Beverly Hills Cop
#1
Dopiero wczoraj po raz pierwszy obejrzałem Gliniarza z Beverly Hills. Owszem, fajna, lekka komedyjka, nawet zabawna, niewiele było powodów do narzekania, no może oprócz tego że miała cieniarskie zakończenie, a główny boss zszedł w bardzo nijaki sposób. Powiedziałbym że to taki film w sam raz na jeden raz. Może twierdziłbym inaczej, gdybym z przygodami Foleya zapoznał się jeszcze w latach 80-tych, a tak to niestety nie mam tu żadnych sentymentów, które sprawiłyby że lubiłbym te filmy tak jak np Zabójcze bronie, Tango & Cash czy Cobrę).

Dzisiaj sięgnąłem po dwójkę i tutaj zacytuję sam siebie z innego tematu:

Cytat: o ile pierwsza częśc zaostrzyła mi apetyt, tak po drugiej poczułem się jak po zjedzeniu czegoś nieświeżego... Murphy ze swoimi wygłupami zaczął być nudny już w pewnym momencie częsci pierwszej, tutaj serwują nam znowu to samo, możliwe, że popełniłem błąd oglądając te filmy zaraz po sobie, należało raczej poczekać z rok czy dwa, aż najdzie mnie ochotą na powtórkę z rozrywki i wtedy zamiast oglądać po raz drugi częśc pierwszą, obejrzeć dwójkę. Film zupełnie mnie nie wciągnął, od połowy zastanawiałem się przede wszystkim kiedy się skończy, pod koniec zobojętnienie sięgnęło już takiego poziomu, że nie zarejestrowałem nawet co się stało z głownym badguyem , podobnie zresztą jak w jedynce zakończenie było z tych mdławych i nijakich a sposoby na wykańczanie głownych przeciwników równie byle jakie. Przede mna jeszcze trójka, ale podobno jest dużo gorsza nawet od dwójki co wcale mnie nie zachęca, żeby szybko po nią sięgnąć...

Jeszcze słowo o muzyce - tak, motyw przewodni jest rozpoznawalny, nawet przyjemny i w ogóle, ale jak się pojawia w niemal identycznym brzmieniu co 5 minut to naprawdę mozna mieć dość :? [/quote]

Odpowiedz
#2
Z tą trójką to niestety prawda Gieferg :( . Zdecydowanie jest to seria która nie trzyma poziomu. Co do części pierwszej to chyba masz rację, że odbiór filmu masz inny bo obejrzałeś go dopiero teraz. Nie ma co się oszukiwać, zestarzał się trochę, a żarty straciły na aktualności. Nie masz do niego sentymentu jaki mam np. ja bo oglądałem go dużo wcześniej i nie drażnią mnie głupie dowcipy młodziutkiego (chyba 23 albo 24 lata) pełnego energii Eddiego. Obok 48 Hrs. mój ulubiony film z Murphym tamtego okresu.

P.S. Czy na fakt, że po pewnym czasie zaczynasz mieć dość motywu przewodniego z BHC nie miała wpływu pewna "żaba" :wink: ?

Odpowiedz
#3
Nie wiem o co chodzi z żabą :?

Nie, po prostu mi sie nudzi jak go słyszę w filmie co chwile.

Odpowiedz
#4
Nie wiesz ? Oj na pewno wiesz, ja staram się zapomnieć bo to naprawdę może obrzydzić muzykę z tego filmu :( .

Odpowiedz
#5
Samą żabę kojarzę, ale NIGDY tego nie widziałem.
Od ponad trzech lat nie oglądam telewizji.

Odpowiedz
#6
Kurczę, ale z ciebie był szcześciarz. Teraz czuję się winny że pokazałem ci ten syf :wink: Ale koniec offtopa, to zdaje się jest temat o Beverly Hills Cop :)

Odpowiedz
#7
Czwarta część już oficjalnie zapowiedziana, reżyserem będzie Brett Ratner, który zapowiedział:

"10-latkowie, 12- latkowie - oni tak naprawdę nie wiedzą kto to jest "Gliniarz z Beverly Hills". Mamy jedyną w swoim rodzaju okazję, aby przybliżyć im tę postać! Chcę, żeby dzieciaki oglądały ten film, tak jak ja oglądałem go jako dzieciak."

Jak nowy Gliniarz ma być filmem familijnym z kategorią PG - 13 to ja dziękuję.
Avengers: Infinity War - 10/10  <3

Odpowiedz
#8
Ja nie potrzebuję kontynuacji żeby wiedzieć co to za film. A pewnie go spartolą więc i tak nasze pokolenie na tym nie skorzysta. Fakt faktem że jak dziecko myśli że film jest z 1984 roku i że nie gra w nim Vin Diesel czy inny Borys Szyc to jest do chrzanu. Nie mówię że twierdzą tak wszyscy urodzeni po np 1990 roku bo jest też wielu którzy stare filmy widzieli i im się podobały. Dla mnie przygody policjanta z Dietroit Axela Foleya są doskonale znane więc mówię stop czwartej części

Odpowiedz
#9
No i trylogia po długim czasie przypomniana.

Pierwsza część dobra, druga bardzo dobra a to z tego względu że więcej jest tu relacji między Foleyem a dwójką fajtłapowatych gliniarzy, czarny charakter też wydaje się lepszy od tego z jedynki. Choć filmy te nie bawią tak mocno jak kiedyś to dalej przyjemnie się je ogląda. Eddie w najwyższej formie.

A trójka? Jeśli ktoś za bardzo nie pamięta gliniarza i myśli że nadchodząca czwórka może zatrzeć miłe wrażenie po trylogii to uspokajam. 16 lat temu powstało ścierwo jakim jest część trzecia. Humor, fabuła, postacie, miejsce akcji-totalna pomyłka. A Axel Foley jest niczym Jonh McClane z czwartej szklanej pulapki- czyli postacią która kompletnie nie przypomina tej znanej z cześci wcześniejszych.
koronex1989

Odpowiedz
#10
Dwójka jest tak samo dobra jak jedynka. Trójka to raczej zenada. 1 i 2 to były filmy sensacyjne z elementami komedii, 3 to komedia i autoparodia ( kiepska ) z elementami sensacji.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
#11
Z ciekawości sprawdziłem też kto był reżyserem tego gówna. I okazuje się że to ten sam facet któy zrealizował takie fimy jak Nieoczekiwaną zamianę miejsc, Oskara, czy Szpiedzy tac jak my :shock:
koronex1989

Odpowiedz
#12
Cz. 1 - Jeden z moich ulubionych filmów, do którego wracam co jakiś czas; świetna rola Murphy'ego, ale inni też dają radę, zwłaszcza genialny duet Rosewood-Taggart, który jednak skrzydła rozwinie dopiero w dwójce, muzyka '80s, akcja wymieszana z humorem... Nic tylko oglądać. :)

Cz. 2 - prawie tak dobre jak jedynka, a czasem się zastanawiam czy nie lepsze. Rosewood i Taggart wypadają po prostu świetnie, Foley im nie ustępuje i też ma sporo dobrych akcji czy gagów (vide: doręczanie "owoców"), jedyne co mnie zawsze drażni to chyba.... pani Nielsen, bo sam Prochnow gra całkiem niezłą rolę.

Cz. 3 - nie widziałem i mi nie spieszno. ;)

Odpowiedz
#13
Beverly Hills Cop

Kultowa i kasowa komedia, Eddie Murphy w swojej życiowej roli. Zabawny (Axel Foley i ten jego uśmiech), namolny, pomysłowy i skuteczny glina. Jest dla złych typów niczym wrzód na tyłku, motor napędowy filmu bez wątpienia. Poza tym również przekomiczny duet policjantów Rosewood i Taggart, jeden starszy bardziej stonowany a drugi młody i szalony. Świetne i zabawne sceny, przypomina mi się tak na szybko ta z bananem i końcowa w willi. Jednak filmu nie wyobrażam sobie również bez muzyki, motyw przewodni Harolda Faltermeyera, który zna każde dziecko. Jak również utwory The Heat Is On, Stir It Up i Neutron Dance. Sorry Sylwek dobrze że nie zagrałeś głównej roli, najlepszy film w dorobku Eddie'go.

Beverly Hills Cop 2

Udana kontynuacja wielkiego hitu, właściwie powtórzono tu sprawdzone schematy z części pierwszej. Eddie Murphy trzyma poziom, Rosewood i Taggart jeszcze lepsi niż poprzednio. Zwłaszcza Rosewood który się rozkręca, "Fuck Rambo!". Plus Jürgen Prochnow, choć może nie tak dobry jak w Das Boot. O talencie aktorskim Birgitte Nielsen wypowiadać się nie będę, choć moim zdaniem jest znikomy. To jednak tak drobne minusiki. Jeśli więc obejrzało się pierwszą część, nie można nie obejrzeć drugiej.


Beverly Hills Cop 3

Najsłabsza część , nie jest tak porywająca jak dwie poprzednie. Nie ma już postaci Taggarta, a Rosewood nie ma już aż tak śmiesznych scen jak poprzednio. Eddie Murphy też jakoś taki mniej zabawny, nieco zmieniony motyw przewodni jakiś taki byle jaki. Co z tego że w filmie na chwile pojawia się George Lucas, skoro film w niektórych momentach po prostu nudzi i nie śmieszy. A całość w irytującym parku rozrywki, gdzie najbardziej denerwuje mnie maskotka słonia.

Odpowiedz
#14
powoli się zastanawiam, czy widziałeś cokolwiek po 2000, co nie było kontynuacją...
Im częściej na mnie kamieniem rzucicie,
sami złożycie stos - - stanę na szczycie.


Grastroskopia - Bortal dobrze wpływa na trawienie gier


Odpowiedz
#15
(11-08-2011, 16:30)wujo444 napisał(a): powoli się zastanawiam, czy widziałeś cokolwiek po 2000, co nie było kontynuacją...

Poczytaj sobie uważnie tematy w dziale ''Filmy zagraniczne''

Odpowiedz
#16
Wolę przejrzeć Twoje posty - na 50 ostatnich 2 odnosiły się do filmów innych niż klasyki z 80s i 90s lub ich kontynuacji + Expendables. O takich filmach możemy pogadać raz na dwa miechy, popodniecać się trochę, ale mało komu się chce o nich dyskutować - zresztą najczęściej są tak proste, że nie ma o czym dyskutować. Po prostu skończ, nikogo nie interesuje masowa archeologia.
Im częściej na mnie kamieniem rzucicie,
sami złożycie stos - - stanę na szczycie.


Grastroskopia - Bortal dobrze wpływa na trawienie gier


Odpowiedz
#17
Nie tyle archeologia, co powtarzanie streszczeń fabuł filmów, które wszyscy znają na pamięć. Dyskusja jak najbardziej, ale trudno rozmawiać ze streszczeniem filmu.
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
#18
Jak ktoś nie chce czegoś dotrzeć, to tego pewnie nie dostrzeże nigdy...

Odpowiedz
#19
Problem w tym, że nie piszesz nic ciekawego. "Świetny i kultowy film jest świetny i kultowy". Wow, serio?:) "Ma świetne sceny, a ta komedia ma komicznego komika". No masakra. Napisz coś ciekawego, jakieś osobiste przemyślenia, ciekawe uwagi - bo naprawdę niczego nie wnosisz do "dyskusji" poza powtarzaniem tego, co zostało już powiedziane milion razy. To już cosmic13 jest bardziej merytoryczny.

Odpowiedz
#20
(12-08-2011, 15:31)military napisał(a): To już cosmic13 jest bardziej merytoryczny.

Mocne słowa :P

Co to jest „FIUT”? FIUT to jest skrót moich zainteresowań „Film I Uwentualnie Telewizja”

#Official James Francis Cameron and Christopher Johnathan James Nolan Hejter# :D

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości