Motherless Brooklyn (2019)
#21
Odrobinka jazzu od Daniela Pembertona:


Jest klimat, nie powiem. 
/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz
#22
Byłem na przedpremierowym seansie w Cinema City.

W jednym z wywiadów Norton mówił o tym, że tematyka zespołu Tourette'a wydaje mu się świeża i rzadko wykorzystywana w kinie. Rzeczywiście, coś mi tam świta, że kiedyś się z nią spotkałem, ale jednak wtedy bohater po prostu mówił niekontrolowane przekleństwa. A może to był po prostu Mark Wahlberg w Infiltracji, nie wiem :) W każdym razie po seansie choroba w tej formie, z niekontrolowanymi tikami wydaje mi się jedynie pozornie efektowna do przedstawienia na wielkim ekranie. Edward nie ma możliwości zbudowania jakiejś głębszej charakterystyki swojej postaci, bo co chwila jej zachowanie sprowadza się do kolejnych tików, skrętów szyi i wykrzykiwanych kreskówkowym głosem przekleństw lub rymowanek. Jego Lionel pozostaje zatem dość bezbarwny, oparty na dwóch trybach działania, nazwijmy je strapionym i oscarowym. Norton miał broń którą mógł wykorzystać- narrację z offu w której bohater może w pełni wyrażać siebie i swoje emocje. No ale niestety nie wykracza ona poza standardowe ględzenie w stylu noir.

Mój największy problem to jednak fabuła, bo intryga zupełnie nie zasługuje na to aby widz poświęcał jej 2,5 godziny swojej uwagi. Jest ospała, miejscami nawet przedstawiona dość mętnie chociaż w gruncie rzeczy prosta, ostatecznie nieprzekonująca. Nawet w pojedynczym, 40-minutowym odcinku CSI nie byłoby to nic ciekawego i motywy stojące za śmiercią Bruce'a Willisa można przyjąć jedynie wzruszeniem ramion. Wyczytałem, że Norton przeniósł akcję książki z lat 90-tych do lat 50-tych, bo wyczuł w jej fabule klimat noir. Ok, ale finałowe rozwiązanie traci przy tym większość mocy, o czym napiszę za chwilę w spoilerze.

Kuleje parę pomysłów reżyserskich, krzywiłem się na widok sceny w której Norton podsłuchuje spotkanie Willisa przez telefon, a widz obserwuje łysą glacę w zaciemnionym pokoju mając niczym Lionel skupiać się jedynie na dźwiękach. Okropne jest ukazanie fotograficznej pamięci Nortona, które polega na efekcie przewijanej taśmy filmowej, który nijak nie pasuje do czasu i miejsca akcji. Wreszcie każdy z prowadzonych aktorów jest tutaj co najwyżej przeciętny, ale nie zaprzeczę, że Dafoe i Baldwin chociaż się starali, koszmarna jest za to Leslie Mann, ale ma dosłownie dwie sceny. Mój mózg w trakcie seansu miał również własną zagadkę, bo za nic w świecie nie mogłem skojarzyć aktora grającego jednego ze wspólników Nortona- Dallas Roberts okazał się przydupasem Gubernatora z Walking Dead. Byłem też święcie przekonany, że jedną z bohaterek gra Charlotte Rampling, tymczasem aktorką okazała się Cherry Jones. Uwierzcie mi, to było ciekawsze niż intryga.

A i zwariować można od tej piosenki Yorke'a. Jest w filmie dwa razy w normalnej formie, często gdzieś tam się przewija w jazzowych motywach tworzących ścieżkę dźwiękową, a gdy Norton i Raw tańczą to zgadnijcie jaki utwór przygrywa im jazzowa kapela, w wersji bez wokalu.

4/10


Odpowiedz
#23
W Ally McBeal bohaterka miała zespół Tourette'a, może to tam się z tym spotkałeś ;)

Odpowiedz
#24
Niestety nigdy nie oglądałem serialu z Calistą.

Już wiem, miałem w głowie ten film z Devem Patelem
https://www.filmweb.pl/film/Troje+na+gigancie-2014-691095

Odpowiedz
#25
Raczej zawód. Norton sam w sobie to klasa, wstęp jest bardzo spoko, a i kilka scen potem także. Ale raz, że choroba głównego bohatera nie wpływa na fabułę (a nawet jest zaskakująco obojętnie potraktowana, bo w scenach, w których Tourette powinien dochodzić do głosu dla wzmocnienia dramaturgii, Norton zachowuje się normalnie, a wszystkie osoby, które spotyka mają na to odgórnie wyjebane), a dwa, że fabuła sama w sobie jest mętna, zdecydowanie za długa, nieprzekonująca i niewiele z niej wynika poza kilkoma słówkami o poprawności rzucanej na wiatr. Nie podobał mi się też wygląd filmu, który jest tak wymuskany przez cyfrowe zdjęcia, że po prostu bije z ekranu fałsz, a nie klimat epoki (zresztą wszystko jest tu czyste i grzeczne do zasrania, a "czarnuch" nie pada chyba ani razu, mimo, że mamy przecież rasowe uprzedzenia na tapecie). Jedyny plus taki, że oglądało się to dobrze i z jako takim zaciekawieniem. Niemniej ogólna jakość jest mocno telewizyjna i aż czuć, że powinno to powstać przynajmniej dekadę wcześniej.

5 / 10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Dragged Across Concrete (2019) reż. S. Craig Zahler Mental 168 19,830 07-08-2020, 01:51
Ostatni post: slepy51
  The Vast of Night (reż. Andrew Patterson, 2019) Pelivaron 1 464 28-07-2020, 21:08
Ostatni post: Scheckley
  Midway (2019) reż. Roland Emmerich Martinipl 53 5,947 20-07-2020, 06:54
Ostatni post: simek
  Nędznicy / Les Misérables (reż. Ladj Ly, 2019) Pelivaron 2 450 10-07-2020, 21:07
Ostatni post: simek
  Us (2019) reż. Jordan Peele Kuba 88 10,621 04-07-2020, 08:52
Ostatni post: Snappik
  Parasite (2019) reż. Bong Joon-hoo Kryst_007 89 10,047 09-06-2020, 22:49
Ostatni post: Pelivaron
  Triple Frontier (reż. J.C. Chandor, 2019) Pelivaron 19 3,397 17-05-2020, 02:12
Ostatni post: Gieferg
  Ad Astra (2019) reż. James Gray Kuba 143 14,036 10-05-2020, 15:46
Ostatni post: Snappik
  Uncut Gems (2019) reż. Josh i Benny Safdie nawrocki 39 4,454 08-05-2020, 19:33
Ostatni post: Lawrence
  The King (Netflix, 2019) reż. David Michod Kuba 33 4,133 05-05-2020, 13:57
Ostatni post: SonnyCrockett



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości