Inglourious Basterds (2009)
Korzystając z promocji w MM zgarnąłem Bękarty za 25 zeta i w końcu zebrałem się do drugiego seansu.

Powtórka niby udana, ale to (podobnie jak Django) wciąż jeden z tych słabszych filmów Tarantino. Dwie najlepsze sceny - otwierająca i pogawędka w barze w piwnicy aż nazbyt wyraźnie wyprzedzają całą resztę. Najsłabsze z tego wszystkiego jest z kolei zakończenie - napisane na odwal się, bez przytupu. I... w sumie to skąd Landa miał pewność z kim w ogóle rozmawia przez telefon i czy nie dostanie na koniec kulki w łeb?

7/10.
Nie interesuje mnie kino ogólnie, a jedynie filmy o tym, co mnie interesuje.
-------------------------------------------------------------
Pisanina archiwalna - fantasy/sf

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości