Ankieta: Jak oceniasz film?
10/10
9/10
8/10
7/10
6/10
5/10
4/10
3/10
2/10
1/10
Wpisać twórców do notatnika!
[Wyniki ankiety]
 
Uwaga: To jest publiczna ankieta, więc każdy może zobaczyć na co zagłosowano.





Death Note (Netflix)
#21
(26-08-2017, 03:25)Crov napisał(a): Przecież ten film ma wyraźny i konsekwentny ton oraz konwencje. :)
No, jest kosekwentnie chujowy, to mu akurat przyznaję :)

Odpowiedz
#22
[Obrazek: 21123970_334722066969284_2050626447_n.pn...e=59A2EA3B]

Odpowiedz
#23
Dobry film. Oryginalnego anime widziałem kilka odcinków i już na ich podstawie widzę, jakie zmiany wprowadził Wingard do swojej fabuły, ale nie przeszkadza mi to. Amerykańska wersja przenosi do swojej opowieści nie tylko jedynie wybrane elementy, ale i czyni to w bardzo charakterystyczny sposób dla jankeskiego kina. Stąd początek, w szkole, mocno skojarzył mi się z "Donniem Darko", relacje Lighta z Mią przypomniały mi "Heathers", zaś sceny śmierci "Oszukać przeznaczenie". Nie ma się jednak wrażenia, jakby oglądało się jakiś składak wtórnych pomysłów, a raczej przeniesienie oryginalnego punktu wyjścia do realiów amerykańskiej szkoły, a właściwie kina młodzieżowego. Wingard rezygnuje z filozoficznego zacięcia oryginału, spokojnego tempa japońskiej narracji i prezentuje własne odczytanie tej historii.
Tylko w jednym aspekcie miałem wrażenie, jakby element nie pasował do całości i jest to wątek L. Być może dlatego, że świat jest tu dosyć realistyczny, burzy go pojawienie się notatnika i Ryuka, a L - człowiek przecież z krwi i kości - bardziej pasuje do estetyki komiksu niż realizmu, będąc takim samym pogwałceniem wcześniej konwencji, jak właśnie tytułowy notatnik. Nie mam natomiast problemów z aktorem - sposób, w jaki buduje swoją inność jest może przejaskrawiony, ale im bliżej końca, tym lepiej działa. No i genialnie się porusza, zwłaszcza w scenie pościgu.
Szkoda, że film jest urwany i nie daje satysfakcjonującego zakończenia, ale przez 90 minut bawiłem się dobrze. Zdjęcia Taterssalla są jak zwykle wspaniałe (ruchy kamery są tu często aż przesadnie dynamiczne, ale ile frajdy to sprawia) i nawet, gdy film miejscami zahacza o sztampę i przewidywalność (Mia), ani przez chwilę nie nudzi.
7/10

Odpowiedz
#24
Czy tylko mnie rozwala jak napisani są bohaterowie tego filmu, ich charaktery?

Light - dostaje notatnik, zabija 400 osób. Żadnej przemiany. Żadnego wpływu na jego osobę. On w tym filmie jest, nic więcej.
L. - chce złapać Kirę a kiedy już poznaje jego tożsamość... scenariusz nie wie co z tym zrobić. No ale je cukierki i śmiesznie siada. #beka
Mia - jest dziewczyną Lighta.

Co za pełnokrwiści, ciekawi bohaterowie!

Zdjęcia były fajne, scena w której L. przychodzi do Lighta do kawiarni (jak on ekscentrycznie i śmiesznie tam siedział hahahhahahahahahahahhahaha) miała zabójcze oświetlenie.

Odpowiedz
#25
Najśmieszniejsze jest to, że mimo iż autorzy tego filmu zmienili dosłownie wszystko co było wyjątkowe w oryginale i sprawiło, że stał się popularny, to i tak wrzucają znane z serii sceny czy pomysły które zostają zupełnie pozbawione kontekstu, tak więc nie dowiemy się dlaczego Ryuk je jabłka, po co L założył monitoring, skoro nic z tego nie wynikło, trwało kilkanaście sekund i zostało wrzucone wyłącznie ze względu na to, że coś takiego było w mandze czy też dlaczego L unikał wychodzenia z domu i swoich ludzi wysyłał do zadań w terenie.

Z resztą o jakiej konsekwencji możemy mówić w tym filmie skoro znalazł się taki babol, że Ryuk zagroził Lightowi wpisaniem swojego imienia do notatnika mówiąc o kimś kto dotrwał wpisując jedynie dwie pierwsze litery, choć na początku filmu widzimy ostrzeżenie przed Ryukiem z wpisanym jego imieniem w całości.

Odpowiedz
#26
U L bardziej od jego siadania i cukierków żałosny był głos, jezus jak gość mnie tą swoją intonacją wkurzał.

Słuszna uwaga z tym ostrzeżeniem. W ogóle tylko mnie śmieszy, że Light wylądował w totalnie spustoszonej klasie jak po przejściu tornada i nikt nie wyciąga z tego żadnych konsekwencji? Nie powinni go zawiesić/wezwać ojca/wywalić?

Odpowiedz
#27
W tym filmie wszystko dzieje się bez powodu, gdy w mandze Light i L cały czas rywalizowali, najpierw widząc jak Kira popełnia pierwsze błędy, jak L dzień po dniu zaczyna odkrywać coraz więcej informacji na jego temat, by ostatecznie skupić swoje podejrzenia na nim, w filmie L od tak poznaje tożsamość Kiry, bez żadnego wysiłku, a Light jeszcze się przyznaje. Good work Netflix, good work.

Odpowiedz
#28
Zwróciliście uwagę na tego babola?

Light wpisał do notatnika kolesia ze szkoły, a potem mordercę matki. W szkole mówi do laski "Will you just read the last entry?" Kamera robi zbliżenie na nazwisko gościa ze szkoły.

Komuś się kolejność scen w montażu pomyliła?

Odpowiedz
#29
Problem z Wingardem jest taki, że on ma głowę przesiąkniętą efekciarską popkulturą, ale zupełnie nie zastanawia się czy będzie to pasować do historii. Symboliczna jest scena z wykorzystaniem klasycznego wątku komunikacji między łowcą a zwierzyną poprzez konferencje prasowe transmitowane w telewizji. Zamaskowana postać L to materiał na oddzielna notkę, chroniący swoją tożsamość detektyw-celebryta który nie stroni od publicznych wystąpień, a popołudnia i wieczory spędza na publicznym komisariacie. W dodatku pochodzi z tajnego zakonu tropicieli. Jak gdyby nic taka postać pojawia się w sennym i deszczowym Seattle, podczas konferencji prasowych z klasycznych schodów komendy/ratusza, które w biały dzień przerywają seans pierwszej części "Phantasm". To jest mały przykład rzeczywistości paranormalnej w której funkcjonuje obraz i takie odrealnienie w jakie kierowany jest film sprawia, że ta historia po prostu nie działa.

Bo Wingard przegapił to co jest tutaj najciekawsze: zwyczajny nerd i szkolne popychadło zostaje bogiem, nie tylko posiada seks i władzę, ale ta władza jest dosłownie boska, oznacza sterowanie życiem maluczkich. I z tym bogiem musi się zmierzyć inny bóg, ale jedynie władca własnej dziedziny, nieomylny policjant o przerośniętym ego. To dałoby się wycisnąć z tego filmu po gruntownym przerobieniu scenariusza. Jakże ciekawa mogłaby być postać dziewczyny głównego bohatera, manipulatorki sterującej wydarzeniami i wreszcie prowadzącej Lighta do zguby, kogoś kogo porównałbym do bohaterki Bridget Fondy z "Prostego planu" Raimiego. Jakże ciekawe mogłoby być przeniknięcie do sennego miasteczka sił paranormalnych, ale jedynie w postaci dziwnego demona ze słabością do jabłek symbolizującą wodzenie na pokuszenie. Bez wywracania szkoły bebechami. Ciekawsze byłoby zmniejszenie skali, oddanie władzy nad księgą jedynie w ręce powiernika, zawężenie jej działań do ograniczonego obszaru miasteczka.

Ale Wingard woli skupić się na tym gdzie wstawić kolejną cool scenę, kolejny cool zgon, cool syntezatory, cool retro piosenkę i cool efekt specjalny. Jest spaczonym dzieckiem lat 80-tych i epoki początku MTV. W dodatku do Notatnika śmierci wpisał zakończenie własnego filmu, co tak bardzo mnie poirytowało, że zamiast 3/10, daje aż 1/10.

Odpowiedz
#30
Recenzja Szamana do wydrukowania, oprawienia i powieszenia na ścianę. Mijając ją za każdym razem wołamy "Amen!"

Odpowiedz
#31
W takich momentach, pięknych momentach doceniam magię kina, ono jak nic pięknie jednoczy ludzie. Szaman, idealnie podsumowałeś temat. Łezka w oku mi się zakręciła kiedy ujrzałem, że Mierzwiak i Szpeku mają podobną opinie o jednym filmie.


A co do wpadki która pokazał Mierzwiak, ja zwróciłem na to uwagę w trakcie, stwierdziłem z początku "WTF", ale potem uznałem, że chodziło im o to, że ostatnie 2 nazwiska to jeden wpis. Ale to chyba dosyć inwalidzkie tłumaczenie.
Wingard jest reżyserem słabym. Tym gorzej zwiastuje to pewnemu zapowiedzianemu na 2020 rok filmowi. Bo tam ma materiał na jedną z najbardziej epickich walk w historii kina a nie jest sobie w stanie poradzić z dającym takie pole do popisu tematem wyjściowym "Death Note".

Czy ktoś już tłumaczył się tym, że to jest "film dla fanów"?

Odpowiedz
#32
Reżyser nie musiał robić dosłownie nic, poza skróceniem fabuły oryginału, dosłownie nic i jeśli na tym etapie nie nikt nie potrafi przenieść tak kameralnej i osadzonej w podobnej do naszej rzeczywistości historii porównując to do o wiele bardziej bogatych w fantasy anime, to chyba jeszcze długo adaptacje japońskich dzieł będą dzielić los podobny do adaptacji gier.

Ryuk bóg śmierci chcący z nudów sprawdzić co z dziennikiem zrobiliby ludzi i rywalizacja dwóch ponadprzeciętnych umysłów, to wszystko, tyle i aż tyle, a jednak zadanie ich przerosło.

Odpowiedz
#33
Jeszcze jedna uwaga - czegoś nie zrozumiałem czy ten film sam nie może się zdecydować jak ten notatnik działa? Dlaczego Mia mogła tam sobie coś wpisać i to działało, skoro to Light był jego obecnym powiernikiem?

Wrzaski Lighta w scenie spotkania Ryuka w klasie najlepiej obrazują nieskładność i brak konsekwencji w prowadzeniu tego filmu - nagle reżyser przełącza konwencję na kreskówkę Looney Tunes, do pełni szczęścia zabrakło pośliznięcia się na skórce od banana i wpadnięcia nosem w pułapkę na myszy.

Odpowiedz
#34
(26-08-2017, 14:41)Mierzwiak napisał(a): Wrzaski Lighta w scenie spotkania Ryuka w klasie najlepiej obrazują nieskładność i brak konsekwencji w prowadzeniu tego filmu - nagle reżyser przełącza konwencję na kreskówkę Looney Tunes, do pełni szczęścia zabrakło pośliznięcia się na skórce od banana i wpadnięcia nosem w pułapkę na myszy.
Ależ skąd. Przecież reżyser niczego nie przełącza - film jest tak samo przerysowany w każdym innym momencie. :) To chyba pierwszy naprawdę wyraźny sygnał jaką konwencję przyjął ten film. Swoją drogą, to styl jak wprost z anime. Oryginalne "Death Note" może takie nie być, ale wiele anime miesza grobową powagę ze slapstickowym albo absurdalnym humorem (vide genialny "Cowboy BeBop"). Tak samo jest tutaj.

Cytat:Light - dostaje notatnik, zabija 400 osób. Żadnej przemiany. Żadnego wpływu na jego osobę. On w tym filmie jest, nic więcej.
L. - chce złapać Kirę a kiedy już poznaje jego tożsamość... scenariusz nie wie co z tym zrobić. No ale je cukierki i śmiesznie siada. #beka
Mia - jest dziewczyną Lighta.
E, no Mierzwiak. Przemiana bohaterów są bardzo wyraźne w filmie. ;)

Cytat:Jeszcze jedna uwaga - czegoś nie zrozumiałem czy ten film sam nie może się zdecydować jak ten notatnik działa? Dlaczego Mia mogła tam sobie coś wpisać i to działało, skoro to Light był jego obecnym powiernikiem?
Zakładam, że każdy może kogoś tam wpisać, a właściciel notatnika musi po prostu go pilnować. (Obstawiam też, że Ryuk musiał jej na to pozwolić jej.)

(26-08-2017, 10:01)Mierzwiak napisał(a):
(26-08-2017, 03:25)Crov napisał(a): Przecież ten film ma wyraźny i konsekwentny ton oraz konwencje. :)
No, jest kosekwentnie chujowy, to mu akurat przyznaję :)
[Obrazek: 5154504132c60_o.jpg?1400640968]

:)

Szaman napisał(a):To jest mały przykład rzeczywistości paranormalnej w której funkcjonuje obraz i takie odrealnienie w jakie kierowany jest film sprawia, że ta historia po prostu nie działa.
W jakim sensie nie działa? Bo film bardzo konsekwentnie prezentuje odrealnioną, przerysowaną rzeczywistość. Bardzo podobnie jak robił to "Scott Pilgrim vs. The World". Tak samo jak oglądając "Scotta..." ktoś mógłby woleć, żeby to był poważny film o tym jak chłopak radzi sobie z siedmioma byłymi swojej nowej dziewczyny, ale to nie jest "poważny" film.

(26-08-2017, 12:38)Crash napisał(a): No i genialnie się porusza, zwłaszcza w scenie pościgu.
Tak <3
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
#35
Crov, jeśli rzeczywistość w twoim filmoe jest odrealniona, to nagle taki notatnik czy sam Ryuk przestają być czymś dziwnym, a skoro nie są niczym dziwnym, to znika wrażenie że bohater obcuje z jakąś mroczną siłą z innego świata wobec której sam powinien zachować szczególną ostrożność. To tylko jeszcze jedna wykoślawioma rzecz w wykreowanym na ekranie śmietniku niepasujących do siebie konwencji, klimatów i pomysłów.

Gdyby w E.T. Spielberga wszystko było jak z kreskówki, zderzenie obcego z naszym światem i bohaterami nie miałoby sensu ani siły oddziaływania, bo byłby on tylko kolejnym dziwadłem w dziwnym świecie.

Owszem, w scenie w szkole włącza się inna konwencja, ponieważ ani wcześniej ani później bohater nie zachowuje się w tak karykaturalny sposób. Dlaczego skoro, jak twierdzisz, film jest od początku do końca spójny? Może we wszystkim tylko nie sposobie przedstawienia Lighya?

Odpowiedz
#36
(26-08-2017, 15:53)Mierzwiak napisał(a): Crov, jeśli rzeczywistość w twoim filmoe jest odrealniona, to nagle taki notatnik czy sam Ryuk przestają być czymś dziwnym, a skoro nie są niczym dziwnym, to znika wrażenie że bohater obcuje z jakąś mroczną siłą z innego świata wobec której sam powinien zachować szczególną ostrożność.

Gdyby w E.T. Spielberga wszystko byłoby jak z kreskówki, zderzenie obcego z naszym światem i bohaterami nie miałoby sensu ani siły oddziaływania.
Bardzo dziwne wydaje mi się to, co piszesz. Dlaczego tak twierdzisz? W jaki sposób przerysowane postacie i świat wpływają na postrzeganie magii? Filmy Tarantino są odrealnione i przerysowane, ale to nie znaczy, że magia czy kosmici będą w niej czymś normanym.

Tarantino to zresztą kolejne dobre porównanie do Wingarda. Wingard nie naśladuje Tarantino, ale to jest ten sam rodzaj zabawy kinem i koktailu konwencji.

Cytat:Owszem, w scenie w szkole włącza się inna konwencka, ponieważ ani wcześniej ani później bohater się tak nie zachowywał.
Ani wcześniej, ani później bohater nie spotyka przerażającego demona po raz pierwszy. Nota bene, scena na młynie - to totalnie "sequel" sceny, o której piszesz. Jak Light i Mia zaczynaja się kłócić miałem ogromną bekę. :)
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
#37
(26-08-2017, 15:58)Crov napisał(a): Dlaczego tak twierdzisz? W jaki sposób przerysowane postacie i świat wpływają na postrzeganie magii? Filmy Tarantino są odrealnione i przerysowane, ale to nie znaczy, że magia czy kosmici będą w niej czymś normanym.
Filmy Tarantino nie opowiadają o tym jak w zwykłym życiu zwykłych ludzi pojawia się siła dająca im ogromną władzę, która odbija się echem na całym świecie.

Ale zaraz, okazuje się że to nie są zwykli ludzie, bo zwykli ludzie w jednej chwili nie zachowują się jak animki by przez resztę filmu mieć wyjebane i w żaden sposób nie reagować / zmieniać się pod wpływem otrzymanej władzy i kontaktu z siłami z innego świata.

O czym w ogóle jest ten film? Według mnie o niczym, ta historia nie ma sensu ani puenty. Nakreślisz mi to? Opiszesz przemianę bohatera, jego character arc? Czy wystarczą syntezatorki w tle, fajne kadry i w ogóle ten Wingard to taki Tarantino, klasa reżyser że hoho? :)

Cytat:Ani wcześniej, ani później bohater nie spotyka przerażającego demona po raz pierwszy.
Wciąż jego zachowanie odstaje od filmu, niczego to nie zmienia.

Też miałem bekę, ich aktorstwo w tej scenie przyprawia o ból kości w całym ciele.

Odpowiedz
#38
(26-08-2017, 16:16)Mierzwiak napisał(a): Filmy Tarantino nie opowiadają o tym jak w zwykłym życiu zwykłych ludzi pojawia się siła dająca im ogromną władzę, która odbija się echem na całym świecie.
Ale co z tego? To, że są odrealnione nie sprawia, że magia czy sci-fi byłyby w nich zupełnie normalne. Chyba, że twoim argumentem jest, że jak się opowiada o takich rzeczach to trzeba opowiedziec o nich na poważnie i realistycznie.

Cytat:Nagle okszuje się że to nie są zwykli ludzie, bo zwykli ludzie w jednej chwili nie zachowują się animki by przez resztę filmu mieć wyjebane i w żaden sposób nie reagować / zmieniać się pod wpływem otrzymanej władzy i kontaktu z siłami z innego świata.
Ale bohaterowie w "Death Note" zmieniają się pod wpływem tego, co się dzieje. W całkiem logiczny, choć umyślnie przerysowany, sposób. Popadaja w paranoje, histeryzują, denerwują się.

Cytat:O czym w ogóle jest ten film? Według mnie o niczym, ta historia nie ma sensu ani puenty. Nakreślisz mi to? Opiszesz przemianę bohatera, jego character arc?
Rzeczywiście historia nie ma puenty i to jest największy minus filmu. Ale przemiana jest prosta: superbohater chce robić dobro, potem uczy sie, ze jak chce robić dobro to płaci się za to dużą cenę i zaczyna się robić mniej dobry. :)

Cytat:
Cytat:Ani wcześniej, ani później bohater nie spotyka przerażającego demona po raz pierwszy.
Czyli groteskowe zachowanie jest spójbe z resztą filmu, chociaż ma miejsce tylko raz. Brzmi sensownie!
Oj Mierzwiak, no co ty? :) Przecież tak samo groteskowo bohaterowie zachowują się np. w scenie na młynie.

Cytat:Też miałem bekę, ich aktorstwo w tej scenie przyprawia o ból kości w całym ciele.
Piszesz o tym złośliwie tak, jakby to aktorstwo miało być na serio. :) Co dalej, oglądanie "Tropic Thunder" i wyśmiewanie aktorstwa Downeya Jr? ;)
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
#39
Crov, nie chce mi się nawet odpowiadać bo po raz kolejny mamy sytuację w której ty i tylko ty zrozumiałeś film a na praktycznie wszystko co ktoś napisze masz dokładnie odwrotne zdanie. Where's the fun in that? :)

Odpowiedz
#40
(26-08-2017, 01:49)Grievous napisał(a): chyba najbardziej boli Light vs. L. To powinno być jak Sherlock vs. Moriarty, 

Chyba Moriarty vs Sherlock:)

Eh..
Szkoda tak dobrego materiału. Pomijając totalne spi***** postaci i kiepską reżyserię, to filmowi chyba najbardziej szkodzi upchanie, sporej części, pomysłów z anime, w tych 100 minutach. 

Totalnie tego nie rozumiem. Jak to możliwe, że robiąc film dla platformy streamingowej, takiej jak Netflix, bawimy się w ograniczenia czasowe typowe dla kin i nie robimy np. 3h produkcji? Oczywiście z tymi aktorami i tak rozpisanymi bohaterami, to byłaby męka, ale tak ogólnie się pytam, na przyszłość [bo np. byłoby miło, gdyby "Irlandczyk" celował w taki runtime] 

(26-08-2017, 03:04)Mierzwiak napisał(a): Po co tu w ogóle ten Ryuk? Postać do wycięcia, nic nie wnosi.

He, he, he. Przypomniało mi to o tej batalii z WB, którą opisywał swego czasu Black - studio chciało, żeby wypisać shinigami ze scenariusza, a Black nie. Czy to nie zabawne, że postąpiłbyś jak producenci z WB? :P

(26-08-2017, 12:47)Mierzwiak napisał(a): Light - dostaje notatnik, zabija 400 osób. Żadnej przemiany. Żadnego wpływu na jego osobę. On w tym filmie jest, nic więcej.
Eee, a czego się spodziewałeś? Odkupienia? Zresztą jakąś tam nikłą przemianę mamy. Na początku ten Light jest pizdą i marzycielem, który chce zaruchać. Na końcu, "mężczyzną", który dowiedział się, że niemożna ufać kobietom. 
zombie001, proud to be a member of Forum KMF Film.org.pl since Jul 2013.

Najlepszy film:
2014 - "BIRDMAN"
2015 - "MAD MAX: FURY ROAD"
2016 - "SŁUŻĄCA"
2017 - "GHOST STORY"
2018 - "SPIDER-MAN UNIWERSUM"
2019 - "TOY STORY 4"



Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości