Neon Genesis Evangelion
#81
Oczywiście pojawia się sakramentalne pytanie: "po co?". NGE zostało już opowiedziane wystarczająco dobrze - i to po parę razy, jeśli wliczymy nowe zakończenia i tę nową tetralogią filmową - więc po co robić to na nowo? I to w dodatku przez Amerykanów, którzy pochodzą z zupełnie innego kręgu kulturowego i nie zadbaliby o zachowanie odpowiedniego przekazu i symboliki?

Poza tym mielibyśmy tutaj znowu problem włożenia 20 paru odcinków anime w ramy 2-godzinnego filmu. Nie nie, zdecydowanie zły pomysł. A jeśli już to powinien się za to zabrać jakiś japoński/chiński reżyser, np. John Woo :P

Odpowiedz
#82
Dla holiłod to oczywiste - for money! No i cały czas trwa kryzys kreatywny scenarzystów którzy najchętniej tylko by adaptowali książki, komiksy, gry, bo jest to i łatwiejsze i bezpieczniejsze.

A dlaczego my moglibyśmy chcieć remake'u NGE? Może dlatego że wcale nie uważam żeby tą historię opowiedziano wystarczająco dobrze. Opowiedziano wręcz fatalnie, większość wyjaśnień pochodzi spoza serialu, a wiele motywów, przedmiotów i zdarzeń w 26 odcinkach nie jest w ogóle wyjaśniona. Bez wywiadów, internetów, wersji reżyserskich i End of Evangelion to jest gniot działający "bo tak" na podstawie zasad, które nie są przedstawione widzowi zakończony 20 minutami halucynacji bo budżetu zabrakło. Więc uważam, że jest co poprawiać, ale bardziej w stylu Rebuild (widziałem 2 pierwsze) niż aktorskiego filmu.
Im częściej na mnie kamieniem rzucicie,
sami złożycie stos - - stanę na szczycie.


Grastroskopia - Bortal dobrze wpływa na trawienie gier


Odpowiedz
#83
Ja bym bardzo chciał zobaczyć zamerykanizowaną wersję NGE bez pizdowatych postaci z depresją, z jakimś sensownym zakończeniem (bardzo chętnie czerpiącym z pierwotnego scenariusza Pacific Rim), z naciskiem na motyw Evangelionów nie na fochy głównego bohatera.

Rka raczej konieczna, 200 baniek... to już zależy. Jakby poza Hollywood, jakby sensownie wydawać kasę. Niestety koszty filmów idą w jakimś dziwnym kierunku i sceny 100% CGI nie tanieją, od ładnych paru lat ograniczeniem jest tylko wyobraźnia twórców, koszt powinien iść w dół, no ale to osobny temat.

Czy chciałbym filmowego NGE? TAK.
Czy da się zrobić filmowego NGE? TAK.
Czy to prawdopodobne? NIE.
Jakby do tego doszło wyszedłby niekonsekwentny pierd PG13, będący dnem dla fanów serii i kompletną papką dla widowni nie znającej oryginału. Przynajmniej tego bym się spodziewał.

Odpowiedz
#84
Cytat:(bardzo chętnie czerpiącym z pierwotnego scenariusza Pacific Rim
A mógłbyś by je nam zdradzić? ;)

Btw. Krążą słuchy, że toczy się proces w sprawie aktorskiego Evangeliona który miał być, ale nigdy nie powstał, Amerykanie (w projekt oprócz studia Gainax zamieszana była firma zajmująca się wydawaniem i dystrybucją anime, w tym NGE, znana jako A.D. Vision) pozwali Japończyków... Ciekawe jak sprawa się zakończy....


Cytat:In August 2011, Gainax was sued by A.D. Vision, who claimed Gainax's refusal to accept an option payment for the perpetual live-action rights to Evangelion was a breach of contact and had resulted in losing an opportunity to produce the film with a major studio.[15] A.D. Vision has asked to be awarded the live-action rights to Evangelion and any accruing legal fees.

http://en.wikipedia.org/wiki/Gainax


Swoją drogą, pierwszy informacje na temat tamtej ekranizacji NGE pochodziły jeszcze z 2003 roku...
Hail to the king, baby!

Odpowiedz
#85
W pierwotnej wersji to był nie tyle inny wszechświat, tylko "poprzedni" wszechświat, który umierał w wyniku ekspansji, była albo tylko planeta i jej gwiazda albo w ogóle tylko planeta. I ci obcy w ogóle stworzyli nasz wszechświat po to, żeby go skolonizować zanim ich zostanie rozszarpany przez ciemną energię. Jak dla mnie to fajny podkład pod motywy z NGE czyli, że to Bóg atakuje ludzkość (choć w sumie w NGE chyba nigdy nie wyjaśnili skąd brały się anioły).

Odpowiedz
#86
Cytat:(choć w sumie w NGE chyba nigdy nie wyjaśnili skąd brały się anioły).
Jeśli dobrze kojarzę, to wyjaśnili, ale nie w anime, tylko poza nim, więc nie wiem, czy to uznać za kanon. O tutaj, ale jak dla mnie to tylko ogromna ilość bullshitu.

Cytat:A mógłbyś by je nam zdradzić? ;)
Mogę wysłać scenariusz na pw, jeśli chcesz :)

Odpowiedz
#87
Widział ktoś część 3?
Avengers: Infinity War - 10/10  <3

Odpowiedz
#88
Leży i czeka ale odrzuca nudą.

Odpowiedz
#89
Ja widziałem, tzn. wykazywałem zainteresowanie do połowy, a potem tylko oglądałem obrazki, bo nie dało się przetworzyć wszystkich informacji i absurdów, które do mnie docierały. To jest jeden z najbardziej szalonych filmów/anime/cokolwiek, jakie oglądałem; pokręcone wręcz w karykaturalny sposób. Nie liczcie na mindfuck w stylu EoE - tutaj bardziej pasuje określenie: trolling. Odświeżenie sobie wcześniej 2.0 w niczym nie pomoże, bo historia i tak jest wywrócona do góry nogami, np. sceny z zapowiedzi 3.0 z końcówki poprzedniej części w końcowym rezultacie zupełnie wyparowały (chociaż nie, nie do końca... trudno wyjaśnić. ;))

Całość wygląda oczywiście cudnie (zresztą pewnie widzieliście prolog), a walki są świetne (choć niestety wciąż brakuje "ciężaru" z Asuka vs Eva series), więc coś jednak po seansie w głowie zostanie. A co nie zostanie, to można sprawdzić w "kieszonkowym" FAQ, do którego jakoś jeszcze nie miałem odwagi zaglądać.

Odpowiedz
#90
Hmm brzmi trochę jakbyś mówił, że można z czystym sumieniem olać.

Odpowiedz
#91
To aż takie zmiany są w tych kinówkach, w stosunku do oryginału? Miałem po nie sięgnąć, ale jak to czytam, to chyba wpierw lepiej odświeżę sobie starą serię, a dopiero pozniej porównam.
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.

Odpowiedz
#92
To zależy - pierwsza część, o ile pamięć mnie nie myli, jest wierna oryginałowi. Dziwne rzeczy i fabularne rozjazdy zaczynają się głównie w końcówce drugiej części, ale wciąż jest to w granicach akceptacji. W trójce wprawdzie pewne elementy z serialu się pojawiają, np. Kaworu, podstawowa mitologia (ale też nie do końca, bo cholera wie co jest jeszcze Aniołem, a co Evą, a co czymś jeszcze innym) itp., ale jest to już praktycznie inna historia. W największym skrócie:

(04-02-2014, 15:40)Craven napisał(a): Hmm brzmi trochę jakbyś mówił, że można z czystym sumieniem olać.
Bo można. :) Ale z ciekawości, na zasadzie "co oni tam jeszcze durnego wymyślili" można też obejrzeć. No i finał jak na złość zapowiada się całkiem nieźle.

Odpowiedz
#93
Spoko pierwszą i drugą widziałem. Ale przez 3.0 coś nie mogłem się przebić. Ciekawe czy 4.0 będzie się do czegokolwiek nadawało.

BTW - pod koniec 2.0 był trailer 3.0, i generalnie ponoć nic z tego nie dostało się do ostatecznego filmu. Zerknąłem na zwiastun 4.0 i pod koniec wygląda to debilnie (tzn eva Asuki i Mari połączone w arcy tandetny sposób). Ciekawe czy to wyląduje w filmie.

Odpowiedz
#94
Zacząłem oglądać serial - jestem po trzech odcinkach. Ciekawa wizja świata, fajne rysunki technologii i beznadziejne postacie - chodzi zarówno o rysunek, jak i charakter. Główny bohater jest nieznośnym emo i fragmenty poświęcone jego rozterkom są niesamowicie nudne. Mimo wszystko fajne to jest - bo ciekawi mnie, czym tak naprawdę są Anioły i Evangeliony, skąd pochodzą, czego chcą. Mam nadzieję, że to zostanie wyjaśnione.

Odpowiedz
#95
LOL nope!

... no dobra trochę zostanie. Tak jakby...

Odpowiedz
#96
Piosenka chyba specjalnie napisana pod Asukę:



Odpowiedz
#97
Łyknąłem całość raptem w dwa dni. Bardzo dobra rzecz. Niespójna, ostentacyjnie odplywająca w arthouse'owe rejony, napuszona i być może nie do końca satysfakcjonująca całokształtem, mimo to mocno wciąga, imponuje rozmachem i tematycznym ekletyzmem. Treściowo bardzo pojemne, bo czego tutaj nie ma? Psychoanaliza, rozpad osobowości, stany depresyjne, kabała, mnóstwo oczywistej jak i zakamuflowanej symboliki, potężna dawka melancholii, wszystko to podane w przystępnej (przynajmniej do pewnego momentu), wręcz blockbusterowej formie, która niepostrzeżenie, z każdym odcinkiem, skręca w coraz ambitniejsze i bardziej pokręcone rejony.

Pierwsza połowa potrafi znużyć infantylnością i pokladami typowej japońszczyzny, ale potem zyskuje, kiedy już zestawi się ją w formie kontrastu z końcowymi odcinkami. Sporo emocjonalnych elementów i sugestywnej przemocy, która nie jest sztuką dla sztuki. Bohaterowie bywają wkurwiający, ale też tacy poniekad mieli być. Gdy już twórcy biorą ich wszystkich na tapet, to nie ma zmiłuj. Cała otoczka, świat w którym toczy się akcja, szeroko pojęty worldbuilding - wow. Momentami trochę żałowałem, że nie poszło to w bardziej konwencjonalną stronę, z drugiej strony w takiej zwykłej odsłonie formuła pewnie szybko by się zużyła. A tak powstało coś nietuzinkowego, co słusznie obrosło kultem i do dzisiaj jest interpretowane.

Technicznie bez zarzutów. Kadry bywają przepiekne. Kroczący na tle zachodzącego słońca EV04 z 19 odcinka to jedno z najlepszych ujęć w historii anime. Designy i scenografie kapitalne.
Na dniach zarzucę End of Evangelion.

Odpowiedz
#98
(01-05-2020, 21:05)nawrocki napisał(a): Łyknąłem całość raptem w dwa dni. Bardzo dobra rzecz. Niespójna, ostentacyjnie odplywająca w arthouse'owe rejony, napuszona i być może nie do końca satysfakcjonująca całokształtem, mimo to mocno wciąga, imponuje rozmachem i tematycznym ekletyzmem. [...]

A jak odebrałeś to słynne dwa ostatnie odcinki podstawowej serii i całe zakończenie? 

Jak oglądałem to lata temu jeszcze Hyperze to dominowało rozczarowanie i uczucie "gdzie moja finałowa rozpierducha!!!".  Ale byłem jeszcze trochę gówniarzem, więc nic dziwnego.

Ostatnia powtórka dzięki obecności na Netflixie zmieniła moje podejście i końcówka trafiła do mnie - czego się nie spodziewałem - na dużo bardziej osobistym poziomie. 


Odpowiedz
#99
Nie oczekiwałem zadnej rozpierduchy w finale, bo też serial od pewnego momentu dość wyraznie przeswuwa akcenty w stronę psychologii i eksploracji umysłów bohaterów, a "właściwa" fabuła stanowi już tylko konieczny dodatek, to też odebrałem je bardzo dobrze, sporo tam było ciekawej treści do rozpakowania, dużo znakomitych pomyslów wizualnych, twórczej odwagi. Motyw depresji i radzenia sobie z nią znalazł tam ujście w dość spektakularny sposolb, przy okazji mocno łącząc się jednak z resztą historii, w której przecież od początku psychoanaliza protagonisty stanowiła ważną składową.

Wciaz nie zabrałem się za EoE, moze w tym tygodniu sie uda.

Odpowiedz
No to teraz ciekawe jak ci się spodoba End of Evangelion, bo to tutaj mamy trochę inne podejście. ;)

Tak na marginesie to zawsze się dziwię tym plotkom o ekranizacji Evangeliona przez Hollywood. Dla mnie to jedna z tych rzeczy praktycznie nie do przeniesienia. W sensie, że potrzeba masę talentu i własnej wizji, aby to zrobić w zjadliwy sposób. Ze współczesnych reżyserów to nie widzę nikogo, kto byłby to w stanie zrobić.

--

Swoją drogą to szkoda, że na Netflixa nie ma jeszcze tych najnowszych iteracji Evangeliona, bo w sumie tego jeszcze nie widziałem. Różne opinie o nich słyszałem, ale za to na pewno muzyka wymiata:


Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości