Cartel Land (reż. Matthew Heineman)
#1
- Czego dowiedziałeś się o motywacji tych ludzi?
Heineman: Podzielają tę samą absolutną nieufność wobec rządu. Uważają, że rząd ich zawiódł i że świat, na którym panuje bezprawie, kontrolowany jest przez kartele. Wierzą, że ich powinnością jest postawić się i wziąć prawo w swoje ręce. Kiedy po raz pierwszy przyjechałem na południe Arizony, to było coś niesamowitego. To niby ciągle Ameryka, ale jak z wyobrażeń o Pograniczu, bez prawa i instytucji je egzekwujących.

Historia ma dwóch głównych bohaterów. Po stronie amerykańskiej jest nim weteran wojenny, Tim Foley, ksywka "Wbijak", założyciel paramilitarnej grupy zrzeszającej byłych wojskowych i cywilów o nazwie Arizona's Border Recon. The Grand Canyon State boryka się z problemami typowymi dla obszarów przygranicznych - od południa styka się bezpośrednio z Meksykiem na odcinku 626 kilometrów (389 mil), jest zatem co patrolować. Jeśli zaś chodzi o stronę meksykańską, tutaj na głównego lidera formacji samoobrony (Autodefensas) wyrósł lekarz z wykształcenia, José Mireles. Po karabin sięgnął, gdy Templariusze zamordowali mu kilku członków rodziny. W 2014 roku został aresztowany przez władze federalne pod zarzutem - uwaga - nielegalnego posiadania broni palnej.



"Cartel Land" reklamowany jest za pomocą nazwiska Kathryn Bigelow. Kobieta jest producentem wykonawczym. Film już zdobył kilka ważnych nagród, w tym wyróżnienie na festiwalu w Sundance.

- Nosiłeś broń?
Heineman: Zdecydowanie nie. To nieetyczne z punktu widzenia dokumentalisty. Moim zadaniem jest obserwować; jestem obserwatorem z zewnątrz, nie angażuję się. Nosiłem za to kamizelkę kuloodporną.

Odpowiedz
#2
Jest juz dostepny na Internetowych Festiwalach Filmowych w Torrentes des Palm Deżur?
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
#3
Nie jest. Gdyby był, to wystawiłbym przecież ocenę 10/10 na zakończenie wątku.

Odpowiedz
#4
(10-06-2015, 22:27)Mental napisał(a): Najpierw rozbroili i aresztowali cały komisariat z komendantem na czele, potem aresztowali lokalnych polityków, a na końcu zrobili to, czego przez dziesięć lat oficjalna władza zrobić nie mogła - w ciągu niespełna dwóch godzin roznieśli w drobny pył gang terroryzujący miasto.

Może zaprosimy ich do Polski? Na Wiejskiej jest takich paru i nie tylko :)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#5
Jestem za. Zawsze :)

Odpowiedz
#6
Ten dokument będzie świetny.


Odpowiedz
#7
Złapałem mega doła po seansie. Jako dokument film jest bez przesady doskonały - nie mam się do czego przyczepić. Czytałem zarzuty, że reżyser większość czasu poświęca Meksykanom i nie rekompensuje tego w żaden sposób po stronie amerykańskiej, ale przecież w ten własnie sposób ewoluowała cała koncepcja: Heineman najpierw chciał robić materiał o arizońskiej milicji patrolującej granice, lecz im głębiej wchodził w temat, tym bardziej przechylał narrację ku meksykańskim oddziałom samoobrony. Ci drudzy żyją na krawędzi, każdego dnia ryzykują życie i to nie są przelewki. Z całym szacunkiem dla Amerykanów, ale oni spędzają 2/3 dnia na łażeniu po bezdrożach.

Wracając do mojego depresyjnego nastroju. Pod koniec filmu



Ciężko cokolwiek więcej powiedzieć poza prostą konstatacją faktu, że jest chujnia i nie ma nadziei. Mimo jednak tej fatalistycznej otoczki, są w "Cartel Land" momenty autentycznie podnoszące człowieka na duchu. W jednej scenie wojskowe oprychy chcą skonfiskować rekrutom w milicji broń. Wieść o planowanym rozbrojeniu rozchodzi się po miasteczku. Ludzie wychodzą na ulice i stają w obronie Autodefensas. W rezultacie armia wycofuje się z miasta. Piękne to było.

Odpowiedz
#8
Po takim seansie nachodzi człeka refleksja: my to mamy problemy. Kolejna refleksja: wziąć karabin snajperski pojechać do Meksyku i w pojedynkę rozprawić się z całym kartelem. Niestety, zły ze mnie chrześcijanin, bo bym eliminował tych padalców bez litości, jeden po drugim, aż by nie zostało komu "zapełniać luki".

Mocne 9/10.

Odpowiedz
#9
A ja się trochę zawiodłem. Kartelowe hucpy nie są mi obce, ale dla kogoś niezaznajomionego z tematyką to po tym filmie ich obraz wcale nie urośnie do rangi absurdalnego wręcz zagrożenia jakim przecież są. Specyfika aktywności gangów ledwie liźnięta, przez co i motywacja mścicieli słabo nakreślona (a to dokument, nie fabuła!). Do tego kiepski wątek amerykański. Kolo łazi po wzgórzach, szuka bad guyów, opowiada jak to walczy ze złem, łapie paru nielegalsów (po czym grzecznie dzwoni po straż graniczną) i... tyle. Była (sztucznie postawiona) podbudowa pod jakąś akcję z siepaczami kartelu, ale nic takiego ostatecznie nawet nie majaczy na horyzoncie. W mojej montażowi ten wątek by wyleciał z filmu w 100%

Reszta filmu spoko. Inspirujące początki grupy (choć też zamiast odjebywać templariuszy to po złapaniu oddają ich federales...) i standardowe problemy, z którymi muszą borykać się zwolennicy własnoręcznego wymierzania sprawiedliwości - bezmyślni legaliści ("bu, nie chcemy waszej pomocy, bo działacie nielegalnie, a wasze auta nie mają rejestracji!") i sprzedajne kurwy po obu stronach barykady.

Ogólnie zobaczyć warto, bo to kolejny przykład na to jak państwo najpierw stwarza problemy, a potem nieudolnie z nimi walczy, zmuszając zwykłych ludzi do brania spraw w swoje ręce. W tym wypadku chodzi o meksykański totalny ban na broń palną wśród cywili (na cały kraj jest JEDEN sklep z bronią - prowadzony przez wojsko, ROTFL) oraz oczywiście wojnę z narkotykami (do której oczywiście swoje trzy grosze dorzuca USA), która poprzez zwiększanie niepotrzebnie ryzyka w narkobiznesie ściąga do niego psychopatów. Ale spoko, w końcu produkcją zajmuje się także policja. Szkieł w mundurze wali prosto do kamery, że produkuje i będzie produkować dragi (i dalej należeć do kartelu), bo wszyscy produkują i będą produkować :)

Let that sink in...

7/10
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości