Broadchurch (2013-)
#1
"Broadchurch" określa się często jako brytyjską odpowiedź na "The Killing". Biorąc pod uwagę, że z kolei "The Killing" jest odpowiedzią na swój duński odpowiednik, sprawa się trochę komplikuje; niemniej w obu serialach rzeczywiście widać pewne podobieństwa: morderstwo dziecka, para detektywów - mężczyzna i kobieta o kontrastujących charakterach - prowadzących śledztwo, rodzina dotknięta żałobą. I to właściwie tyle, bo brytyjska produkcja opowiada historię zupełnie innego śledztwa, w zupełnie inny sposób. "Broadchurch" jest tym, czym mogłoby być "The Killing", gdyby miało spójny scenariusz, nie miało zbędnych wątków ani braków w logice, a śledztwa nie męczono przez dwa sezony. Osiem odcinków pierwszego sezonu to kryminał na bardzo wysokim poziomie, praktycznie pozbawiony słabych punktów.

Tytułowe Broadchurch to urocza, sielska nadmorska mieścina, gdzie wszyscy się znają i mówią sobie po imieniu, życie toczy się spokojnie i miło i nie dzieje się nic złego - do czasu, aż na plaży zostaje znalezione ciało 11-letniego Danny'ego Latimera, syna miejscowego hydraulika. Okazuje się, że chłopiec został zamordowany, a mordercą jest najprawdopodobniej ktoś z tego miłego, uroczego miasteczka. Szok, strach, niedowierzanie, namiot kryminologów otoczony policyjną taśmą na plaży, wzajemne podejrzenia - sielski nastrój szlag trafia.

[Obrazek: 123889175.jpeg]

Styrane facjaty na zdjęciu należą, jak łatwo się domyślić, do pary glin prowadzących śledztwo. Ona - Ellie Miller, detektyw miejscowego komisariatu, w którym pracuje od lat, prowadząc głównie sprawy włamań, czasami drobnego handlu narkotykami. Jest policjantką na trzecim-czwartym miejscu - przede wszystkim jest żoną, matką (mąż, dwoje dzieci), sąsiadką i członkiem społeczności. Jest otwarta, sympatyczna, lubi swoją pracę, w której spodziewa się awansu. Właśnie wraca z urlopu, przygotowana na to, że wszystko będzie jak zwykle. Tymczasem jak grom z jasnego nieba spada na nią morderstwo chłopca, którego dobrze zna - Danny był synem zaprzyjaźnionej rodziny i przyjacielem jej własnego syna w tym samym wieku. W dodatku zamiast spodziewanego awansu dostaje nowego przełożonego, do którego nie czuje nadmiernej sympatii. On - Alec Hardy, tenże przełożony, przybysz w miasteczku, glina z długim stażem jeśli chodzi o morderstwa. Ma w sobie mniej więcej tyle uroku i czaru co chmura gradowa i jest równie otwarty i sympatyczny co wieloletni pacjent oddziału ostrych nerwic. Zawsze w wymiętolonym płaszczu, z kilkudniowym zarostem, tak zwaną przeszłością (wiadomo tylko tyle, że coś poszło nie tak z poprzednio prowadzonym przez niego śledztwem) i instynktem zawodowego łapsa, który każe mu podejrzewać wszystkich dookoła. Hardy ma jeszcze jedną fajną cechę - prawdziwą obsesję na punkcie złapania sprawcy za wszelką cenę, choćby miał przy tym sfiksować albo zejść na zawał. Jedną z wielu zalet serialu są oczywiście relacje między tą dwójką, czyli zderzenia otwartości i normalności Ellie z twardą ścianą aspołeczności i sarkazmu Hardy'ego; z serialowych dialogów najlepsze są właśnie między tą dwójką, zaprawione nienachalnym, naturalnym humorem (pierwsza próbka to różnica zdań w sprawie tego, czy powinni zwracać się do siebie po imieniu czy po nazwisku - chyba pierwszy raz jakiś serial kryminalny porusza tę kwestię, do tej pory bez żadnej dyskusji był po prostu Mulder i Scully, Linden i Holder itd. :) .

