Filmy Disneya / Pixara
Zac Efron w sumie by pasował. Herkules widzi mi się jako wyrzeźbiony, zawadiacki taki trochę laluś.

Odpowiedz
Dlatego to mój faworyt


Odpowiedz
Bracia Russo zostali oficjalnie producentami. Dave Callahan napisze scenariusz ("Zombieland", "Niezniszczalni" czy nachodzące - WW2, Shang Chi i sequel Spider-verse)

https://www.hollywoodreporter.com/amp/heat-vision/hercules-live-action-remake-works-disney-shang-chi-writer-1292684?fbclid=IwAR3iUTBDejuQpHzpA15_3crYpKonwBPtlKfQrXo5ieAW0Ub28-9jLoFRCKo

Odpowiedz
Jednak live-action Herkules jest faktem...


(30-04-2020, 13:52)Pelivaron napisał(a): A nie uważasz, że Herkules to tak naprawdę jedyny sensowny film animowany DIsneya, który nadaje się na aktorską wersję? Bo wg mnie tak.

Nie. Siłą disneyowskiego Herkulesa była unikalna strona wizualna (która do dziś oszałamia) pełna kolorów i projektów Geralda Scarfe'a, a także zabawa postmodernizmem i ogólna zgrywa z kina sandałowego/mitologicznego. 

W live-action tego nie będzie i będzie casus podobny do Królów Lwów i Aladynów.

Sensowne filmy animowane nadające do tych live-action remake'ów to te mające milion lat typu Królewna Śnieżka i Miecz w kamieniu, gdzie fabuła jest dość szczątkowa i technologicznie było bardziej ubogo i widać po nich widoczne ślady ówczesnych norm kulturowych, które dzisiaj średnio przechodzą. Ewentualnie te filmy, które były słabe i mają rzeczy, gdzie faktycznie należy je poprawić. A Herkules do dziś świetnie wygląda i w sumie nie kojarzę jakichś kontrowersji społeczno-ideologicznych związanych z nim (jedynie burzyli się puryści od mitów greckich, że nie jest jak u Parandowskiego ;)).

Ale jak już powstaje ten nieszczęsny remake, to nie obraziłbym się, gdyby Danny deVito znów zagrał Fila :).

Odpowiedz
Zacznijmy od tego, że "Herkules" to jest top animacji Disneya, więc nawet jak remake dla odmiany nie będzie kupsztalem (a będzie) to i tak jest na przegranej pozycji.
For my ally is the Force, and a powerful ally it is.


Odpowiedz
Na przegranej pozycji w sensie, że nie spodoba się ludziom z naszego forum ale zarobi 1,6 miliarda dolarów jak remake Króla Lwa. Disney z pewnością już płacze z tego powodu.

Może ten remake stanie się odpowiednią okazją, bym się w końcu z disneyowskim Herkulesem zapoznał, choć trudno powiedzieć czy tak się stanie, bo Aladynowi się to nie udało.

Cytat:Sensowne filmy animowane nadające do tych live-action remake'ów to te mające milion lat typu Królewna Śnieżka i Miecz w kamieniu, gdzie fabuła jest dość szczątkowa i technologicznie było bardziej ubogo i widać po nich widoczne ślady ówczesnych norm kulturowych, które dzisiaj średnio przechodzą. Ewentualnie te filmy, które były słabe i mają rzeczy, gdzie faktycznie należy je poprawić.

Tak jak Dumbo, który flopnął w BO?

Sensowne jest robić remake jakiegoś słabego badziewia o którym nikt nie pamięta? Sorry, ale Disney to robi dla gór pieniędzy, które te remaki zgarniają, a najwięcej zgarniają te, które już w postaci animowanej były udane i popularne. Także cry all you want, póki ludzie to chcą oglądać, oni będą to robić bo jak najbardziej ma to sens.

I niech kręcą - jak dotąd wszystkie te rimejki jakie widziałem oglądało mi się lepiej niż oryginały.
AS FOR THE GOOD NEWS... THERE'S NO FUCKIN' GOOD NEWS
Nie interesuje mnie kino ogólnie, a jedynie filmy o tym, co mnie interesuje.
Recenzje filmów i komiksów

Odpowiedz
Cytat:Na przegranej pozycji w sensie, że nie spodoba się ludziom z naszego forum ale zarobi 1,6 miliarda dolarów jak remake Króla Lwa. Disney z pewnością już płacze z tego powodu.

No tak :P Chociaż nie spodziewam się cyferek "Króla Lwa" czy nawet "Aladyna". Animacja chyba nie była aż tak popularna. Ale pewnie i tak sporo zgarnie.

Cytat:Sensowne jest robić remake jakiegoś słabego badziewia o którym nikt nie pamięta?

Może czegoś co nikt nie pamięta to nie, ale już taki remake "Księgi Dżungli" aż tak złym pomysłem nie był. Popularna animacja która brzydko się zestarzała. Remake może jakiś zajebisty nie był, ale prędzej do niego wrócę niż do oryginału. Czego nie mogę powiedzieć o innych przeróbkach.
For my ally is the Force, and a powerful ally it is.


Odpowiedz
(01-05-2020, 10:56)Gieferg napisał(a): Tak jak Dumbo, który flopnął w BO?

Kopciuszek i wspomniana Księga dżungli jakoś nie flopnęły, mimo że materiały źródłowy był w wieku moich rodziców. I też w przeciwieństwie do obecnych remake'ów bezmyślnie ich nie kopiowały, miały jakiś pomysł na siebie i idea remake'owania miała sens.

Odpowiedz
https://www.filmweb.pl/news/%22Herkules%22+braci+Russo+nie+b%C4%99dzie+przesadnie+wiernym+remakiem-137658

Russo całkiem sensownie opowiadają jaki mają pomysł. Oby i stanęli za kamerą.

Odpowiedz
Na razie nic z tego nie wynika - nawet nie wiedzą, czy będzie to musical,jednocześnie mówiąc o ważnej roli muzyki (pewnie by nie odstraszyć przygłupów oczadzonych nostalgią :P). Technicznie live action Piękna i bestia i Król Lew też coś dawały od siebie. Choć chciałbym wierzyć, że Disney pozwoliłby braciom Russo na autorską wersję i całkowitą swobodę artystyczną, po tym jak dostał od nich najbardziej kasowy film wszechczasów.

Odpowiedz
Nowa zapowiedź "Co w duszy gra". Premiera w listopadzie.

Odpowiedz
Jeszcze a propos "Herkulesa", mojego najulubieńszego ze wszystkich animowanych filmów, to ja sobie robiłem nadzieję, że może uchowa się przed aktorskim rimejkiem. Jeśli dobrze kojarzę, to był jedyną disnejowską animacją z lat 90-tych, która nie została zbezczeszczona żadnym tanim sequelem prosto na VHS. No ale niestety, przed falą rimejków już się nie zdołał uchować.

Odpowiedz
Był film-kompilacja powiązany z animowanym serialem.
For my ally is the Force, and a powerful ally it is.


Odpowiedz
Bambi (1942)

Jejuniu, cóż za piękne tła. Zawsze gdy ktoś będzie się mi wymądrzal, że lata 90. były najlepszym okresem Disneya, to będę mu pokazywał dowolne ujęcie natury z "Bambiego" czy też "Fantazji". Jak dla mnie to lata 40. i 50. były najprawdziwszą esencją disneyowskiej magii. A sam film? Zestarzał się z niesamowitym wdziękiem. Jestem pod wrażeniem jak wiernie i detalistycznie został oddany ten las oraz te wszystkie zachowania zwierząt. Ogląda się to momentami niczym film przyrodniczy.

Na tenat słynnej śmierci mamy Bambiego wypłakano już wiele łez, zatem skupię się na tym jak świetnie został przedstawiony człowiek z perspektywy zwierząt. Absolutnie nie widzimy ani jednej jego części ciała, ani nawet cienia. Został tu przedstawiony niczym jakaś złowroga niewidzialna siła, a jedyne jego ślady są w postaci rozbitego obozowiska, psów myśliwskich czy odgłosów strzałów. Taki zabieg robi wrażenie i daje do myślenia. Swoją drogą, na Filmwebie wisi rewelacyjna interpretacja według której las ma odzwierciedlać losy mieszkańców Europy w trakcie IIWŚ. To wszystko ogólnie powoduje, że "Bambi" jest nie tyle co słodką bajeczką o ładnych zwierzątkach, ale i też dojrzałą historią o kontraście między dzieciństwem, a koszmarem świata zewnętrznego.

Jeszcze słówko odnośnie dubbingu. Od razu poznałem, że to dubbing wykonany już z początku wieku, ale słuchając tych piosenek to byłem przekonany, że wykorzystali jakieś archiwalne nagrania z poprzedniej werssji z 1961. A tu wchodzę w nazwiska wykonawców i jedyny podlinkowany na stronie urodzony w 1968 :) Chylę czoła nad tym, jak udało się Polakom zachować ducha piosenek sprzed dekad.

9/10
https://www.facebook.com/MialoBycSwiatlaKameraAkcjaAleNazwaBylaJuzUzywana/
- "Światła, kamera, akcja", czyli mój blog na FB, na którym dzielę się swoją milością do kina. Zapraszam do polubienia! ;)

Odpowiedz
(02-07-2020, 11:15)Kryst_007 napisał(a): Jejuniu, cóż za piękne tła. Zawsze gdy ktoś będzie się mi wymądrzal, że lata 90. były najlepszym okresem Disneya, to będę mu pokazywał dowolne ujęcie natury z "Bambiego" czy też "Fantazji". Jak dla mnie to lata 40. i 50. były najprawdziwszą esencją disneyowskiej magii. 

Mój ojciec będąc na Bambi w '61 roku opowiadał mi, że wtedy miał wrażenie widoku autentycznego lasu. Zresztą sam jestem zdania, że disneyowskie lata 40.-60. lepiej zestarzały się od dekady 90. No... może z wyjątkami...



Śpiąca królewna - Raz w gimnazjum/liceum widziałem z siostrą oglądając z ściągniętego z netu ripa z drugim polskim dubbingiem. Ogólnie podobało nam się, choć ja osobiście miałem parę zarzutów. 

Teraz zdecydowałem się obejrzeć, ale tym razem w oryginalnej wersji językowej, tj. angielskiej (planuję obejrzeć niektóre stare animacje Disneya w oryginale, by w razie czego mieć oręż z krytykantami oglądającymi dupą i papugującymi goebbelsowskie kłamstwa nt. Disneya). W skrócie  - oszałamiająca strona wizualna i słaby scenariusz.

Warto wspomnieć, że Aurora wbrew tytułowi nie jest główną bohaterką. Cały film opowiedziany jest z perspektywy wróżek i one są motorem napędzającym scenariusz. I właściwie one pomagają księciu-wybawicielowi, który ciągle daje się złapać i gdyby nie one to skończyłby jako kościotrup w lochu. Dodatkowo krytykują ideę aranżowanego małżeństwa. Więc z tego punktu widzenia jest profeministyczny. A dorosła Aurora pojawia się w 1/5 filmu i jej rola jest wybitnie drugoplanowa i ogranicza się do śpiewania i spania w wyrku. Ale cóż, młoda lala lepiej się prezentuje marketingowo niż stare Grażyny.

I film można pochwalić za jedno. Aurora ma OBU rodziców i mało tego - oboje dożywają do końca filmu. Swoją drogą teksty, że Disney unikał postaci matek w swych animacjach to też kłamstwo powtarzane tysiąc razy i jeżeli z którejś animacji nie było matki, to wynikało z materiałów źródłowych, na których były oparte. A w baśniowym oryginale śpiąca królewna ma obu rodziców.

I brawa dla twórców, że pokazali krew z rany przebitej mieczem. Niby lata 50. były purytańskie i dyszały kodeksem Haysa, ale jakoś potrafili pokazać krew (co w latach 80. ludzie dostaliby palpitacji serca). Oraz to, że dwójka pozytywnych postaci urządza sobie popijawę, a jeden statysta zatacza się pod stołem - dzisiaj to na pewno ktoś w Disneyu złapałby się za głowę. 

Wspominałem o animacji. Początek z ludźmi udającymi się do królewskiego zamku pełen poszczególnych planów, osobnych ruchach każdej postaci, która ma swój w miarę indywidualny wygląd. Albo wizualizacje wróżkowych prezentów. Albo scena jak Diabolina odpiera atak królewskiej straży, ze zbliżeniami na twarze strażników (taki montaż bardziej charakteryzuje późniejsze dekady) - to powoduje opad szczęki i zdobywa dodatkowe propsy za to, że powstało to przed czasami komputerów. Ten film to szczytowe osiągnięcie ówczesnej amerykańskiej animacji. 

Udało się też wiernie odtworzyć średniowieczny klimat poprzez stylizację na ówczesne ryciny i miniatury i widać, że starano się oddać wiernie realia epoki (choć historycy będą marudzić, że większość strojów i zbroi nie pochodzi z XIV wieku ;)).

Trochę zarzutów miałbym do projektów postaci i sporo z nich ma wybałuszone oczy jak u jakiegoś ćpuna. No i Aurora na 16-latkę nie wygląda, a jej rodzice Aurory się nie postarzeli o jotę (no dobra, w średniowieczu to bardzo młodo brano ślub), no ale to bolączka wielu animacji.

Szkoda, że taka dobra animacja okraszona została pretekstową fabułą.

Zacznę od tego, że postacie są kretynami. Klątwa na Aurorę pojawiła się tylko dlatego, bo jedna Grażyna nie potrafiła trzymać jęzora za zębami. Może Maleficent lub po polsku - Diabolina (zjeba należy się polskiemu tłumaczeniu zarówno z 1962 roku jak i z 1995 roku, za translację Maleficent jako... Czarownicy) by się nabrała na gadkę, że posłaniec dał dupy, bo sama też lotna nie jest. Dobrze, że Diabolina to nie jakiś warlord szukający pretekstu do najechania kraju Stefana :P.

Potem wróżki naraziły się na ujawnienie się szpiegującemu krukowi Diaboliny. Ich indolencja w pieczeniu i szycia bardzo boli i można tłumaczyć, że były uzależnione od magii. Ale na Boga, miały na to 16 lat - tyle to by się nauczyły. I w ostatnim momencie zostawiają ją samą w komnacie, co wykorzystała Diabolina (tu akurat mają za złe sobie, że spieprzyły sprawę w najgorszym momencie)

O ile Diabolina ma świetny design i jest znakomicie zagrana przez Eleanor Audley, tak jej motywacja jest debilna. Zamierza zmarnować 16 lat życia na zabicie jakiegoś dzieciaka, bo nie została zaproszona na imprezę. Co ona, 5-latka? W bajce Perraulta (i Grimmów) jej protoplastka rzuciła zły urok z nastawieniem "radźcie sami, to już nie moja sprawa" i tyle ją widziano.

Nostalgia Critic w swej recenzji Księżniczki łabędzi krytykował czarny charakter za durny nieprzemyślany plan. Diabolina jest nie lepsza - każe swym pachołom szukać Aurory przez 16 lat, jednak nie doprecyzowała, że wraz z wiekiem rośnie. Oczywiście opierdziel dostają pachoły, które posłusznie wykonywały swe rozkazy (te wszystkie szowinistyczne żarty o kobiecym braku precyzyjnych wypowiedzi :P). Zresztą skąd Diabolina wie jak wygląda dorosła Aurora, skoro ta żyła w kompletnym ukryciu i znowu - opis "ma złote włosy i usta jak róża" jest MEGA OGÓLNY i podejrzewam, że taki wygląd w Europie to nie ewenement.

Wróżki choć popełniają durne decyzje, to w przeciwieństwie do Czarownicy nie jest to tak bolesne. I mimo wszystko są sympatyczne i mają swój urok

Za to główna para gołąbeczków - ło jezu. Aurora nie ma żadnego charakteru i potwierdza te stereotypy o animowanym księżniczkach jako nudnych i bezpłciowych postaciach śpiewających piosenki ze zwierzątkami. Kopciuszek czy Śnieżka to chociaż coś robiły i miały trochę osobowości. Filip jest progresem w stosunku do królewicza z Kopciuszka, ale wciąż to mdły patafian. W dodatku niby on jest tym aktywnym, ale w praktyce wciąż dostaje do dupie i defacto wróżki odwalają za niego całą robotę (gdyby film dzisiaj postał w niezmienionym kształcie, anty-SJW dostaliby palpitacji serca :)). O tym jak te postacie są żadne, świadczy to zarówno Aurora jak i Filip przez drugą połowę filmu nie wypowiadają ani słowa.

Film po zawiązaniu akcji to zapychacz po zapychaczu i w stosunku do poprzednich animacji Disneya mam wrażenie, że tu się dzieje bardzo mało i wydarzenia są zbyt rozciągnięte.

Tu mój nitpick - wróżki mówią, że ich magia czyni tylko dobro i nie można zmienić Diaboliny np. w żabę i zakończyć temat, ale Niezabudka jest w stanie zmienić w kruka w kamień i z pomocą magii Filip zabija smoka.    

Szkoda, że Disney wolał bawić w beznadziejną Czarownicę zamiast pełnoprawnego remake'u animacji. Bo w tym przypadku aktorski remake byłby jak najbardziej zasadny.

5/10

Odpowiedz
(02-08-2020, 23:24)OGPUEE napisał(a): co w latach 80. ludzie dostaliby palpitacji serca

eeee?
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Nie "eeee?", tylko tak. Przynajmniej jeśli chodzi o amerykańskie animacje. W latach 80. przecież były aktywne te wszystkie stowarzyszenia soccer moms domagające łagodniejszego contentu dla dzieci. W animowanych serialach telewizyjnych musiały być te końcowe morały, broń to tylko jakieś lasery, a o choćby strużce krwi zapomnij. W produkcjach kinowych było nieco luźniej, ale przypominam, że Black Cauldron odniósł spektakularną porażkę i rodzice masowo słali skargi do Disneya, że "ich bombelek miał traumę". I ogólnie te wszystkie mroczniejsze produkcje Disneya z lat 80. były porażkami finansowymi. 

Zresztą jak czytam anglojęzyczne komentarze, że sceny śmierci w Księdze Dżungli Sommersa ich przerażały w dzieciństwie (kiedy ja katowałem ten film na VHSie za młodu, bez jakichkolwiek oznak strachu), to coś musi być na rzeczy. Amerykanie zawsze byli przewrażliwieni, tylko akcenty rozkładały się inaczej.

Odpowiedz
(03-08-2020, 10:05)OGPUEE napisał(a): W latach 80. przecież były aktywne te wszystkie stowarzyszenia soccer moms domagające łagodniejszego contentu dla dzieci. W animowanych serialach telewizyjnych musiały być te końcowe morały, broń to tylko jakieś lasery, a o choćby strużce krwi zapomnij.

A więc stąd te do bólu edukacyjne wstawki na końcu każdego odcinka "Inspektora Gadżeta" :D
https://www.facebook.com/MialoBycSwiatlaKameraAkcjaAleNazwaBylaJuzUzywana/
- "Światła, kamera, akcja", czyli mój blog na FB, na którym dzielę się swoją milością do kina. Zapraszam do polubienia! ;)

Odpowiedz
I postacie typu Smerf Maruda.

Te morały też wynikały z tego, jak czytałem, że większość kreskówek wtedy było bezwstydnymi reklamami zabawek, więc twórcy musieli czymś przekabacić marudzących na to dorosłych (co w tym przypadku ich marudzenie było zasadne).

Odpowiedz
(03-08-2020, 10:05)OGPUEE napisał(a): Nie "eeee?", tylko tak. Przynajmniej jeśli chodzi o amerykańskie animacje.

Lata 80. to po 70. najkrwawsza dekada w amerykańskim kinie. Nie bez kozery wtedy narodziło się PG13. A jeśli chodzi o animacje, to mogły sobie powstawać stowarzyszenia, ale to właśnie wtedy powstało kilka wyjątkowo mrocznych i dojrzałych bajek (nie tylko Disneya). Więc naprawdę nie wiem skąd wzięły Ci sie te lata 80. - no chyba, że chodzi o XXI wiek, ale to wtedy jesteś jasnowidzem.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Seriale Disneya OGPUEE 144 20,691 08-05-2020, 20:19
Ostatni post: Lawrence
  Filmy Dona Blutha OGPUEE 10 2,315 22-09-2019, 18:28
Ostatni post: OGPUEE
  UP czyli kolejne niesamowite dzieło PIXARA? Danus 76 13,846 09-06-2019, 11:26
Ostatni post: Pehov
  Krótkometrażówki Pixara! Maik 5 2,693 11-05-2019, 14:02
Ostatni post: Pehov
  The Good Dinosaur (2015) - Dinuś od Pixara Lawrence 22 8,494 30-07-2016, 11:54
Ostatni post: Mierzwiak
  Filmy Suzie Templeton Negrin 2 2,069 27-02-2008, 15:16
Ostatni post: Mefisto



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości