Dragged Across Concrete (2019) reż. S. Craig Zahler
Krew na betonie, krew na betonie.

Odpowiedz
(27-06-2019, 00:35)Krismeister napisał(a): Krew na betonie, krew na betonie.

Ubiegłeś mnie ;)
"Wake the fuck up, Samurai. We have a city to burn."

Profil Letterboxd

Odpowiedz
Wąsy Mela pachną jak ostatnie dni wakacji.

Odpowiedz
skoro wątek jest i tak wywleczony to chciałem tylko napisać że film o wiele lepszy niż podobny tematyką i nastrojem a chwalony tu i ówdzie "good time".
świetnie napisane i zagrane postacie które chce się oglądać, kilka nieoczywistych zabiegów, nuta greckiej tragedii.
naprawdę dobre kino lat 90 :P
tak że o.

Odpowiedz
Film dobry - utrzymuję swoją ocenę. Niestety - także przewidywalny (w sensie - wiadomo, kto zostanie ukarany, a kto wygra na loterii). I ta przewidywalność i konwencjonalność fabuły powodują, że dłużyzny Zahlera zaczynają przeszkadzać. Dłużyzny nie przeszkadzają, jak nie wiesz, co cię czeka w następnej scenie, ale kiedy potrafisz przewidzieć rozwój wypadków na godzinę do przodu, to pojawia się irytacja i zniechęcenie. Tak było/jest w moim przypadku.

7/10

Odpowiedz
Ależ dziwaczny, w pozytywnym sensie, film. Bardzo autorski, klimatyczny, chwilami przypominał mi pod tym względem pierwszy sezon True Detective, gdzie nawet zwyczajne sceny potrafiły mieć w sobie coś niesamowicie niepokojącego i sprawiać wrażenie, że za chwilę może stać się dosłownie wszystko. Poszedłbym nawet o krok dalej i powiedział, że są tu pojedyncze momenty kojarzące się ze stylem Davida Lyncha.

Na wyróżnienie zasługują również bardzo dobre zdjęcia, szczególnie w świetnie sfotografowanym finale. W ogóle cała ta sekwencja to taka ilustracja określenia mniej znaczy więcej. Super.

8/10

Brawl i teraz Dragged podobały mi się tak bardzo, że chyba nie mam już wyjścia i muszę powtórzyć Tomahawk i sprawdzić, czy aby teraz gdy już poznałem styl reżysera nie odbiorę go inaczej.

Odpowiedz
O jaki dobry film.

Wszystko mi tu siedzi idealnie. Sama historia jest prosta, ale kluczem jest tutaj jest sposób jej opowiedzenia. Wszystko rozgrywa się powolnie, brutalnie wręcz przyziemnie. Jak to jest fenomenalnie zmontowane - sceny wybrzmiewają, udało się tutaj uchwycić zwyczajne czynności, które bohaterów uwierają przez to, jak siermiężne bywają. Mało kto zwraca w swoich filmach uwagę na takie rzeczy. Zahler na wielu poziomach zrobił tutaj zwierciadło dla rzeczywistości. Bolesne zwierciadło. Bo w jego historii złe rzeczy mogą spotkać ludzi kompletnie niewinnych i "przeciąganie po betonie" dla niektórych kończy się fatalnie. To jednak nie jest film o beznadziei, absolutnie nie. Powiedziałbym, że Zahler mówi tutaj głównie o tym, że nic już na świecie nie jest jednoznaczne. Nawet to, czy piosenkę w radiu śpiewa chłop czy baba. Potęga jego filmu polega jednak na tym, że mówi o tym w bardzo zawoalowany sposób.

Każdy bohater ma swoją rolę wykrojoną co do milimetra. Co jednak istotne - na poziomie scenariusza nie ma o postaciach jakoś specjalnie dużo informacji. Zahler sporo tutaj ciężaru przenosi na aktorów. To ich gra, mimika, sposób mówienia, zachowania i wygląd opowiada ich historię. Nazwać to mistrzostwem ekspozycji, to mało powiedzieć. Bardzo filmowa reżyseria, wykorzystująca w 100% narrację jakie daje to właśnie medium. Osobnym mistrzostwem są dialogi. Przemycona w nich ilość komentarzy odnośnie dzisiejszej (chociaż teraz już może należy mówić "wczorajszej") rzeczywistości, mnie zachwyca. Bywa to nawet zabawne, jednak głównie jest gorzkie. Odbieram to jako przyziemną i życiową filozofię, z którą się zgadzam. Pewnie dlatego tak mocno do mnie trafia. Cały ten film to zresztą hołd dla prostoty, dla zwykłego człowieka, który chciałby, żeby świat go otaczający był chociaż trochę sprawiedliwy. Niestety jednak, jest jaki jest, a ukoronowanie tego przekazu odbywa się w fenomenalnym wątku postaci Jennifer Carpenter. W tych kilkunastu minutach Zahler wali już totalnie obuchem w łeb. Niesamowicie blisko jest tym samym przegięcia, upadku do dołu, który sam wykopał, może wręcz bycia śmiesznym. Co go przed tym ratuje? Moim zdaniem precyzja i konsekwencja. Gdyby scena, którą wspominam znalazła się w filmie zbyt wcześnie, albo zbyt późno, to miałaby właśnie takie zgubne dla narracji skutki, o których wspomniałem. Tutaj jednak jest ona idealnie w środku. Wręcz co do sekundy. To ona łączy obie strony filozofii Zahlera. Ten dualizm świata, tę jego obserwację mówiącą o rzeczywistości, gdzie sprawiedliwość niby jest, ale chyba pojawia się w życiu ludzkim na zasadzie loterii, co sprawia, że sprawiedliwością w zasadzie być przestaje. To jest mistrzostwo świata, co on tutaj robi, to co mówi. Jestem zachwycony.

Aktorzy, których Zahler w swojej konstrukcji, obdarzył dużym zaufaniem, spisują się bardzo dobrze. Gibson i Vaugh to duet idealny. Jednak daleko im do "fajności" różnych policyjnych tandemów. Tutaj znowu odzywa się brutalny realizm opowieści. Nic tutaj nie jest na siłę. Bywa jednak i zabawnie, i przykro. Bo tak, to właśnie bywa. Nie ma co tutaj jednak spodziewać się jakichś aktorskich fajerwerków, szarży i wielkich dramatów na ekranie. Nie ten adres. I dobrze. Każdy element filmowy jest tutaj skrojony na miarę. Tak jak i piękne zdjęcia. Zawsze przemyślane, ale nie gubiące wartości estetycznych.

"Dragged Across Concrete" to film bardzo autorski. Zarówno na poziomie formalnych, jak i w treści. Jednocześnie nie wyważający żadnych drzwi. Oparty na prostych środkach, oferujący proste obserwacje. Pozornie proste, bo w życiu nic tak naprawdę proste nie bywa. Dlatego Zahler, żeby tę prostą opowieść stworzyć musiał wymierzyć wszystko bardzo precyzyjnie. Brak mi słów, żeby opisać, jak ogromne wrażenie na mnie zrobił. Dlatego piszę i piszę, z nadzieją, że jakoś chociaż zbliżę się, do wyrażenia swoich emocji po tym, co zobaczyłem. Pewnie jednak nie jestem w stanie.

Czołówka filmów w ogóle dla mnie. Ocena, nawet najwyższa możliwa, nie odda tego, jak jestem zachwycony.
.

Odpowiedz
Cytat:Tak jak i piękne zdjęcia. Zawsze przemyślane, ale nie gubiące wartości estetycznych.
Mnie trochę zaskoczyło, jak dobre są zdjecia w DAC. Poprzednie filmy Zahlera były sfotografowane po prostu solidnie, ale wsród ich zalet nie wymieniłbym akurat zdjęć, tutaj wręcz przeciwnie, wiele kadrów jest naprawdę świetnie skomponowanych, zwłaszcza w finale, w którym ustawienia kamery doskonale zgrywają się z wydarzeniami. I co najważniejsze, swoim pietyzmem wcale nie kolidują z surowym charakterem całego filmu.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Motherless Brooklyn (2019) Szaman 24 2,700 24-05-2020, 01:14
Ostatni post: Mefisto
  Triple Frontier (reż. J.C. Chandor, 2019) Pelivaron 19 3,173 17-05-2020, 02:12
Ostatni post: Gieferg
  Ad Astra (2019) reż. James Gray Kuba 143 12,980 10-05-2020, 15:46
Ostatni post: Snappik
  Uncut Gems (2019) reż. Josh i Benny Safdie nawrocki 39 4,038 08-05-2020, 19:33
Ostatni post: Lawrence
  The King (Netflix, 2019) reż. David Michod Kuba 33 3,776 05-05-2020, 13:57
Ostatni post: SonnyCrockett
  Midway (2019) reż. Roland Emmerich Martinipl 52 5,347 01-05-2020, 16:41
Ostatni post: shamar
  Portrait de la jeune fille en feu (2019) reż. Céline Sciamma simek 7 155 20-04-2020, 18:03
Ostatni post: Mefisto
  Last Christmas (2019) reż. Paul Feig Lawrence 8 913 19-04-2020, 20:29
Ostatni post: Lawrence
  Knives Out (2019) reż. Rian Johnson Kuba 116 12,842 18-04-2020, 03:46
Ostatni post: shamar
  The Irishman (Netflix, 2019) reż. Martin Scorsese Kuba 573 52,292 08-04-2020, 18:40
Ostatni post: Lawrence



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości