• 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5


Clint Eastwood
#41
Nie Vega, a Woody Allen jest tutaj dobrym porównaniem: dwa dziadki, które trzaskają od kilku lat po jednym filmie rocznie, przy czym Allen przynajmniej ma dar przyciągania topowych aktorów do nawet najmarniejszych swoich produkcji, a Eastwood kręci z byle kim.

Odpowiedz
#42
Z byle kim? W tej popierdółce o ataku na pociag świadomie obsadził autentycznych bohaterów tego wydarzenia, do Jersey Boys potrzebował kilku młodych i umiejących śpiewać, wiec siłą rzeczy nie brał do współpracy nikogo znanego. Poza tym - Hanks, DiCaprio, Cooper, Rockwell, Jolie, Damon, Freeman, Watanabe, Walken. W tym względzie na pewno nie odstaje od Allena.

Odpowiedz
#43
Obsady to jedyne co zachęca do obejrzenia jego filmów, od lat. Nawet tutaj ekipa może nie jest pierwszoligowa, ale ciekawa - Hamm, Wilde, Rockwell, Bates czy ten Hauser który ma szanse udowodnić, że hype wokół niego jaki się ostatnio pojawił jest uzasadniony. Eksperyment przy okazji filmu o pociągu nawet doceniam, znacznie łatwiej byłoby po prostu zrekrutowanie jakiegoś Hardyego z Cooperem, nagranie z nimi jakieś akcji w dwa tygodnie i zarobienie kilku milionów dwa miesiące później.

Odpowiedz
#44
Akurat "Richard Jewell" zapowiada się naprawdę ciekawie. Nie znam specjalnie tej historii, obsada super, klimat w trailerze jest i nie wygląda to na jakieś sentymentalne dziadostwo. Na pewno pójdę do kina.

Odpowiedz
#45
(03-10-2019, 18:47)simek napisał(a): Nie Vega, a Woody Allen jest tutaj dobrym porównaniem: dwa dziadki, które trzaskają od kilku lat po jednym filmie rocznie, przy czym Allen przynajmniej ma dar przyciągania topowych aktorów do nawet najmarniejszych swoich produkcji, a Eastwood kręci z byle kim.

ej, ale Eastwood zatrudnił do roli Eastwooda, a Allen nie! :p
loading podpis...

Odpowiedz
#46
O jeżu, kolejna skrajnie nieciekawa faBUŁA od Clinta. (choć Mule, którego wciąż nie widziałem, to jego pierwszy interesujący projekt od czasu Gran Torino) Ziew i przykład na to, że życie nie zawsze pisze ciekawe scenariusze, przecież to jest remake Sully'ego tylko z bombą zamiast wodowania na rzece :)

Odpowiedz
#47
Sully (moje 3/10) nigdy nie miał w takiej wersji potencjału na jakiś przyzwoity film, choć spokojnie dało się to ugryźć inaczej - skupić się na tych 27 sekundach czasu na podjęcie decyzji i pokazać, dlaczego TO było takie ważne i co kapitan Sully zrobił. A tak, wątek jest poruszony na szkoleniu, ale wszystko jest tak bezpłciowe, wyprute z emocji że szok. Przyznam, że sam epizod BRACE, BRACE, BRACE! jest megaśny, ale to tylko malutka osłoda dla tej nijakości. Eastwood bierze na tapetę nowy real event, okej - wygląda to lepiej i bardziej "mięsiście", więc czekam.
loading podpis...

Odpowiedz
#48
Plakat do "Richarda Jewella"
[Obrazek: 41af0838b468370cmed.jpg]

Odpowiedz
#49
Japoński zwiastun "Richarda Jewella"...

Odpowiedz
#50
Polska premiera 24 stycznia (obowiązkowo się wybieram). Stuckmann twierdzi, że to najlepszy film Clinta od czasu Gran Torino (z tym, że nie kojarzę czy oglądał ubiegłoroczne The Mule).


Odpowiedz
#51
Cytat:Originally, this movie was to be directed by Paul Greengrass, but he dropped out to do Jason Bourne

Ktoś powinien Paulowi dać za to w pysk, bo nie dość, że wysmażył jeden z najgorszych i najbardziej zbędnych filmów akcji dekady, to jeszcze zlał potencjalnie ciekawszy temat, który w jego rękach mógł być po prostu o wiele atrakcyjniejszym filmem. Co by o Clincie nie pisać, to jednak w ostatnich latach kręci ciepłe kluchy, tradycyjne na maksa. RJ też momentami traci energię, a finał jest nieznośnie ckliwy. Ale poza tym to dobre - choć, jak pisałem - baaaardzo zwykłe i sztampowe - kino, które broni się przede wszystkim samą historią oraz aktorstwem. Pod tym ostatnim względem nie ogarniam braku nomki dla głównego bohatera - skoro Pitt za byle grymasy i zdejmowanie koszulki u Tarantino zbiera laury wszelakie, to "grubas" powinien z miejsca dostać Nobla. A tak pewnie dostanie oskarżenie o molestowanie. Ameryka. 
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#52
Jak dla mnie to idealny temat dla Bennetta Millera - o wiele lepszego reżysera od Greengrassa i obecnego Clinta ;)

Na film chcę się z ciekawości wybrać, ale patrzę na godziny pokazów i cholera - wszędzie tylko późny wieczór :P
https://www.facebook.com/MialoBycSwiatlaKameraAkcjaAleNazwaBylaJuzUzywana/
- "Światła, kamera, akcja", czyli mój blog na FB, na którym dzielę się swoją milością do kina. Zapraszam do polubienia! ;)

Odpowiedz
#53
Same here. Poza tym, miałem iść dziś, ale i mnie i dziewczynę rozłożyła choroba. Może w weekend się uda przejść.

Odpowiedz
#54
Życzę zdrowia. Pozdrów dziewczynę :)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#55
Też życzę zdrowia, pozdrów dziewczynę :)

Odpowiedz
#56
Również zdrowia życzę, Tobie Juby i dziewczynie :-)

Poza tym chciałem napisać, że widziałem film "Richard Jewell". Moim zdaniem jest lepiej, niż przyzwoity. Mam jakieś wrażenie, że Clintowi bardzo zależało na opowiedzeniu tej historii. Jest bardzo bezpośredni w niej. Momentami to nawet jakby przesadzał, co wychodzi w wątku dziennikarki, która opisała sprawę Jewella. Ciśnie ten film po mediach niemiłosiernie.

Zabrakło mi jednak trochę uderzenia większego, mimo wszystko. Tak jakby reżyser sobie to nie do końca dobrze rozplanował. Bardzo powoli wchodzi w historię, później następuje momentalne uderzenie pierwsze, drugie i główne, po których następuje stan, trwający już do samego końca. Finału tak jakby nie ma. Drugi akt trwa długo, a następnie jest coś, co bardziej przypomina epilog, niż pełnoprawne zakończenie. Nie umiałbym tutaj określić takiego kluczowego momentu rozwiązania. Niby jest nim przesłuchanie Jewella przez FBI, ale w sumie tam nic nowego się nie dzieje. To wszystko wynika pewnie trochę ze specyfiki samej historii, ale jednak filmowo nie udało się moim zdaniem złapać jakiegoś konkretnego momentu, który spuściłby powietrze. No, ale w sumie nie jest to jakiś wielki problem.

Dodam jeszcze, że aktorzy tutaj dają koncerty. Kathy Bates jest bardzo dobra, Hamm perfekcyjny, Wilde idealnie antypatyczna. Jednak pierwsze skrzypce gra Paul Walter Hauser. Co ten gość tu gra, to nie wiem, jak określić. Wow. Rola totalna. Nie da się nie wierzyć w tę postać. Koleś jest super wiarygodny jako ślepo zapatrzony w idee policyjne facet, który bardzo by chciał brać udział w ważnych wydarzeniach służących społeczeństwu. Taki prawy facet, który jest aż irytujący w swojej powadze i skrupulatnym podejściu do zawodu. Taki służbista z niego, że aż ma się go dość. Scena, w której odnajduje plecak, który okazuje się zawierać w sobie bombę to rewelacja. Hauser gra to w taki sposób, że aż chciałbym mu powiedzieć "skończ się podniecać, jesteś tylko stróżem na festynie". No a dzieje się to, co się dzieje. Rewelacyjna rola. Wielka szkoda, że nie rywalizuje o najważniejsze nagrody, bo to moim zdaniem czołówka roku.

7/10
.

Odpowiedz
#57
Cytat:Ciśnie ten film po mediach niemiłosiernie.

Niby ciśnie, ale na końcu i tak


Ja bym media zmasakrował bardziej, przedstawiając nikczemność całego pokoju redakcyjnego.

Odpowiedz
#58
Żeby nie było. Mnie nie przeszkadza tego typu narracja. Do postaci dziennikarki czułem potężną niechęć. Film na początku tego wątku jedzie mocno, lekko przesadzając, ale to dobrze. Cios powinien być wyraźny.

Natomiast tak negatywnie nie odbieram tego, co przytaczasz. Mnie tam takie rozwiązania satysfakcjonują.

.

Odpowiedz
#59
Ja nienawidzę mediów, więc jestem bardziej nieprzejednany i nie uznaje skruchy zatrudnionych tam ludzi jako okoliczności łagodzącej. W Hollywood od dekad panuje mit nobliwego dziennikarza (głównie oczywiście z waszyngtońsko-nowojorskiej korpo elity), który niesie kaganek oświaty i wbrew wszelkim przeciwnościom dąży do Prawdy. Nigdy nie kupowałem tego rzewnego gówna.

Odpowiedz
#60
Też nie trawię mediów. Większość dziennikarzy, których poznałem to własnie takie typy osobowości, jak bohaterka z filmu Eastwooda, albo gorzej. Często gorzej. Więc rozumiem.
Jednak mnie chodzi o coś innego. Niekoniecznie skrucha postaci filmowej, musi oznaczać jej wybielenie. W tym wypadku bardziej dało mi to poczucie sprawiedliwości. Zobaczyłem, że zły człowiek czuje się źle z tym co zrobił. Nie robi to z niego przecież z automatu postaci pozytywnej. Dla mnie to nie była okoliczność łagodząca, a jedynie obserwowanie kary, którą ją spotkała. Lepiej chyba to zobaczyć, niż gdyby zadowolona sobie łaziła po ulicy. Bo wtedy co? Tak długo, jak osoba winna jest zadowolona sama z siebie, nie ma mowy o sprawiedliwości. Jeżeli psychopatę mordującego ludzi się wsadzi do więzienia, a on lubi w nim przebywać, to nie ma mowy o żadnej karze dla niego.
Rozumiem, że przeszkadza Ci przekaz, który Eastwood puszcza w świat tą sceną. Mnie jednak satysfakcjonuje to, że coś tam się ruszyło. Absolutnie to jednak nie zmywa to win.
.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości