Ankieta: Jak oceniasz "Ghost in the Shell"?
10/10
9/10
8/10
7/10
6/10
5/10
4/10
3/10
2/10
1/10
[Wyniki ankiety]
 
Uwaga: To jest publiczna ankieta, więc każdy może zobaczyć na co zagłosowano.





Ghost in The Shell (2017)
Co zrobili lepiej? W kontekście zarzutów o whitewashing tylko strzelili sobie tą fabułą w stopę. Mogli z tego wybrnąć, no ale skoro mieli dokładnie zero pomysłów na ugryzienie pytań o naturę człowieczeństwa, to nie spodziewałbym się że powiedzą coś w kwestii tożsamości rasowej. No ale miasto! Hologramy! Wnętrza!

(24-04-2017, 10:30)Negatywny napisał(a): No i albo 100% uwagi jest skupione na scenografii a nie na postaciach, albo wszystko jest dopowiedziane do przesady...
Żenujące prostactwo i łopatologia tego scenariusza nie wykluczają, ale potwierdzają skupienie się nie na tym co trzeba. Jakie albo albo?

Odpowiedz
Akurat Murphy to sympatyczny gość od samego początku filmu, a krótkie flashbacki pomagają to tylko ucementować. W ogóle jak na brutalny sci-fi akcyjniak z lat 80 cały wątek utraty i poszukiwania tożsamości jest poprowadzony dużo zgrabniej i subtelniej niż w GitS.
http://huntersky.deviantart.com
''WHATTUP, BIOTCH!" - Harrison Ford

Odpowiedz
(24-04-2017, 10:39)Mierzwiak napisał(a): Co zrobili lepiej? W kontekście zarzutów o whitewashing tylko strzelili sobie tą fabułą w stopę.

A kogo to obchodzi poza kampusami w kaliforni?

(24-04-2017, 10:39)Mierzwiak napisał(a): Mogli z tego wybrnąć, no ale skoro mieli dokładnie zero pomysłów na ugryzienie pytań o naturę człowieczeństwa, to nie spodziewałbym się że powiedzą coś w kwestii tożsamości rasowej.

A co powiedział oryginalny GITS czego ten nie powiedział?

(24-04-2017, 10:39)Mierzwiak napisał(a): Żenujące prostactwo i łopatologia tego scenariusza nie wykluczają, ale potwierdzają skupienie się nie na tym co trzeba.

No ja rozumiem, że prostactwo i łopatologia, bo na końcu filmu padają dwa zdania, które wprost mówią o co chodzi i nie jest to szczególnie potrzebne, ale też jest to łącznie jakieś 30 sekund filmu. Poza tym jest jeszcze jakieś problem z tym scenariuszem?
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.

Odpowiedz
(24-04-2017, 10:50)Negatywny napisał(a): A kogo to obchodzi poza kampusami w kaliforni?
Mnie, bo tak jak napisałem mimo strzału w stopę jednocześnie trafili na temat znacznie ciekawszy od oryginału. On tam jest, podany jak na tacy, a twórcy po prostu przeszli obok zupełnie go ignorując. Ale co tam treść, są hologramy i kolorki.

Cytat:A co powiedział oryginalny GITS czego ten nie powiedział?
Powtarzam: wady i ułomności oryginału nie są taryfą ulgową dla kolejnych adaptacji, zwłaszcza gdy była okazja zrobić coś ciekawego i z niej nie skorzystano.

Cytat:Poza tym jest jeszcze jakieś problem z tym scenariuszem?
To że każe mi się przejmować miłością i rozdzieleniem pary której nigdy nie widziałem na oczy.

Odpowiedz
(24-04-2017, 11:05)Mierzwiak napisał(a): Mnie, bo tak jak napisałem mimo strzału w stopę jednocześnie trafili na temat znacznie ciekawszy od oryginału.

Tym super ciekawym tematem jest przeniesienie mózgu azjatki do ciała białaski? 0_o

(24-04-2017, 11:05)Mierzwiak napisał(a): Powtarzam: wady i ułomności oryginału nie są taryfą ulgową dla kolejnych adaptacji, zwłaszcza gdy była okazja zrobić coś ciekawego i z niej nie skorzystano.

No spoko, tylko, że powiedziałbym, że to bardzo nieobiektywna krytyka, skoro oczekiwałeś od nowego GITSa, że będzie lepszy od ponoć kultowego pierwowzoru i powie jakieś niewiadomoco w wyeksploatowanym okrutnie od 30 lat temacie.

Nowy GITs porusza chyba wszystkie te wątki, które poruszał pierwszy GITs, bardziej skupiając się na głównej bohaterce, co było zdecydowanie dobrym posunięciem. To absolutnie wystarczy do dobrej ekranizacji.

(24-04-2017, 11:05)Mierzwiak napisał(a): To że każe mi się przejmować miłością i rozdzieleniem pary której nigdy nie widziałem na oczy.

Moim zdaniem nie każe. Nawet nie wiem czy mamy jakąkolwiek pewność, że byli czymś więcej poza znajomymi wewnątrz jakiejś hipsterskiej komuny. Nie pamiętam(/nie zauważyłem), żeby film sugerował coś więcej, a sama Major w ogóle nie działa w kontekście ich przeszłych relacji.
Moim zdaniem cała relacja jaka się między nimi rodzi pokazana jest w filmie, a wynika z podobnej sytuacji w której się znaleźli obecnie. Major nie traktuje Kuze jako swojego kochanka or whatever, traktuje go jak kolesia z którym ma dużo wspólnego, którego rozumie i któremu współczuje, a to że mają wspólny background co najwyżej ułatwia jej zaufanie mu. No i w końcu w finale kiedy dokonują różnych wyborów ich drogi rozchodzą się bez większego żalu i pretensji.

For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.

Odpowiedz
(24-04-2017, 11:18)Negatywny napisał(a): Tym super ciekawym tematem jest przeniesienie mózgu azjatki do ciała białaski? 0_o
Dokładnie tak i - uważaj - nie jest to wyeksploatowanym okrutnie od 30 lat tematem.

Cytat:bardziej skupiając się na głównej bohaterce
Która jest w kurcze pieczone nudna i nieciekawa, a jej wątek to wałkowane pierdyliard razy odkrycie "szokującej" prawdy o tym jaką to krzywdę wyrządziła jej wielka korporacja. Ziew.

Cytat:Nie pamiętam(/nie zauważyłem), żeby film sugerował coś więcej
Jeśli dobrze pamiętam bo było tam wydrapane serce z ich imionami czy coś w ten deseń?

Odpowiedz
(24-04-2017, 11:29)Mierzwiak napisał(a): Dokładnie tak i - uważaj - nie jest to wyeksploatowanym okrutnie od 30 lat tematem.

No ok, powiedzmy że rozumiem ten punkt widzenia, ale nie zgadzam się całkowicie i widzę tu materiał na max irański dramat do pokazania na festiwalu członkom własnej rodziny ;)

Ewentualnie na skecz dla davea chapelle...

(24-04-2017, 11:29)Mierzwiak napisał(a): Która jest w kurcze pieczone nudna i nieciekawa

Bo ja wiem, a czego się spodziewałeś po robocie? :) Jest dwa razy bardziej interesującą i rozwiniętą postacią niż w oryginale.

(24-04-2017, 11:29)Mierzwiak napisał(a): a jej wątek to wałkowane pierdyliard razy odkrycie "szokującej" prawdy o tym jaką to krzywdę wyrządziła jej wielka korporacja. Ziew.

Ja tam lubię kawałki które już znam :) Na obronę powiem, że ten znany i lubiany schemat jest fajnie poprowadzony. Przede wszystkim na plus jest początkowe zachowanie Major, która totalnie akceptuje swoją sytuację i stara się ignorować wszystkie wątpliwości, traktując siebie całkowicie jak bezdusznego robota. That was kinda cool.

(24-04-2017, 11:29)Mierzwiak napisał(a): Jeśli dobrze pamiętam bo było tam wydrapane serce z ich imionami czy coś w ten deseń?

Nie pamiętam serca, ale nawet jeśli było to Kuze i Major nie pamiętają, że cokolwiek więcej ich łączyło.
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.

Odpowiedz
Scenariuszowo to kopiuj-wklej z podręcznika traktującego o klasyce cyberpunku (która w obecnych czasach jest już tylko utartym schematem). Wtórny wobec (przecenianego) oryginału, aczkolwiek w kilku aspektach go przerasta, inaczej akcentuje pewne wątki, znowu inne, te ciekawsze, ledwie sugeruje. Bądz co badz jednak, styl wizualny, klimat, niespieszne tempo, solidna reżyseria, muzyka, pierwszy i drugi akt idące nieco pod prąd Hollywoodu - to wszystko robi robotę i moze się podobać. Angaż Takeshiego Kitano również. Replay value też jakiś tam jest, więc z pewnością za kilka miesięcy do GitS wrócę.

Szczerze to spodziewałem się raczej padaki, a jestem pozytywnie zaskoczony. Na pewno mam większą ochotę na powtórkę remake'u niż odświeżanie oryginału, z którego dzisiaj został już tylko soundtrack (mistrzowski) i scena ze spider-tankiem (twórcy remake'u nawet nie próbowali podnosić rękawicy, odtwarzając tę sekwencję).

Odpowiedz
Ktoś tu obejrzał wersję koreańską? ;)
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Nie, byłem w kinie, ze znajomymi mangozjebami, i nie płaciłem za bilet. ;)

Odpowiedz
Dopiero teraz zajarzyłem, że przecież ciągle to grają ;)
Co nie zmienia faktu, że koreański sklep udostępnił.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Przeciętny film z bardzo ładną stroną wizualną. Te koncepty graficzne otoczenia/technologii były jedyną rzeczą, która zrobiła na mnie wrażenie.

Scarlett była nijaka, w "Lucy" grała to samo, ale lepiej. Zresztą ona chyba ponad jakiś tam standardowy poziom nie jest w stanie się wybić. Dialogi koszmarnie słabe, tona ekspozycji, spłaszczanie filozofii i wręcz wbijanie jej młotkiem widzowi do głowy, który już dawno wie o co chodzi.

Paradoksalnie nawet akcja była lepiej zrobiona w anime. Scena z czołgiem cienizna. Muzycznie jednak nie ma szału. Oryginał bije to to pod każdym względem. Taki chaotyczny misz-masz na 7-/10 (bo mimo wszystko lepszy taki film, niż kolejny taśmowy przeciętniak od MCU).
You can't reason someone out of a position, they didn't reason themselves into.

Odpowiedz
Anime stoi u mnie na półce ponad 15 lat. Do tej pory nie obejrzałem. I teraz to się chyba zmieni, po obejrzeniu filmu, który jest całkiem dobry. Historia wciąga, wizualnie świetne, muzyka też przyjemna.
W kontekście, że pierwowzór jest rzekomo lepszy i ciekawszy, tym chętniej po niego sięgnę, żeby porównać.
Do czego mogę się przyczepić? Chyba tylko do finałowej sceny, która była dosyć tandetna.

7/10
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Nerdwriter jak zwykle w punkt:


Odpowiedz
Najbardziej zdumiewające było to. że wiedząc jakie kontrowersję wzbudzi casting Scarlett oni i tak zrobili jej pierwowzór Azjatką. Co za głupi ludzie.

I wielka szkoda, że soundtracku jak nie było tak nie ma, bo muzyla była świetna.

Odpowiedz
Przebrnąłem w miarę bezboleśnie, ale chyba główną zaletą tego filmu jest to, że w przeciwieństwie do wielu innych nie robił się wraz z upływem czasu coraz gorszy i bardziej irytujący. Ogólnie brak tu wizualnego stylu, który mógłby zdziałać cuda i sprawić, że nawet przy dokładnie tym samym scenariuszu chciałoby się do tego wracać - niestety wszelkie próby podrabiania klimatu Blade Runnera wychodzą nijako i mdło, w sumie wszystko tu jest takie mdłe i bez wyrazu (a na dobitkę AR który tylko wzmaga poczucie taniej telewizyjności). Okazjonalnie dowalą jakąś głupotą jak scena z samopowieszeniem się, a ogólnie trzyma toto taki sam średniutki poziom od początku do końca i wylatuje z pamięci z chwilą gdy na ekranie pojawiają się napisy końcowe. No nic, może Alicie się uda to, co tutaj nie wypaliło.

5/10

PS> zamiast zrobić z WIncotta głównego złego dali go do epizodu. What's wrong with you, people?
Nie interesuje mnie kino ogólnie, a jedynie filmy o tym, co mnie interesuje.
-------------------------------------------------------------
Pisanina archiwalna - fantasy/sf

Odpowiedz
Film dostał nagrodę Hollywood Professional Association za najlepszą korekcję barwną.

Odpowiedz
(11-12-2017, 19:02)Mierzwiak napisał(a): Film dostał nagrodę Hollywood Professional Association za najlepszą korekcję barwną.

Z żółtej na białą? #suchar ;)
"Wake the fuck up, Samurai. We have a city to burn."

Profil Letterboxd

Odpowiedz
A wiecie, że M. Wincotta nawet nie dali w napisach? Jakiś nonsens. W "Westworldzie" chyba też go ominęli.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Valerian and the City of a Thousand Planets (2017) (Reż. Luc Besson) Lawrence 266 25,184 25-09-2018, 20:51
Ostatni post: Krismeister
  Ghost Rider (temat ogólny) military 61 12,275 13-05-2014, 19:04
Ostatni post: shamar



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości