Olympus / London / Angel Has Fallen
London trochę gorszy od Olimpu, ale wciąż superfajny filmik. Początkowe 20 minut to jednak katorga. Ta seria jest najlepsza w pomieszczeniach, gdy Banning napieprza się na noże z terrorystami, a tutaj mamy dłuuugą sekwencję pełną fatalnego, koszmarnego, po prostu tragicznego CGI. Ale warto to przetrwać, bo dosłownie w żadnych innych filmach kille nie są tak satysfakcjonujące. McClane może i się droczy z bad guyami, ale to w sumie dobry gość i załatwia sprawy szybko i czysto. Banning łączy docinki z torturami, co daje piorunujący efekt: TAAAK, pokaż im, gościu, niech czują ten ból.:)

Końcowe starcie z bad guyem satysfakcjonujące i soczyste, ze ja jebię. Wy mówicie, że Mel miał spoko monolog w Bravehearcie - tutaj macie coś o wiele lepszego.:) "We're not a fucking building, we're not a fucking flag", mówione z furią jaką tylko Butler może z siebie wydobyć, i to podczas łamania kolesia na kawałki, to po prostu czysta esencja kina dla koneserów. Miałem ochotę bić brawo.:)

8+/10 po pierwszym seansie, ale pewnie będzie więcej. Zakup obowiązkowy.

Odpowiedz
Dla mnie ten tekst Butlera do tego nieśmiertelnego badguya to niezamierzona parodia. W sumie parodia zaczyna się od hardych przemów prezydenta do kamery. A tragicznej całości dopełnia tekst Butlera "wysadzaj" i późniejsza sekwencja.

Bardzo chciałem lubić obie części przygód wesołego agenta SS, ale nie dało się. Już więcej frajdy sprawiły mi niektóre filmy kręcone na rynek video z Van Dammem czy Dolphem (z ostatnich kilkunastu lat) niż to coś.

Już nawet "I am wrath" z Travoltą, też żerujący na kinie sensacyjnym sprzed lat, jest zabawniejszy niż ta seria.

Odpowiedz
Dla mnie zarówno jedynka jak i sequel to, może nawet nie tyle parodia, co filmy robione z wieeeeelkim przymróżeniem oka - to dokładnie ten sam typ kina co Commando, czy właśnie Van Damm, Dolph, tylko we współczesnych czasach.

Odpowiedz
Dokładnie, przecież to jest przezabawne, kozackie, śmieszne i potężne jak rozwalanie z sztogana demonów w Doomie albo jak oglądanie Arnolda mówiącego "Pamiętasz, jak obiecywałem, że zabiję cię na końcu?". Czy ktoś poważnie myśli, że wielbiciele "...w ogniu" uważają to za wielkie kino ze scenariuszem na poziomie,bo ja wiem, Karola Dickensa?

Odpowiedz
Dokładnie, przecież nikt z osób które oceniają pozytywnie nie piszą, że film jest wybitnym tworem fabularnym, pełnym inteligentnych i błyskotliwych dialogów. Jak sam pisałem i militarny wyżej pisze w zasadzie to samo. Oglądanie tego co robi Banning na ekranie dostarcza mnóstwo zabawy, daje kupę śmiechu, akcje są kozackie w swej prostocie, bo czymże jest ciosanie nozem fałszywego komandosa w siedzibie MI6? Postać grana przez Butlera z gracją eliminuje przeciwników i nie cofnie się przed niczym by chociaż zdobyć informacje;) I to jest w tym najlepsze, dlatego tak dobrze się to ogląda mimo, że pomysł wyjściowy jest mega glupiutki.
Terminator | Aliens | Terminator 2: Judgment Day | True Lies | Titanic | Avatar
Directed by James "THE KING" Cameron

Odpowiedz
Osobiście nie widzę w serii o Banningu żadnego mrugania okiem do widza. Wszystko jest śmiertelnie poważne i pompatyczne do przesady. Nie widzę w tym żadnego pastiszu. Jedynie siermiężność i tanią propagandę.
„Commando” lubię, ale nigdy do końca nie uwierzyłem – w wysnuwane po latach hipotezy – że był to zamierzony pastisz. To miała być odpowiedź na „Rambo”, to miał być bohater większy niż życie. Wreszcie były to lata 80.
Sam Arnold w wywiadach – przeprowadzonych w trakcie zdjęć – potwierdzał, że miał być to film, który ma być lepszą wersją Rambo. Nawet sama liczba trupów w „Commando” zwielokrotniła się już w czasie kręcenia, ponieważ reżyser dowiedział się z jakim rozmachem będzie działał Sly w "Rambo 2" i nie mogli być gorsi.

Wersję o przypadkowym pastiszu – w „Commando” – niejako potwierdza reżyser Mark Lester. We wspominkach z okazji 25- lecia filmu mówi, że Bennet miał mieć po prostu wygląd twardego oprycha. Jego intencją nie było to, by „wyglądał on na geja” czy „Freddy’ego Mercury’ego na sterydach”.
Lester po prostu wkręcił się bardzo mocno w estetykę lat 80 i tak bardzo chciał zrobić wielki, bombastyczny film sensacyjny, że przeszarżował. Akurat w tym wypadku wyszło to przypadkiem uroczo.
A Foqua i Najafi miają rękę do świetnych dramatów sensacyjnych – „Trainning Day’, „Brooklyn Finest”, „Snabba Cash 2”, ale już do czystych sensacyjniaków najwidoczniej nie. Być może zawinili tu po trosze producenci.

O tym jak trudno zrobić brutalny „one Man army movie” przekonali się też twórcy „Taken”, bo wyszła im tylko pierwsza część.

Odpowiedz
O, ciekawe rzeczy tu czytam. To jak to w końcu jest, to kino na miarę / nowe Die Hard czy jednak beka z gatunku? Bo jedno do drugiego w ogóle nie pasuje, ale z drugiej strony rozumiem, że jakoś tę chujnię trzeba uzasadnić.

Odpowiedz
Nazywasz chujnia OHF?
Terminator | Aliens | Terminator 2: Judgment Day | True Lies | Titanic | Avatar
Directed by James "THE KING" Cameron

Odpowiedz
Odsyłam do mojej opinii napisanej po obejrzeniu tego śmiecia.

Odpowiedz
Londyn:

Taki sam szrot jak jedynka, ale przynajmniej zniknął studyjny zaduch bo akcja nie toczy się w wyglądająctch tak samo pokojach i korytarzach.

Melissa Leo i Jackie Earle Haley jako statyści, co do kurvy?

2/10

Odpowiedz
LHF jest elegancki fchuj.

Setting jakoś dużo bardziej strawny od jedynki, a potem leci już z górki, zero pierdolenia, dużo napierdalania. Ewidentna, luzacka inspiracja klasykami gatunku, ale jak widzę niektórzy nie załapali - może jakby wice prezydenta zagrał Samuel L. Motherfucking Jackson to sytuacja byłaby klarowniejsza :)
Na filmie nie zasnąłem, nawet powieki mi nie opadały więc propsuję, niech robią trójkę, tym razem skopiemy tyłek ruskim :)
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.

Odpowiedz
Londyn:

Mike Banning to świetna postać. Psychol, który lubi torturować i zabijać. Do tego amerykański fanatyk gotowy zabić każdego kto zagraża jego krajowi. Podobało mi się jak bez mrugnięcia okiem zabija, a informacja o tym, że wojsko zabiło niewinne osoby dronem w ogóle nie zrobiła na nim wrażenia. Z chęcią obejrzałbym film bardziej skupiający się na tej postaci bez niańczenia prezydenta.

Szkoda, że każdy inny element film jest co najwyżej średni. Główny zły jest pozbawiony charyzmy i przewija się jedynie w tle. Co gorsze finał filmu jest tak skonstruowany, że nawet nie poczułem, że to wielki finał. Plan zamachu jeszcze bardziej absurdalny niż ten z pierwszej części. Sama akcja też mało widowiskowa i wciągająca. Średniak pod każdym względem, ale można bezboleśnie obejrzeć. 5/10
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2

Odpowiedz
Ja p. Wreszcie obejrzałem "Londyn" na spokojnie. Obok średniego CGI jest ultra-gówniane CGI ale... to nie jest największy problem - to jest równie marne jak cz. 1. To jest wręcz obraza dla widza.

Na plus?
*Pomysł z początku ( o kasowaniu przywódców)
*mala sekwencja FPP (choć to też żadna nowość)

Cała reszta to banalny, wymęczony chłam. A finał z "odpalaj"...
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz

Odpowiedz
W porównaniu do tego poprzednie 2 części wyglądały jak arcydzieła. Żen ;) Aż muszę zrobić powtórkę Olympusa.
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Londyn ciut lepszy niż Olimp. Postać Banninga mnie intryguje - to jest psychol i w sumie ratuje tę serię. Bo to, że obie części mają koszmarne CGI (top koszmarów w filmie kinowym XXI wieku) to wiadomo. Co mnie kupiło, to to że Banning myśli, a i scenarzyści też robią kilka mądrych rzeczy (i kilka głupot, ale mniejsza o to). Napierdzielanki fajne. Dużym plusem jest sekwencja z SAS zrobiona na jednym ujęciu - jest tu świetna praca kamery, a gdy następuje cięcie i powrót to Banninga wspinającego się na samochód to powiem, że byłem pod wrażeniem. W zasadzie, to cała otoczka związana z intrygą jest słaba, Freeman jest (Melisa Leo statystką, W T F ?) ale on już tak ma. Eckhart drętwy, no trudno - prezydenci w akcyjniakach z Hollywood już tak chyba mają. Trudno. Natomiast sama akcja przyjemna, choć jednorazowa.

6/10
loading podpis...

Odpowiedz
Angel Has Fallen - mniejszy budżet, mniejsza skala i jednak troszkę wyhamowany (przez scenariusz) Banning stawiają tę część na 3 miejscu jak dla mnie. To dalej jest przyjemny akcyjniak z głupotami i naiwnościami odkurzonymi z kina klasy B (a nawet C). Tutaj zabrakło jednak sprawnej, reżyserskiej ręki co jest trochę dziwne, bo Waugh ma na swoim koncie spoko filmy (Felon, Shot Caller). Motywacje złych są mocno niejasne, choć przynajmniej nikt nie silił się tutaj na nie wiadomo jakie twisty. Fabuła wykłada karty na stół po 40 minutach, a kolejna godzina to już ganianie się po amerykańskim południu w cieniu eksplozji, strzelanin i całkiem ok pościgu z dużą ciężarówką w tle (inspiracja Cameronem?:)). Butler jak wspomniałem trochę wyhamowany, nie rzuca już tak ochoczo tekstami, nie stosuje też jakiś super chwytów do zabijania wrogów, za to spotyka swojego ojca (żulowaty Nick Nolte w tej roli). Ot bierze karabin lub pistolet w łapę i strzela, co przy kompletnej bezstylowości w realizacji nie buduje napięcia czy emocji. To taki actioner do piwa i chipsów, powinien od razu wylądować na Netflixie, ale z drugiej strony widzę że coś tam zarobił i producenci pewnie zacierają ręce na myśl o kolejnej odsłonie, która zapewne powstanie tylko nie wiadomo jeszcze z jakim tytułem (aczkolwiek możliwości jest wciąż sporo, ja widziałbym Baninnga gdzieś w Ameryce Południowej).

Ocena? gdzieś tak 5-6/10. Przeciętniaczek. Aha, CGI dalej kijowe ; )


[Obrazek: angel-has-fallen-giveaway_copy_0.jpg?itok=E2y_CI8y]
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
5 gości