W miarę postępu śledztwa Hardy stopniowo zaraża partnerkę swoją obsesją. Ellie zostaje zmuszona do czegoś, czego nie musiała robić nigdy wcześniej: spojrzeć na ludzi, których - jak jej się wydawało - dobrze zna, oczami kogoś z zewnątrz, kogoś obcego, zimnego i podejrzliwego. Oczami gliny. Nie jest to dla niej przyjemne doświadczenie - to, co widzi, burzy cały jej dobry, uporządkowany świat, w którym wyznaje się dewizę "Kochaj sąsiada jak siebie samego". No bo oczywiście pozornie prostolinijni mieszkańcy mają sekrety, brudy z przeszłości, które chcą ukryć, a im dłużej trwa śledztwo, tym więcej wylewa się gnojówy. Ellie jednak stopniowo staje się prawdziwym gliną; może nie robi się z niej od razu drugi Serpico, ale udowadnia, że nie na darmo nosi odznakę. Razem z Hardym tworzą zgrany, sprawny zespół i uzupełniają się nawzajem.

Reszta obsady sprawuje się również znakomicie (czego zresztą należało się spodziewać, w końcu to Brytyjczycy). Wszyscy - policjanci, rodzina Danny'ego, sztab miejscowej gazety, właściciel sklepiku z prasą, wikary, tajemnicza kobieta z psem, poboczne postacie - tworzą wiarygodne, zwyczajne-niezwyczajne, prawdziwe postacie, zarówno oddzielnie, jak i jako portret społeczności. Sama historia jest przemyślana i bezbłędnie poprowadzona - toczy się tak, jak powinno toczyć się śledztwo. Praktycznie brak Zaskakujących Zwrotów Akcji (jeśli są, to sensowne) oraz Zadziwiających Zbiegów Okoliczności z dupy. Solidna, żmudna policyjna robota. Mylne tropy, przesłuchania, dobre tropy, przesłuchania. Wątki obyczajowe wprowadzono w rozsądnych proporcjach, zero nudy (może z wyjątkiem jednego przydługiego wątku w środku sezonu), klimat jest taki, jaki na pewno byłby przy wyjaśnianiu takiej właśnie zbrodni - brutalnej, ponurej - i w jakiś sposób banalnej, bo przecież "sprawcą jest ktoś z nas". Do tego podstawowy, ale ważny plus - do końca nie wiadomo, kto zabił Danny'ego.

Zakończenie ma cztery najważniejsze zalety:
1. powoduje opad szczęki
2. jest wiarygodne
3. zgrabnie rozwiązuje wszystkie wątki
4. zostawia furtkę do następnego sezonu.

"Broadchurch" wciąga niesamowicie już od pierwszego odcinka - mnie przynajmniej wciągnął, do tego stopnia, że po pilocie rzuciłam w kąt wszystkie inne seriale. Z niecierpliwością czekam na drugi sezon.




PS Muzyka też jest bardzo dobra.

Odpowiedz
#2
Niedługo zobaczę, razem z chyba podobnym klimatycznie Top of The Lake z Elizabeth Moss to dopiszę wrażenia.
- I don't advise a haircut, man. All hairdressers are in the employment of the government. Hairs are your aerials. They pick up signals from the cosmos, and transmit them directly into the brain. This is the reason bald-headed men are uptight.
- What absolute twaddle.  

Odpowiedz
#3
Po trzech odcinkach jestem i podoba mi się. Zasadniczo mogę się podpisać pod opinią otwierającą temat, a od siebie dodam jeszcze klika rzeczy:
- Miller to właściwie policjantka z Fargo, tyle, ze pozbawiona coenowatego przerysowania. Bardzo ciekawa postać, a jej chemia z szefem i ciągłe zjebki w jego kierunku są bezcenne. Rewelacyjny duet.
- operator chyba lubi Malicka :-) Strona wizualna (zwłaszcza sposób filmowania natury) do złudzenia przypomina filmy jego.
- ciekawy, dość nietypowo na razie prowadzony wątek "medium". Nie wiem jak się skończy, kiedy facet się pojawił zaliczyłem lekkiego wtfa, ale jednak interesująco go wpasowali w klimat serialu.
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
#4
Podziękowania dla Quay za utworzenie tematu o tym serialu. Zupełnie o nim wcześniej nie słyszałam, a bardzo mi się spodobał (bardziej niż widziany ostatnio Top of the Lake). Fajny klimat, świetna para głównych detektywów i ciekawie zarysowana społeczność miasteczka. Cała sprawa zamknięta w 8 odcinkach, więc nie było niepotrzebnego rozwlekania wątków. Będę czekała na kolejny sezon. Jestem bardzo ciekawa jak to będzie wyglądać, mam nadzieję że dwójka detektywów zostanie ta sama. A do tego czasu rzucę okiem na inne dokonania Tannanta, bardzo go tu polubiłam.

Odpowiedz
#5
Skończyłem. Finał pod względem pustoszenia psychiki widza i ogólnie emocjonalnego rozpierdolu niewiele ustępuje moim zdaniem takim klasykom jak sfu czy The Shield. Fabuła jako taka co prawda nie powala i stosuje stary jak kryminały twist z gatunku "zabił kamerdyner", ale relacje postaciowe i interakcje między nimi poprowadzone są wzorcowo. Całość oceniam na 8+, polecam.
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
#6
Oglądałem do czwartej w nocy i pochłonąłem całość w jeden dzień, bo nie mogłem się doczekać emocjonalnego rozpierdolu w stylu sfu, ale trochę się zawiodłem. Finał mną nie wstrząsnął. Może dlatego, że już kilka odcinków wcześniej domyśliłem się kto jest mordercą.

Quay napisała, że Broadchurch to takie lepsze The Killing. Seriale są tak podobne, że człowiek mimowolnie cały czas je porównuje i ja wyżej stawiam ten amerykański. Może jest trochę przeciągnięty, ale ma depresyjne, deszczowe Seattle, które potęguje tajemniczość i mrok wokół zabójstwa. Sielskie Broadchurch też ma klimat, ma piękne zdjęcia (ah te klify!) i niczego sobie plumkanie Olafura Arnaldsa w tle, ale chyba nie pozostanie w mojej pamięci jak Seattle.

The Killing mnie zaskoczyło, a Broadchurch nie (odgadłem zabójcę wcześniej). I w tym pierwszym początkowo trochę wkurzał mnie fakt, że bohaterowie snują się po planie, jak na coś wpadną to przypadkiem i ich realny wpływ na śledztwo nie jest zbyt wielki (teraz myślę, że jednak był). Byłem po prostu przyzwyczajony do tych wszystkich kryminałów, w których śledczy siłą swojego umysłu (albo technologii) w kilkadziesiąt minut sami rozwiązują sprawę. Ale doceniłem w końcu powolność The Killing i przekułem na wielką wartość tego serialu. Mam wrażenie, że w Broadchurch jest to jeszcze bardziej spotęgowane i przestało być zaletą. Może praca policji na prowincji wygląda tak nieudolnie, ale po wieloletnich przyzwyczajeniach trudno utożsamić się (choć to świetne postaci) ze śledczymi, którzy są tak bierni.

No i jeszcze ten nieszczęsny jasnowidz. Nienawidzę takich wątków.

7/10

Odpowiedz
#7
(25-05-2013, 10:47)patyczak napisał(a): Oglądałem do czwartej w nocy i pochłonąłem całość w jeden dzień, bo nie mogłem się doczekać emocjonalnego rozpierdolu w stylu sfu, ale trochę się zawiodłem. Finał mną nie wstrząsnął. Może dlatego, że już kilka odcinków wcześniej domyśliłem się kto jest mordercą.

Ja się akurat nie domyśliłem, ale tutaj akurat się całość nie zasadzała na zaskoczce, ale na reakcji postaci. Naprawdę nie ruszyły Cię takie sceny jak
Może inną wrażliwość mamy, ja się naprawdę dawno na niczym tak nie "rozgotowałem" jak na finale Broadchurch.

patyczak napisał(a):Może praca policji na prowincji wygląda tak nieudolnie, ale po wieloletnich przyzwyczajeniach trudno utożsamić się (choć to świetne postaci) ze śledczymi, którzy są tak bierni.
Wiesz, ale ta bierność i brak postępów są dobrze uzasadnione, wszak jedynie Alec miał jakiekolwiek pojęcie jak prowadzić tego rodzaju sprawy, czego zresztą nie omieszkał kilkakrotnie zauważyć :-) Ja ten serial bardziej traktuję jako portret społeczności w obliczu kryzysu, mniej jako kryminał. No i jako głos w sprawie
A jasnowidz był spoko. Trochę też mnie początkowo irytował, ale uważam że jednak nie przerysowali go za bardzo i dość dobrze wpasował się w tą galerię zwykłych - niezwykłych mieszkańców.
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
#8
Cytat:wszak jedynie Alec miał jakiekolwiek pojęcie jak prowadzić tego rodzaju sprawy

Według mnie właśnie Alec nie radził sobie zbyt dobrze. Jego główną zasługą było to, że przyjechał z zewnątrz i nie bał się podejrzewać mieszkańców miasteczka. Ale tak poza tym to miał po prostu szczęście.

Cytat:Ja ten serial bardziej traktuję jako portret społeczności w obliczu kryzysu, mniej jako kryminał.

Ja wybieram opcję nr 2 i stąd wynikają moje wątpliwości wobec serialu.


Odpowiedz
#9
Bardziej dramat niż kryminał i to chyba dobrze, bo nie kojarzę serialu, który równie dokładnie zagłębiałby się w psychikę postaci po takiej tragedii. Śledztwo czasem schodzi na drugi plan, by pokazywać co działo się w głowach rodziców, znajomych, przypadkowych widzów wypadków. Świetnie też pokazano działalność mediów nakręcających psychozę. Jak na brytyjską telewizję przystało, aktorstwo, reżyseria, zdjęcia, montaż i muzyka na najwyższym poziomie. Nieco męcząca była ilość postaci "z problemami" - takie każdy ma sekret działało w karykaturalnym Desperate Housewives, tu było lekko przesadzone.

Do rozpieprzających scen dodałbym rozmowę Beth z drugą matką.
również 8+/10, Mental, nie oglądaj ;)

Oby nie było drugiego sezonu, sprawa rozwiązana, nie ma czego ciągnąć.
Im częściej na mnie kamieniem rzucicie,
sami złożycie stos - - stanę na szczycie.


Grastroskopia - Bortal dobrze wpływa na trawienie gier


Odpowiedz
#10
(26-05-2013, 13:06)wujo444 napisał(a): Oby nie było drugiego sezonu, sprawa rozwiązana, nie ma czego ciągnąć.

Jest już dawno zapowiedziany i będzie nowa sprawa. Ja tam się cieszę, miła odskocznia od The Killing.


Odpowiedz
#11
Tylko mnie The Killing znudziło i bardzo rozczarowało finałem. Tutaj bardziej skupiono się na postaciach, zamiast cliffhangerów mamy masę emocji i interesujących dialogów.

Dlatego nie bardzo widzę kontynuację rzeczy, która jest bardzo mocno osadzona w konkretnym miejscu, wśród konkretnych ludzi. Nowa sprawa w tym samym miasteczku? Przerysuje się. Nowa sprawa w innym? to czemu się to będzie nazywać Broadchurch?
Im częściej na mnie kamieniem rzucicie,
sami złożycie stos - - stanę na szczycie.


Grastroskopia - Bortal dobrze wpływa na trawienie gier


Odpowiedz
#12
wujo444 napisał(a):Nowa sprawa w tym samym miasteczku? Przerysuje się. Nowa sprawa w innym? to czemu się to będzie nazywać Broadchurch?

Warto zastanowić się nad tym, czy kolejny sezon będzie, w ogóle kryminałem. Rozumiem, że taka formuła jest oczekiwana, jakkolwiek nie zdziwiłbym się, gdyby kolejny sezon okazał się jeszcze bardziej dramatem. Chociaż, osobiście, liczę na kolejną intrygę, to w przypadku pozostawienia akcji w obrębie miasteczka i okolic, liczyłbym jednak na porcję solidnego dramatu, mimo wszystko. Jakby to miało wyglądać? Cóż, dajmy się twórcom wykazać. Inna sprawa, czy tylko dla mnie dość enigmatycznymi były przebitki z przeszłości Hardy'ego związane z Broadchurch w przeszłości. Ja rozumiem, że dotyczyły głównie jego i można to brać za niezwiązane z niczymi senne majaki, ale, co do cholery miała oznaczać ta dziewczynka na plaży? Czyżby to był backround przygotowywany pod kolejny sezon? Jakaś niewyjaśniona sprawa z przeszłości Broadchurch, czy tylko ekstrapolacja emocji związanych z poprzednią sprawą? W tej materii wydaje mi się, że jest tu jakieś pole do spekulacji i wcale nie zwidziłbym się, gdyby poszli w tym kierunku. No, ale mimo wszystko, to spora nadinterpetacja z mojej strony i straszne naciąganie...
"...matka rodzi człowieka, matka go karmi. Potem karmi go ziemia i ziemia go przenika, za każdym razem zostawiając szczyptę pyłu, aż w końcu człowiek nie jest już dzieckiem matki, lecz ziemi."

R.S. Bakker - "Mrok, który nas poprzedza"

https://thetwilightarea.wordpress.com/ - strona poświęcona serialowi "The Twilight Zone"

Odpowiedz
#13
Też się zgadzam że serial choć owszem kryminalny, to dramat chyba bardziej twórców interesował. Dla mnie o tyle lepszy od the killing że klasyczne wydawałoby się mylenie tropów nie polega jedynie na wtłaczaniu gdzie się da klifhendżerów, mnożeniu podejrzanych i zwielokrotnianiu liczby epizodów. Tutaj każdy z podejrzewanych po kolei bohaterów charakteryzuje się własną, dość wciągającą historią; zresztą śledczy też nie grzeszą plastikiem. Serialowe odkrycie roku mimo tego że przez pomyłę odpaliłem 8 epizod jako pierwszy i nici z zaskoczenia. I tak oglądalo się świetnie.
+ za zdjęcia, klimat, muzykę

Odpowiedz
#14
Zachęcona przez Quaya postanowiłam zerknąć o czym mowa.
Świetny serial, wciąga się całość od razu.

Co ciekawe najbardziej mnie poruszył motyw Jacka Marshalla. David Bradley niesamowity w tej roli (do czasu obejrzenia "Harry Brown" istniał dla mnie tylko jako woźny z Harrego Pottera, a to w sumie na prawdę ciekawy aktor).

I ostatnia interakcja między Beth a Ellie - krótka, ale przesiąknięta ogromnym dramatyzmem.

Poza tym zgadzam się z Patyczakiem
Nie wiem co będzie miał do zaoferowania drugi sezon, ale już dla samego posłuchania akcentu Tennanta się skuszę
"I think we can put our differences behind us. For science. You monster."

Odpowiedz
#15
Czytałam jakiś wywiad z twórcą, w którym mówił, że historię na drugi sezon miał w głowie od początku i tylko nie wiedział czy będzie dane mu ją opowiedzieć. Mam nadzieję, że to prawda i tym bardziej czekam z niecierpliwością.

Akcent Tennanta jest niesamowity. Facet się sporo udziela przy audiobookach i sztukach radiowych- bardzo miło się tego słucha ;)

Odpowiedz
#16
Mnie finał zaskoczył (nie domyśliłam się, kto jest mordercą), i wywołał na początku lekkiego wtf-ka - coś jest na rzeczy z tym chwytem "zabił kamerdyner", o którym pisze Jarod, ale potem jednak doszłam do wniosku, że nie finał mógł być lepszy. Raz, że tak dobrze zostało to poprowadzone, dwa, że dzięki temu widać, jaka ta zbrodnia jest banalna, przez co historia zyskuje na prawdziwości - zbrodnie next door zazwyczaj są przecież banalne. Poza tym podpisuję się pod kolejny raz pod wszystkimi ochami i achami tutaj :).

Drugi sezon rzeczywiście z wiadomych powodów raczej nie będzie rozgrywał się w Broadchurch, a że zostanie nazwa, to w sumie nie będzie takie rażące - jak by nie było, sprawa w miasteczku była przełomowa dla obojga policjantów i scementowała - w bardzo nietypowy sposób - ich zawodowy związek. Zawsze będą o niej pamiętać, ta nazwa to jakby piętno, stygmat, czy jak to nazwać, przyczajone gdzieś w podświadomości.

(31-05-2013, 21:10)Soze napisał(a): Czytałam jakiś wywiad z twórcą, w którym mówił, że historię na drugi sezon miał w głowie od początku i tylko nie wiedział czy będzie dane mu ją opowiedzieć.

Super, gość z przemyślaną od początku koncepcją, jak przy Breaking Bad. Na pewno będzie dobrze.

Odpowiedz
#17
Meh. Nic specjalnego. Osoby polecające ten serial powinny przemyśleć życie, a te porównujące Broadchurch to The Shield szczególnie. Ja wiem, że to nie ten gatunek, i dostrzegam to, że twórców, mimo detektywistycznego głównego wątku, bardziej od kryminalnej intrygi interesuje odkopywanie głęboko ukrytych grzeszków szarych ludzi. Ale to w ogóle nie ten sam kaliber, a całość jest wtórna i nudna. Oglądałem do końca tylko po to żeby jak najszybciej uwolnić się od tych flaków z olejem.

Odpowiedz
#18
(13-06-2013, 21:56)Jakuzzi napisał(a): Osoby polecające ten serial powinny przemyśleć życie, a te porównujące Broadchurch to The Shield szczególnie.

Racja. The shield - podobnie jak SoA - po drugim sezonie stał się nieoglądalny i nudny więc nie ma co porównywać z broadchurch.

Odpowiedz
#19
... bo ten nie ma jeszcze drugiego sezonu :).

Odpowiedz
#20
...jeszcze nie:) Ogólnie mało jest seriali trzymających poziom po drugim sezonie, i z pewnością the shield do nich nie należy. Zbyt wysokie natężenie komplikacji i akcji w pewnym momencie zaczyna być śmieszne i przez to mało angażujące.
Trochę szkoda że broadchurch dorobią kontynuację. Kolejne morderstwo w miasteczku?!:>

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Utopia [2013- ] (UK) Craven 57 8,626 30-01-2019, 14:49
Ostatni post: Bradesinarus
  House of Cards (2013) Snuffer 208 40,369 25-11-2018, 13:54
Ostatni post: michax
  The Americans (2013-2018) [FX] jarod 38 8,644 02-06-2018, 01:38
Ostatni post: michax
  Orphan Black (BBC America, 2013-) Quay 52 8,837 10-09-2017, 13:08
Ostatni post: Craven
  The Fall [BBC] (2013) Perfik 44 8,464 16-05-2017, 21:02
Ostatni post: michax
  Mob City (2013) TNT hanys 14 3,620 11-02-2014, 16:06
Ostatni post: wujo444



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości