Dragon Ball
#1
Niestety military to nie temat o anime tylko produkcji jaka chcialbym sam zobaczyc kiedys ;)

A wiec oczywiscie kino akcji ale nieco refleksyjne. Bez latania, bez kosmicznych pierdol. Czysty realizm.
Opowiesc o garstce mistrzow sztuk walki ktorych czas sie powoli konczy. Maja po minimum 50 lat i zauwazaja ze juz nie sa w stanie robic pewnych rzeczy.
W dodatku rywalizowali ze soba przez cale zycie. Kazdy chcial przescignac kazdego na czym zleciala im wiekszosc czasu, a w efekcie nikt niczego i tak nie udowodnil.
Jeden opetany rzadza bycia najlepszym i powrotu do mlodosci postanawia odnalesc legendarne kule ktore spelnia jedno zyczenie. Oczywiscie pomysl to absurdalny bo kule nie istnieja.
Glowny bohater pogodzil sie z tym ze sie starzeje ale wyrusza razem z oblakanym poniewaz widzi w tym powrot do mlodzenczych lat i przygody. Zabiera sie tez trzeci bo ma rachunki do wyrownania z glownym bohaterem ;)
Wystepuja Jackie Chan, Jet Li, Wesley Snipes.

Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
#2
Cytat:Bez latania, bez kosmicznych pierdol. Czysty realizm.

To ja chcę X-Menów bez adamentowych szponów, telepatii, telekinezy i całego tego x-gówna ;)

Odpowiedz
#3
No ale X-meni to tylko i wylacznie to czym sa i to czego nie lubi badz lubi tak wiele ludzi.
Natomiast DB to wbrew pozorom, i po odarciu z 'prymitywnosci' bardzo pouczajaca sprawa. X-meni tez niech se sa pouczjacy ale to z zalozenia komiksy/filmy o mutantach z kolorowymi mocami.
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
#4
Realizm i Dragon Ball to jak Matrix bez bullet time :)

Dragon Ball to jak dla mnie fajne anime. Fajne czyli niekoniecznie mądre wręcz przeciwnie. Wiadomo, że fabuły nie ma prawie w cale, przylatuje zły, dobrzy dostają w dupę, trenują i pokonują złego to wszystko. Nikt tu jednak nie sili się na udowodnienie, że jest to tylko napierdalanka.

To co mi się podoba w Dragon Ballu to stworzony ciekawy świat i oczywiście walki, niszczenie planet, latanie i strzelanie z dłoni energią :)

To co mi się nie podoba to przegięcie od pewnego momentu z transformacjami i cała seria GT :)
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2

Odpowiedz
#5
A DB to kreskówka o latających kosmitach puszczających "fale uderzeniowe". Dodawanie temu filozofii, czy samo robienie z tego filmu, to poroniony pomysł. Chciałbyś taki film? Proszę bardzo. Tylko nie podpisuj go "Dragon Ball", bo to nie "Dragon Ball".

Odpowiedz
#6
No i widzicie dzieciaki taka z wami gadka.
'Matrix bez bullet time to nie Matrix'...Az zal dupe sciska ;)
Matrix wiele by zyskal gdyby nie bylo w nim bullet time ;)

I ja nie dorabiam filozofii tylko taki byl zamysl Akiry Toriyamy.
Sztuki Walki. Trening. Ciagle staranie sie byc lepszym. Przyjazn. Milosc. Rodzina. Te oto wartosci podane w formie przystepnej dla kazdego.
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
#7
Cytat:Natomiast DB to wbrew pozorom, i po odarciu z 'prymitywnosci' bardzo pouczajaca sprawa.

Ale jak obedrzesz DB z tych "prymitywności", to już nie będzie DB.

Cytat:I ja nie dorabiam filozofii tylko taki byl zamysl Akiry Toriyamy.
Sztuki Walki. Trening. Ciagle staranie sie byc lepszym. Przyjazn. Milosc.

Ale dostaliśmy też fale uderzeniowe, latających gostków, smocze kule, SSJ i całą resztę. Równie dobrze możesz zdjąć Batmanowi jego kostium, zabrać Batmobile, wszystkie akcesoria, a dać mu w zamian kajdanki i strzelbę. Przecież zamysł zostanie, tylko obedrzesz film z "prymitywności".

Odpowiedz
#8
Matrix bez bullet time to Matrix, ale Matrix bez bullet time, skórzanych wdzianek, zielonkawego koloru, agentów, ludzi podpiętych do komputera i świata przyszłości to nie Matrix. Zostanie wprawdzie trochę filozoficznego gadania i realna walka, ale tylko tyle.

To nie mogę się porozwodzić jakim syfem jest DB...? Buu. ;) Aha, i w tym serialu nie ma żadnych filozoficznych podtekstów. To zbiór kilku 100-odcinkowych walk, w których przeciwnik jest coraz mocniejszy, aż w końcu może rozpirzyć planetę jednym ciosem (jakby na samym początku taki przyjechał... mieliby problem). Doskonalenie się - ok, w takim razie Czarodziejka z księżyca i KAŻDY inny japoński serial anime też jest o tym samym, bo w kazdym co odcinek jest silniejszy przeciwnik.

Odpowiedz
#9
Dłuższy niż 10 sekund kontakt z tym tworem powodował u mnie drgawki i brak kontroli na fizjologią. Potworne gówno. To nie dla mnie, sorry.

Odpowiedz
#10
Serial opiera sie na filozoficznych podtekstach.
Cala pierwsza seria to wariacja na temat starej hinduskiej legendy. Konstrukcja swiata to nieco przemodelowany obraz wszechswiata w buddyzmie. A pokazane pieklo w serialu, wszystko co sie dzieje z duszami itd. jest dokladnie prosto z tej religii (z wyjatkiem organizacji jak w biurze choc to juz zabieg czysto komiczny).
Nie mowie ze nie ma tam walk bo sa. Ale ich choreografia jest koszmarna. W dodatku kazda jedna wyglada tak samo.
Sam nie wiem za co lubie Dragon Balla. Po prostu ma ten klimat jak ze starych opowiesci o wielkich mistrzach. W co drugim zwoju w Tybecie jest mowa o ludziach mogacych latac, rozgrzewac swoje cialo do temperatur pozwalajacych przezyc burze sniezna bez chociazby jakiegos futra.
Nie mowie ze to prawda ale te orientalne klimaty sa swietne. Kazda legenda pobudza wyobraznie a DB to istny mix tego wszystkiego. I o dziwno najgorsze wlasnie sa walki w serialu jak i w mandze. Zle rozplanowane, przegadane, wtorne, i potwornie wykonane.

A jezeli juz cos spod znaku DB jest syfem to seria GT. Wszystko co najgorsze w poprzednich seriach tu zostalo zwielokrotnione i stalo sie osia napedowa serialu. Koszmar. W dodatku oryginalni tworcy zostali tylko na stolkach producenckich i jako konsultanci.
Prawdopodobnie 10 sekund ktore spedzil Mierzwiak to wlasnie z tym ;)
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
#11
Hitch napisał(a):Serial opiera sie na filozoficznych podtekstach.
Cala pierwsza seria to wariacja na temat starej hinduskiej legendy. Konstrukcja swiata to nieco przemodelowany obraz wszechswiata w buddyzmie. A pokazane pieklo w serialu, wszystko co sie dzieje z duszami itd. jest dokladnie prosto z tej religii

To albo nadintepretacja, albo ten serial wyjątkowo prostacko wzoruje się na legandach. Widziałeś ultraambitny film Constantine? Tam facet strzela do demonów i diabłów. Głównie to robi. Na tym opiera się fabuła. Jest efektownie, durnie itp. Ale nikt nie stwierdza od razu, że ten film opiera sie na założeniach wiary chrześcijańskiej, jest błyskotliwym i ironicznym głosem w dyskusji o założeniach tej religii, a przy tym korzysta z jungowskiego archetypu walki dobra ze złem. Choć to wszystko można powiedzieć.

Mnie się wydaje (wiem, że "wydawanie się" to cienki argument, więc może inaczej)... Ten serial wygląda na stworzony w następujący sposób: o, fajna historyjka z tej legendy, łebski koleś musiał ją napisać. Hmm... A jak fajnie wczoraj Jackie Chan się na filmie napierdalał... Chwila, mam pomysł!

Odpowiedz
#12
Hitch napisał(a):Natomiast DB to wbrew pozorom, i po odarciu z 'prymitywnosci' bardzo pouczajaca sprawa. X-meni tez niech se sa pouczjacy ale to z zalozenia komiksy/filmy o mutantach z kolorowymi mocami.
Może cię to zaskoczy ale DB nie jest w założeniach refleksją nad przezwyciężaniem własnych słabości czy przemijaniem. :roll:

Cytat:Cala pierwsza seria to wariacja na temat starej hinduskiej legendy.
To i tak nie zmienia faktu, że filozoficzne aspekty tej mangi i anime są bardzo, bardzo mało istotne. Bardziej na owej legendzie opiera się chińska opowieść "Wędrówka na Zachód" gdzie jednym z głównych bohaterów jest niejaki Sun Wukong (w japonii znany jako Son Goku).

Powiedzieć, że DB opiera się głównie na filozofii sztuk walki, to jak powiedzieć, że zabierając z X-Men moce i kostiumy otrzymamy opowieść o ludziach walczących z nałogami, co jest podstawa tego komiksu i filmu. To nadinterpretacja.

Jak ktoś już powiedział - zabierając spektakularne walki i robiąć opowieść w stylu Tarkovsky'ego, o mnichach, którzy powoli kończą swoją "karierę" nie robi się "Dragon Balla" tylko jakiś film o sztukach walki. Po cholere nazywać to "Dragon Ball" skoro jest wiele świetnych filmów o sztukach walki nie nawiązujących do anime o walce (bo w DB czesto to juz nawet nie są "sztuki")? Filmowy "Dragon Ball" nie będzie "Dragon Ballem" bez głównego bohatera z małpim ogonkiem, który jest niesamowicie potężny.

Military napisał(a):Ten serial wygląda na stworzony w następujący sposób: o, fajna historyjka z tej legendy, łebski koleś musiał ją napisać. Hmm... A jak fajnie wczoraj Jackie Chan się na filmie napierdalał... Chwila, mam pomysł!
Lubię mangę DB ale musze się zgodzic.
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
#13
Jakoś nie widzę w tym anime filozoficznych aspektów, to tylko pretekst do jeszcze większej napierdalanki i to mi się podoba 8)
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2

Odpowiedz
#14
Zapominacie wszyscy chyba o tym ze sztuki walki to jedna z najwazniejszych spuscizn dalekiego wschodu. To ich kultura. Zadna inna cywilizacja nie moze sie pochwalic tak dluga tradycja jesli chodzi o ulepszanie ciala i ducha.
Cala filozofia zawarta w DB sprowadza sie do tego ze trzeba walczyc. Ale nie dla samej walki tylko wyzszej idei, zawsze w samoobronie lub obronie slabszych, badz sprawdzenia wlasnych umiejetnosci.
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
#15
ludzie, Hitch wam tu pokazuje, jak się powinno podchodzić do komiksów/animacji i innych spraw, jeśli jedzie od nich infantylizmem na kilometr, a wy zaraz wyskakujecie ze wzorem: DB bez X to tak, jak Y bez Z. bzdura! mnie się pomysł Hitcha podoba w ch**, bo robi z czegoś, na co nie mogę patrzeć coś, co obejrzałbym w ciemno.

Crov napisał(a):Może cię to zaskoczy ale DB nie jest w założeniach refleksją nad przezwyciężaniem własnych słabości czy przemijaniem.

z całym szacunkiem, stary, ale jakie to ma znaczenie w kontekście filmu, który mógłby ewentualnie powstać?

Odpowiedz
#16
Mental napisał(a):ludzie, Hitch wam tu pokazuje, jak się powinno podchodzić do komiksów/animacji i innych spraw, jeśli jedzie od nich infantylizmem na kilometr, a wy zaraz wyskakujecie ze wzorem: DB bez X to tak, jak Y bez Z. bzdura! mnie się pomysł Hitcha podoba w ch**, bo robi z czegoś, na co nie mogę patrzeć coś, co obejrzałbym w ciemno.
Pieprzenie.

Żeby zrobić dobry film o sztukach sztukach walki nie potrzeba nazywać go "Dragon Ball". To tak jakby "Hard Candy" nazywał się "Czerwony Kapturek" ale ciągle był takim samym filmem jakim jest. To nie adaptacja i już nie powinna nazywać się "Czerwony Kapturek".

I jak najbardziej "DB bez X to tak, jak Y bez Z", żadna bzdura. Bo jeżeli zrobimy film o Czerwonym Kapturku i w głównej roli damy małą dziewczynkę, która zostaje zgwałcona przez jakiś gang, a potem jedzie do szpitala gdzie czuwa nad nią babcia to nie mamy tu doczynienia z adaptacja. Opieranie adaptacji na dużej nadinterpretacji nie ma sensu.

Jeżeli komuś zależy na takim filmie jak opisał Hitch - co to za problem zrobić go, bez nazywania go "Dragon Ball"? Nikt twórców nawet nie posądziłby o zrzynę.

Cytat:
Crov napisał(a):Może cię to zaskoczy ale DB nie jest w założeniach refleksją nad przezwyciężaniem własnych słabości czy przemijaniem.

z całym szacunkiem, stary, ale jakie to ma znaczenie w kontekście filmu, który mógłby ewentualnie powstać?
Nie wiem jakie, raczej nie ma.
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
#17
Cytat:Jeżeli komuś zależy na takim filmie jak opisał Hitch - co to za problem zrobić go, bez nazywania go "Dragon Ball"? Nikt twórców nawet nie posądziłby o zrzynę.

no w dużej mierze masz rację, może wyraziłem się zbyt... ostro :)

problem polega na tym, że większość gier/komiksów oparta jest na kapitalnym pomyśle wyjściowym, który działa bardzo stymulująco na łeb. jeśli ktoś chciałby z tego zrobić porządne kino, a nie jakieś wakacyjne pierdoły, musi odejść od oryginału, inaczej... no właśnie powstanie kolejna naiwna, kolorowa bajka dla dzieci. wiadomo, że DB w swej postaci animowanej to dla wielu (w tym również dla mnie) towar bardziej ciężkostrawny niż przeterminowany sernik. właśnie dlatego Hitch mówi o czymś, co mogłoby podnieć jego ocenę. powiem ci jak jest - próbuje namówić kumpli, żeby poszli na transformery (potem moglibyśmy wspólnie poznecać się nad produkcją :)). oni kwitują to wzruszeniem ramion - twierdzą, że oglądanie filmu do testowania sprzętu to bezsens i strata czasu. zgadzam się z nimi.

Odpowiedz
#18
A ja was dzieci zaskocze bo przez dobrych kilka tomow mangi nikt nie nie latal, nie strzelal z rak, nie niszczyl planet. I co? I jakos to sie nazywalo Dragon Ball. Toriyama przez jakis czas nie wydawal nienazwanego projektu i nie nadal mu obecnego tytulu dopiero jak zaczely sie rasowe glupoty. Wiec mowienie ze nagle DB bez tego wszystkiego to nie DB to glupota.

Goku to modelowy bohater azjatyckich mitow i legend. Jego wrogowie to wymieszany obraz roznych demonow, ze o wielkim smoku nie wspomne, z tychze zrodel.

Dlatego moj film mialby duzo akcji ale bylby tez moment zeby przysiasc z bohaterami pomyslec czym tak naprawde sa sztuki walki. Po co wciaz i wciaz sie ulepszac. Cos co w serii przyslonilo latanie i niszczenie planet.

Mental, nie spieszyles sie ze wsparciem ;)
Jak widac fanboye beda bronic czegos czego nawet nie lubia 'bo tak bylo w komiksie' :)
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
#19
Hitch napisał(a):Goku to modelowy bohater azjatyckich mitow i legend. Jego wrogowie to wymieszany obraz roznych demonow, ze o wielkim smoku nie wspomne, z tychze zrodel.

Constantine to modelowy bohater biblijno-archetypiczny, podwalina kultury zachodnioeuropejskiej. Jego wrogowie to obraz różnych demonów, że o szatanie nie wspomnę, z tegoż źródła. Z Constantine'a powinniśmy uczyć się zasad wiary, poznawać doktrynę chrześcijańską, tak wspaniale tam wplecioną, wokół której zawiązano akcję. W sequelu tego filmu Constantine powinien być kościelnym organistą, który prowadzi półtoragodzinny monolog skierowany do Boga, klęcząc w przedostatnim rzędzie ławek w kościele. To byłaby idealna adaptacja tego Constantine'a, którego znamy, ale bez infantylnych wstawek.

P.s.
Nie ma takiego słowa w naszym języku jak fanboy. ;) Idiotyczne słówko wymyślone przez pryszczatych amerykańskich nastolatków, wykłócających się o to który komiks jest lepszy.

p.s.2
Nie można być "fanboyem" czegoś, czego się nie lubi. Tutaj ludzie po prostu starają się przetłumaczyć wam, na czym polega ekranizacja. Nie na zmienianiu wszystkiego co popadnie, zostawiając jakiśtam element z pomysłu wyjściowego. Nie rozumiecie idei ekranizacji i już. Dorabiacie sobie własną, błędną ideologię.

Odpowiedz
#20
Hitch napisał(a):A ja was dzieci zaskocze bo przez dobrych kilka tomow mangi nikt nie nie latal, nie strzelal z rak, nie niszczyl planet. I co? I jakos to sie nazywalo Dragon Ball. Toriyama przez jakis czas nie wydawal nienazwanego projektu i nie nadal mu obecnego tytulu dopiero jak zaczely sie rasowe glupoty. Wiec mowienie ze nagle DB bez tego wszystkiego to nie DB to glupota.
Poprawka, strzelanie z rąk było już w drugim albo trzecim tomie, o ile pamiętam. Poza tym, to ciągle opowieść o chłopcu z małpim ogonem, który potrafi przesuwać ogromne głazy i pokonywać (niemal) legendarnych mistrzów, mimo że ma dopiero 11 lat. Nie zmienia to faktu, że pierwsza seria - Dragon Ball - jest zdecydowanie najlepsza, bo wyraźnie była robiona z pomysłem.

Cytat:Goku to modelowy bohater azjatyckich mitow i legend. Jego wrogowie to wymieszany obraz roznych demonow, ze o wielkim smoku nie wspomne, z tychze zrodel.
Bez jaj. To, że manga jest inspirowana legendami i mitami nie sprawia, że jest traktatem filozoficznym. Dobrym przykładem był tu "Constantine", który działa na bardzo podobnej zasadzie.
Swoją drogą, na pewno potężni, dobroduszni idioci są bohaterami azjatyckich mitów i legend?

Cytat:Dlatego moj film mialby duzo akcji ale bylby tez moment zeby przysiasc z bohaterami pomyslec czym tak naprawde sa sztuki walki. Po co wciaz i wciaz sie ulepszac. Cos co w serii przyslonilo latanie i niszczenie planet.
Tylko, że w mandze tego nie ma. Nie ma rozważań nad sensem życia, rozwojem siły woli czy kontemplacji nad samymi sztukami walki. Jest walka i humor.

Cytat:Jak widac fanboye beda bronic czegos czego nawet nie lubia 'bo tak bylo w komiksie' :)
Oooczywiście. :roll: Nie wiem co kieruje Militarym w tej rozmowie, ale ja uważam za kompletny idiotyzm robić film, który miałby się nazywać Dragon Ball odzierając go z podstawowych cech tej mangi. Film, który ty chciałbys przedstawić nie ma właściwie nic wspólnego z "Dragon Ballem" oprócz tego, że sa w nim sztuki walki i jakaś kulka.

Proponuje nastepny temat o aktorskiej adaptacji Pokemonów, bez Pokemonów gdzie głównym bohaterem będzie 17. letni cyniczny chłopak, który próbuje zaliczyć panienki kradnąc zwierzęta z Zoo i pakując je do platikowych opakowań. Czasem bohaterowie przysiądą i pomyślą nad sensem pakowania zwierząt.

To jak zrobić remake "Heat" tylko, że zamiast złodzieji i policjantów dać prywatnego detektywa i dwóch dresiarzy. Dresiarze tak naprawdę nie są źli tylko mieli trudne dzieciństwo i kradną teraz rowery. Podczas jednej z kradzieży nabijają guza synowi prywatnego detektywa, a potem uciekaja. Detektyw chce ich dorwać a wszystko kończy sie mentalnym onanizmem na statku kosmicznym, który zaraz wybuchnie. Raz jeszcze reżyseruje Andrei Tarkovsky.

edit:

Military napisał(a):Nie można być "fanboyem" czegoś, czego się nie lubi. Tutaj ludzie po prostu starają się przetłumaczyć wam, na czym polega ekranizacja. Nie na zmienianiu wszystkiego co popadnie, zostawiając jakiśtam element z pomysłu wyjściowego. Nie rozumiecie idei ekranizacji i już. Dorabiacie sobie własną, błędną ideologię.
Dokładnie. Z tym, że ja akurat lubie Dragon Ball (tzn. pierwszą serię mangi).
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Trylogia How to Train Your Dragon (2010-2019) mroziek 93 25,212 27-03-2019, 07:39
Ostatni post: Martinipl
  Dragon Ball Kai Azgaroth 5 1,670 29-04-2009, 00:43
Ostatni post: Hitch



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości