• 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5


David Fincher
Nie.

Czym innym jest napisanie, że scenarzysta X napisał zły scenariusz (denna fabuła, idiotyczne dialogi itp.) a czym innym - przepraszam - wpieprzanie mu się w metodę pracy i narzekanie, że opis sceny akcji napisał w dwóch a nie w pięciu czytelniejszych akapitach. Zauważ że wchodzisz z butami nawet nie za kulisy filmu, ale w głowę reżysera.

Fincher jest TWÓRCĄ. To naprawdę tylko i wyłącznie jego sprawa, w jak skrupulatny sposób tworzy swoje filmy.

Odpowiedz
A propos. Simek pisał o CGI o tym, ze nie lubimy go i wolimy practicale, ja napisalem, ze mnie nie przeszkadza nawet zle CGI jak film dobry, a do tego Freddie Wong wypuscil na ten temat bardzo fajne wideo:

#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
Właśnie skończyłem oglądać Social Network. Bardzo dobry film. Nie wiem, czy najlepszy Finchera, ale chyba rzeczywiście skrypt idealnie pasuje do jego stylu. Świetnie się to oglądało. Montaż, muzyka, tempo. Role moim zdaniem bez szału. Nie mogę też powiedzieć, żebym jakoś totalnie wsiąkł w historię i specjalnie przejmował się losem bohaterów. Wątek bliźniaków czasami nudził. Jak zacznę narzekać na nienaturalność ich spasowania to wyjdzie, że się czepiam i na siłę szukam potwierdzenia mojej tezy?;)

Anyway, oglądałem przed zobaczeniem video o CGIi od razu zwróciłem na to uwagę. Scena z parą z ust. Wygląda słabo. Nie mówię, że miał kręcić na mrozie, ale serio by się coś stało, gdyby pominął tekst o tym, że jest -5 na zewnątrz i nie dodawał CGI pary?

(04-08-2015, 17:41)Crov napisał(a): A czym sie rozni animacja, w ktorej tworcy musza miec kontrole nad wszystkim od filmu, w ktorym tworcy musza miec kontrole nad wszystkim? Tylko tym, ze w animacji 3D tworcy moga poprawiac detale scen aż do końca.
Nie ma filmu, w którym reżyser musi wszystko kontrolować tak, jak twórcy animacji kontrolują dosłownie wszystko. Od pojedynczego włosa. W animacji mogą poprawiać do końca, ale najpierw sami tworzą dosłownie każdy piksel tej sceny, więc de facto tworzenie i poprawianie to jedno i to samo. W filmie ekipa rejestruje odpowiednio zaaranżowaną, ale jednak rzeczywistość, w tym choćby grę aktorską i tylko modyfikują zarejestrowany obraz w postprodukcji.

Trochę tak, jakbyś bronił fotografa przesadzającego z Photoshopem mówiąc, że malarz poprawia każdą kropkę.

Cytat:Nie rozumiem. Sugerujesz, ze np. dodanie przelatujacego ptaka w tle odbiera scenom naturalność? ;)
Jednego ptaka nie, chociaż jeśli tego ptaka można wypuścić na planie i po prostu sfilmować to pewnie wolę taką opcję. Ale jeśli dodamy ptaka, albo kilka, do tego ze dwa drzewa, na które usiądą a to wszystko w tle sceny rozmowy dwóch osób na CGI ławce posklejanej z 30 różnych ujęć w mroźny dzień ze sztuczną parą z ust to tak, odbierze to scenie trochę naturalności.

Cytat:Gdzie jest umiar? :)
Chyba tam, gdzie dłubanie nie jest już konieczne.

Cytat:To nie jak z CGI. (Mnie CGI nawet rzucajace sie w oczy nie przeszkadza szczegolnie jezeli kontekst jest odpowiednio dobrze opisany przez film.) Problem z CGI jest taki, ze rzuca sie w oczy i przypomina o filmowej iluzji. O tym, o czym tu mowimy nawet nie wiedziales do poki nie zobaczyles wideo. Puryzm tego typu jest dość dziwny w przypadku mowienia o filmach, ktore sa ciągiem iluzji i sztuczności. Połączenie dwóch ujęć z jednej kamery jest mniej naturalne niż dwa ujecia z dwoch kamer, ale juz Brad Pitt grający starca jest spoko? ;)
O split screenie nie wiedziałem, ale pisałem, że nie czepiam się tej techniki samej w sobie. Czepiam się jej nadużywania i stosowania pewnie kolejnych kilkunastu. A nawet nie tyle czepiam, co zastanawiam się głośno, czy to dłubanie :
1. nie ma efektów ubocznych podważające ich sensowność,
2. nie jest przypadkiem najważniejszym atutem Finchera, któremu zajebistym warsztatem zdarza się robić tylko dobre filmy.

Brad Pitt grający starca jest koniecznością. Połączenie dwóch ujęć z jednej kamery (plus kolejne zabiegi) mogą być chyba odebrane jako mniej naturalne niż dwa ujęcia z dwóch kamer, o ile zarejestrowały ne tę samą rozmowę.

Cytat:A dlaczego jedni reżyserzy więcej kręcą z ręki, a inni więcej na statywach i stabilizatorach? :)
Bo mają inny styl. Ja to rozumiem. Tylko, że niektórzy z nich kręcąc podobne sceny potrafią uzyskać podobną dramaturgię co Fincher chyba bez takiego polegania na postprodukcji. Porównanie z Andersonem rzeczywiście może nietrafione. Trzeba by chyba porównać ze sposobem pracy choćby Scorsese, może Tarantino.

Cytat:
Cytat:Moja teoria jest taka: same w sobie nie są one złe, ale nadużywane w dużej liczbie mogą skutkować niezamierzoną nienaturalnością.
A ja powtarzam, ze "nienaturalnosc" o ktorej mowisz nie wynika z tego zabiegu, bo pisalbys o niej czesciej rowniez przy innych filmach.
Ale czy inni reżyserzy używają tych technik tak chętnie jak Fincher? Jeśli tak, to pewnie ich filmy wydają mi się równie nienaturalne lub bardziej, bo nie są tak utalentowani jak Fincher. Powtarzam, ja się nie czepiam jednej techniki.

Cytat:No widzisz, i tu sie w ogole nie mozemy zgodzic, bo teraz sugerujesz, ze Fincher probuje nadrobic w post-produkcji to, czego nie umie na planie. A to za daleko idące wnioski, bo nie masz na to żadnych dowodow (ani z materiałów zza kulis, ani z samych jego filmów).
No przecież z tym partaczeniem na planie żartowałem. Chodziło mi o to, że może inni reżyserzy kolejne ujęcia traktują bardziej jak kolejne próby uchwycenia sceny w całości a Fincher bardziej jako zdobycie materiału z myślą o postprodukcji, gdzie ułoży wszystko jak należy. Powiedzmy, że Anderson z Masterem jest na jednym końcu spektrum a Fincher na drugim. Wiem, że pomiędzy więcej jest pewnie przypadków miksujących ujęcia i że tak się generalnie robi filmy, ale wydaje mi się, że skrajność Finchera jest przesadą.

Cytat:Jak krecisz z dwoch kamer dialog to robisz dokładnie to samo.
Jeśli ten sam dialog masz nagrany z dwóch kamer i w montażu tylko przeskakujesz między kamerami to przecież nie robisz tego samego. Fincher częściej miesza "różne" rozmowy.

Cytat:Do czego sie nie odnioslem? Tak, Fincherowi brakuje tylko lepszych scenariuszy. Zreszta o jego wielkości powinien już świadczyć fakt, ze nawet jego slabsze filmy (z najslabszym - przecietnym do bólu - Buttonem) są warte uwagi własnie przez wzgląd na to, ze to on je zrobił.
No Buttona można obejrzeć tylko dlatego, że Fincher go zrobił. Można pewnie podziwiać warsztat. Ale nie zmienia to faktu, że to słaby film. Od tego właśnie zacząłem. Od refleksji, że szkoda, że ten perfekcjonizm Finchera nie zawsze wystarcza do zrobienia dobrego filmu. A co do scenariusz to już pisałem, on je wybiera. Tu widzę jego słabość.

(04-08-2015, 17:46)Mierzwiak napisał(a): (...)simka i Joego widzę teraz jako tych srogich producentów, którzy stoją nad Fincherem w montażowni, popędzają, zerkają nerwowo na zegarek i w ciągłych mailach przypominają o zbliżających się terminach.

No nie dłub tak przy tym, to tylko film! :)
Ja w mailach piszę po prostu: David, już 48 wersja ten sceny była super. Znowu przedobrzysz. Weź lepiej w tym czasie przeczytaj ze 3 scenariusze, może następnym razem wybierzesz coś ciekawszego i Crov z forum KMF nie będzie musiał cie usprawiedliwiać słabością scenariusza.

Cytat:Fincher jest TWÓRCĄ. To naprawdę tylko i wyłącznie jego sprawa, w jak skrupulatny sposób tworzy swoje filmy.
Nie wiem, czy simek rzeczywiście czepia się techniki pracy. Ja nie bronię Fincherowi pracować jak mu wygodnie, ale upatruję w sposobie pracy przyczyny pewnych zgrzytów w produkcie końcowym.

Odpowiedz
(05-08-2015, 15:08)PropJoe napisał(a):
Cytat:Nie wiem, czy simek rzeczywiście czepia się techniki pracy. Ja nie bronię Fincherowi pracować jak mu wygodnie, ale upatruję w sposobie pracy przyczyny pewnych zgrzytów w produkcie końcowym.

Czepiam się efektów, a że Fincher osiąga efekt bezdusznie perfekcyjnych scen dopiero od czasów, gdy mógł szaleć na kompie, to domyślam się, że część winy można zwalić na samą technologię, jej dostępność. Alien 3, Se7en, Fight Club, The Game są zajebiste pod względem stylu, a od Panic Room już coś zaczyna mi zgrzytać.

Odpowiedz
(05-08-2015, 15:08)PropJoe napisał(a):
(04-08-2015, 17:41)Crov napisał(a): A czym sie rozni animacja, w ktorej tworcy musza miec kontrole nad wszystkim od filmu, w ktorym tworcy musza miec kontrole nad wszystkim? Tylko tym, ze w animacji 3D tworcy moga poprawiac detale scen aż do końca.
Nie ma filmu, w którym reżyser musi wszystko kontrolować tak, jak twórcy animacji kontrolują dosłownie wszystko. Od pojedynczego włosa. W animacji mogą poprawiać do końca, ale najpierw sami tworzą dosłownie każdy piksel tej sceny, więc de facto tworzenie i poprawianie to jedno i to samo. W filmie ekipa rejestruje odpowiednio zaaranżowaną, ale jednak rzeczywistość, w tym choćby grę aktorską i tylko modyfikują zarejestrowany obraz w postprodukcji.

Trochę tak, jakbyś bronił fotografa przesadzającego z Photoshopem mówiąc, że malarz poprawia każdą kropkę.
Nie. To tak, jakbym bronił fotografa używającego Photoshopa do retuszu mowaic, ze malarz poprawia kazda kropke. Ty mowisz o "przesadzie", bo wlasnie sie dowiedziales, ze Fincher uzywa jakiejs techniki. To tak jakbys krytykował reżysera za to, że za często używa statywu.

Cytat:Ale jeśli dodamy ptaka, albo kilka, do tego ze dwa drzewa, na które usiądą a to wszystko w tle sceny rozmowy dwóch osób na CGI ławce posklejanej z 30 różnych ujęć w mroźny dzień ze sztuczną parą z ust to tak, odbierze to scenie trochę naturalności.
W jaki sposob?

Cytat:
Cytat:Gdzie jest umiar? :)
Chyba tam, gdzie dłubanie nie jest już konieczne.
Kiedy dlubanie nie jest juz konieczne?

Cytat:
Cytat:
Cytat:Moja teoria jest taka: same w sobie nie są one złe, ale nadużywane w dużej liczbie mogą skutkować niezamierzoną nienaturalnością.
A ja powtarzam, ze "nienaturalnosc" o ktorej mowisz nie wynika z tego zabiegu, bo pisalbys o niej czesciej rowniez przy innych filmach.
Ale czy inni reżyserzy używają tych technik tak chętnie jak Fincher? Jeśli tak, to pewnie ich filmy wydają mi się równie nienaturalne lub bardziej, bo nie są tak utalentowani jak Fincher. Powtarzam, ja się nie czepiam jednej techniki.
Jakie "jeśli tak". Przeciez powinieneś to czuć i być w stanie je wskazac, skoro mowisz, ze to czujesz. ;)

Cytat:
Cytat:Jak krecisz z dwoch kamer dialog to robisz dokładnie to samo.
Jeśli ten sam dialog masz nagrany z dwóch kamer i w montażu tylko przeskakujesz między kamerami to przecież nie robisz tego samego. Fincher częściej miesza "różne" rozmowy.
Skad wiesz, ze czesciej? I nie, nie przeskakujesz "tylko" miedzy kamerami. Zwlaszcza, ze - tak jak mowilem - wcale nie rzadko zdarza sie, ze jednego aktora akurat przy kreceniu tego w ogole nie ma.

Wniosek z tej rozmowy jest prosty: nie jestes w stanie tego wskazac to nie ma problemu. Dlatego przykład ze złym CGI był w sumie adekwatny: złe CGI jest złe, bo jestes w stanie jest zobaczyc. Dobre CGI jest dobre, bo nie jestes w stanie go wskazac. Dobry montaż jest dobry, bo nie zwraca na siebie uwagi. A czy komus sie wydaje, że ktoś może tego nadużywa to już nie jest kwestia do dyskusji, bo tutaj nie ma o czym dyskutowac. Nikt sie nie zastanawia czy nalezy uzywac kamery z reki, czy kamery na statywie, czy kamery kontrolowanej przez komputer, i ile ich należy używać - bo to tylko narzedzia.

(05-08-2015, 15:21)simek napisał(a):
(05-08-2015, 15:08)PropJoe napisał(a):
Cytat:Nie wiem, czy simek rzeczywiście czepia się techniki pracy. Ja nie bronię Fincherowi pracować jak mu wygodnie, ale upatruję w sposobie pracy przyczyny pewnych zgrzytów w produkcie końcowym.
Czepiam się efektów, a że Fincher osiąga efekt bezdusznie perfekcyjnych scen dopiero od czasów, gdy mógł szaleć na kompie, to domyślam się, że część winy można zwalić na samą technologię, jej dostępność. Alien 3, Se7en, Fight Club, The Game są zajebiste pod względem stylu, a od Panic Room już coś zaczyna mi zgrzytać.
W Fight Clubie nie masz szaleństw na kompie? ;)
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
Polecam odświeżyć sobie wcześniejsze filmy Finchera, zwłaszcza Se7en. Oczywiście przesiadka na kamery cyfrowe nadała jego filmom określonej wizualnej gładkości i sterylności, ale już precyzja reżyserii i montażu, chłód i styl są we wspomnianym Se7en jak dla mnie widoczne w dokładnie takim samym stopniu, jak w SN, GWTDG czy GG.

Odpowiedz
(05-08-2015, 17:38)Crov napisał(a): Nie. To tak, jakbym bronił fotografa używającego Photoshopa do retuszu mowaic, ze malarz poprawia kazda kropke. Ty mowisz o "przesadzie", bo wlasnie sie dowiedziales, ze Fincher uzywa jakiejs techniki. To tak jakbys krytykował reżysera za to, że za często używa statywu.
Nie, Crov. Pisałem kilka razy, że nie przeszkadza mi ta technika sama w sobie. Nie przeszkadza mi, że używa czegokolwiek. Podzieliłem się tylko moją refleksją - szkoda, że ten perfekcjonizm nie zawsze przekłada się na jakość i zastanawiam się, czy aby Fincher nie przesadza. Przekręcasz moje słowa pisząc, że mówię o przesadzie, bo właśnie się dowiedziałem o tej jednej technice. To info było tylko katalizatorem, bo - serio nie chce mi się już tego powtarzać - chyba faktem jest, że Fincher generalni dużo dłubie, nie?

Cytat:
Cytat:(...) odbierze to scenie trochę naturalności.
W jaki sposob?
Jak to w jaki? Sztuczne ptaki to sztuczne ptaki.;) Chyba, że doklejone prawdziwe ptaki to sztuczne trochę mniej. Ale w tym aspekcie podryfowaliśmy trochę w stronę, która nie do końca jest moją opinią. Żeby była jasność, ja nie mam nic przeciwko (dobremu) CGI i Fincher w wielu przypadkach jest mistrzem jego użycia. Pisząc, że wolę praktyczne od CGI miałem tylko na myśli to, że generalnie tam, gdzie nie trzeba posiłkować się kompem, wolę naturalność.

Cytat:Jakie "jeśli tak". Przeciez powinieneś to czuć i być w stanie je wskazac, skoro mowisz, ze to czujesz. ;)
Ale nie gadamy o innych. Jeśli inni nadużywają i nie wynagradzają mi tego inne atuty filmu to mogę skrytykować też innych.

Cytat:
Cytat:Fincher częściej miesza "różne" rozmowy.
Skad wiesz, ze czesciej? I nie, nie przeskakujesz "tylko" miedzy kamerami. Zwlaszcza, ze - tak jak mowilem - wcale nie rzadko zdarza sie, ze jednego aktora akurat przy kreceniu tego w ogole nie ma.
Masz rację, nie wiem, że częściej. Przyjąłem taką wersję, bo jego montażysta (?) czy tam on sam mówi, że jak 2 lub więcej osób gada w jego filmie to na 99,9% użył split-screenu plus wiemy, że gość lubi powtarzać ujęcia kilkanaście-kilkadziesiąt razy. Założyłem, że skoro ma powiedzmy 50 wersji to nie dłubie tylko na podstawie jednej z nich. Jeśli takie założenia wydają Ci się absolutnie nieuzasadnione to ok, masz rację, bez sensu gdybam.

Też już mówiłem, że wiem, że kręci się czasami bez drugiego aktora. Pisałem o skrajnościach Anderson-Fincher.

Cytat:Wniosek z tej rozmowy jest prosty: nie jestes w stanie tego wskazac to nie ma problemu.
No, ale ja mam mały problem z jego filmami. Nie wiem z czego wynika Twoja absolutna pewność tego, że źródłem tego problemu nie jest "dłubanie".

Cytat:A czy komus sie wydaje, że ktoś może tego nadużywa to już nie jest kwestia do dyskusji, bo tutaj nie ma o czym dyskutowac.
To po co dyskutujemy? Od początku pisałem, że mi się wydaje i może tego nadużywa. Jedyne, czego jestem pewien to fakt, że ten perfekcjonizm nie zawsze przekłada się na jakość jego filmów. Szkoda.

Odpowiedz
(06-08-2015, 11:34)PropJoe napisał(a):
Cytat:Wniosek z tej rozmowy jest prosty: nie jestes w stanie tego wskazac to nie ma problemu.
No, ale ja mam mały problem z jego filmami. Nie wiem z czego wynika Twoja absolutna pewność tego, że źródłem tego problemu nie jest "dłubanie".
Bo to, o czym piszesz - chłód, dystans, "sterylność" - nie jest problemem, efektem ubocznym, tylko celowym działaniem rezysera.

Cytat:Jedyne, czego jestem pewien to fakt, że ten perfekcjonizm nie zawsze przekłada się na jakość jego filmów. Szkoda.
Zawsze sie przeklada na jakość jego filmu. Ale jest czescią skladową, a nie definiujaca filmy - tak jak w przypadku kazdego filmu. To normalne. Wybitne aktorstwo też nie zawsze przeklada sie na jakość filmów, ale to nie powod, by nie miec wybitnego aktorstwa w filmie. :)

Cytat:Pisząc, że wolę praktyczne od CGI miałem tylko na myśli to, że generalnie tam, gdzie nie trzeba posiłkować się kompem, wolę naturalność.
Ale zakładam, że piszesz o tym z zasady, nie dlatego, że wychwytujesz wszystko, co jest CGi czując nienaturalność. Film to iluzja, nic w nim nie jest naturalne. Wszystko, co wydaje Ci sie w filmie naturalne jest ustawione - sztuczne. Tj. ja rozumiem twoja myśl, ale w przypadku filmu i postepu technologicznego nie ma wiele sensu. Czy odejmujesz filmowi punkty/mniej Ci sie podoba, gdy odkrywasz, ze krecony byl na planie, do ktorego komputerowo dobudowali prawdziwy świat? Nie sadze. Jezeli coś Cie oszukało udajac prawdziwe to znaczy, ze nie jest nienaturalne (wg tego, co osadzasz jako naturalne). Jezeli nie widzisz różnicy to czym jest naturalność? Mozesz powiedziec, ze wtedy aktorzy bardziej sie wczuwaja, bo maja prawdziwe miasto, a nie makiete CGI, ale to tez zalezy od aktora i rezysera. Sa aktorzy, ktorzy graja w teatrze i musza sobie wyobrażać mase rzeczy.

Cytat:Przyjąłem taką wersję, bo jego montażysta (?) czy tam on sam mówi, że jak 2 lub więcej osób gada w jego filmie to na 99,9% użył split-screenu plus wiemy, że gość lubi powtarzać ujęcia kilkanaście-kilkadziesiąt razy.
Mowi, ze coś w niej zmieniał (np. ujecie w tle). Nie zawsze oznacza to mieszanie aktorów. Ale piszac, skad wiesz, ze czesciej, chodzilo mi o to, ze przy montowaniu dialogu z dwoch kamer jest to zupelnie normalne, wiec watpie by było rzadsze.
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
(06-08-2015, 11:57)Crov napisał(a): Bo to, o czym piszesz - chłód, dystans, "sterylność" - nie jest problemem, efektem ubocznym, tylko celowym działaniem rezysera.
Ja wiem, może jest po prostu tak, że mi ten styl nie pasuje w 100%. Wolę bardziej "spontaniczne" filmy. Chyba między innymi dlatego, że jest w nich więcej miejsca dla bardziej spontanicznego aktorstwa.

Cytat:Zawsze sie przeklada na jakość jego filmu. Ale jest czescią skladową, a nie definiujaca filmy - tak jak w przypadku kazdego filmu. To normalne. Wybitne aktorstwo też nie zawsze przeklada sie na jakość filmów, ale to nie powod, by nie miec wybitnego aktorstwa w filmie. :)
Jasne, że w jakimś stopniu się przekłada, bo słaby film z zajebistym warsztatem to zawsze lepszy film niż słaby film z chujowym warsztatem. Różnimy się chyba tylko w tym, że dla mnie wybitny warsztat jest mniejszą wartością samą w sobie. A może Ty w ogóle tego nie rozdzielasz. Ok.

Cytat:Ale zakładam, że piszesz o tym z zasady, nie dlatego, że wychwytujesz wszystko, co jest CGi czując nienaturalność.
Wszystkiego nie wychwytuje. Z zasady napisałem o tyle, że PRAWIE zawsze będę wolał naturę od CGI. Co nie znaczy, że nie doceniam dobrego CGI i nie rozumiem, że czasami wynika ono choćby z ograniczeń budżetowych. Ale, jak pisałem wyżej, CGI nie jest problemem.

Cytat:Film to iluzja, nic w nim nie jest naturalne. Wszystko, co wydaje Ci sie w filmie naturalne jest ustawione - sztuczne.
Ok, to jeśli technologia na to pozwoli, to za kilka lub kilkanaście lat zrezygnujmy z aktorów i generujmy fotorealistyczne postaci. ;)

Cytat:Jezeli coś Cie oszukało udajac prawdziwe to znaczy, ze nie jest nienaturalne (wg tego, co osadzasz jako naturalne).
No, jeśli mnie oszukało to się nie czepiam przecież. W przypadku Finchera, pewnie masz rację, że po prostu nie do końca mi pasuje ten zamierzony chłód a w dużo mniejszym stopniu przeszkadzają mi skutki uboczne dłubania, które to dłubanie albo wynika z jego obsesji albo jest konieczne do osiągnięcia tego chłodu. Ja przecież nie udaje, po zobaczeniu video o split-screenie, że zawsze wszystkie sceny rozmów u Finchera wydawały mi się sztuczne i teraz wiem dlaczego.

Cytat:Mozesz powiedziec, ze wtedy aktorzy bardziej sie wczuwaja, bo maja prawdziwe miasto, a nie makiete CGI, ale to tez zalezy od aktora i rezysera.
No zależy, ale generalnie chyba przyznasz, że dużo częściej aktor wypadnie mniej naturalnie w studio niż w prawdziwym mieście. Co nie znaczy, że nie można zagrać słabo w prawdziwej lokacji i odwrotnie.

Cytat:Mowi, ze coś w niej zmieniał (np. ujecie w tle). Nie zawsze oznacza to mieszanie aktorów. Ale piszac, skad wiesz, ze czesciej, chodzilo mi o to, ze przy montowaniu dialogu z dwoch kamer jest to zupelnie normalne, wiec watpie by było rzadsze.
Ok, Ty wątpisz, mi się wydaje, nie ma co drążyć.

Odpowiedz
(06-08-2015, 13:15)PropJoe napisał(a):
Cytat:Zawsze sie przeklada na jakość jego filmu. Ale jest czescią skladową, a nie definiujaca filmy - tak jak w przypadku kazdego filmu. To normalne. Wybitne aktorstwo też nie zawsze przeklada sie na jakość filmów, ale to nie powod, by nie miec wybitnego aktorstwa w filmie. :)
Jasne, że w jakimś stopniu się przekłada, bo słaby film z zajebistym warsztatem to zawsze lepszy film niż słaby film z chujowym warsztatem. Różnimy się chyba tylko w tym, że dla mnie wybitny warsztat jest mniejszą wartością samą w sobie. A może Ty w ogóle tego nie rozdzielasz. Ok.
Nie no, dla mnie wybitny warsztat to wybitny warsztat. Ale jezeli mowisz, ze to sie nie przeklada na jakość tego filmów to ja to rozumiem tak, ze mowisz, ze nie wszystkie jego filmy są wybitne pomimo wybitnego warsztatu. Mozemy sie teoretycznie zgodzic. Ale na wybitność filmu składa sie wiele innych rzeczy - np. scenariusz. Wiec dla mnie to brzmi troche tak jakbys sugerowal, ze Fincher powinien skupic sie na scenariuszach/czymsinnymczegoCibrakujedowybitności zamiast dlubac w post-produkcji, podczas gdy dla mnie jasne jest, ze to nie jest sytuacja albo/albo.

Cytat:
Cytat:Ale zakładam, że piszesz o tym z zasady, nie dlatego, że wychwytujesz wszystko, co jest CGi czując nienaturalność.
Wszystkiego nie wychwytuje. Z zasady napisałem o tyle, że PRAWIE zawsze będę wolał naturę od CGI.
No tak, ale ja pytam: dlaczego? Skoro nie widzisz różnicy to jaka roznica jest czy kwiatek, ktory widzisz był tego dnia na planie, czy ktoś go dokleił z innego ujęcia?

Cytat:
Cytat:Film to iluzja, nic w nim nie jest naturalne. Wszystko, co wydaje Ci sie w filmie naturalne jest ustawione - sztuczne.
Ok, to jeśli technologia na to pozwoli, to za kilka lub kilkanaście lat zrezygnujmy z aktorów i generujmy fotorealistyczne postaci. ;)
Niektórzy już dziś rezygnują z aktorów. ;)

Cytat:
Cytat:Mozesz powiedziec, ze wtedy aktorzy bardziej sie wczuwaja, bo maja prawdziwe miasto, a nie makiete CGI, ale to tez zalezy od aktora i rezysera.
No zależy, ale generalnie chyba przyznasz, że dużo częściej aktor wypadnie mniej naturalnie w studio niż w prawdziwym mieście. Co nie znaczy, że nie można zagrać słabo w prawdziwej lokacji i odwrotnie.
Ciezko mi powiedziec. Bo sytuacja, w której aktor odgrywa role to nie jest sytuacja, w której przez ostatnią godzine odgrywal chronologicznie caly film. 5 minut wcześniej pił kawe przechodząc obok oswietleniowca kończącego ustawianie światła i witał się z operatorem, który mierzył ostrość. To nie jest tak, ze on grajac jest w kompletnie normalnym dla postaci odgrywanej srodowisku - 2 metry od niego jest wycelowana w jego twarz kamera, przez okno dają światło lampy, a dwa metry nad nim wisi mikrofon.

Cytat:
Cytat:Mowi, ze coś w niej zmieniał (np. ujecie w tle). Nie zawsze oznacza to mieszanie aktorów. Ale piszac, skad wiesz, ze czesciej, chodzilo mi o to, ze przy montowaniu dialogu z dwoch kamer jest to zupelnie normalne, wiec watpie by było rzadsze.
Ok, Ty wątpisz, mi się wydaje, nie ma co drążyć.
Buzi. :)
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
(06-08-2015, 13:38)Crov napisał(a): Ale jezeli mowisz, ze to sie nie przeklada na jakość tego filmów to ja to rozumiem tak, ze mowisz, ze nie wszystkie jego filmy są wybitne pomimo wybitnego warsztatu.
Tak. W dodatku mówię to z żalem a nie satysfakcją czy wywyższając innych reżyserów.

Cytat:Ale na wybitność filmu składa sie wiele innych rzeczy - np. scenariusz.
Wiem, dlatego pisałem, że szkoda, że nie kręci lepszych oraz, że to on je wybiera więc ich słabość poniekąd wynika z jego słabości.

Cytat:Wiec dla mnie to brzmi troche tak jakbys sugerowal, ze Fincher powinien skupic sie na scenariuszach/czymsinnymczegoCibrakujedowybitności zamiast dlubac w post-produkcji, podczas gdy dla mnie jasne jest, ze to nie jest sytuacja albo/albo.
Dłubanie mógłby odpuścić trochę, bo moim zdaniem CHYBA CZASAMI zabija ono naturalność. Ale zgoda, że to nie jest sytuacja albo/abo. Gość jest takim pracoholikiem, że skupianie się na czymś nie jest problemem. Problemem jest to, że brakuje mu pewnych umiejętności lub celowo olewa inne aspekty (zakładam, że pomiędzy scenariuszem a warsztatem jest jeszcze sporo rzeczy do ogarnięcia), bo wychodzi z założenia, że warsztat "zrobi" film.

Cytat:No tak, ale ja pytam: dlaczego? Skoro nie widzisz różnicy to jaka roznica jest czy kwiatek, ktory widzisz był tego dnia na planie, czy ktoś go dokleił z innego ujęcia?
Nie jeden kwiatek!

Cytat:Niektórzy już dziś rezygnują z aktorów. ;)
Z miernym efektem, nie?

Cytat:Ciezko mi powiedziec. Bo sytuacja, w której aktor odgrywa role to nie jest sytuacja, w której przez ostatnią godzine odgrywal chronologicznie caly film. 5 minut wcześniej pił kawe przechodząc obok oswietleniowca kończącego ustawianie światła i witał się z operatorem, który mierzył ostrość. To nie jest tak, ze on grajac jest w kompletnie normalnym dla postaci odgrywanej srodowisku - 2 metry od niego jest wycelowana w jego twarz kamera, przez okno dają światło lampy, a dwa metry nad nim wisi mikrofon.
No to po co mu dokładać jeszcze kolejny "problem". Rozumiem Twoją argumentację. Ok, no to pomijając kwestię "czystego" aktorstwa pozostaje jeszcze kwestia wpasowania postaci w CGI otoczenie. Ale serio, o CGI jako takie się nie spierajmy, bo nie ma o co.

Odpowiedz
(06-08-2015, 13:59)PropJoe napisał(a):
Cytat:Niektórzy już dziś rezygnują z aktorów. ;)
Z miernym efektem, nie?
No nie wiem, animacje nigdy nie wyszły z mody. :)

Cytat:
Cytat:Ciezko mi powiedziec. Bo sytuacja, w której aktor odgrywa role to nie jest sytuacja, w której przez ostatnią godzine odgrywal chronologicznie caly film. 5 minut wcześniej pił kawe przechodząc obok oswietleniowca kończącego ustawianie światła i witał się z operatorem, który mierzył ostrość. To nie jest tak, ze on grajac jest w kompletnie normalnym dla postaci odgrywanej srodowisku - 2 metry od niego jest wycelowana w jego twarz kamera, przez okno dają światło lampy, a dwa metry nad nim wisi mikrofon.
No to po co mu dokładać jeszcze kolejny "problem". Rozumiem Twoją argumentację. Ok, no to pomijając kwestię "czystego" aktorstwa pozostaje jeszcze kwestia wpasowania postaci w CGI otoczenie. Ale serio, o CGI jako takie się nie spierajmy, bo nie ma o co.
Nie wiem czy to dokladanie jeszcze jednego problemu. To nie jest chyba tak, ze aktor ma kilka poziomow pograzania sie w wyobrazni i nagle kończąca się scenografia zmusza go do użycia +5 skupienia, by osiagnac wyzszy poziom oderwania od rzeczywistości. :)

Ale spoko, niewazne. Kochaj Finchera. ;)
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
(06-08-2015, 14:40)Crov napisał(a):
(06-08-2015, 13:59)PropJoe napisał(a):
Cytat:Niektórzy już dziś rezygnują z aktorów. ;)
Z miernym efektem, nie?
No nie wiem, animacje nigdy nie wyszły z mody. :)
No wiem, ale dla mnie strasznie to wszystko nienaturalne.;)

Cytat:To nie jest chyba tak, ze aktor ma kilka poziomow pograzania sie w wyobrazni i nagle kończąca się scenografia zmusza go do użycia +5 skupienia, by osiagnac wyzszy poziom oderwania od rzeczywistości. :)
Pytanie, który z tych rozpraszaczy realnie wpływa na mój odbiór naturalności.

Cytat:Ale spoko, niewazne. Kochaj Finchera. ;)
No właśnie chyba nigdy nie pokocham, ale szanuję i życzę mu dobrze.

Odpowiedz
Nie wiem, czy to nowa historia, ale tak a propos powyższych dyskusji:

http://blogs.indiewire.com/theplaylist/aaron-sorkin-describes-how-david-fincher-directed-the-dense-opening-scene-of-the-social-network-20160328

To jest świetna scena, ale nikt mnie nie przekona, że w jakimkolwiek znaczącym stopniu dzięki temu, że trwa te 7:22 a nie 7:40.

E: oczywiście użyłem skrótu i wiadomo, że nikt nie twierdzi, że te sekundowe różnice są kluczowe. Wiadomo, znowu chodzi o perfekcjonizm Finchera. Czyli nic nowego w dyskusji, tylko kolejny przykład.

Odpowiedz
18 sekund robi ogromną roznicę. Szczegolnie w dialogu, gdzie jest to chyba najbardziej widoczne. To nie jest po prostu perfekcjonizm. TSN ma m.in. dlatego taki wspaniały rytm, ponieważ Fincher dbał o prędkosć dialogów, jakkolwiek dziwnie to brzmi. ;) To nie znaczy, ze ta scena bylaby slaba, gdyby trwala te 18 sekund dluzej, ale na pewno bylaby mniej ekscytujaca i dynamiczna.

Nota bene, tutaj Zhou mowi o czyms podobnym - rytmie - u Coenów i pokazuje przyklad, jak ktos to robil zle z ich scenariuszem (koło 4:40 min). A przeciez ten przyklad to nie wiecej niż sekunda - moze dwie - pauzy:

#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
Zdaję sobie sprawę, że się czepiam, ale całkiem nieźle się czuję w roli hejtera Finchera, przynajmniej w tym aspekcie więc...

Może trochę bez sensu napisałem, nawet po edycji. Jasne, że timing, rytm, montaż ma znaczenie. Jasne, że te 18 sekund to w tym przypadku mogła być kolosalna różnica. Ale równie dobrze mogło to być 18 sekund w drugą stronę, albo 8 w jedną z nich. No to chyba nie jest taka prosta sprawa, że "gdyby trwala te 18 sekund dluzej, (...) na pewno bylaby mniej ekscytujaca i dynamiczna". No to może dalej ją skracać? Będzie jeszcze dynamiczniej i bardziej ekscytująco.;) 

Chodzi mi o coś innego. Po pierwsze, jak rozumiem i o ile dobrze pamiętam (a nie chce mi się teraz wracać do artykułu) punktem odniesienia dla Finchera był czas Sorkina. Ja wiem, że to jest tylko anegdota i Fincher to super specjalista i nie mam zamiaru się tu za bardzo wymądrzać, ale na planie, z dwójką profesjonalnych aktorów Fincher, wygląda na to, za punkt odniesienia, przyjął zafixowany czas scenarzysty czytającego swój tekst gdzieś tam przy kawie. No a przynajmniej trochę dziwaczny, i to jest moje "po drugie", wydaje się sposób na zakomunikowanie tego, że nie jest zadowolony z timingu. Sorkin nie mówi o tym, że powtarzał ujęcie zanim Mara wreszcie powiedziała daną kwestię wystarczająco szybko, tylko "tyle i tyle to ideał dla tej sceny, dajcie mi to".

I dzięki za to o Coenach, przegapiłem ten odcinek.

Odpowiedz
(31-03-2016, 16:54)PropJoe napisał(a): No to chyba nie jest taka prosta sprawa, że "gdyby trwala te 18 sekund dluzej, (...) na pewno bylaby mniej ekscytujaca i dynamiczna". No to może dalej ją skracać? Będzie jeszcze dynamiczniej i bardziej ekscytująco.;)
Ale jak dalej chcialbys ja skracac, zlośliwcze? ;) Taka scena to kompromis sensu, treści, rytmu i emocji. Zakładamy, ze reżyser dąży do jak najlepszej wersji tego, co ma na papierze i w glowie, wiec najwyrazniej wg tego rezysera to byla najlepsza wersja tego. Ergo, jakbys zaczal ja skracac jeszcze bardziej to moglaby zaczac tracic na sensie, tresci, rytmie badz emocjach.

Cytat:Chodzi mi o coś innego. Po pierwsze, jak rozumiem i o ile dobrze pamiętam (a nie chce mi się teraz wracać do artykułu) punktem odniesienia dla Finchera był czas Sorkina. Ja wiem, że to jest tylko anegdota i Fincher to super specjalista i nie mam zamiaru się tu za bardzo wymądrzać, ale na planie, z dwójką profesjonalnych aktorów Fincher, wygląda na to, za punkt odniesienia, przyjął zafixowany czas scenarzysty czytającego swój tekst gdzieś tam przy kawie. No a przynajmniej trochę dziwaczny, i to jest moje "po drugie", wydaje się sposób na zakomunikowanie tego, że nie jest zadowolony z timingu. Sorkin nie mówi o tym, że powtarzał ujęcie zanim Mara wreszcie powiedziała daną kwestię wystarczająco szybko, tylko "tyle i tyle to ideał dla tej sceny, dajcie mi to".
Ale to nie jest tak, że Fincher poszedl do Starbucksa, usiedli i Sorkin zaczal mu po prostu czytac scenariusz. Jak rozumiem, to były takie konsultacje - próba, a nie, że se czytali i tak se stwierdzili. Za punkt odniesienia Fincher uznal taka wersje jak najwyrazniej najbardziej mu odpowiadała, nie widze powodu do rozkminy. Wybrał wizje sceny, która pokrywała się albo uzupełniała tę jego.
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
(31-03-2016, 17:33)Crov napisał(a):
(31-03-2016, 16:54)PropJoe napisał(a): No to chyba nie jest taka prosta sprawa, że "gdyby trwala te 18 sekund dluzej, (...) na pewno bylaby mniej ekscytujaca i dynamiczna". No to może dalej ją skracać? Będzie jeszcze dynamiczniej i bardziej ekscytująco.;)
Ale jak dalej chcialbys ja skracac, zlośliwcze? ;) Taka scena to kompromis sensu, treści, rytmu i emocji. Zakładamy, ze reżyser dąży do jak najlepszej wersji tego, co ma na papierze i w glowie, wiec najwyrazniej wg tego rezysera to byla najlepsza wersja tego. Ergo, jakbys zaczal ja skracac jeszcze bardziej to moglaby zaczac tracic na sensie, tresci, rytmie badz emocjach.

No jasne, ale dziwaczne wydaje mi się używanie czasu Sorkina za punkt odniesienia a przynajmniej komunikowanie tego w taki sposób. Z zastrzeżeniem, powtarzam, że zdaję sobie sprawę, że anegdota rządzi się swoimi prawami i pewnie pracujący z Fincherem kumają, że jak mówi, że chce 18 sekund szybciej to ma na myśli po prostu - szybciej.


Cytat:Wybrał wizje sceny, która pokrywała się albo uzupełniała tę jego.
No i ja mu przecież nie odbieram prawa do własnej wizji, tylko "normalniejsze" wydaje mi się zdefiniowanie tej wizji "czytamy jak najszybciej w granicach rozsądku, dziadek Sorkin przeczytał sam (?) osiemnaście sekund szybciej niż wasz najlepszy czas, wy młodzi też dacie radę" niż chcę "4:18, bo to najlepsza wersja". Prawdopodobnie to tylko kwestia komunikacji, podkręcona wizerunkiem Finchera.

Odpowiedz
Cholera, nie miałem pojęcia że Freedom nakręcił Fincher. Teraz już wiem dlaczego ten klip jest tak doskonały :)


Odpowiedz
Ha! Taka prosta rzecz, a jednak niekoniecznie oczywista:


Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  David Lynch Anonymous 68 13,901 20-01-2020, 17:21
Ostatni post: Pelivaron
  David Simon Rodia 10 3,834 23-11-2015, 20:15
Ostatni post: Rodia
  David Cronenberg Joe Chip 10 3,062 13-07-2014, 14:37
Ostatni post: Pelivaron



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości