God of War
#1
Serio, ta gra nie ma własnego tematu?!

Przyznam się, że nie grałem w starsze odsłony części. Nawet jeśli motyw bogów i głównego bohatera całkiem mnie zaciekawił to nie przepadam za tego typu rozgrywką. Za to nowy "God of War" od początku wyglądał baardzo ciekawie, co prawda miałem spore wątpliwości czy zamiast niego nie zagrać w Kingdom Come Deliverenc czy nowego Tormenta, ale ostatecznie zdecydowałem się na nowe przygody Kratosa, gry jeszcze nie skończyłem, ale już teraz mogę powiedzieć, że jest znakomicie.

Wiem, że niektórzy już grali, niektórzy zapewne nie (i tym radzę jak najszybciej się zabrać), kilka luźnych uwag:

- przejrzałem dokładnie historie Kratosa, obejrzałem parę filmików i przeczytałem parę tekstów więc wiem kim jest i co zwojował, ta wiedza absolutnie wystarczy. Nowy GoW bardzo subtelnie odnosi się do przeszłości Kratosa, nie ignoruje jej a wszystkie te doświadczenia, zbrodnie, krzywdy etc są widoczne w głównym bohaterze, nie licząc Geralta i Joela nie pamiętam drugiego takiego bohatera którego niesamowity bagaż doświadczeń byłby odczuwalny w każdym geście, zdaniu i wykonywanej czynności.

- relacja Kratos-Arteus to bardzo mocna część gry, nie jest oczywiście tak świetna jak ta między bohaterami "The Last of Us", ale nie miała prawa taka być. Największy plus to tony tekstu, Arteus nie zamyka się nawet na chwilę ciągle komentując, pytając czy kłócąc się z ojcem. Kratos jest oczywiście małomównym i mało przyjemnym tatusiem, ale ich relacja jest jak najbardziej naturalna i ciekawa, już po ponad 10 godzinach gry widać, że trochę się zmieniło w ich stosunkach. Arteus ma papiery na najbardziej wnerwiającego dzieciaka w grach, ale póki co świetnie się broni, po za masą pytań jest bardzo pożyteczny, popisuje się wiedzą oraz potrafi kąśliwie komentować zachowanie ojca, a przy tym ciągle pozostaje dzieckiem, ufnym, lekkomyślnym, rządnym przygód, przekonanym o tym, że świat dzieli się na tych dobrych i tych złych co w fajny, acz mało odkrywczy, sposób koliduje z pesymizmem ojca. 

- cała gra jest na "jednym ujęciu" i nie licząc wczytywania nie ma tutaj ŻADNYCH loadingów i to jest rzecz absolutnie piękna. Znakomicie zrobiono bardzo płynne przejścia od cut-scenek do gry, przejścia między światami, pod tym względem to prawdopodobnie najbardziej płynna gra jaka powstała. Zachwyca to tym bardziej, że od strony technicznej ten tytuł praktycznie nie ma wad. Animacje, modele i fizyka to jest coś niesamowitego, GoW (podobnie jak chyba każdy eks na PS4) również ma bardzo filmowe momenty, objawia się to zwłaszcza przy scenach walki które zachwycają złożonością i choreografią (starcie z  Nieznajomym to małe dzieło sztuki) , poziom jest też utrzymany przy spokojniejszych sekwencjach (tutaj ważną rolę pełni świetna muzyka).
Świat  jest przepiękny, doskonale wykonany i zaprojektowany, póki co odwiedziłem dwa światy i w każdym jest masa rzeczy do roboty, przede wszystkim zbieranie różnych artefaktów, skrzynek etc. nawet przyjemnie się to wykonuje, zwłaszcza, że wszystko co znajdziemy daje jakieś bonusy.


- o walce każdy już powiedział co było do powiedzenia. Nie jest może szczególnie trudna, ale jest cholernie przyjemna, rozwój postaci jest zauważalny, walczy się dynamicznie i brutalnie, starcie ze
robi duże wrażenie. Miłym urozmaiceniem są różnorakie zagadki logiczne i układanki, nie szczególnie trudne, ale dzięki sensownemu podziałowi czasu na eksploracje, dialogi, zagadki i walkę żadna czynność nie nuży nawet na moment.



- a teraz jedyna (!) wada jaką wyłapałem, rzecz która strasznie mnie denerwuje i której absolutnie nie rozumiem. Korytarzowe lokacje i niewidzialne ściany. Kurde, czuje się jakbym znowu grał w Wiedźmina 2! Nie oczekiwałem sandboxa, nawet dobrze, że GoW nim nie jest. Nie podoba mi się jednak, że Kratos nie może wskoczyć na 90% kamieni/półek skalnych, nie może wysiąść na prawie żadnej plaży (na której według wszelkich prawideł wysiąść powinien), straszliwie irytuje mnie kiedy widzę jakieś miejsce, ścieżkę, znajdźke, ale żeby do niej dojść muszę nabić kilometrów chociaż wystarczyłoby przeskoczyć przez murek niższy od Arteusa. Niestety, ekipa Barloga poblokowała świat w najgorszy możliwy sposób, poprzez niewidzialne ściany i żenujące blokady z cyklu bloku skalnego potężniejszego od naszego boga wojny. Może duperela, ale biorąc pod uwagę, że mamy rok 2018 - bardzo denerwująca. Serio, jestem pewien, że dało się ten świat ograniczyć jakoś inaczej.




Gra jest jednak póki co super, wreszcie coś w co ostro się wciągnąłem. Będąc monotematycznym - Sony w grach rządzi i dzieli a ludzie którzy wybrali One zamiast PS lub są zwolennikami komputerów i gardzą konsolami tracą duuużo, bardzo dużo.

Odpowiedz
#2
Jest temat, więc się krótko wypowiem, bo chyba kończę tę grę. Najgorsza gra w jaką grałem w życiu. "Arkham Knight" postawił poprzeczkę wysoko, ale "God of War" z łatwością ją przeskoczył. I to nie jest oczywiście analityczna opinia, w której będę wymieniał wady i zalety. To całościowe wrażenie, a przede wszystkim, ostateczne podsumowanie chorych ilości frustracji, jakie to gówno mi zafundowało. Myślałem, że ostatnia część gier z Batmanem i jej absurdalne przekształcenie w wojnę czołgów z batmobilem było szczytowym osiągnięciem idiotyzmów w branży gier. Jednak się myliłem.

Czym jest dla mnie "God of War"? Grą z najgorzej dobranym poziomem trudności w historii moich przygód z tym medium. Przez sporą część jest tutaj lekka walka, która jednak nagle przeradza się w coś chyba zbliżonego do tych cudów serwowanych w serii "Dark Souls". I nie mówię tutaj o jakichś starciach z bossami, bo z tymi nie kojarzę, żebym miał jakikolwiek problem. Przeciwnie, one są schematyczne i łatwe. Rzeźnia trafia się bez powodu, w przypadkowej lokacji, czasami podczas eksploracji po już zaliczonych miejscach. Koszmar. Tym bardziej, że za śmierć często można winić jakieś wariactwa mechaniki, jak uciekająca kamera, czy unik zrobiony w złym kierunku. Najgorsza przypadłość gier, jaka istnieje.

Jest tu też trochę sytuacji mocno niejasnych. Jakieś etapy z czymś na wzór zagadek logicznych. Nie jest to specjalnie trudne, ale bywa nieczytelne, a do tego nudne. Tutaj też wspomnę o kuriozalnych znajdźkach. Niestety zawsze w grach mam jakieś głupie parcie na ten element. Strasznie tego żałuję, ale no mam tak. W GoW jest to taka najgorsza wersja. Czyli sporo pierdół, które nie mają żadnego znaczenia, a zdobywa się je "bo tak". W dodatku oczywiście nie da się tego zrobić od razu, tylko trzeba wracać do lokacji po 3 razy. Sztuczne wydłużanie rozgrywki. Fatalne.

Ten słynny motyw "jednego ujęcia" to coś totalnie nieistotnego. Kompletnie. Pewnie gdyby nie to, że dużo się o tym mówiło,. to bym nawet nie zwrócił uwagi. Jaki to miało cel? Nie wiem. Tym bardziej, że zgony idą tu w setki. Więc nie ma mowy o braku ekranów ładowania. Dobry żart. Mam wrażenie, że miewałem sesje, gdzie te ekrany właśnie, oglądałem częściej, niż uczestniczyłem w rozgrywce.

Z uczciwości oczywiście dodaję, że ładna jest tu grafika. Światy są różnorodne, stylowe. Aktorstwo (grałem w oryginale) jest spoko. Kratos to kozak. Jednak już fabuła to jakaś żenada. Chociaż może inaczej. To, co się dzieje to tam ok. Punkt wyjścia i powód wyruszenia w misję bohaterów, to jakiś absurd. Serio nie dało się wymyślić czegokolwiek lepszego? Ale serio - czegokolwiek.

Dawno żadna gra mnie tak nie wykończyła. Chyba nieprędko coś odpalę. O ile w ogóle jeszcze. Mam dość.
.

Odpowiedz
#3
Dla mnie to była fenomenalna przygoda, w której wszystko było dopięte na ostatni guzik. Bardzo podobało mi się też odejście od konwencji poprzednich części, z których ukończyłem tylko jedynkę, a dwójkę i trójkę jedynie rozgrzebałem i odpadłem zanudzony na śmierć gdzieś w połowie.

Czekam na sequel (oby był tytułem bliżej startu nowej generacji), bo to była jedna z przyjemniejszych platynek i chcę daleszej części tej historii.
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
#4
Podoba mi się ten rozstrzał ocen. Mimo wszystko trzeba przyznać, że gra jest jakaś.

Dla mnie chyba growe rozczarowanie życia (no dobra, razem z Falloutem 3), bo uwielbiałem serię i choć muszę przyznać, że już przy Ascension formula się wyczerpała, to kierunek w którym Balrog poprowadził sequel, był mi kompletnie nie po drodze. Z fantastycznie zwięzłej formy poprzednich części przeszli do nijakiego klona gier Ubi. Tony bezsensownych znajdziek? Check. Powierzchowny system RPG? Check. Backtracking na każdym kroku? Jest. Ostrza Ateny? Nie ma :( Bo to co tam się potem pojawia to nie są Ostrza Ateny, chyba że ostrza przeszły kryzys wieku średniego i borykają się z impotencją. Już lepiej było ich nie dawać.

Do tego odejście od statycznej kamery, która była wizytówką serii i ta popisówa z robieniem gry bez cięć. I jeszcze na dodatek jedyna walka z bossem, która może się równać z tymi z dwójki czy trójki na miejsce w przydługim tutorialu.

Dalej też twierdzę, mimo że cały wątek jest napisany sprawnie, że Kratos udzielający lekcji anger managementu to jawny trolling twórców :)

Odpowiedz
#5
Grałem w 1 i 2. Lubiłem te gry. Miały kulawą mechanik i były momentami toporne, ale to trochę efekt daty produkcji. Może powinienem iść dalej z serią, zamiast rzucać się na tę ostatnią część. Nie wiem. Chciałem napisać coś konstruktywnego jeszcze, ale właśnie zginąłem po raz pewnie 40 podczas jakiejś przypadkowej walki z kilkoma stworkami, więc mam dość :-D Dodam, że chwilę wcześniej za drugim podejściem ubiłem walkirię i bossa. Chociaż te bossy w GoW to trochę żart. Nie ma tu mowy o tej skali, co w dwójce.
.

Odpowiedz
#6
Mechanika walki też mi nie siadła, chociaż sam topór miał momenty i potrafił dawać wiele satysfakcji. Zwłaszcza to przyzywanie a'la Thor.

Przez tą cholerną kamerę znad ramienia często traciłem orientację i tak jak u ciebie w walki wkradał się chaos co nie zdarzało się w poprzednich częściach gdzie na pole walki miałem zawsze czysty widok

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości