Death Note
#1
[Obrazek: deathnote.jpg]

Wielu już pokazano na ekranach seryjnych morderców, geniuszy, sadystów, czy po prostu psycholi. Jednak główny bohater Death Note Light Yagami jest inny. Po otrzymaniu notatnika śmierci dostaje niemal boską moc. Zabija na odległość, bez świadków swojej działalności, bez zostawienia śladów. Śledztwo wydaje się z góry skazane na porażkę. Wtedy do akcji wkracza geniusz dedukcji L i tak zaczyna się jedno z bardzie pasjonujących śledztw jakie widziałem.

Oglądanie intelektualnego pojedynku L z Kirą (przydomek Yagamiego) to czysta przyjemność. Jedno niepotrzebne słowo, jedna pomyłka, a wszyscy śledczy mogą zginąć w mgnieniu oka. Śledztwo jest emocjonujące, brakuje przestojów, a policjanci, którzy wydawali się być na straconej pozycji coraz bardziej zacieśniają krąg podejrzanych. Do tego dochodzi świetny motyw relacji Kiry z własnym ojcem będącym kluczową postacią w grupie do zwalczania Kiry.

Kreska serialu jest bardzo ładna i utrzymana w dosyć realistycznej formie. Trochę odbiega od tego wygląd i zachowanie L, przez co nie każdemu ta postać przypadnie do gustu. Muzyka jest niezła zwłaszcza partie z orkiestrą (pomijam tu opening).

Jest też parę minusów. Najmniej uciążliwy to beznadziejna czołówka. O ile jeszcze pierwszą dało się oglądać tak druga jest spartolona od początku do końca. Serial jest niepotrzebnie wydłużony, całość mogła spokojnie zakończyć się
. Późniejsze pomysły jak
nie przypadły mi aż tak do gustu, ale w zamian za to dostajemy pasjonujący, pełen emocji finał. Można by się również przyczepić do kilku nielogiczności, ale to i tak nie odbiera przyjemności z oglądania.

[Obrazek: misamisa.jpg]
Misa Misa! :)
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2

Odpowiedz
#2
Jestem po 10 odcinkach i ogląda się świetnie. Drażni mnie tylko jedna rzecz:


Odpowiedz
#3
[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=A_M0gwLwuMw[/youtube]


:) Epa!
A tak na serio to świetnie mi się oglądało serial, bardzo dobrze wspominam. Japończycy już tak mają, że są w stanie z bogów śmierci wyczarować intrygę detektywistyczną. Owszem serial traci trochę po
No i Misa Misa jest do odstrzału.

Odpowiedz
#4
Będzie amerykański remake Death Note. W ogóle sobie tego nie wyobrażam.

http://www.filmweb.pl/news/Ameryka%C5%84ski+%22Notatnik+%C5%9Bmierci%22+ma+re%C5%BCysera-69178
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2

Odpowiedz
#5
Azgaroth napisał(a):W ogóle sobie tego nie wyobrażam.

To obejrz sobie Dragonballa :P

Odpowiedz
#6
Widziałem w kinie :) I dlatego Death Nota sobie nie wyobrażam, zniszczą kolejne świetne anime. Dodatkowo obstawiam kategorię PG-13 :)
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2

Odpowiedz
#7
uwaga, moga wystepowac spojlery
oki, obejrzalem. ogolem serial jest swietny - intelektualny pojedynek dwoch geniuszy jest mega emocjonujacy, a ostatnie minuty niektorych odcinkow potrafia przyprawic wrecz o erekcje. niestety, od smierci Lrobi sie juz dosyc nudno i szczerze mowiac ledwo wymeczylem ten serial, ale mimo to zdarzaja sie swietne momenty, na czele z zajebistym finalem, ktory ta krotka posuche wynagradza. absolutnym debesciakiem jest dla mnie dla mnie glowny bohater - Raito, w angielskiej wersji Light (lol?), ktory mimo prawie calkowitego zaszczucia i czestych sytuacji "podbramkowych" kiedy L jest o krok o odkrycia prawdy, potrafi zachowac trzezwosc umyslu i wyjsc z opresji obronna reka. L tez jest wyborny, ta jego bezbledna dedkukcja i ekscentryczne zwyczaje, az chcialo by sie dowiedziec o nim czegos wiecej. wnerwiala mnie oczywiscie Misa-Misa i troche shinigami Ryuku, ktorego w recenzjach kreuja na mistrza sarkazmu, a przez wiekszosc scen z jego udzialem albo wpierdziela jablka, albo sie smieje.
i teeen finał, choc mnie raczej satysfakcjonuje to jednak wolalbym, by skonczyl sie troche bardziej pesymistycznie, a tak mamy klasyczne zakonczenie - dobro wygrywa, zlo przegrywa (choc w Death Note te dwa pojecia sa dosyc wzgledne)
ogolem polecam, bo Death Note to bardzo inteligentna rozrywka i mimo obnizenia lotow pod koniec pozostawia spore wrazenie i ochote na powtorny seans :)
9/10
[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=u0AIFb4mbWs[/youtube]
:)

Odpowiedz
#8
(02-06-2011, 01:42)Bartholomew napisał(a): Raito, w angielskiej wersji Light (lol?)

Wcale nie lol, Japończycy po prostu mają coś takiego, że "l" i "r" wymawiają tak samo ;). Dlatego kiedy mowa jest o L, wszyscy mówią "Eru". A "Kira" to po prostu "Killer" zapisany fonetycznie.

A co do zakończenia - ideałem jest dla mnie finał drugiego filmu aktorskiego. Twórcy z grubsza zrobili to samo, co w anime, ale nie pojawiają się Mello i Near. W ten sposób film kończy się w tym miejscu, w którym powinien był się skończyć serial. ;)

"That is not dead, which can eternal lie,
And with strange aeons even death may die."

Odpowiedz
#9
Nie tak samo, tylko to co u nas jest L u nich jest R i odwrotnie.

Patrzyłem na te wasze i niewasze zachwyty, więc postanowiłem sięgnąć. Niestety, Japończycy nie mają za grosz wyczucia. Ani, wbrew pozorom, wyobraźni. Czemu? A bo ta mroczna, super "inteligentna", dojrzała opowieść zaczyna się czołówką, która pasuje do Dragon Balla, ale nie do poważnej opowieści o człowieku, który nagle może zabić, kogo tylko sobie zechce. Poza tym, z ekranu wylewają się hektolitry kiczu, przesadyzmu i skrajnej pretensjonalności. Przykładowo, takie zebranie przedstawicieli światowych służb porządkowych to jakaś PARODIA. A L i jego fagas w kapelucie to już rasowa na wskroś japońskość rodem z Anime, czyli debilizm do kwadratu.

Sorry, ale takim pierdołom nie mogło się nic lepszego przytrafić jak amerykański remake i to w wykonaniu legendarnego Shane'a Blacka. Oryginał jest do dupy i trzeba mieć ogromne zapasy siły woli, żeby wyjść poza drugi odcinek. Baja zdecydowanie nie dla mnie.

1/10 (punkcik za sam pomysł)
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
#10
[Obrazek: 0fedb192de001e213f66d01e37b71ceb.png?1315254244]

:)
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2

Odpowiedz
#11
Dobrre! Serial zapowiadał mi się dziwnie - ot, co zrobić z notatnikiem zabijającym ludzi? Osobiście bym nie znalazł wielu, na których mógłbym tego użyć... w przeciwieństwie do Raito. I to w pierwszym odcinku mi się spodobało, jak szybko zwyczajny człowiek wchodzi w rolę stworzoną w dziecięcych marzeniach. Potem mamy pasjonujące śledztwo i pojedynek na linii L - Kira, czasem jednak dedukcje są naciągane. To wszystko toczy się w bardzo dobrym tempie, bardzo emocjonująco, aż do, niestety,
Punkt zwrotny w fabule, i zwrotny w jakości serialu. Nie leci jakoś na pysk, ale odczuwalnie zaczyna brakować napędu postaciom. Near i Mello są mało ciekawi i cośkolwiek dziwnie narysowani. Z innych motywów, żałowałem, że serial nie pociągnął trochę bardziej wątku Shinigami, ale dzięki temu mocniej trzymał się ziemi.
Oprawa jest ładna, szczegółowa, animacje płynne, a użycie komputerów nienachalne. Design Shinigami mi się podobał. Jest trochę efekciarstwa, ale jak na anime to tyle co nic. Podobnie z humorem - występuje w ilościach śladowych, i nie psuje klimatu jak w Hellsing OVA.
Co do openingu, to się wyłamię, i powiem, że drugi mi się podobał - muzyczka jest kapitalna. A że pasuje jak Rutowicz do uniwersytetu, to cóż.. :)
Gdyby nie ostatnie 12 odcinków byłby w stanie przymknąć oko na parę minusów i dać nawet 10, cóż pociągnięto serial dalej z miernym skutkiem. Daje więc 8/10.

Bartholomew napisał(a):Raito, w angielskiej wersji Light (lol?)
Żadne lol, żadne zapisy - raito to po japońsku światło, i imię przetłumaczono zapewne z powodu kilku gier językowych.
Im częściej na mnie kamieniem rzucicie,
sami złożycie stos - - stanę na szczycie.


Grastroskopia - Bortal dobrze wpływa na trawienie gier


Odpowiedz
#12
Cytat:1/10 (punkcik za sam pomysł)

Hitch, i to ty mi zawsze radzisz, żebym nie walił w klawiaturę bez zastanowienia... No, k. mać :)

Odpowiedz
#13
Argumentację masz nad oceną...
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
#14
http://screenrant.com/death-note-netflix-warner-bros/

Odpowiedz
#15
Etam, Netflix by mógł adaptację Monstera przygarnąć i zatrudnić jakichś ogarniętych scenarzystów do tego. DT to chyba najbardziej przereklamowane anime ever.

Odpowiedz
#16
Hitch napisał(a):
Nie tak samo, tylko to co u nas jest L u nich jest R i odwrotnie.

Patrzyłem na te wasze i niewasze zachwyty, więc postanowiłem sięgnąć. Niestety, Japończycy nie mają za grosz wyczucia. Ani, wbrew pozorom, wyobraźni. Czemu? A bo ta mroczna, super "inteligentna", dojrzała opowieść zaczyna się czołówką, która pasuje do Dragon Balla, ale nie do poważnej opowieści o człowieku, który nagle może zabić, kogo tylko sobie zechce. Poza tym, z ekranu wylewają się hektolitry kiczu, przesadyzmu i skrajnej pretensjonalności. Przykładowo, takie zebranie przedstawicieli światowych służb porządkowych to jakaś PARODIA. A L i jego fagas w kapelucie to już rasowa na wskroś japońskość rodem z Anime, czyli debilizm do kwadratu. 


Sorry, ale takim pierdołom nie mogło się nic lepszego przytrafić jak amerykański remake i to w wykonaniu legendarnego Shane'a Blacka. Oryginał jest do dupy i trzeba mieć ogromne zapasy siły woli, żeby wyjść poza drugi odcinek. Baja zdecydowanie nie dla mnie.

1/10 (punkcik za sam pomysł)


To jest jedna z najgłupszych wypowiedzi, jakie przeczytałem na tym forum. Mnie też Death Note zawiódł (o czym zaraz napisze poniżej), ale poziom głupoty i arogancji w powyższym poście po prostu przeskoczył rekina i musiałem to skomentować.

Pierwszy zarzut to już do samej czołówki i że "Japończycy nie mają za grosz wyczucia". <westchnienie>

To jest stylistyka charakterystyczna dla kultury (Japonia) i dla gatunku (anime). Równie dobrze można by narzekać, że w bollywoodzkim filmie było śpiewanie i tańce - co za brak wyczucia!

Obejrzałem tylko kilkanaście anime (filmów/seriali). No, może lekko ponad dwadzieścia. I niektóre cechy faktycznie mogą kłuć po oczach, szczególnie osoby, które anime nie oglądają. Bajkowe wstawki, nadekspresja, przesładzanie, specyficzne poczucie humoru i sposób wypowiadania się (darcie ryja przez facetów i popiskiwanie przez kobiety). Ale to jest konwencja gatunku i albo ktoś ją kupuje, albo nie. Tak samo jak ktoś może kupić lub nie tańce i śpiewanie w Bollywoodzie, ale one nie są automatycznie oznaką braku wyczucia czy wyobraźni.To jest nielogiczna argumentacja na poziomie kogoś, kto uważa, że "wszystkie filmy oprócz komedii i horrorów są do dupy bo nudne". Każdy może lubić czy nie, cokolwiek mu się podoba, ale niech chociaż argumenty maja jakikolwiek sens... Inny niż "film jest debilny bo mi się nie podoba".

No i teraz odnośnie "Death Note". Przez pierwsze 5-6 odcinków byłem szczerze zachwycony. Cała warstwa dramatyczno-moralna jest bardzo uproszczona. Od razu było widać, że to anime nie idzie na głębię, tylko na epicką rozgrywkę między dwoma postaciami. Mimo podniosłych dialogów nie czułem, by twórcy próbowali wmawiać jakiekolwiek "mądrości" - otoczka filozoficzna była tylko tłem dla niesamowicie dynamicznego pojedynku.

Moja dziewczyna po pierwszym odcinku dała sobie spokój. Co prawda nie przepada za anime, więc to jeszcze inna kwestia, ale jej zdaniem postacie były zbyt słabo zarysowane. Płaskie. I ten zarzut jestem w stanie kupić - główny bohater tak naprawdę rozwija się dopiero w późniejszej części serialu, a "L" dopiero pod koniec przestaje być płaski (może nie jak kartka papieru, ale nadal - jego charakter i historia powinny być znacznie rozbudowane). Wraz z kolejnymi odcinkami protagonista staje się fascynujący - jego wymarzona utopia cały czas balansuje na skraju antyutopii. A on sam na granicy bycia antagonistą. Bardzo dużo zyskuje w finale. Tak czy inaczej - to wspaniała postać.

Pierwsze 5-6 odcinków to świetna intryga z nieograniczonym zapasem asów w rękawie - twistów fabularnych, którymi twórcy strzelają do widza. Kilka razy szczęka mi opadła - zazwyczaj po paru razach trzeba przystopować. Przecież nie da się bez przerwy odwracać historii do góry nogami. A im się to udaje. I udaje. I znowu. Gdzieś w okolicach 7 odcinka jest drobny regres, ale nadal cholernie dobrze. Już powoli zaczynają przystopowywać, wytraca się ta niezwykła błyskotliwość (prostego fabularnie) scenariusza, nieco opada tempo, emocje i napięcie. Ale nadal jest naprawdę dobrze, z wybitnymi momentami - jeden twist dosłownie miażdży i wgniata w fotel. Jest genialny. Jedna scena jest bardzo mocna. I ta właśnie scena była pierwszym strzałem w piętę. Unikając spojlerów nie powiem dokładnie o co chodzi, ale po niej siadł konflikt, spadła chemia między postaciami, motywacja i sam konflikt. Co dalej? I tu kolejny strzał w piętę. Twórcy wymyślają ZUPEŁNIE NOWĄ fabułę, nie mającą prawie nic wspólnego z tym, co było wcześniej. I tak się dzieje właściwie parę razy. Ale to jeszcze nie koniec. Uznają, że są tak genialni, że wstawią od reki nowe postacie i one od razu zaskarbią sobie sympatię widza. I widz będzie im kibicował. Boże - jak ja nienawidziłem tych postaci! Dwaj bracia, których CAŁY opis można streścić jednym zdaniem. Jeden jest okrutniejszy i często kręci palcami loki, a drugi spokojniejszy i często zajada czekoladę. To wszystko. Żegnaj koncepcie postaci, rysie psychologiczny, ciekawa historio. Wystarczy kręcenie lokiem i wpieprzanie czekolady.

No i dlatego właśnie w drugiej połowie serial jest pochyłą staczającą się coraz niżej. Trwa to kilkanaście odcinków i dopiero pod koniec wraca na właściwe tory. Co za marnotrawstwo! Gdyby wykreślić TAMTĄ (wspomnianą wcześniej) scenę i nie wprowadzać tych dwóch postaci. Oprzeć cały serial na tym samym konflikcie i jego kuliminację zawrzeć w finale. Byłoby prawdziwe arcydzieło.

Nadal finał jest piękny, bardzo zapadający w pamięci. Ale GDYBY znajdowała się w nim inna postać, to cały serial byłby parę półek wyżej. Czy ktoś wyobraża sobie, by w finale Imperatora wypchnął w przepaść Jar Jar Binks, zamiast Darth Vadera? Bo to jest trochę coś w ten deseń... Z mojej strony - za pierwsze pięć/sześć odcinków (w kontekście dalszych i końcówki, nadającej początkowi głębi) dałbym dychę. Za pierwszą połowę 9/10. Za drugą 3/10, nie licząc bardzo dobrego finału (którego nie udało się do końca przekreślić pewnej postaci). Łącznie 7/10, a i to zawyżone ze względu na te twisty z początku i fantastycznego głównego bohatera.

Świetny materiał na film... który można bardzo łatwo spieprzyć. Gdyby wyeliminować błędy anime, uprościć historię i wypieprzyć niepotrzebne watki. I skupić się na konflikcie dwójki głównych bohaterów - to byłoby coś. :)
You can't reason someone out of a position, they didn't reason themselves into.

Odpowiedz
#18
Moje poprzednie wcielenie założyło odpowiedni temat... just sayin'.

Odpowiedz
#19
Polemizowałbym, że serial oklapł po odstrzeleniu wiadomej postaci. Tj, poziom spadł jeszcze bardziej, ale momentem przełomu było pojawienie się Missy Missy.
Do pojawienia się kobiety Lighta serial mógł śmiało konkurować pod względem napięcia i emocji z najlepszymi sezonami The Shield, pod koniec musiałem zmuszać się, by wcisnąć play. What a fucking shame.

Wolałbym też trochę, hmmm, spokojniejsze wprowadzenie. Ludki na forach pisały, jak to Death Note pięknie nie pokazuje moralnego upadku szlachetnej jednostki. Kaman, Lightowi odpierdala sodówka już w pilocie :) Brakowało mi też przedstawienia w pełni niepokoju i fascynacji związanego z Kirą: policjantów, którzy nie wiedzą, czy ta cała afera to światowy spisek, zjawisko paranormalne czy też wkurwiony starotestamentowy Bóg. Więcej przejawów chorej fascynacji Kirą, jaką pokazano później. Zanim na dobre poczuję klimat, w drugim odcinku wkracza L i publicznie masakruje naszego "gad of the niu world". Z drugiej strony, ta scena jest tak piękna właśnie przez zaskoczenie, więc powiedzmy, że im wybaczam.

I jeszcze jedno: żaden ze mnie geniusz, ale nawet ja wiem, że gdybym dostał w łapy notatnik śmierci, nie zabijałbym Sorosa, Putina, Clintonów, Merkel, Tuska i Michaela Moore'a za jednym zamachem, bo to by było jednak w uj podejrzane :)

PS Pierwszy opening jest kozacki, nawet z tym nie handlujcie

Odpowiedz
#20
Ale o co chodzi? To już była premiera?

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Love, Death & Robots (Netflix, 2019-) Pelivaron 8 1,439 22-09-2019, 21:55
Ostatni post: Mierzwiak



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości