Max Payne
#1
[Obrazek: 2012042000001.jpg]

Wielkimi krokami nadchodzi kolejna odsłona serii Max Payne a ja z tej okoliczności i aby skrócić sobie nieco czas oczekiwania (no, dobra właściwie głównie dlatego, że przy zakupie w przedsprzedaży dali 1 & 2 za darmo) postanowiłem zrobić sobie małe "previously in Max Payne".

Już na wstępie powiem, ze w mojej opinii obie gry (rzecz jasna ze wskazaniem na część drugą) bronią się znakomicie i nawet po tylu latach dały mi niesamowicie wiele frajdy. Wciąż doskonale wypada rozgrywka, nieco słabiej grafika, ale ma się to głównie do modeli postaci w części pierwszej. Lokacje wyglądają nadal przyzwoicie a w przypadku Maxa Payne 2 naprawdę zgrzeszyłbym, gdybym się pod względem grafiki do czegoś mocniej przypieprzył. No, może zazgrzytam zębami na pudełkowate modele pojazdów, które się niekiedy na ekranie pojawiają - ale przecież to tylko tło i znaczenia większego, tak naprawdę nie mają. Sekwencje z majakami i wizjami natomiast nadal robią niesamowite wrażenie - po prostu te poziomy koncepcyjnie pomyślane są tak, że nawet minimalistyczna grafika wygląda daje tu znakomity, przytłaczający efekt.

Fabularnie, obie części to nic szczególnie błyskotliwego, ale za to nadrabia się tu dość gęstym klimatem, co w zasadzie wystarczy, żeby przymknąć oko na te wszystkie klisze. Plot z drugiej części podobał mi się znacznie bardziej - może dlatego, że miał nieco prostszą konstrukcję. W jedynce gubiłem się od czasu do czasu, zastanawiając się kto, dlaczego z kim i co? I z kim tak naprawdę Max walczy i kim są ci wszyscy ludzie, których "musi" zabić. W sequelu wszystko jest jasne - pojawia się Mona, Max chce się dowiedzieć, w co się wplątała i przy okazji sam się pogrąża - a potem odnajduje prawdziwego mordercę swojej rodziny. W pierwszej części krąży po mieście i zabija jakichś ludzi, walczy z handlarzami narkotyków? mafią? tajnym bractwem? zabójcami żony? Ekhm.

Do zrzędzenia dodam jeszcze fakt, że postaci z komiksu w pierwszej części strasznie "ssą". Nie rozumiem, dlaczego niemal na każdym kadrze, niezależnie od tego, o czym się rozmawia, ani co robi, wszyscy szczerzą zęby w jakichś debilnych uśmiechach, jakby pozujący aktorzy nie brali na serio tego, co karze się im robić. Dziwne to. Ponadto aktor "odtwarzający" Maxa wygląda strasznie nie adekwatnie do roli, co na szczęście naprawiono w części drugiej. Tam mamy już prawdziwego nowojorskiego glinę po przejściach, a nie statystę z planu Grease.

Dobra, podsumowując ten mało interesujacy wpis - obie gry nadal są warte by do nich powrócić - obie dają sporo frajdy i obie bardzo ładnie się zestarzały. Ja bawiłem się świetnie. Kropka.
"...matka rodzi człowieka, matka go karmi. Potem karmi go ziemia i ziemia go przenika, za każdym razem zostawiając szczyptę pyłu, aż w końcu człowiek nie jest już dzieckiem matki, lecz ziemi."

R.S. Bakker - "Mrok, który nas poprzedza"

https://thetwilightarea.wordpress.com/ - strona poświęcona serialowi "The Twilight Zone"

Odpowiedz
#2
Krótko - pierwsza część do dziś wymiata, druga część do dziś trochę ssie pałkę. Przestylizowana, przebajerowana, zbyt surrealistyczna, a pod względem rozgrywki za bardzo podobna do jedynki. To już wolę pograć w jedynkę jeszcze raz, zamiast męczyć się z dziwactwami dwójki. Poza tym w jedynce levele były zaprojektowane po prostu lepiej - były bardziej pamiętne.

Odpowiedz
#3
Dwójka surrealistyczna? Mi się wydawało, że właśnie w jedynce wszystko jest dużo bardziej oderwane od rzeczywistości. Jak wyżej napisałem, fabularnie jest dużo bardziej zwięźle w części drugiej, za to rozgrywka wprost przeciwnie. No, może nie ma takiego skoku, jaki nastąpi niewątpliwe w przypadku części trzeciej, ale już np. wprowadzenie do gry drugiej postaci, więcej - prostych, bo prostych, ale nie głupawych - zagadek środowiskowych, no w sumie w i 2 w zasadzie każdy etap to nieco inny schemat (tzn. nadal przede wszystkim rozwałka), ale kombinować czasem trzeba na różne sposoby.

No i walka z ostatnim bossem w MP2 bez porównania trudniejsza, jeśli ktoś lubi takie rzeczy sobie porównywać.

P.S. Jakkolwiek MP2 jest jednak łatwiejsza i co za tym idzie, dużo krótsza. A znając Twoje hardkorowe upodobania, ten właśnie fakt może przemawiać między innymi za taką, a nie inną opinią ;-)
"...matka rodzi człowieka, matka go karmi. Potem karmi go ziemia i ziemia go przenika, za każdym razem zostawiając szczyptę pyłu, aż w końcu człowiek nie jest już dzieckiem matki, lecz ziemi."

R.S. Bakker - "Mrok, który nas poprzedza"

https://thetwilightarea.wordpress.com/ - strona poświęcona serialowi "The Twilight Zone"

Odpowiedz
#4
Dwójka, prawdę mówiąc, dłużyła mi się. Dobrnąłem do końca, ale z nastawieniem "niech to się już wreszcie skończy". Od tamtego czasu próbowałem wracać do tej gry, ale nie da rady - nie kupuję tego, nie podoba mi się. Projekty poziomów są słabe, to jest największy problem. Dłużą się, wydają się zaprojektowanymi poziomami, kiedy poziomy w jedynce są "żywe" - wklimacam się w nie po całości.

No i jeśli chodzi o fabułę, to cała ta telenowela z Moną w dwójce mnie wkurzała.

Odpowiedz
#5
Dla mnie obie części były świetne i przy obydwu super się bawiłem. Na początku byłem bardzo sceptycznie nastawiony do trójki, a to ze względu na to, że Remedy już nie pracowało nad jej produkcją a pierwsze screeny ukazywały jakiegoś pedalskiego grubego Maxa z brodą w lokalizacjach rodem ze slumsów w Rio. Teraz trochę bardziej przekonuję się do trójki, ale ostateczny werdykt wydam po ograniu w nią.

Odpowiedz
#6
No, mi znowu 2 zleciała szybciej, ale pewnie po części dlatego, że grałem w nią w sumie po raz pierwszy. Więc jedynkę po trosze chciałem odfajkować i sobie przypomnieć, a dwójka to było fabularnie coś nowego, więc poniekąd się nie nudziłem.

Co do tego, czy poziomy są słabo zaprojektowane, to nie polemizuję, bo nie mam dużego doświadczenia z wielka ilością gier, żeby wiedzieć, kiedy poziom jest OK, a kiedy skopany. Przyznam jednak, że w przypadku pierwszej części wiele razy zdarzało mi się krążyć, bo nie wiedziałem, co trzeba zrobić albo gdzie iść a w 2 rzeczywiście czasem odnosiło się wrażenie pewnej "tunelowatości". Więc jeśli to masz na myśli, to pełna zgoda.

Nawiązując jeszcze do Alana Wake - wspomniałem kiedyś o tym, że MP i AW łączy wiele podobieństw. Teraz chciałbym sprecyzować, że chodzi o MP2 - masa takich "dodatków", jak odcinki seriali telewizyjnych (w AW "Night Springs" w MP2 "Address Unknown"), audycje radiowe, sposób walki oparty na "bullet-time" i "promieniu światła" - bardzo zbliżone do siebie, masa motywów z mitologii nordyckiej, ponadto etapy "schizofreniczne", "senne" itp. o klimacie i konstrukcji bardzo do siebie zbliżonej, że o serii powieści sensacyjnych, które pisze Wake, a której bohater Alex Casey jako żywo przypomina Payne nie wspomnę...
Turus napisał(a):jakiegoś pedalskiego grubego Maxa z brodą

Wszystko bym o tym "nowym" Maksie mógł powiedzieć, ale nie że jest pedalski i gruby. Prędzej zapijaczony i zapuszczony.
"...matka rodzi człowieka, matka go karmi. Potem karmi go ziemia i ziemia go przenika, za każdym razem zostawiając szczyptę pyłu, aż w końcu człowiek nie jest już dzieckiem matki, lecz ziemi."

R.S. Bakker - "Mrok, który nas poprzedza"

https://thetwilightarea.wordpress.com/ - strona poświęcona serialowi "The Twilight Zone"

Odpowiedz
#7
Cytat:Co do tego, czy poziomy są słabo zaprojektowane, to nie polemizuję, bo nie mam dużego doświadczenia z wielka ilością gier, żeby wiedzieć, kiedy poziom jest OK, a kiedy skopany.

Ja też nie wiem. To po prostu odczucie. I chodzi z grubsza właśnie o tunelowatość, ale nie tylko. Trudno wyjaśnić.:)

Odpowiedz
#8
Cytat:Przestylizowana, przebajerowana, zbyt surrealistyczna

Miltonie, opisałeś dokładnie jedynkę :)
Mrok jest tylko z założenia (kreskówkowi bad guye z jeszcze bardziej infantylnymi niż ich wygląd tekstami) , a po klawych początkowych poziomach zaczynają się zabawy z tajnymi laboratoriami, matrixowymi leszczami w płaszczykach i wielka teoria spiskowa nakrapiana tajną organizacją wyciętą prosto z "Archiwum X".

Dwójka stara się to wszystko odkręcić w kierunku poważnej sensacji, którą "Max Payne" miał być od początku i robi to znakomicie. Jedyne zgrzyty następują przy wątkach ciągniętych właśnie z poprzedniczki. Ogólnie gra świetna i uwielbiam do niej wracać. Jedynki używam sporadycznie jako podstawki do znacznie ciekawszych modów.
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
#9
Swoją drogą, jakoś tak do łba mi strzeliło zainstalować spolszczenie do MP1, bo roiło mi się, że było swego czasu całkiem fajne. Jak to zrobiłem, uruchomiłem, tak po 20 minutach cieszyłem się, że jest opcja cofnięcia tego haniebnego czynu. Pazura wypada całkiem, całkiem, ale reszta kwestii, no żałość i amatorszczyzna. Najlepsze jest czytane z kartki teksty, które w oryginale pojawiają się, jako przerywana trzaskami audycja radiowa. W polskiej wersji normalnie czuć wielokropki, w momencie, gdzie powinien zanikać sygnał - a zapętlona linijka "Policja... czy... śnieżycy... Jim Bravura... wszelkie dostępne środki..." do teraz odbija mi się echem w głowie.
"...matka rodzi człowieka, matka go karmi. Potem karmi go ziemia i ziemia go przenika, za każdym razem zostawiając szczyptę pyłu, aż w końcu człowiek nie jest już dzieckiem matki, lecz ziemi."

R.S. Bakker - "Mrok, który nas poprzedza"

https://thetwilightarea.wordpress.com/ - strona poświęcona serialowi "The Twilight Zone"

Odpowiedz
#10
Obie gry są świetne, ale dwójka wygrywa. Lepszy scenariusz, lepsza grafika, lepsze lokacje, ładniejsze komiksy, Max wyglądający jak człowiek i boska Mona :) Przede wszystkim całość ma jednak bardziej przyziemny feel, w czym dużą rolę odgrywa właśnie brak wspomnianych przez Hitcha dziwactw typu laboratoria itp.

Dziwię się, że jeszcze nikt nie wspomniał o masakrycznym motywie przewodnim; w tym przypadku również preferuję wersję z sequela:



Warto by jeszcze wspomnieć o filmowej wersji Payne'a, ale... nie, jednak nie warto. Dno. Pod każdym względem.

Na koniec drobna anegdotka - oglądając jeden z odcinków Sex and the City stwierdziłem, że aktor występujący w tym odcinku powinien zagrać Maxa Payne'a. Wygooglałem go i... okazało się że to on występuje w komiksach w MP2 lol

Odpowiedz
#11
Cytat:Warto by jeszcze wspomnieć o filmowej wersji Payne'a, ale... nie, jednak nie warto. Dno. Pod każdym względem.
Epizod Olgi Kurylenko warto tylko przytoczyć :). Świetnie tam wygląda.

A w bitwie 1 vs 2 też stoję po stronie Fall of Max Payne.

Cytat:screeny ukazywały jakiegoś pedalskiego grubego Maxa z brodą
Chciałbym kiedyś poznać definicję słowa "pedalski". Mam przykre wrażenie, że wszystko stało się nagle pedalskie. Ostatnio znajomy stwierdził, że jeżdżenie na rowerze jest pedalskie...

Odpowiedz
#12
(20-04-2012, 11:22)Phil napisał(a): Ostatnio znajomy stwierdził, że jeżdżenie na rowerze jest pedalskie...
Ale wie że trzeba zamontować siodełko?


Odpowiedz
#13
No, to skoro przy muzyce jesteśmy, to zapomniałem wspomnieć - w nawiązaniu to AW - że zarówno w tej grze, jak i MP2 w tworzeniu ścieżki dźwiękowej brał udział etatowy zespół Remedy, czyli Poets of the Fall, kapela od świetnych ballad (vide: ).

Tu klimatyczna balladka z creditsów MP2:

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=atKv1JyQgV8[/youtube]
"...matka rodzi człowieka, matka go karmi. Potem karmi go ziemia i ziemia go przenika, za każdym razem zostawiając szczyptę pyłu, aż w końcu człowiek nie jest już dzieckiem matki, lecz ziemi."

R.S. Bakker - "Mrok, który nas poprzedza"

https://thetwilightarea.wordpress.com/ - strona poświęcona serialowi "The Twilight Zone"

Odpowiedz
#14
Jedynka to sensacyjny pastisz w stylu wytworów Rodrigueza czy Tarantino - komiczna, przerysowana, przebajerzona, pokręcona fabularnie do bólu. A do tego nie da się zabić przeciwnika strzałem w głowę, co było potwornie męczące, kiedy do tej gry wróciłem.

Dwojka poprawia wszystkie gejmplejowe błędy jedynki (są headshoty!), prezentuje ślicznie wykonane poziomy, a do tego fabularnie jest poważniejsza i mroczniejsza. Z tych dwóch dwójka bez dwóch zdąń wygrywa.
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
#15
Aż muszę sobie powtórzyć jedynkę i dwójkę. Może źle pamiętam. Zawsze jedynka wydawała mi się bardziej przyziemna, mimo laboratoriów, a dwójkę odbierałem jak Batmany Burtona.

Odpowiedz
#16
Świetne gierki. Co rok gram w obie, są niezwykle klimatyczne i wciągające. Nie potrafię jakoś ocenić, która z nich góruje znacząco nad drugą. Z niecierpliwością oczekuję na trójkę, która zapowiada się miodnie.

Odnośnie muzy, rzeczywiście motywy przewodnie są zajebiste. Zobaczymy co będzie teraz. Za ścieżkę dźwiękową w nowej części odpowiada rockowy zespół HEALTH. Ich próbkę można ujrzeć w drugim świetnym zwiastunie gry:





Głównego motywu muzycznego też nie zabraknie.Króciutki, acz znajomy fragment, który brzmi prawie identycznie jak z dwójki:

http://www.rockstargames.com/maxpayne3/news/article/a-take-of-the-max-payne-theme.html
koronex1989

Odpowiedz
#17
Podpisuję się pod postami Mierzwiaka i Hitcha, ergo jedynka, choć dłuższa i trudniejsza do przejścia (przyznać się, kogo jeszcze kurcze pieczone trafiał w finałowej akcji?), to jednak lekko przegięta, surrealistyczna miejscami (aczkolwiek plansza jednego ze snów, w którym idziemy po flakach pod względem trudności i klimatu nie ma sobie równych) i jakaś taka... dziwna. W dwójkę mogę natomiast grać w nieskończoność i mój jedyny zarzut odnośnie niej, to fakt, że jest strasznie krótka. No... i może po latach brakuje mi jeszcze większej interakcji z przedmiotami - drzwi się otwierają, krzesła i niektórze rzeczy da się przewrócić, ale już żeby coś podnieść czy otworzyć, to nie - trochę szkoda. No, ale ponieważ sporo tam strzelania, to nie jest to jakiś wielki mankament. Zresztą i tak, z perspektywy jedynki, dwójka jest dalece bardziej grywalna i nie tak toporna.

(20-04-2012, 12:24)military napisał(a): Aż muszę sobie powtórzyć jedynkę i dwójkę. Może źle pamiętam.

W jedynce miałeś m.in. wątek jakiegoś okultystycznego kultu, a w dwójce po prostu ścigasz bad guyi, choć fakt, że z perspektywy całości w dwójce masz więcej sekwencji sennych i mocno naciąganych plansz na ich podstawie.

(20-04-2012, 12:12)Crov napisał(a): A do tego nie da się zabić przeciwnika strzałem w głowę, co było potwornie męczące, kiedy do tej gry wróciłem.

Bardzo dawno nie grałem w jedynkę, ale pamiętam, że było to wykonalne. Chyba, że chodzi Ci o jakiś konkretny headshot, np. ze snajperki.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#18
W jedynce ze snajperki mogłeś trafić w piętę, a koleś i tak ginął.:) Rzeczywiście nie było headshotów, ale nigdy mi to nie przeszkadzało. Nie jestem z tych, co oczekują po grach mega-realizmu. Headshoty są dobre, ale tylko wtedy, kiedy w miejscu głowy pojawia się po nich fontanna krwi.:) Jak w Soldier of Fortune. W innych przypadkach strefy trafień mi wiszą.
Cytat:W jedynce miałeś m.in. wątek jakiegoś okultystycznego kultu

Co do tego, to przecież nie było jakiejś fantastyki, tylko jeden ćpun powalony na punkcie mitologii nordyckiej. Fajne i klimatyczne. Nie przeszkadzało mi to i nie uznawałem tego za surrealizm.

Odpowiedz
#19
No to w dwójce tym bardziej nie ma takich chwytów - poza motywami snów, które występują w obu częściach, dwójka kroczy mocno po ziemi.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#20
Ale ma np. nadmiar Baseballbatboya, który tam w ogóle nie pasuje; ma dziwaczny motyw z jakąś tajną organizacją (jeśli dobrze pamiętam), która owszem, była w jedynce, ale ledwo nakreślona. I ogólnie jest zbyt przestylizowany. Ale, jak mówiłem, dawno grałem.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości