Marriage Story (Netflix, 2019) - reż. Noah Baumbach
#21
Ale chyba nie chodzi o darcie ryja tylko emocjonalnego kopa. Niekoniecznie od razu von Trier, ale choćby najlepsze momenty z trylogii Before... dają więcej a tam przecież generalnie jest dobrze. Ja jestem miękka buła, ale mnie bardziej poruszyły takie sceny jak występ postaci Drivera niż ta kłótnia. Rozumiem zarzut o brak bomby emocjonalnej. 

Odpowiedz
#22
Przyznam Wam się, że przymierzam się zarówno do "Walki żywiołów" jak i do "Marriage Story", ale kuźwa przechodziłem przez rozwód rodziców 30 lat temu i 6 miesięcy temu przez własny, i chyba nie czuję się na siłach tego oglądać, chociaż Scarlett baaardzo lubię i dobrze, że trafiła solidną dramatyczną rolę...

Odpowiedz
#23
[Obrazek: Marriage%20Story.jpg?sha=3fef2e47b4f69afb]

Znakomity film. Tak znakomity, że powinni go puszczać w szkołach filmowych jako przykład dla przyszłych filmowców.

Genialna reżyseria. Gdy sytuacja robi się przybijająca, robiło się mi źle, gdy niezręczna, aż chciałem odwrócić wzrok od ekranu, gdy miało być nerwowo, nerwowo przebierałem nogami, itp.. 136 minuty zleciały bardzo szybko, a gdy w jednej z ostatnich scen Charlie skończył śpiewać, pomyślałem "Nie, niech to się jeszcze nie kończy!"

Nie znam wielu rozwiedzionych par, ale całkowicie potrafiłem zrozumieć tych bohaterów, ich motywy, a przekazywane emocje wydały mi się bardzo prawdziwe. Wszystko oczywiście za sprawą aktorstwa. Genialny Adam Driver i nieustępująca mu ScarJo zagrali najlepsze role swoich dotychczasowych karier i najlepsze tego roku. Drugi plan też bardzo pomaga. W pamięci zostaje również nastrojowa muzyka Rendy'ego Newmana.

Mocne 9/10 (bo 10/10 zostawiam dla moich ulubionych filmów). Na ten moment film roku.

Odpowiedz
#24
(13-12-2019, 09:13)Bibliomisiek napisał(a): Przyznam Wam się, że przymierzam się zarówno do "Walki żywiołów" jak i do "Marriage Story", ale kuźwa przechodziłem przez rozwód rodziców 30 lat temu i 6 miesięcy temu przez własny, i chyba nie czuję się na siłach tego oglądać
Tylko właśnie tutaj nie ma tych szargających nerwy emocji, jest dosyć lajtowo jak na rozwód. Przy czym ciężko mi się utożsamiać z tymi emocjami bo jestem tak daleko od prawdziwych rozwodów jak się tylko da. Ja jestem ogólnie strasznie zimny, zdystansowany i nawet miałem momenty (pewnie niezaplanowane przez reżysera) że śmiałem się z bohaterów, że po co wygadywać takie głupoty w emocjach, bo na pewno nic to nie pomoże, a tylko zaszkodzi. No ale to tylko ja :p nie z przypadku moim ulubionym filmem ever jest Barry Lyndon gdzie narrator przez cały film ciśnie dyskretną bekę z małości ludzi i ich przyziemnych problemów.

Odpowiedz
#25
(12-12-2019, 11:11)patyczak napisał(a): scena kłótni zniszczyła mnie emocjonalnie i w sumie nie umiem sobie przypomnieć niczego lepszego, co widziałem w tym roku.

Moment, w którym Charlie powiedział to co powiedział, a później padł na kolana - to było mocne. W sumie film jest raczej stonowany, jeśli chodzi o emocje, ale w powietrzu czuć unoszący się zapach czegoś wielkiego, czegoś co może zaraz eksplodować. I w sumie zaczyna się całkiem niewinnie. Kapitalna scena. Myślałem, że Phoenix to absolutny pewniak do najlepszej kreacji tego sezonu i będę za niego trzymał kciuki w walce o Oscara, ale jest dla mnie na równi Driver. Nie potrafiłbym wybrać - obie role 10/10.

A z samym filmem mam taki sam problem (o ile można to tak nazwać), jak z "The Farewell". Z każdą kolejną minutą byłem coraz bardziej pochłonięty tą historią i coraz bardziej doceniałem film. Co prawda nie ma on takiego mocnego finału, jak film Lulu Wang, ale jako całość również nie może wyjść z głowy.

Na razie 8/10, ale z szansami na wyższą notę.

Odpowiedz
#26
Przez pierwsze pół godziny toczyłem ciężką walkę z wszechogarniającą sennością, później, gdy film skupił się bardziej na postaci Drivera, było już trochę lepiej i dotrwałem do końca bez większych trudności, ale ogólnie bez szału. Na raz.

6/10
Nie interesuje mnie kino ogólnie, a jedynie filmy o tym, co mnie interesuje.
-------------------------------------------------------------
Pisanina archiwalna - fantasy/sf

Odpowiedz
#27
Również nie podzielam zachwytów - czegoś mi zabrakło w tym pozbawionym ozdobników naturalizmie. Może przy braku zwrotów akcji i neutralnych, wręcz nijakich zdjęciach i muzyce, przydałyby się ciekawsze, bardziej dynamiczne dialogi, skupiające uwagę widza? Albo bardziej budująca napięcie reżyseria? Momentami byłem znudzony, a przy takim aktorstwie nie powinienem - Johansson i Driver warsztatowo chyba najlepsi w karierze, nawet jeśli wolę ich w "Między słowami" i "Patersonie".


No właśnie. W takim "Patersonie" nie działo się pozornie nic, a nie nudziłem się ani sekundę. Coś tu dla mnie ewidentnie zawiodło w narracji.
Za aktorstwo (również na drugim planie - świetni Dern i Liotta) i za samą treść 7-/10.
You can't reason someone out of a position, they didn't reason themselves into.

Odpowiedz
#28
Nijakich zdjęciach i muzyce - LOL. Bardziej dynamiczne dialogi? Przecież one są fantastyczne i zapierdzielają jak zawsze u Baumbacha.
- I don't advise a haircut, man. All hairdressers are in the employment of the government. Hairs are your aerials. They pick up signals from the cosmos, and transmit them directly into the brain. This is the reason bald-headed men are uptight.
- What absolute twaddle.  

Odpowiedz
#29
Widzę właśnie, że muzykę robił Randy Newman, niemniej nie zwróciłem na nią ani razu uwagi. Posłucham sobie w wolnej chwili samego soundtracka.


A co do dialogów to są nierówne, czasem faktycznie były dobre, a czasem się nudziłem, co przy dobrych dialogach i takiej grze aktorskiej nie powinno mieć miejsca (i rzadko mi się zdarza nawet w takich obyczajówkach).
You can't reason someone out of a position, they didn't reason themselves into.

Odpowiedz
#30
Mam jakiś problem z tym filmem. Ogólnie to podobał mi się, a i czas zleciał szybko. Jednak nie umiałem się do końca zaangażować w to, co tutaj zaprezentowano. Myślałem, że bardziej wsiąknę. Trochę szkoda, ale nie tylko o to przecież chodzi.

Mało oryginalnie zacznę od pochwały aktorstwa, bo to film aktorski bardzo jest. Sam nie wiem, kto z głównej dwójki wypadł tu lepiej. Scarlett daje popis ostateczny. Gra w tak wielu odcieniach, że w zasadzie nie pamiętałem o aktorce, a widziałem już tylko postać. Kreacja kompletna. Jest tu wszystko - od wybuchów emocji, po ukrywanie emocji, od smutku do radości, od pewności siebie do bycia przytłoczoną problemami. To jest taka "oscarowa rola" z prawdziwego zdarzenia, gdzie nie ma mowy o jakimś "oscar baicie". Aktorstwo totalne. Driver nie jest gorszy. A może i lepszy? Teoretycznie jest mniej brawurowy, ale to wiążę się bezpośrednio z postacią. Jego bohater to teoretycznie bardziej stonowany gość, niż jego żona. Ogólnie jednak o tej kreacji - celowo używam tego właśnie słowa - mogę powiedzieć to samo, co o jego partnerce. Wszystkie nagrody świata są, byłyby i będą zasłużone. Oboje niestety trafili dość pechowe, jak chodzi o nagrody i te najważniejsze ich omijają. I to chyba niesłusznie. No, ale mniejsza z nagrodami.

Po drodze do puenty zahaczę o bardzo dobry montaż i muzykę. Zwłaszcza ten montaż rzucił mi się w oczy. Niezwykle precyzyjna robota. Idealnie nadaje on tempa filmowi. Przyspiesza, zwalnia. Cięcia czasami są przeciągnięte, czasami cięcie jakby za szybko, ale idealnie. Tym bardziej doceniam, bo jest to film - że tak to ujmę - bardzo montażowy. Opowiada, koniec końców, o całkiem sporym okresie. Wielka robota. Doceniam niesamowicie.

No i teraz kwestia skryptu. Scenariusz jest zaskakująco prosty na wierzchu, ale nie przeszkadza mu to być błyskotliwym pod spodem. Ile tutaj jest perełek w dialogach, to aż ciężko wymienić. W gruncie rzeczy to zastanawiam się, czy Baumbach w pierwszej kolejności nie stworzył dzieła krytycznego na temat instytucji rozwodu w świetle prawa, trochę po drodze spychając na dalszy plan kwestie emocjonalne związane z rozpadem związku. Bo zwrócę uwagę, że on - moim zdaniem celowo - nie pokazuje tutaj żadnych "dobrych chwil", "pięknego początku". To gdzieś tam się przewija w dialogach, jest wspomniane w listach (rewelacyjny patent). Trochę jest takie na zasadzie "no było coś takiego". Genialnie prostym pomysłem było nie robienie retrospekcji. To ta sytuacja, gdzie warto pochwalić gościa za to, że nie zrobił czegoś, czego być może w ogóle nie planował. Jego film skupia się wyłącznie na etapie instytucjonalnego rozstania. Tym samym unika on szantażowania emocjonalnego widzów. Tak naprawdę wszystko co tutaj wychodzi z bohaterów, dzieje się pod wpływem szarży, bądź zaniechań, ich pełnomocników. Przewrotne to dość - i może wręcz genialne - że film właśnie o takim procesie (dosłownie i w przenośni) nazywa się "Marriage Story". Czy to chce Baumbach powiedzieć właśnie? Że dzisiejsza historia o małżeństwie tak naprawdę opowiedziana jest w kancelariach adwokackich? Że jej finalny kształt zależy od tego, czy głosem małżonka mówić będzie pozornie zabawny typek, za którego czerstwy żart trzeba w praktyce płacić tysiące dolarów, czy też wyrachowana pani, która dla pozoru słodzi herbatę miodem, którego nazwy nawet nie pamiętam, bo jest tak wyszukana? Brutalna ta historia małżeństwa. I bardzo brutalne jest jej pisanie. A to własnie ten etap obserwować można w tym filmie.

Jak siadałem do napisania tej notki, to miałem wrażenie, że film średnio mi się podobał. Jednak zastanawiając się nad nim. Pisząc to, siłą rzeczy pochyliłem się nad tematem bardziej i wyszło, ze jednak to bardzo dobre kino.

8/10 ode mnie i brawo
.

Odpowiedz
#31
To miód manuka, kilkaset złotych za kilogram ;)

Odpowiedz
#32
Faktycznie taki wspaniały, że nawet rozwód osłodzi? :-)
.

Odpowiedz
#33
(20-01-2020, 20:55)simek napisał(a): To miód manuka, kilkaset złotych za kilogram ;)

Mama mi kiedyś przywiozła słoiczek na zdrowie, ale że nie znoszę miodu w herbacie to sobie posmarowałem kromala 1/3 słoiczka. Jej mina :)

Odpowiedz
#34
(20-01-2020, 20:40)srebrnik napisał(a): Zwłaszcza ten montaż rzucił mi się w oczy. Niezwykle precyzyjna robota. Idealnie nadaje on tempa filmowi.
no, jest tak "idealny" że aż pozbawia mnie immersji. tak samo całe kompozycje symbolicznych scen czy przerysowanych postaci.
nic nie poradzę. lepiej widzę wyrachowanie twórcy który używa znanych zagrań by wywołać określony efekt niż emocje bohaterów
tak że o.

Odpowiedz
#35
Jakieś przykłady taki scen, montażu?

Odpowiedz
#36
no, choćby ta scena kłótni z rosnącym tempem, ale równo dobranymi interwałami. symetryczna do bólu. i niech nikt nikomu przypadkiem nie wchodzi w słowo żeby było ładnie i wybrzmiało. a na koniec niech facet bezsilnie padnie na kolana gdy zorientuje się co powiedział
sceny ze sznurówkami, sceny z nauką czytania tak rymujące się ze sobą i pokazujące rozwój postaci. to przesadystyczne (nie)zamawianie lunchu przez drivera. brama rozdzielająca małżonków. dziura w ścianie której nie można było zasłonić obrazkiem. postać inspektorki która bardziej przerysowana byłaby tylko gdyby była otyłą karlicą-murzynką.
no, mnie tam irytowało wszystko. :P
może dlatego że zbyt ocierało się o banał w tak dużym natężeniu
tak że o.

Odpowiedz
#37
No cóż, ja się zgadzam. Też przy niektórych scenach zapalała mi się lampka w głowie "oho, tutaj mamy symboliczne ujęcie, recenzenci będą mieli co przywoływać". Będąca sercem filmu kłótnia, chociaż świetnie zagrana, to toczy się ciut zbyt filmowo, a na mój obecny jej odbiór wpływa fakt, że w jakimś wywiadzie ze Scarlett usłyszałem jak ta mówiła, że w filmie nie było ani grama improwizacji - wszystkie momenty zawahania, przełknięcia śliny, uronienia łzy były dokładnie zaplanowane przez Baumbacha.
Nie jest to duża wada, ale taka przez którą film jest bliżej 7 niż 8/10.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Parasite (2019) reż. Bong Joon-hoo Kryst_007 84 7,665 Wczoraj, 15:12
Ostatni post: Mental
  1917 (2019) reż. Sam Mendes Kuba 129 10,888 19-02-2020, 21:21
Ostatni post: Ash_9001
  Uncut Gems (2019) reż. Josh i Benny Safdie nawrocki 23 2,332 16-02-2020, 19:27
Ostatni post: Craven
  The Personal History of David Copperfield (2019) reż. Armando Iannucci Kuba 3 815 13-02-2020, 19:17
Ostatni post: Trailery Srailery
  Knives Out (2019) reż. Rian Johnson Kuba 105 9,735 12-02-2020, 19:31
Ostatni post: Norton
  Ford v. Ferrari (2019) reż. James Mangold Lawrence 50 5,519 12-02-2020, 04:01
Ostatni post: shamar
  The Laundromat (Netflix, 2019) reż. Steven Soderbergh Pelivaron 7 618 09-02-2020, 19:53
Ostatni post: Snappik
  Jojo Rabbit (2019), reż Taika Waititi Krismeister 16 1,920 07-02-2020, 04:31
Ostatni post: Pelivaron
  "Falling" (2019?) reż. Viggo Mortensen Kuba 1 631 24-01-2020, 09:17
Ostatni post: Kryst_007
  Gemini Man (2019) reż. Ang Lee Martinipl 68 4,563 19-01-2020, 17:35
Ostatni post: simek



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości