Kung Fu Panda
#1
W sumie nie ma co się bardzo rozpisywać, ale co mi tam… Ładna animacja, ciekawe choreografie scen walki i wykreowany wizualnie świat stereotypowych Chin z lokalnymi zwierzętami w rolach głównych.
Fabuła przewidywalna i prosta ale to nie wadzi, postacie też w porządku (podobał mi się czarny charakter... Zawsze dobrze gdy film ma villain który wzbudza empatie i ma jakieś ludzkie motywacje). Humor przyjemny, choć o ile przez pierwszą połowę nie licząc ze dwóch gagów nie było nic naprawdę śmiechowego (takie „przyprawiające o uśmiech” żarciki) o tyle później (a dokładniej po genialniej scenie pojedynku Po i mistrza o klopsa/ciastko czy co to, tam było) naprawdę się rozkręcił.
Wracając do animacji, to całość zaczyna się sekwencją 2D, z kreską w stylu „Samuraja Jacka” (tylko że dobrą i fajnie zrobioną) Jakoś jak popatrzyłem na ten opening i na wstawki 2D w późniejszych scenach i napisach końcowych… Kurcze! Ten film był by o niebo lepszy gdy był w całości 2D! W każdym razie wygląd postaci był by o niebo bardziej urokliwy…
To tyle co do owego filmu. Może nie jest tak dobry od strony humorystycznej jak wcześniejsze produkcje „Dream Worksa” ale na pewno jest ładniejszy wizualnie…

P.S. Warto zostać po napisach

Odpowiedz
#2
Dno straszliwe, zmarnowany czas. Może ze trzy zabawne scenki znalazły się w tej kosmicznie przewidywalnej i nudnej bajce, ale i tak zniszczył je polski dubbing. 1/10

Odpowiedz
#3
Mi tam się podobało. W przeciwieństwie do tak zachwalanego przez ciebie Madagaskaru Panda trzyma się na GŁÓWNYCH bohaterach, a nie tylko charakterystycznych drugoplanowcach bez których film zapadłby się w próżnię. To i owo bym zmienił, konwencja od zera do bohatera jest już ledwie oglądalna, ale było zabawnie, sympatycznie i z ciekawą "kreską".

Odpowiedz
#4
Mi też się podobało, jest kilka scen akcji w klimacie wuxia ale odpowiednio dopalonych faktem, że to kreskówka. Kilka mniamuśnych pomysłów - np. że największym wypakiem jest żółw, tudzież że mistrzem pandy wielkiej jest panda czerwona, albo ostrze tak ostre, że od samego patrzenia można się skaleczyć. Genialny 2D prolog - jak się komuś podobał to polecam "Secrets of the Furious Five" - większość filmiku jest w tym "Samurai Jack" stylu.

Madagaskary oba są totalnie nieciekawe i istotnie - trzymają się tylko na pingwinach i ew. lemurze.

Odpowiedz
#5
Powiedzcie mi, ludzie, jak mogą was ekscytować sceny animkowego karate. Przecież cały myk w filmach z Jackie Chanem czy Brucem polega na tym, że widzimy, jak człowiek wyprawia takie rzeczy, że głowa mała - i wiemy, że on to robi naprawdę. To sprawia, że opada kopara i czuje się dla aktora autentyczny podziw. Tymczasem na komputerze można zrobić cokolwiek - więc fakt, że postać to coś robi, ja sam mogę zbyć tylko wzruszeniem ramion. 10-minutowa ucieczka tygrysa z więzienia była dla mnie najnudniejszą sceną ostatniego roku. Skakał sobie po kamieniach i robił kopniaki - woooow, ależ ta animowana postać musiała się namęczyć, by tego dokonać. Rozumiem jeszcze połączenie CGI z live action, bo CGI służy oszukaniu widza; mimo wszystko ludzie tam wydają się prawdziwi, a niektóre triki robią naprawdę. Natomiast sceny walki animków to dla mnie coś, czego nie zrozumiem i nie zaakceptuję.

Odpowiedz
#6
military napisał(a):polega na tym, że widzimy, jak człowiek wyprawia takie rzeczy, że głowa mała - i wiemy, że on to robi naprawdę.
Nigga please. Owszem sporo jest tam pierwszoklaśnej kaskaderki, ale to wciąż filmowa fikcja i dzieło choreografii - wymyślonej sekwencji ruchów. Fajnie jak to robią aktorzy, fajnie jak to robią animowane figurki.

Jakbym miał się zachwycać filmami, "bo ktoś się napracował" to... cóż powiedzmy, że to kiepskie kryterium. Liczy się ostateczny efekt.

Odpowiedz
#7
Craven napisał(a):to wciąż filmowa fikcja i dzieło choreografii
Ale wysokie, okrężne kopnięcia i fikuśne figury to nadal efekt wyszkolenia człowieka.
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
#8
military napisał(a):woooow, ależ ta animowana postać musiała się namęczyć, by tego dokonać
Film animowany właśnie na tym polega, wiesz? Tego się nie kręci na planie a wszystko jest oszustwem i nie wymaga wysiłku (poza samą animacją ofkorz) w pokazywaniu rzeczy do pokazania których w filmie aktorskim potrzeba mnóstwo pracy. Jak ładnie żeś to zauważył, tylko co z tego? Zakazać robienia filmów animowanych czy może ograniczyć je wyłącznie do rzeczy niemożliwych do uzyskania w realu?

Odpowiedz
#9
Hitch napisał(a):Ale wysokie, okrężne kopnięcia i fikuśne figury to nadal efekt wyszkolenia człowieka.

Kiedy nie jest to wiredancing, albo dogodne ułożenie kamery. Pytanie tylko, co z tego? Bo idziemy w takim kierunku, że czuję, że powinienem paść na kolana przez Ninja Assassin bo jest tam masa kozackich akcji wymagających zajebistej sprawności.

Odpowiedz
#10
Mierzwiak napisał(a):Zakazać robienia filmów animowanych czy może ograniczyć je wyłącznie do rzeczy niemożliwych do uzyskania w realu?

Dude, przyhamuj ze swoim przesadyzmem, ja tylko wyrażam opinię.

A Craven tak pojechał, że nawet nie raczę skomentować.

Odpowiedz
#11
Jeszcze jedna sprawa: po ch... robić film walki, w którym ciosy nie mają żadnego znaczenia? Oglądając film walki "z ludzi", wiem mniej więcej, co i jak na kogo wpływa. Bad guy pierdolnie dobrego butelką? Aj, boli. Gość krwawi (powinien), zatacza się - widzę, że wyjście z tego trochę potrwa, widzę że gość się poświęca.

Ale jak, do chooja, poświęca się zgraja animków, którą można wysadzać w powietrze, ciąć, giąć, a to i tak nic nie da, bo to jest film dla dzieci i nikt nie może zginąć (ani nawet złamać nogi)? Przecież ten film jest z założenia bez sensu - tam walka nie ma celu, ponieważ prowadzi donikąd. Sztuki walki to NIE jest materiał na totalnie bezkrwawy, bezjajeczny film - bo to tak, jakby zrobić animkę o mordercy, który... eee... no sam nie wiem. Uderza ofiary młotkiem, a im latają gwiazdki nad głową przez pięć sekund. Jakie zagrożenie wówczas będzie stanowił morderca?

Ale OK, Panda jest hitem i jest mega-super. Czekam na film animowany PG o lądowaniu w Normandii. Oczekuję poruszającego widoku jelonków w uniformach, które śmieszne swinki obrzucają ciastami.

Odpowiedz
#12
military napisał(a):Oglądając film walki "z ludzi", wiem mniej więcej, co i jak na kogo wpływa. Bad guy pierdolnie dobrego butelką? Aj, boli. Gość krwawi (powinien), zatacza się - widzę, że wyjście z tego trochę potrwa, widzę że gość się poświęca.

Właśnie udowodniłeś, że nie wiesz. Lata filmów ewidetnie miały swój wpływ i nie masz pojęcia jakie są efekty pierdolnięcia butelką.

Pewnie sądzisz też, że samochód jak zderzy się z czymkolwiek zmienia się w wielką kulę ognia, a potrąceni ludzie wybuchają jak krwawe baloniki.


military napisał(a):Ale jak, do chooja, poświęca się zgraja animków, którą można wysadzać w powietrze, ciąć, giąć, a to i tak nic nie da, bo to jest film dla dzieci i nikt nie może zginąć (ani nawet złamać nogi)? Przecież ten film jest z założenia bez sensu - tam walka nie ma celu, ponieważ prowadzi donikąd. Sztuki walki to NIE jest materiał na totalnie bezkrwawy, bezjajeczny film - bo to tak, jakby zrobić animkę o mordercy, który... eee... no sam nie wiem. Uderza ofiary młotkiem, a im latają gwiazdki nad głową przez pięć sekund. Jakie zagrożenie wówczas będzie stanowił morderca?

90% filmów nie traktuje na poważnie różnych zagadnień. Scary Movie, Prawdziwe Kłamstwa, kuźwa większość kina rozrywkowego traktuje z przymrużeniem oka najróżniejsze tematy. Czemu nagle w przypadku bajki o kung fu jedziesz za jakimś poważnym traktowaniem tematu sztuk walki? Buntujesz się też przy komediach o seryjnych mordercach, terorrystach, ludziach chorych na cokolwiek?

Odpowiedz
#13
Craven napisał(a):Kiedy nie jest to wiredancing, albo dogodne ułożenie kamery.
Podpięcie Jeta Li do linek odbiera mu wszystkie umiejętności? Dude, jest subtelna różnica między wire-dancingiem w fagasowym "Matrixie", a takim "Hero" czy "Dawno temu w Chinach".
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
#14
Tego nie powiedziałem dude.

Odpowiedz
#15
Więc nie wyjeżdżaj mi tu z "Ninja Assassin". To czy ktoś jest podpięty do linek nie ma znaczenia, póki jest profesjonalistą i wyciągnięty 5 metrów nad ziemię trzaśnie szpagat jeszcze, a taki Keanu Reeves będzie w stanie tylko machać nóżkami jak niedorozwój.
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
#16
Będę wyjeżdżał, bo w Ninja Assassin nie grał Keanu Reeves tylko mieli stado skocznych i fikających żółtków, tylko co z tego? To że oni to "naprawdę" robili i że mieli zajebistego skilla i że się poświęcali nie zmienia faktu, że to gówniany film.

Dlatego krytykowanie animacji - bo się cyfrowa postać nie poświęca jest równie sensowne jak mówienie, że Ninja Assassin jest zajebisty bo aktorzy mają kozacką sprawność.

Odpowiedz
#17
military, po co Disney zrobił animację o lwach, skoro nie możesz zobaczyć ze wszystkimi szczegółami jak wpieprzają na obiad zebrę i jej młode?

Po co w ogóle robić animacje o zwierzętach, skoro one NIE MÓWIĄ?!

To nie przesadyzm, idę twoim tokiem rozumowania. Jak coś nie występuje/rządzi się innymi prawami w rzeczywistości - nie powinno występować w filmie skoro ten tę rzeczywistość wypacza.

Odpowiedz
#18
Cytat:military, po co Disney zrobił animację o lwach, skoro nie możesz zobaczyć ze wszystkimi szczegółami jak wpieprzają na obiad zebrę i jej młode?

Ponieważ głównym wątkiem fabularnym nie jest wpieprzanie zebry i jej młodych, tylko przyjaźń, dorastanie, dochodzenie do władzy - to wszystko osadzone w królestwie zwierząt. W Pandzie głównym wątkiem jest szkolenie się w karate, które służy opowiedzeniu historii o akceptowaniu siebie jako nieudacznika i frajera. Właśnie tak, a nie na odwrót. Sztuki walki to plan pierwszy, samoakceptacja idioty i łajzy to plan drugi. W Królu lwie jest na odwrót. Zresztą jak odważysz mi się przyrównywać scenariusz Lion Kinga do scenariusza tego gówna od Dreamworks, to nie ręczę za siebie.:)

Odpowiedz
#19
Poza tym - wyrzuć z Pandy walki, a dostaniesz kilkanaście minut mega-sztampowej fabuły. Wyrzuć walki z Króla Lwa, a zostanie nadal cały świetny Król lew.:)

Odpowiedz
#20
Pierwsza część bardzo sympatyczna - mnóstwo schematów i przewidywalności, ale podanych w sympatyczny, autentycznie zabawny sposób. Plus w miarę fajni, nie irytujący bohaterowie. No i akcja/humor, akcja/humor, akcja/humor. Bardzo fajnie się bawiłem.

8 / 10


Część druga mnie rozczarowała. Niby wszystkiego jest odpowiednio więcej, ale więcej jest też zbędnego pierdolenia. Serio. Jakieś 30 minut seansu zabiera tu rozkmina o równowadze, są jakieś przepowiednie i inne debilizmy i to wszystko wałkowane po 5 razy w ciągu 90 minut. No i do tego 150 flashbacków. Bleh. W dodatku bohaterowie (a właściwie główny bohater) staje się nagle irytujący i o dziwo chwilami zachowuje się tak, jakby cały trening z pierwszej części poszedł na marne, bo co chwila ktoś go musi ratować. Żenada. Humor też siada i ma tylko parę przebłysków. Rządzi natomiast akcja znów, choć i ta jest momentami niepotrzebnie przegięta i przedłużona. Gwoździem do trumny jest polski dubbing - jakoś bardziej mi tu przeszkadzał, niż w jedynce, może dlatego, że sporo oryginalnych tekstów (które można usłyszeć w trailerze) zarżnięto jakimiś zupełnie niepasującymi do sytuacji cool gadkami pod dzieciaczki. Niby to w jedynce też było, a tu już Panda co chwila pieprzy trzy po trzy bez ładu i składu. W dodatku sporo fajnych onelinerów z trailera zamieniono na gorsze ("moje nemesis" zamieniło się w "mojego wroga" co już nie brzmi tak fajnie), a części scen w ogóle nie ma. Generalnie źle nie jest, ale w porównaniu z jedynką nie ma już ani tej zabawy, ani polotu.

ale niech będzie 7 / 10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości