołówkę Twin Peaks. Urocze :)

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=jHuss4QxU7o[/youtube]
"...matka rodzi człowieka, matka go karmi. Potem karmi go ziemia i ziemia go przenika, za każdym razem zostawiając szczyptę pyłu, aż w końcu człowiek nie jest już dzieckiem matki, lecz ziemi."

R.S. Bakker - "Mrok, który nas poprzedza"

https://thetwilightarea.wordpress.com/ - strona poświęcona serialowi "The Twilight Zone"

Odpowiedz
#11
Przechodzę trzeci epizod właśnie. Gra się fajnie, klimat jest, ale czuję żal do twórców, że gameplayowo nie wyszli poza ramy akcyjniaka. Niekoniecznie chciałbym pójścia w stronę standardowo rozumianej przygodówki, ale nie potrafię przeboleć, że nie mamy żadnego wpływu na warstwę fabularną w sytuacji gdy historia opowiada o pisarzu, którego powieść kształtuje rzeczywistość. Na miejscu Remedy zrobiłbym hybrydę gdzie 50% stanowiłaby by akcja, a reszta to śledztwo/interaktywny rozwój fabuły. Inspirowałbym bym się tu mechaniką Blade Runnera z 1997, z nieliniową fabułą, z elementami losowości i żyjącymi własnym życiem, NPCami... Można pomarzyć.

Walka z "ociemnionymi" - OK, choć mam obawy, że przed końcem jeszcze mi się zdąży znudzić.

Szkoda, że najciekawsze chyba elementy tej produkcji przeżywamy jako widz, a nie gracz.

Na razie 7/10.

Odpowiedz
#12
Alan Wake za co łaska:
https://www.humblebundle.com/weekly
http://huntersky.deviantart.com
''WHATTUP, BIOTCH!" - Harrison Ford

Odpowiedz
#13
Jeszcze przez kilkanaście minut (do 12:30) na gog.com jest darmowy American Nightmare.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości