Jonathan Strange & Mr Norrell [BBC]
#1


Ekranizacja powieści Susanny Clarke, będącej połączeniem pastiszu angielskiej prozy z XIX wieku (głównie Dickens), fantasy i historii alternatywnej. W skrócie - w Anglii swojego czasu była magia ale od jakiś trzech wieków zniknęła, i stopniowo z normalnej dziedziny życia stała się ciekawostką w którą mało kto tak naprawdę wierzy, zaś sami magicy to po prostu dżentelmeński klub teoretyzujący sobie o historii i teorii Sztuki, bo czarowanie jest zajęciem niegodnym dla dżentelmena. Pojawia się jednak niejaki pan Norrell, magik - praktykant który kilkoma sprytnymi ruchemia zapewnia powrót szacunku dla magii na salonach oraz właściwie wyłączny monopol na uprawianie tej sztuki dla siebie, wkrótce również daje o sobie znać kolejny "praktykant" czyli pan Strange, gość bez jakiegokolwiek pomysłu na życie który magią zaczyna się bawić przez przypadek i o dziwo okazał się być samorodnym talentem i wkrótce zostaje uczniem / asystentem / przyjacielem Norrella. Książka jest rewelacyjna i miałem względem ekranizacji BBC spore oczekiwania - i po pilocie wygląda że im się kurde udało. Świetne technicznie (zdjęcia, zaskakująco dobre CGI), bardzo dobrze obsadzone, generalnie standard współczesnego kostiumowca BBC jeżeli chodzi o takie sprawy. Całość to będzie miniserial więc nie ma co się martwić o jakieś nadmierne rozciąganie czy zapychacze. Fajnie że jak widać na forum kilku zadowolonych się znalazło, dla mnie jeżeli utrzyma produkcja poziom (a nie widzę niczego co mogłoby wskazywać na inny stan rzeczy) będzie chyba najlepszą serialową nowością tego roku.
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
#2
Drugi odcinek Jonathan Strange & Mr Norrell dalej zamiata. Czemu tego nikt nie ogląda? #smuteczek
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
#3
Obejrzałem pierwszy odcinek i jestem bardzo zadowolony. Świetny klimacik, fascynujący pomysł wyjściowy i serial technicznie stoi na wysokim poziomie - efekty fajne i taka scena w katedrze zrobiła na mnie spore wrażenie. Chętnie obejrzę więcej i przeczytam książkę, bo widzę same zachwyty :)

Odpowiedz
#4
Mnie ciekawi jak potraktują sceny batalistyczne - chociaż w drugim odcinku już pewien przedsmak jest. No i szacun jeszcze za dwie rzeczy - o ile w książce Norrell jest irytującym bucem, tak w serialu zrobili z niego takiego nerda - pasjonata z zerowym social skillem którego polubiłem absolutnie od razu. No i "elf" który jest postacią na tyle... specyficzną, że łatwo mógłby się zmienić w autoparodię, a jednak jak dla mnie facet był autentycznie creepy. Zresztą Vinculiusa też BARDZO łątwo można było spieprzyć a mimo to scenarzyści i aktor dali radę.
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
#5
Mnie trochę zaniepokoiła na początku fryzura i ogólnie charakteryzacja tego efla (te listki...), bo zwiastowała jakąś kiczowatą zgrywę, ale elf się odezwał i rozwiał moje wątpliwości :)

Odpowiedz
#6
(29-05-2015, 23:15)'jarod' napisał(a): Drugi odcinek Jonathan Strange & Mr Norrell dalej zamiata. Czemu tego nikt nie ogląda? #smuteczek

 
Wczoraj zacząłem, rzeczywiście świetna rzecz, bałem się podchodzić do serialu kostiumowego-fantasy, bo zazwyczaj wieje od nich biedą realizacyjną, ale tutaj opinie o książce znakomite, o adaptacji również, więc się skusiłem.
Zakładać temat! Jak nie, to ja założe jutro.


 

Odpowiedz
#7
Drugi odcinek jest jeszcze lepszy! Naprawdę świetna rzecz i do niczego nie mogę się przyczepić. Trochę humoru, trochę grozy (ten bal), świetny miks prawdziwej historii Anglii z magią. Oglądajcie, ludzie :D

Odpowiedz
#8
W pierwszym odcinku jest właściwie wszystko czego można oczekiwać po serialu, który próbuje włożyć magię w realistyczną, historyczną konwencję - taki Harry Potter na serio i dla dorosłych, oby też był na wyższym poziomie niż filmy z Potterem :) Super jest motyw, że od jakiegoś czasu magii nikt nie używa i ludzie uznają ją za bujdę, fajnie, że prawdziwy magik musi się wkurwiać o porównania z jakimiś ulicznymi szarlatanami, a władza na początku odmawia magicznej pomocy w starci z Francuzami, bo to "niegodne rządu".
Jaram się i dzisiaj pochłaniam kolejne odcinki, oby tego nie spierdolili.
W jednym sezonie chcą zawrzeć całą książkę, czy jak to planują?

Odpowiedz
#9
W ogóle to chyba mini-serial jest, nie?
 

Odpowiedz
#10
Czwarty odcinek taki dobry. Obok Saula najlepszy nowy serial jaki widziałem w tym roku. Wielki smutek że tylko trzy odcinki zostały.
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
#11
Mimo, że to zupełnie nie moja bajka, przekonaliście mnie swoimi opiniami i jestem po trzech odcinkach. O ile poczatek był obiecujący, szczególnie to przedstawienie magii jako zapomnianej i pogardzanej branży, tak elf i jednak pójście mocniej w stronę fantasy popsuło mi zabawę. Może gdyby dyskretniej wykorzystywali magię a nie jakieś konie z piachu i tym podobne, gadające posągi jakoś przełknąłem. Liczyłem na więcej "realizmu" w ramach konwencji w klimacie tego stowarzyszenia, teoretyków, alternatywnej historii z magią jako kolejnym rzemioślem. Teraz nawet fabularnie niewiele mnie interesuje, bo ożywioną laskę mam gdzieś a rywalizacji między magami też niewiele. No, ale pewnie i tak obejrze do końca, jak już zacząłem, chociaż nie widze szans na więcej niż 7/10 na koniec a i tak musiałoby się znacznie poprawić w ostatnich odcnikach.
 

Odpowiedz
#12
Nikt finału nie widział? Dla mnie świetne zamknięcie równie świetnego serialu, doczepić bym się mógł tylko momentami dość chamskich cięć książkowej fabuły. Szkoda zwłaszcza zredukowania do niezbędnego minimum epizodu włoskiego który zapamiętałem jako bardzo klimatyczny (i był Byron :D ), tutaj tylko zostawili rzeczy niezbędne do pchnięcia fabuły dalej i tyle. No ale i tak bardzo udana ekranizacja, co prawda nieco gubiąca pastiszowy względem angielskiej klasyki ton pierwowzoru, ale za to bardzo fajnie rozwijająca głównych bohaterów.
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
#13
Zachwycający serial. Obejrzałam w tym tygodniu i smutno mi, że to już koniec. Najbardziej podobało mi się chyba to -- poza doskonałym aktorstwem, powolnym (kiedy trzeba) lub dynamicznym (kiedy trzeba) prowadzeniem fabuły, ciekawymi lokacjami, świetnymi efektami specjalnymi i autentycznymi emocjami, których doświadczałam podczas oglądania -- jak potraktowana została w tym świecie magia (choć to akurat zasługa pisarki). Mianowicie magowie nie są zamkniętą, kiszącą się we własnym sosie kastą, odizolowaną od osób niemagicznych, których uważają za podludzi (to właśnie totalnie odpycha mnie od Pottera), ale jest to, jak u Pratchetta, świat, w którym magia to just another job. Obracają się, jak wszyscy, w normalnym świecie, pomagają na ile mogą w czasie wojny -- przy czym fajne jest też to, że nie załatwiają bynajmniej zwycięstwa magicznie, od razu, bo choć magia odgrywa w zwycięstwie ważną rolę, decydują o nim jednak pozamagiczne działania i strategia Wellingtona. Przy okazji -- naprawdę imponuje umiejętne wplecenie wątków magicznych w historię i codzienność ówczesnej Anglii. W istnienie takiej magii rzeczywiście mogłabym uwierzyć :)

Pan Norrell jest doskonały. Niepozorny nerd (jak pisał Jarod) i zapalony kolekcjoner książek, którego od razu się lubi, potem z przykrością lubi coraz mniej, by na końcu z wielką ulgą polubić go ponownie (sceny z nim w ostatnim odcinku były cudowne, zwłaszcza ukazanie raz jeszcze stosunku do książek :). Jego wady i zalety, motywacje i intencje, wszystko, co się w danym momencie w tej postaci rozgrywa, zostało kapitalnie zagrane. Cała jej małość i cała wielkość.
Jonathan Strange jest doskonały. Tuta chodzi przede wszystkim o przemianę, jaką przechodzi bohater. Gdy się porówna pierwsze i ostatnie odcinki to jest nie ta sama postać, a jednocześnie przemianę tę pokazywano przez siedem odcinków wiarygodnie i konsekwentnie. Na początku miałam nawet pewne wątpliwości, czy ten uroczy, roztrzepany młodzieniec nadaje się aby na maga (zresztą ona sam chyba też w to wątpił), ale już mniej więcej w połowie serialu obawy zniknęły bez śladu.
Elf*-władca krainy o krzepiącej serce nazwie Lost Hope jest doskonały. Istota z innego świata, niebezpieczna, nieobliczalna, przebiegła, lubiąca zabawić się kosztem ludzi, jednym słowem -- idealny grunt do popadnięcia w niezamierzoną śmieszność i autoparodię, jednak nic takiego się nie dzieje. Ta postać od początku do końca jest niesamowicie (z braku lepszego polskiego słowa) creepy, każda rozmowa z nią jest mocno niepokojąca (najlepsze są chyba jego rozmowy ze Stange'em). Przypomina trochę faustowskiego Mefistofelesa. Samo Lost Hope, utrzymanie w stylu sennego koszmaru Tima Burtona, też robi wrażenie (ten koszmarny bal zdążył mi się już przyśnić dwa razy :)

Mam mieszana uczucia co do finału. Z jednej strony nie mam nic przeciwko sensownym otwartym zakończeniom (tu takie było), z drugiej zostało całe mnóstwo pytań, na które nie ma odpowiedzi.
Naprawdę, ten serial zostawił więcej pytań bez odpowiedzi niż ostatnia seria GoT :) Jednak tak jak na GoT mam w sumie wywalone, tak dalsze losy JS&MN naprawdę chciałabym poznać. Naprawdę fantastyczna i prawdziwie magiczna rzecz.

* A właściwie nie żaden elf, tylko fairy i kiepsko, że w polskim nie ma sensownego tłumaczenia tej nazwy.

Odpowiedz
#14
Cytat:sceny z nim w ostatnim odcinku były cudowne, zwłaszcza ukazanie raz jeszcze stosunku do książek :)

Najlepszy był jego zaciesz kiedy trafili do Faerie :D Postać jak już wspominałem jest w serialu prowadzona genialnie i znacznie lepiej niż w książce, gdzie typa nienawidziłem i życzyłem mu wszystkiego co najgorsze (btw kończę powtórkę powieści i chyba zarzucę potem serial jeszcze raz ), zabrakło mi tylko napomknięcia o jednym wątku - jak to za młodu facet był fanbojem Króla Kruków, próbował go latami bezskutecznie przywołać, w końcu strzelił focha i postanowil że do wszystkiego dojdzie sam a Upglass nie jest nikomu do niczego potrzebny.

Cytat:Ta postać od początku do końca jest niesamowicie (z braku lepszego polskiego słowa) creepy, każda rozmowa z nią jest mocno niepokojąca

Zgoda, plus fajnie jest pokazane to, że jest to przedstawiciel innej rasy, z własną moralnością i sposobem myślenia - i dość trudno znaleźć z nim płaszczyznę porozumienia.

Co do spoilerów - Clarke już ładnych parę lat obiecuje kontynuację ale zabrać sie nie może, wiem że istnieje opowiadanie czy dwa osadzone w tym świecie ale jeszcze nie położyłem na nim łapek. Ogólnie kilka z pytań można wyjaśnić, kilka kwestii zostaje otwartych:
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
#15
(05-07-2015, 15:44)jarod napisał(a): Najlepszy był jego zaciesz kiedy trafili do Faerie :D Postać jak już wspominałem jest w serialu prowadzona genialnie i znacznie lepiej niż w książce, gdzie typa nienawidziłem i życzyłem mu wszystkiego co najgorsze (btw kończę powtórkę powieści i chyba zarzucę potem serial jeszcze raz ), zabrakło mi tylko napomknięcia o jednym wątku - jak to za młodu facet był fanbojem Króla Kruków, próbował go latami bezskutecznie przywołać, w końcu strzelił focha i postanowil że do wszystkiego dojdzie sam a Upglass nie jest nikomu do niczego potrzebny.

No, wspominał, jak to marzył, jako młody mag, jak sobie dziarsko hasa po Faerie :) Muszę przyznać, że trochę się tego spodziewałam, bo ta awersja do starej magii musiała się z czegoś brać. Zaciesz fajny, ale w ogóle w finale to właśnie Norrell jest chyba największym generatorem humoru, dzięki tekstom jak

Cytat: fajnie jest pokazane to, że jest to przedstawiciel innej rasy, z własną moralnością i sposobem myślenia - i dość trudno znaleźć z nim płaszczyznę porozumienia.

Już od pierwszych sekund sceny, w której pierwszy raz się pojawił, widać to (w dość zabawny sposób akurat), kiedy
A nie że "na drugą stronę deszczu?" :) BTW bardzo fajne jest ta zależność angielskiej magii od angielskiej pogody. No i nie wiem, czy przez to nasi magowie są szczęśliwi, czy mają przegwizdane. Określenie "zaczęły się dla nich ciekawe czasy" jest chyba najbardziej trafne :)

Odpowiedz
#16
Odkopię.
Obejrzałem w końcu. Zabierałem się do tego długo, no ale w końcu się udało :)
REWELACJA!!!
[Obrazek: 2866BE3600000578-3073388-image-m-35_1431078463337.jpg]

Książkę czytałem dawno temu, jakoś tak zaraz po wydaniu i pamiętam, że miałem mocno mieszane uczucia na koniec. Raz rewelacyjna, a raz dziwna a czasami wręcz nudna. Efekt końcowy to jednak rozczarowanie, ale takie z gatunku ciekawych rozczarowań. Po serialu pewnie spróbuję raz jeszcze.

A sam serial? Kurde, kapitalny. Wszystkie sprawy techniczne, obsadowe, zdjęcia, efekty specjalne, muzyka itp. świetne. Norell taki jakiego sobie wyobrażałem. Egoista, zamknięty w sobie, zazdrosny i momentami po prostu wkur..jący. Strange takoż znakomity. Naprawdę kapitalnie poprowadzony charakter i widać tę przemianę od początku do końca. Wszystkie role poboczne? No nie ma się do czego przyczepić.
Tego niestety w polskich serialach nie dostanę. Tutaj zawsze Karolak będzie Karolakiem, a Małaszyński Małaszyńskim.
No i dżentelmen o włosach jak puch ostu. Ależ kapitalny czarny charakter. Na niego najbardziej czekałem i najbardziej się tego bałem, żeby nie wyszła jakaś karykatura. Rewelacja.

Serial skondensował wszystko co w książce najlepsze. Ostatnie dwa odcinki tylko troszkę za szybko się toczą. Przydałby się jeden dodatkowy, żeby finał bardziej rozciągnąć i dodać "głębi".
Generalnie mocne 9/10.
Jakby było bardziej brutalnie, creepy byłaby 10 :)
No ale i tak "łał".
Polecam.

PS. No i cała "angielskość" tego serialu jest rewelacyjna. Ulubiona scena to jak Jonathan się kłóci z żoną, a obok stoi dwóch kumpli żołnierzy. Ci się kłócą, a Ci stoją jak słupy i ani drgną. Żona wybiega, Strange za nią to jeden z nich mówi - Dziękujemy za czarujący wieczór, na nas już pora :D
Słuchać kłótni małżonków nie jest zapewne przyjemne, ale żadem dżentelmen nie przerwie ludziom rozmowy.

A finał mnie absolutnie zadowala. Wolę takie otwarte zakończenie z tajemnicami niż łopatologiczne wytłumaczenie wszystkiego + żyli długo i szczęśliwie.
Wtedy śmieli się znowu, uważając, że to okropnie komiczne, że Paszczak przez całe życie robił to, na co nie miał ochoty, tylko dlatego, że nie potrafił odmówić.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości