Elder Scrolls
#1
No i macie - wsiąkłem w Skyrima. Ta gra jest naprawdę o niebo lepsza od Obliviona, a jej klimat zabija, niszczy, miażdży i wypluwa. Jak dla mnie rzecz jest lepsza też i od pustego i rozwleczonego Wiedźmina 1, i od korytarzowego Wiedźmina 2.

Wygrywa przede wszystkim fakt, że to gra o niby-wikingach. To jest to, co lubię: toporek w łapę i napieprzać o tarcze i łby wrogów. Fajny jest rozwój postaci, a najlepsze że menusy rozwoju są spójne z klimatem gry: to nie jakiś ekran z tabelkami; zamiast grzebać w menusach, patrzysz na konstelacje gwiazd reprezentujące umiejętności. Niby mała rzecz, ale tak bardzo mi się podoba, że ja nie mogę.

Fajne jest włóczenie się po Skyrimie i wykonywanie jakichś pobocznych zadań. Fajne jest zgłębianie świata przez masę książek czy opowieści ustnych. Nawet siedzenie w knajpie i gadanie z bywalcami jest fajne, bo ta gra ma po prostu dziki klimat - aż chce się w tym świecie żyć.

[Obrazek: 04orjhvi_01.jpg]

Oczywiście nadal nie jest to ideał. Wkurza mnie - jak w Morrowindzie i Oblivionie - że miasta są "projektowane", tzn. wyglądają jak lokacje do gry, a nie jak miasta. Nie ma w nich "naturalności", to są przeniesione na ekran ładne, ale niewiele mające wspólnego z rzeczywistością concept-arty. Mniejszych wioch to nie dotyczy, ale trudno nie zauważyć, że większe mają przede wszystkim dobrze wyglądać, i choć u podstaw projektów stoją sensowne założenia, to ja takich miast nie kupuję.

Wkurza mnie też, że Bethesda nadal nie nauczyła się programować draw distance'u dla trawy. Wejdziesz wyżej i zaczniesz iść, a w oddali trawa będzie się rysowała z każdym krokiem. Dystans rysowania jest duży, ale i tak krzaki pojawiają się zbyt nagle. Irytujące to, brzydkie, niszczące klimat. Już wolałbym kompletny brak krzaków - bo albo robi się je jak w Dragon Rising, albo wcale. Popatrzcie, jak to wygląda w Skyrimie, a jak ładnie gęsta trawa przechodzi w płaską teksturę w OpF:

[Obrazek: 360_013-bmp.jpg]
[Obrazek: op_flash_2_med.jpg]

Co jeszcze? Pewnie napiszę w miarę gry. Na razie z 10 godzin na liczniku, na szczęście nadal praktycznie sam początek, i masa zabawy z odkrywaniem świata. Polecam.

Odpowiedz
#2
Nie cierpię Elder Scrollsów. Jeszcze Morrowind był w miare unikalny z ciekawym światem, ale pod względem mechaniki te gry zawsze leżały jako RPG. W TES III mozna jeszcze było z przyjemnością przemierzać intrygujący świat z tymi popieprzonymi wielkimi grzybami i dziwacznymi stworami. Potem to poszło w stronę średniowieczno-europejską, gdzie wszystko wygląda tak samo nudno - albo zielone i kolorowe jak w Oblivionie, albo szare i zmrożone jak w Skyrim.

Dialogi w tych grach leżą, wydają się być niemal pretekstowe i równie dobrze mogłyby zostać monologami, ścianami tekstu znanymi z Morrowinda. Nieciekawe, powtarzalne światy zasiedlone postaciami z tektury, których nijak nie idzie zapamietać - z Obliviona wspominam jedynie Króla Patricka Stewarta, który ginie na początku. Przez to eksploracja świata nie sprawia już nawet przyjemności, jak to czasem bywało w Morrku. Ale o dziwo czasem zdarzają się Betshedzie fajne questy poboczne, przynajmniej koncepcyjnie interesujace.

Te gry z części na część robią się coraz bardziej prostackie i płytkie, a ich fenomenu kompletnie już nie rozumiem. Może to dlatego, ze to taki cyber-LARP dla fanów fantasy, którzy lubią grać w grę, w której możesz wymaksować wszystkie umiejętności i grać pod koniec bogiem, ja wole jednak bardziej wyważone i realistyczne podejście do kreowanego świata.

Obliviona skończyłem dopiero z modami, podobnie jak Fallouta 3, którego debile (termin medyczny) z Bethsedy również spłycili. Gdyby nie mody w gry Bethesdy nie dałoby się grać. Do Skyrima nie miałem już tyle siły i odinstalowałem grę po mniej niż godzinie, gdy cała wioska rzuciła się na mnie, bo zabiłem kurczaka i okazało się, że conajmniej 1/3 ludności nie da się wyrżnąć, bo jakiś projektant-idiota (pewnie lewak) zarządził, że wolność wolnością, ale niektóre postacie muszą być nieśmiertelne, bo inaczej nie będę mógł wypełnić questu jakiegoś o przyniesieniu paczki z punktu A do punktu B. No do kroćset fur beczek!. To moja gra, zabije sobie kogo chcę, zwlaszcza jak rzuca się na mnie po rozplaskaniu przypadkiem kurczaka. W Morrowindzie po prostu pojawiala sie informacja po zabiciu NPC z głownego questu, ze fabuly to juz nie skoncze i moge wczytac gre, jezeli jednak chcialbym nie zabijac tej postaci. No ale widac po ekspansji na konsole okazało się to być zbyt skomplikowanym zabiegiem...

Bethseda to obok Bioware największy rak rynku RPG. Przerażający i wyniszczajcy gatunek.
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
#3
Grałem dosyć ostro w Morrowinda, ale to nie są gierki dla mnie - tygodniami chodziłem po tym fantastycznym świecie i cieszyłem się, że wszystkiego jest tak dużo, doszedłem do ~3/4 głównego wątku i straciłem motywację. Jedna taka gierka w życiu mi wystarczy.

Odpowiedz
#4
Jak wyżej. Ciężkie i nudne gry, a przynajmniej Morrowind, do którego podchodziłem ze dwa razy. O wiele bardziej wolę Neverwinter Nights, które jeśli się nie mylę wyszło jakoś w tym samym czasie, a które pozostało trochę w cieniu produktu Bethsedy. Z gier w podobnych klimatach zdecydowanie wyżej stawiam sobie Gothica z przegenialną częścią drugą na czele (koniecznie z dodatkiem Noc Kruka).

Odpowiedz
#5
Do Skyrima zabierałem się dwa razy i za każdym po kilku godzinach odpadałem. Świat jest cudowny, ale nijakie postacie i przede wszystkim koszmarny system walki skutecznie potrafi człowieka odrzucić. Jeśli chodzi o erpegi -wolę Mass Effecta, Wiedźmina i KotORa.

Swoją drogą właśnie Wiedźmin 3 ma szansę stać się Skyrimem, który mnie zainteresuje i wciągnie..
http://huntersky.deviantart.com
''WHATTUP, BIOTCH!" - Harrison Ford

Odpowiedz
#6
(01-08-2013, 19:36)Huntersky napisał(a): Swoją drogą właśnie Wiedźmin 3 ma szansę stać się Skyrimem, który mnie zainteresuje i wciągnie..
Przede wszystkim Wiedźminy mają tę przewagę, że nie są tylko wydmuszkami, które wyglądają jak plansza do zabawy dla modderów.
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
#7
Wiedźmin 2 i jego ostatni akt to niestety już wydmuszka i to ta najgorsza mówiąca "idziemy na skróty bo kończą się pomysły" ;)

A Skryrima oceniam na 10/10. Chłodny, nordycki klimat, ogromny świat który zwiedza się z przyjemnością, tona questów do zrobienia, intrygi, małe historie, które poznajemy...Dla mnie miazga. Najlepsze 100h godzin 'życia jakie zainwestowałem w granie ;) Plus mody, które wzbogacają grę (dlaczego modowalność ma być uznawana jako wada? Przecież to tylko przedłuża żywotność i zabawę) No i ten soundtrack Jeremy'ego:

Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
#8
(01-08-2013, 20:07)Snappik napisał(a): (dlaczego modowalność ma być uznawana jako wada? Przecież to tylko przedłuża żywotność i zabawę)
Nigdzie nie spotkałem się z takim zarzutem.

#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
#9
Cytat:dlaczego modowalność ma być uznawana jako wada?

Bo to jak sprzedawać książkę za 100 zł ze sloganem "a jak koniec końców ci się nie spodoba to sobie dopisz co tam chcesz".

Oczywiście nie potępiam modowania, ani umożliwiania tego przez twórców. Po prostu jeśli gra wymaga ingerencji, żeby była grywalna dopiero to jest ona do dupy :)
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
#10
Też nigdy nie gram z modami. Raz, że zaburzają oryginalną wizję twórców, a dwa, że zwykle robią je idioci, którzy mega-klimatycznego H-L2 zmieniają w Bayowskie popłuczyny, zmieniając np. kobiety w plastikowe szmaty.

[Obrazek: HL2-vs-CM10Beta-10.jpg]

Odpowiedz
#11
(01-08-2013, 20:07)Snappik napisał(a): Wiedźmin 2 i jego ostatni akt to niestety już wydmuszka i to ta najgorsza mówiąca "idziemy na skróty bo kończą się pomysły" ;)

Jak już to "idziemy na skróty bo kończą się pieniądze w budżecie, a data premiery tuż za rogiem". Nagromadzenie fabularne w finalnym rozdziale W2 było zdecydowanie sztucznie pospieszone ograniczeniami produkcji, ale moim zdaniem nie można mówić o jakiejkolwiek wydmuszce (w ogóle co to niby znaczy w kontekście tej gry) czy braku pomysłów. Jak już to o pewnej koślawości narracji i sztucznego nagromadzenia ekspozycji, wynikających ze ściśnięcia wszystkiego w tak krótkim czasie. Ale sam materiał świetny. To właśnie końcowe etapy (szczególnie przy kolejnych podejściach do gry) pozwalają w pełni docenić pieczołowitość z jaką twórcy podeszli do intrygi.
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.

Odpowiedz
#12
(01-08-2013, 20:29)Hitch napisał(a):
Cytat:dlaczego modowalność ma być uznawana jako wada?

Bo to jak sprzedawać książkę za 100 zł ze sloganem "a jak koniec końców ci się nie spodoba to sobie dopisz co tam chcesz".

Oczywiście nie potępiam modowania, ani umożliwiania tego przez twórców. Po prostu jeśli gra wymaga ingerencji, żeby była grywalna dopiero to jest ona do dupy :)

Skyrima przeszedłem nie instalując ani jednego moda ;) A porównanie do książki jest trochę nietrafione. Książka to medium zupełnie innego typu.
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
#13
Hejterzy TES niech lepiej nie patrzą - we wrześniu wychodzi to:

https://fbcdn-sphotos-e-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash4/1005782_10151544327511404_768869897_n.jpg

Odpowiedz
#14
Morrowinda to bym nawet kupił. Nie dość, że ma mnóstwo dobrych modów (nie wiem w ogóle, jak można myśleć o modach do RPGa przez pryzmat jakichś teksturowych modów do strzelaniny, jak military, zwłaszcza gdy się lubi gry Bethesdy ;)) to jeszcze ma cholernie ciekawy, bogaty świat. IMO jedyna część warta uwagi (starsze jednak za bardzo się zestarzały).
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
#15
Jeśli chodzi o mody, to myślę tylko o teksturowych, bo fabularne są zwykle żenujące. A nawet jeśli nie są, to są fan-fikami, których zwyczajnie nie lubię.

Natomiast widziałem masę modów graficznych do Skyrima czy Obliviona, i o ile mógłbym kupić zwiększenie dystansu rysowania (choć to nie mod, tylko zmiana w pliku ini), to już zmiany tekstur ziemi czy nieba mnie wkurzają - bo to ingerencja w artystyczną wizję. Ktoś musiał zebrać info o tych teksturach, pokazać reżyserowi projekty, reżyser musiał zatwierdzić; taka była wizja twórców. A teraz ktoś przychodzi i mówi: sorry, ale ja wolę taką ziemię. Bezsens, idiotyzm, tak jakby przepisywać książkę na nowo, używając preferowanych przez siebie sformułowań czy innych imion dla bohaterów.

Generalnie gra jest produktem swoich czasów, podobnie jak film, a modowanie jej to tak jak dodawanie nowych efektów do Star Warsów czy zmienianie kolejności strzelania w Mos Eisley.

Odpowiedz
#16
(02-08-2013, 10:31)military napisał(a): Jeśli chodzi o mody, to myślę tylko o teksturowych, bo fabularne są zwykle żenujące. A nawet jeśli nie są, to są fan-fikami, których zwyczajnie nie lubię.
No mnie akurat w grach Bethesdy potrzebne są nie teksturowe, nie fabularne, a techniczne - np. te, które likwidowały level scalling w Oblivionie, poprawiały AI NPC albo możliwości gry (był fajny mod złodziejski do Obka).
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
#17
Eno, nie ma takiego bicia - gram w grę taką, jaką stworzyli; zmienianie zasad to jak granie w scrabble z sześciolatkiem, który wymyśla słowo HGLOSAPJ i mówi, że takie istnieje. Kupiłbym tweakowanie przez twórców, ale przypadkowych modów nie kupuję. Oblivion jest jaki jest, a jeśli chcesz w niego grać, powinieneś zaakceptować jego wady.:)

Może po Skyrimie nabędę gdzieś jakąś fajną edycję Obliviona i podejdę jeszcze raz. Właśnie dowiedziałem się, że można w tej grze zmienić poziom trudności w trakcie rozgrywki, więc wygląda na to, że jednak nie musiałem odpadać po 20 godzinach ze względu na skalowanie. No cóż. Zobaczymy. W każdym razie - boję się, że po masakrycznie klimatycznym Skyrimie, który po prostu ma duszę, od Obliviona odbiję się ze względu na jego nijakość.

Odpowiedz
#18
Cytat: bo to ingerencja w artystyczną wizję. Ktoś musiał zebrać info o tych teksturach, pokazać reżyserowi projekty, reżyser musiał zatwierdzić; taka była wizja twórców. A teraz ktoś przychodzi i mówi: sorry, ale ja wolę taką ziemię. Bezsens, idiotyzm

Dlaczego idiotyzm? Kupujesz gry tylko dlatego bo chcesz docenić prace jakichś anonimowych twórców? Co jest idiotycznego w polepszaniu produktu według własnych upodobań. Jeżeli mnie pamięć nie myli, kiedyś próbowałeś "zmodować" polskiego, kinowego "Wiedzmna", tworząc swój własny montaż, dla własnej przyjemności oglądania. Czy to nie była "idotyczna ingerencja w wizję twórców"? :)

Cytat:Oblivion jest jaki jest, a jeśli chcesz w niego grać, powinieneś zaakceptować jego wady :)
Niby dlaczego? Jaka jest logika za tym stwierdzeniem?

Żeby nie było - ja też nigdy nie korzystam z modów przy pierwszym podejściu. Dlatego, że chcę poznać właśnie tę autorską wizję, o której piszesz. Chcę wiedzieć jak wygląda gra w wersji vanilla. Bym mógł ją ocenić jako całość, porównać z innymi, sprawdzić robotę designerów, wiedzieć gdzie ja postawić na półce.

Ale jeżeli podchodzę do tytułu za drugim razem - tylko dla własnej przyjemności z przeżywania świata/rozgrywki/fabuły, bez ciśnienia na jakiekolwiek oceny, porównania czy obcowanie z grą jako z "zamkniętym produktem", to niby dlaczego nie miałbym sobie polepszyć tej autorskiej wizji, jeżeli istnieje taka możliwość? Zwłaszcza gdy ta wizja pod niektórymi względami ostro ssie. Bo tak to już jest z grami Bethesdy - elementy genialnego, wciągającego świata i gejmpleju zawsze mieszają z technicznym partactwem, które jest takie samo od początku istnienia firmy.

Prawda, większość modów to popierdółki zrobione przez gimbaze lub wanna be Tfórców, którym się wydaje, że mają what it takes do robienia contentu na światowym poziomie. Ale jeżeli ma się tak rozwinięte środowisko modowe jak gry Bethesdy, to nie ma bata - wiele z tych modów wypada rewelacyjnie, spokojnie i gładko wpisując się w to co zrobili już twórcy gry, polepszając tytuł na wiele sposobów. Czasami wprowadzają mechanikę, która znacząco zmienia rozgrywkę na lepsze lub content na poziomie technicznym, który przewyższa nawet to co Bethesda potrafi upichcić. Takiego Morrowinda bez modów sobie nie wyobrażam. Mody to była druga młodość tej gry, przedłużając jej żywot o wiele miesięcy, czasami nawet lat w przypadku niektórych maniaków.

Zresztą sandoboxy z zasady są very mod friendly. Takie np. Red Dead Redemption kocham miłością szczerą i prawdziwą, a mimo tego wciąż śni mi się nocami, że Rockstar wyda port tej gry na PC, po to by można było ją zmodować, upiększyć i wygładzić wszystkie te pomniejsze koślawości gejmpleju.
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.

Odpowiedz
#19
Cytat:Dlaczego idiotyzm? Kupujesz gry tylko dlatego bo chcesz docenić prace jakichś anonimowych twórców? Co jest idiotycznego w polepszaniu produktu według własnych upodobań. Jeżeli mnie pamięć nie myli, kiedyś próbowałeś "zmodować" polskiego, kinowego "Wiedzmna", tworząc swój własny montaż. Czy to nie była "idotyczna ingerencja w wizję twórców"?

Próbowałem zmodować Wiedźmina, żeby przekonać się, co mogło być, ale nigdy nie porwałbym się na cały film; nie próbowałbym ingerować w cudzą wizję - dlatego zrobiłem 15 sekund, a nie 90 minut.

I właśnie tak, kupuję utwór (film, płytę z muzyką, grę, książkę), aby zatopić się w wizji twórców. Mogę ją krytykować, ale nigdy nie zmuszałbym nikogo do jej zmiany - dlatego też nie lubię edycji starych filmów z poprawionymi efektami, ekranizacji książek które zmieniają dużo w fabule itp. Jak dla mnie słowo autora jest święte, nawet jeśli efekt końcowy to kicha. Jeśli autor zechce coś poprawić - no ok, proszę bardzo, ale to już nie będzie oryginał; dziecko swoich czasów, ówczesnych pomysłów, tamtejszego "stanu psychicznego" artysty. Ponadto ja ani żaden inny odbiorca nie ma prawa ingerować w cudzą wizję. Modowany Skyrim to nie Skyrim, tylko jakiś potwór Frankensteina. Równie dobrze mógłbyś domontować do Terminatora parę scen z dinozaurami, bo brakuje ci w nim scen z dinozaurami.

Oczywiście jeśli lubisz mody - baw się dobrze, ale mnie nie przekonasz, że to coś innego niż odzieranie gry z jej pierwotnego charakteru i ingerowanie w historię.

BTW: rzecz z Nagiego lunchu, która najbardziej zapadła mi w pamięć, bo poczułem, że osoba pisząca tę kwestię myślała tak jak ja:

Cytat:Hank: See, you can't rewrite, 'cause to rewrite is to deceive and lie, and you betray your own thoughts. To rethink the flow and the rhythm, the tumbling out of the words, is a betrayal, and it's a sin, Martin, it's a sin.

Odpowiedz
#20
Cytat:Modowany Skyrim to nie jest Skyrim

Oczywiście, ale to już jest bawenie się w semantykę. Jakie to ma znaczenie?

Nie udaję, że gdy gram w mocno zmodowanego "Morrowinda", to gram w tę wizję gry, którą wymyślili sobie twórcy. Nie oceniam jej wtedy jako takiej. Nie patrzę na pracę designerów przez pryzmat zmodowanej gry. Nie robię przez to twórcom żadnej ujmy, bo nie udaję, że gram w ich produkt.

Pierwsze podejścia do gry mogą być "poznawcze", wtedy obcuję z wizją jaką sobie developerzy wyśnili. Wtedy oceniam ich pracę i poznaję czym jest "prawdziwy" Morrowind/Oblivion/Skyrim. Wystawiam ocenę w metryczce i wiem gdzie postawić tę grę względem innych tytułów, według własnego gustu. Bo tak już mają ludzie, którzy odwiedzają fora takie ja to - mamy pierdolca na punkcie katalogowania kultury i wystawiania własnych rankingów. Ale jeżeli podchodzę do giery z trzecim, czwartym razem to nie robię już tego by "bawić się w recenzenta", tylko dla czystej przyjemności z gejmpleju/klimatu/świata. Dlaczego nie miałbym jej sobie polepszyć swoimi metodami, zwłaszcza jeżeli robię to we własnym, domowym zaciszu, nie udając przy tym, że gram w grę, który stworzyli twórcy.

Cytat:ale mnie nie przekonasz, że to coś innego niż odzieranie gry z jej pierwotnego charakteru i ingerowanie w historię.
Cytat:ale to już nie będzie oryginał; dziecko swoich czasów, ówczesnych pomysłów, tamtejszego "stanu psychicznego" artysty

Stary, no ale przecież to jest oczywista oczywistość. Nikt tutaj nie twierdzi, że mody nie niszczą wizji twórców, lub danej gry jako "dzieła kultury", takim jakie było zamierzone. Tak jak pisałem - jeżeli chcesz poznać grę na poziomie powiedzmy "kulturoznawczym", to masz od tego pierwsze podejścia. Ale przychodzi w końcu moment, gdy za grę zabieramy się tylko dla własnej przyjemności, nie udając, że obcujemy z "dzieckiem swoich czasów i owczesnych pomysłów". Zwłaszcza, że ocenianie gier/filmów/książek w ten sposób zawsze będzie tak ryzykowne i umowne jak wadliwa jest ludzka pamięć i wiedza.

Long Story Short: Grałem w niezmodowanego, czystego "Morrowinda". Spędziłem w nim od chuja godzin - więcej niż chyba w jakiejkolwiek innej grze singleplayer. Wiem jak wygląda, wiem jak był zamierzony i co chcieli nim osiągnąć twórcy, wiem jak prezentował się na tle innych gier z tamtego okresu i wiem jak wpisywał się krajobraz popkultury w roku, w którym został wydany. Wiem już to wszystko i nie muszę poznawać tego znowu, więc jeżeli sięgnę po Morrowinda dziś, to zrobię to z modami, by mi się grało fajniej.

A tak btw. - jeżeli już chcesz się bawić w tak abstrakcyjne koncepty jak niepokalana świętość twórczej wizji czy uszanowanie woli developerów, to trzeba też pamiętać, że wszystkie trzy ostatnie Elder Scrolls'y tworzone były z myślą o modach. Środowisko modderskie to nie był dodatek, to była integralna część gry, element "Elder Scrolls experience", które było zamierzone i do którego twórcy zachęcają.

Cytat:Równie dobrze mógłbyś domontować do Terminatora parę scen z dinozaurami, bo brakuje ci w nim scen z dinozaurami.

Piszesz jakby to było coś złego ;)

A cytat z Nagiego Luchu ma się do modów jak piernik do wiatraka z powodów, które wymieniłem wyżej. :)
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości