Krótko o polskich filmach
Gwiezdny pirat - wiem. Nie film, a serial, ale nie będę zakładał osobnego tematu. Plus jak zmontować sensownie, to wyszedł 1,5 godzinny film. Co do samego Gwiezdnego Pirata:

Polska wariacja nt. fenomenu The Wreck of the Titan: Or, Futility przyprawiona lekko sf. W gruncie rzeczy głupotka, ale dla dzieciaków fajna. Jako przygodówka pełna tajemnic spełnia swoją rolę i daje się to oglądać. Zaskakująco momentami zdarzały się ładne zdjęcia, a od strony wizualnej nie da się jakoś specjalnie przyczepić. No dobra, intro takie nie jest i dzisiaj można mieć bekę z efektów specjalnych rodem z Wirtul@ndii i Jarka Jakimowicza urwanego z cybergotyckiej imprezy.

Ale minusy są. Dialogi (szczególnie w pierwszym odcinku) okropnie złe i są momenty, gdzie widać, że twórcy nic nie wiedzieli nt. ówczesnej młodzieży :). I nie wiedzieli co mieli zrobić z postacią graną przez Cezarego Żaka, która miała być głównym złym. A w praktyce Żak gra znowu Karola Krawczyka, tylko że zamiast Norka wkurwiają go bachory. I groźna muzyczka przy jego pierwszej scenie to nieziemska beka. Rażą widoczne postsychrony i ewidentny dubbing niektórych dzieciaków. I końcowy odcinek to taki jakby rozkrok i nie wiedziano jak to satysfakcjonująco zakończyć.

Jak zwykle główny dzieciak to zawsze ten nudny, ale ujdzie. Ogólnie dzieci są tu likeable i miło mi, że nie bawili się w jakieś tokeny jak to mają w zwyczaju Amerykanie i relacje między dzieciakami pokazano naturalnie. Dobra, jedynie postacie dziewczęce są do kitu, jedna to typowa puppy love interest, a dwie pozostałe to pouczające wszystkich brzydule. I przyznam że, dzieciak grający Roberta jest bardzo dobry.

Aktorsko ogólnie wypada dobrze. Małgorzata Foremniak sprawdza jako rozsądna nauczycielka, a Piotr Szwedes sprawdza się jako wyluzowany belfer. I także tutaj disneyowska Pocahontas nie leci na Kocouma :). No i Żak widać, że się dobrze bawił na planie i miał wielką frajdę i miło się go ogląda. I w sumie szkoda, że Telewizja Polska nie produkuje obecnie tego typu familijnych produkcji.

7/10

PS 1. Jebłem na widok Żaka grającego na gameboyu.

PS 2. Joanna Brodzik występuje tu epizodycznie.

Odpowiedz
Piłsudski - nie jest to złe. Nie jest oczywiście też wybitne. Bardzo mocno odbiłem się od narracji, która polega na jakimś skakaniu od wydarzenia do wydarzenia w okresie 18 lat, co opisywane jest planszami. Kiedy film jest filmem to jest całkiem ok. Przede wszystkim zdjęcia są ładne, chociaż może trochę za bardzo ktoś popłynął podczas koloryzacji. Reżyseria scen jest lepsza i gorsza. Film jest dość skromny, bo skupia się na kuluarowych rozmowach, ustaleniach, planowaniu. Jakieś bardziej rozbuchane sceny są chyba dwie - jedna to zadyma na pl. Grzybowskim i tam widać, że tego typu inscenizacje to nie jest wymarzony grunt dla reżysera, aczkolwiek nie ma dramatu, jaki w polskim kinie w analogicznych sytuacjach się zdarza. Druga to napad na pociąg, nakręcony w jednym ujęciu, jest spoko, bo był na to pomysł jakiś.

Nie jestem ekspertem od historii Piłsudskiego, ale wydaje mi się, że pokazano to wszystko nieźle. Nie zrobiono z niego w tym filmie jakiegoś świętego wodza, który walczy dla narodu. Skala wydarzeń wpływa wręcz u mnie na wrażenie, że marszałek to był jakiś zafiksowany psychopata, który sobie coś wymyślił. Jest to ciekawe podejście, ale zakładam jednak, że nie do końca zamierzone, bo głównie wynika to raczej z tego, że Rosa za mało pokazuje tutaj tła. Ciężko więc samemu zobaczyć, o co ten Piłsudski tak walczy.

No dobra - najważniejsze, czyli Szyc. Bo to on jest tym filmem. I wypada dobrze. Szkoda, że w parze z nim nie poszli dźwiękowcy, bo sposób mówienia Szyca-Piłsudskiego jest specyficzny i w efekcie nie do końca czytelny. Trochę w tym filmie wrócił ostatnio lekko zapomniany polski problem z dialogami. Świetna jest charakteryzacja. Można uwierzyć w tego bohatera. Mimo jednak wielu bardzo pozytywnych aspektów tej kreacji, to nie umiałem jednak zapomnieć, że oglądam Szyca z wąsami. Niestety.

6/10 dam
.

Odpowiedz
Jak wszystko, to wszystko

Legiony - no tu już zbyt pozytywnych odczuć nie mam. Marne to moim zdaniem. Scenariusz oparto na jakichś niezbyt wyraźnych wspomnieniach z seansu "Pearl Harbor" Baya. Fabuła kręci się więc wokół trójkąta miłosnego, który nie za bardzo rozumiem, jak miałby kogoś zainteresować. Podlane to jest fatalnymi dialogami, drewnianą grą aktorską i momentami tak siermiężną reżyserią, że przy jednej scenie, to aż odwracałem głowę z zażenowania. Efekt jest taki, że z polskim kinem patriotycznym wygrywa Bay. I to na każdym poziomie, bo zarówno lepiej prowadził swój melodramat, jak i wątek historyczny. Sceny akcji, to osobny akapit.

"Legiony" mają rozmach. Oczywiście tutaj dodam to nieszczęsne stwierdzenie "jak na polskie kino", bo nie ma co udawać, że to co tutaj się dzieje robi jakieś szczególne wrażenie w 2019 roku. Kluczowa tutaj jest scena szarży pod Rokitną. Nie chcę być jakiś ostry, bo mam szacunek do tego, co spróbowano tutaj zrobić. Reżyser tym razem przed wejściem na plan oglądał chyba scenę z plaży Omaha z wiadomo jakiego filmu. Montowane jest to bardzo dynamicznie, ale jednak czytelnie. W paru ujęciach zaskakująco dosadnie brutalne, ale odbieram to na plus. Nie chcę być źle zrozumiany - nie jest to żadna świetna scena akcji. Jednak doceniam próbę. Fajnie, że ją podjęto. Gorzej już wypada Kościuchnówka, ale to dlatego, że w niej dramaturgię buduje już nie samo w sobie starcie wojsk, a wątek nieszczęsnych bohaterów filmu. A ci są fatalni. I teraz chwilę o nich.

Problem w jest taki, że nie wiem o czym ten film opowiada. O nieciekawym konflikcie miłosnym bez żadnej podbudowy? No w sumie tak. Niestety tak. Historyjka kręci się więc wokół kompletnie nijakich postaci. Gdzieś w tle ktoś mówi o jakiejś wojnie, jakiejś Polsce, której nie ma, ale która ma być. No bałagan jest bardzo poważny. To nie jest film o Legionach. Nie ma tutaj zbytnio rysu historycznego. Widzę nazwiska scenarzystów i wiem, że to entuzjaści historii Polski, ale widzom jednak pewne informacje wypada podawać. Tutaj nie wiadomo nic. Wspomniana szarża pod Rokitną odbywa się "bo tak". Nagle jacyś ludzie jadą na pewną śmierć, muzyka dramatycznie gra, konie pędzą, szable kroją twarze, ale osoba przed ekranem nie za bardzo chyba wie po co. Nie jest to zgrabnie napisane na żadnym poziomie.

Niemniej jest tutaj kilka ładnych scen. Ładne są też zdjęcia. Szkoda, że dosłownie jako zdjęcia, bo w Polsce jakieś opory ciągle są przed wprowadzaniem jakkolwiek bardziej skomplikowanej pracy kamery. Tym sposobem można tutaj stosunkowo często podziwiać ładne kadry. Obok jednak jest tutaj mnóstwo wtop. Już poza tym nieszczęsnym scenariuszem, to kuleje tutaj strona - nazwę to - warsztatowa. Efekty specjalne wyglądają momentami jak sprzed 15 lat (jestem i tak łagodny). Nie lepiej jest z inscenizacją. Tutaj przykładem niech będzie scena z początku filmu, gdzie wrogi żołnierz ukryty na wieży strzela do bohaterów na placu. Ma tu miejsce absurdalna sytuacja, gdy kobieta dostaje kulę w serce, mimo że stoi za słupem, będąc kompletnie niewidoczną przez strzelca. Chwilę później podziwiać można montażową perłę, jaką jest strzelanina w lesie, gdzie nie ma ni jednego ujęcia stanowiącego. Co kilka sekund pokazywani są żołnierze jednej lub drugiej strony. Poczucie przestrzeni nie istnieje. Czułem w tym ogromny fałsz. Zerową wiarygodność starcia. Widziałem aktorów, którzy strzelają do drzew, ale są filmowani z różnych stron.

A poza tym wszystkim to nudziłem się. Bardzo się nudziłem. Aż nagle pojawiły się końcowe plansze. Bo jako takiego zakończenia, to ten film nie ma.

3/10
.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Dystrybucja polskich filmów na świecie Pai-Chi-Wo 9 882 04-10-2018, 19:45
Ostatni post: Pai-Chi-Wo
  Efekty dźwiękowe w polskich filmach... pawian 25 4,878 08-08-2007, 08:31
Ostatni post: Massimo



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości