Rzeczy wkurzające nas w filmach
#1
Od jakiegoś czasu zabierałem sie do założenia tego tematu. W nim wypisalibyśmy rzeczy, które doprowadzają was do szewskiej pasji - różnorakie klisze, stylistyki, typy postacie, trendy w kinematografiach itp.

-- Zacznę od siebie. Najbardziej nienawidzę comic reliefow. Nienawidzę jak twórcy wciskają jakiegoś "śmiesznego" przychlasta, który zamiast zabawiać wkurza widza. A dobijające jest wtrącanie ich w filmach animowanych, gdzie często nie maja żadnej roli i ich wycięcie w montażowni nie zaszkodziłoby filmowi. Niewiele comic relief to ważne dla fabuły postacie służące nie tylko wyłącznemu śmiechowi. Dlatego Timon i Pumbaa są w miarę spoko, gdyż spełniają w/w wymagania. I dżin z Aladyna jest super, bo również spełnia moje wymagania, a najlepsza scena z nim to szok po pytaniu o swoje życzenia - scena kompletnie nieśmieszna.

A jak taki comic relief zaczyna gadać i morda mu się nie zamyka, to liczę, że bohater przywali mu z pięści (Tajemnicze Złote Miasta o tym wiedziały).

Co mnie jeszcze wkurza w comic relief? Zabawny przydupas człapiący u boku w założeniu strasznego/poważnego/itd. villaina. Jak mam poważnie czuć grozę, gdy taki głąb to wszystko rujnuje? O dziwo taki typ pomagiera sprawdza się, gdy sam zły jest zabawny. I dlatego taki Smee czy Toadie budzą u mnie sympatie.

-- Przy okazji "Oliver i s-ka" uświadomił mi jak bardzo nie znoszę postaci w zamierzeniu będących cool/fajnych/trendi/extreme, często w czarnych okularach, czapkach z tylu i z tym cool "ale zajebisty gadam slangiem" uśmieszkiem.

-- Irytują mnie schematy rządzone w filmach o młodzikach. Nasz protagonista to żałosny mięczak, z którego nawet belfrowie maja bekę, zawsze to ofiara genericowych dręczycieli i nawet rodzina (zwykle ojciec) ma go dość. Gówniarz często robi jakąś głupotę na ważnym evencie i potem jest mu smutno.

--Z innych rzeczy to irytuje mnie usilne wciskanie kobiety, najczęściej jako love interest lub parytety w filmach. I to jeszcze w fabułach, którym nic by sie nie stało, gdyby wyciąć to w wczesnej fazie scenariusza. Często w ekranizacjach książek, gdzie oryginalnie nie było postaci kobiecych (bo fabuła nie wymagała tego), to filmowcy muszą je wciskać i tworzyć nudne watki romantyczne, bo tak. I to nie trend obecny. Już w czasach niemych zdziwiłem się, ile tego syfu nawtykali. A w każdym monster-movie z lat 50. (i innych gatunkach) dawali lipny nie wnoszący do historii wątek miłosny.

-- W "Scooby Doo" ludzie czepiają się takiego Scrappy'ego (zasadnie!), a nie widza, ze tak samo irytujący Scooby i Kudłaty. Rany, ale oni mnie wkurzają, zwłaszcza w starych seriach. Serio, czy ci debile nie umieją kojarzyć faktów i nie zauważają, że każdy napotkany monstrum, duch czy inne cholerstwo to jakiś facet w przebraniu? I są niesamowitymi tchórzami. I jaki człowiek wpierdziela psie chrupki (Bud Bundy nie liczy się!)? I m.in. dlatego podobał mi sie "Kudłaty i Scooby na tropie", gdzie fabuła w tym uniwersum to powiew świeżości, a główni bohaterowie nie takie strachajły i umieją wykorzystać makówkę. I jeszcze te filmy na rynek DVD - to prostu dłuższe odcinki serialu. Tragedia...

A was co wkurza w filmach?

Odpowiedz
#2
Taki comic relief w złej wersji wnerwiał mnie w Judge Dredd :/

Kobiety i wątki miłosne pakuje się dla widza płci żeńskiej, aby połówki zaciągały chłopów do kina, bo inaczej sprzedaż biletów siada.

Mnie najbardziej wnerwia jeden patent, ograny do bólu: młodzik wie o czymś strasznym/tajemniczym/niesamowitym i nikomu o tym nie mówi - jest to wykorzystywane nagminnie i do znudzenia. Wiem, że 90% filmów by bez tego nie zaistniało, jednak zazwyczaj jest to nielogiczne i wykorzystane w sposób po prostu żenujący.

loading podpis...

Odpowiedz
#3
Cytat:I jaki człowiek wpierdziela psie chrupki
Martin Riggs.
Co do comic reliefów, najlepiej rozwiązano kwestię w Total Recall - relief okazuje się zły i trzeba go przewiercić.
Mnie wkurza moda na śmieszne grubaski. Jak niegdyś w co drugim filmie musiał być "śmieszny" czarny (nierzadko o nazwisku Wayans), tak w ostatnich latach straszą spasione ryje Rebel Wilson albo Melissy McCarthy. A potem w recenzjach czytam, jak to niby kradną cały film swoją przezabawną grubaśnością.

Odpowiedz
#4
Za to m.in. kocham Total Recall :).

(25-06-2014, 23:07)Martinipl napisał(a): Mnie najbardziej wnerwia jeden patent, ograny do bólu: młodzik wie o czymś strasznym/tajemniczym/niesamowitym i nikomu o tym nie mówi - jest to wykorzystywane nagminnie i do znudzenia. Wiem, że 90% filmów by bez tego nie zaistniało, jednak zazwyczaj jest to nielogiczne i wykorzystane w sposób po prostu żenujący.

Albo mówi, ale nikt mu nie wierzy. I jak chce to udowodnić, coś idzie nie tak i bardziej zmniejsza szanse na wiarygodność.

Odpowiedz
#5
(25-06-2014, 23:00)OGPUEE napisał(a): Co mnie jeszcze wkurza w comic relief? Zabawny przydupas człapiący u boku w założeniu strasznego/poważnego/itd. villaina. Jak mam poważnie czuć grozę, gdy taki głąb to wszystko rujnuje? O dziwo taki typ pomagiera sprawdza się, gdy sam zły jest zabawny. I dlatego taki Smee czy Toadie budzą u mnie sympatie.

Ci są faktycznie całkiem nieźli, ale według mnie najlepszą tego typu "parą" jest Hades oraz Ból & Panik. Świetni byli.

[Obrazek: 20140428122439!Hercules-disneyscreencaps_com-4248.jpg]

____________

A co mnie wkurza? Hmm, najbardziej chyba to jak znakomity, albo przynajmniej niezły aktor odgrywa żenującą scenę miłosną. Jakiś czas temu oglądałem "List w butelce" z Robin Wright i Kevinem Costnerem. Przy scenach miłosnych zakrywałem oczy ręką żeby nie widzieć twarzy Kevina, straszne.

Dodatkowo wkurwia mnie niesamowicie jak w filmie jakaś rodzina ma mega problemy finansowe. Mieszkają oczywiście w mega zajebistej chacie na przedmieściach i jeżdżą jakimś SUV-em. Blech.

Aaaaaaaa, i sceny erotyczne w ubraniach xD

Odpowiedz
#6
Co do tych problemów finansowych: najbardziej irytujące jest, kiedy w ich następstwie rodzina musi się przeprowadzić, więc przeprowadza się z mega-ogromnej willi do... trochę mniejszego domu, nadal dużego, ale z ciaśniejszymi korytarzami i ścianami w kolorze beżowym zamiast białego. I najczęściej żona dramatyzuje wtedy, jaka to nora, jaki upadek. A to jest kurna fajny dom.

Wkurza mnie ogólna konstrukcja wszystkich filmów gatunkowych, ze zwrotami akcji które można przewidzieć co do minuty. Przez to zwykle tylko pierwsza połowa ma w sobie jakąś oryginalność, a druga to już sztampa - nowatorskie wątki rozwijają się w sposób uczony w szkołach filmowych i prowadzą do takiej samej konkluzji jak zawsze.

Odpowiedz
#7
Mnie najbardziej wkurzają bijatyki, oprócz happy endów to chyba najbardziej zakłamana sprawa przedstawiana w filmach. Ze świecą szukać filmów, w których walka na pięści jest przedstawiona w miarę realistycznie, w 99,5% przypadków bohaterowie, którzy przez cały film nie cechowali się super umiejętnościami mają szczęki ze stali i ząbki z tytanu, i ogólnie zachowują się praktycznie jak w kreskówce - po zebraniu kilku soczystych ciosów na twarz otrzepują się i walczą dalej.

Cytat:sceny erotyczne w ubraniach xD
Hehe, to jak najbardziej. A pozostając w tych tematach, to mnie denerwuje wchodzenie w kobietę bez żadnego problemu, w pół sekundy od ściągnięcia gaci, oczywiście bez patrzenia na cipkę, nie mówiąc już o pomaganiu sobie ręką - takie rzeczy to tylko w pornolach najwidoczniej.

Nie wkurzają mnie za to schematyczne filmy, jasne, że to boli gdy film miał potencjał na coś lepszego, a wyszło jak zawsze, ale większość tych robionych od linijki nie mogłaby inaczej wyglądać, bo należą do kategorii powtarzalnych produktów od których klient oczekuje właściwie tego samego w trochę innej aranżacji - takie życie i nie ma się co oburzać, że kolejny blockbuster ma fabułę dokładnie taką samą jak poprzednie. Od nieschematycznych fabuł jest inne kino, wszystko zależy od tego na co mamy w danym momencie ochotę: superbohaterski film do piwka, który niczym nas nie zaskoczy, czy ambitniejsza, autorska produkcja w której reżyser nie bał się zrobić wszystkiego po swojemu, a nie tak, żeby się sprzedawało.


Odpowiedz
#8
No a ja bym czasem chciał obejrzeć superbohaterski film, który mnie zaskoczy.:)

Odpowiedz
#9
Też bym nie pogardził, ale raczej nie liczę na powstanie takiego kuriozum.

Odpowiedz
#10
(26-06-2014, 09:26)simek napisał(a): w 99,5% przypadków bohaterowie, którzy przez cały film nie cechowali się super umiejętnościami mają szczęki ze stali i ząbki z tytanu, i ogólnie zachowują się praktycznie jak w kreskówce - po zebraniu kilku soczystych ciosów na twarz otrzepują się i walczą dalej.

Albo jak przez caluśką walkę bohater dostaje oklep, by w ostatniej minucie wstać z ziemi i zadać złemu dwa ostateczne ciosy i wygrać walkę.

-- W trailerach zawsze gdy ogłaszają na końcu tytuł i datę premiery, to jeszcze dają jakąś drobną scenę z jakimś smaczkiem, tekstem lub zabawną sytuacją. Irytuje mnie to ostatnio.

-- Jak w filmie dla dzieci głównym bohaterem jest kurdupel, opis filmu określa go "mały wzrostem, ale wielki duchem/ma wielkie serce/tym podobne". Ile razy to słyszę?

-- Zły trzyma na muszce bliską osobę protagonisty. Jak ten odda mu ważny fant, to zły zostawi bliską osobę w spokoju. Po chwili niepewności protagonista oddaje fant, ale zły -niespodzianka!- nie spełnia obietnicy. A sprawiał wrażenie miłego gościa.

--Kolo ociera łzę i mówi "Wpadło mi cos do oka". UURGHH...

-- Ograny do wyrzygania w animkach motyw "ujawnienia kłamcy". Cytując siebie:
Cytat: grupa bohaterów dowiaduje się, że koleś ich okłamał i odwracają się od niego. kurcze pieczone z tym, że dzięki temu kłamstwu dał im wiarę w siebie lub pomógł. Nie, kłamstwo to rzecz najgorsza i grupa jest bandą niewdzięczników i każe wypierdalać. I koleś idzie jak taki młot w trakcie smętnej muzyczki. I jest moment, gdy coś uświadamia mu, że jest coś i idzie naprostować sytuację. Sytuacja naprostowana i koleś cieszy się ponownym szacunkiem.

Boże! To tylko robi zastój filmu, wszędzie jest to samo, dobrzy okazują się jęczącymi "czytoprawdaufałemcicweluwynośsię!". I jeszcze gość zachowujący jak moron i przyznający się do wszystkiego.

-- Znowu cytat z parady banału:
Cytat:Główny bohater, gdy ma okazję zabić złego nie robi tego i daruje mu życie mówiąc w stylu: "Nie jestem taki jak ty.". I jednocześnie zły po chwili kajania niespodziewanie atakuje głównego. Motyw denerwujący jak cholera, bo bohater naiwnie myśli, że zły da se spokój. A gdyby zabił, to uniknąłby dodatkowych kłopotów i film by się szybciej skończył.

Inny durny motyw - zły ukrywa niewygodną prawdę przed dobrym okłamując go i udając przyjaciela. I jak przychodzi finał, to zły jak dureń mówi dobremu, że to on zabił jego rodzinę, naskarżył do nauczycielki lub inna cholera. Zawsze mnie zastanawia co by było dalej, gdyby obaj przeżyli :).

Odpowiedz
#11
(26-06-2014, 09:26)simek napisał(a): Mnie najbardziej wkurzają bijatyki, oprócz happy endów to chyba najbardziej zakłamana sprawa przedstawiana w filmach. Ze świecą szukać filmów, w których walka na pięści jest przedstawiona w miarę realistycznie, w 99,5% przypadków bohaterowie, którzy przez cały film nie cechowali się super umiejętnościami mają szczęki ze stali i ząbki z tytanu, i ogólnie zachowują się praktycznie jak w kreskówce - po zebraniu kilku soczystych ciosów na twarz otrzepują się i walczą dalej.

Jak to przeczytałem od razu przypomniała mi się prawdopodobnie NAJEPSZA WALKA W HISTORII KINA ;D





Odpowiedz
#12
Jedna rzecz często mnie wkurza w filmach - ISKRY przy strzelaninach!

Rozumiem, że czasem pirotechnicy walną iskry dla większego efektu, i nie przeszkadzają mi jeśli pod nimi pojawia się coś jeszcze (kula wbita w metal, odprysk farby, itp.). Ale od niepamiętnych czasów są takie kwiatki jak iskry od strzału w kamień (i tylko one, kamień zostaje nietknięty!), metrowe snopy iskier od karoserii samochodów, których karoserii nic się nie dzieje (ktoś pamięta Jokera prującego z karabinu do Batmana w TDK?), iskry od metalowych siatek/rurek mających kilka milimetrów, czy ogrom iskier od strzelenia w neon (Pogromcy mitów obalili ten mit).

Zresztą co się będę rozpisywał. Chodzi mi o takie wykorzystywanie efektu iskier przy strzałach (najlepiej widać w 0:17-0:20)


Niby bzdurka, ale kłuje w oczy (chciałem powymieniać jakieś inne konkretne filmy, w których to widać ale jest tego mnóstwo w latach 80-90. ).

Odpowiedz
#13
Zwiastun Miasta 44 przypomniał mi o rzeczy, która mnie zawsze irytuje - jest sobie jakaś bitwa/strzelanina/cokolwiek, w trakcie której para zakochanych postanawia się pocałować. I tak się całują, najczęściej w zwolnionym tempie, wygląda to ładnie, dookoła rozpierducha, a przeciwnicy nie umieją/nie chcą trafić dwójki zupełnie bezbronnych i niegotowych do walki przeciwników. Przypuszczam, że w prawdziwym życiu nie zdążyliby się dobrze zetknąć wargami, a już by któreś leżało :)

Odpowiedz
#14
Nie lubie jak w filmach o przyszlosci film konkretyzuje rok akcji, np. 2045. Zwykle wynika z faktu, ze czesto w prawdziwym zyciu taki rok 2045 nie rozni sie zbytnio od roku 2014.

Odpowiedz
#15
Jedną z bardziej wnerwiających mnie rzeczy jest zamykanie zmarłym oczu. Robili w kinie to już wszyscy. Lekarze, policjanci, rycerze, nauczyciele. Chociaż od samego napastowania oczodołów przypadkowych ludzi bardziej irytuje mnie maniera z jaką odbywa się to w niemal każdym filmie. Magiczne muśnięcie dłonią i oczy zamknięte.

Jest to jedna z najgłupszych rzeczy, jakie sprzedaje kino.
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
#16
Hm, jak ja bym był w takiej sytuacji - pierwszy przy jakimś trupie z otwartymi oczami, to również zamknąłbym mu powieki, przecież martwy człowiek (a już zwłaszcza ktoś kogo się znało) z otwartymi oczami to na maksa przerażający i paskudny widok.

Odpowiedz
#17
Zgadza się, tylko to nie jest takie proste. Delikatne przejechanie trupowi po oczach dłonią sprawi tylko, że będziesz miał na koncie trofeum "przejechałem trupowi dłonią po oczach" i nic więcej.
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
#18
Nie mam pojęcia jak zachowują się powieki nieboszczyka, ale też nie wiem czego się właściwie czepiasz. Jakby musieli te powieki chwytać palcami za rzęsy i się z nimi siłować, to byłoby spoko? Przecież to normalka, że kino akurat takie rzeczy trochę upiększa. Na takiej samej zasadzie można narzekać, że w filmach wszyscy mówią płynnie i bez wahania, poza tym nie drapią się, nie siąkają nosa, nie potykają się, nie mlaszczą przy jedzeniu (to wszystko nie występuje jeśli nie pełni żadnej funkcji fabularnej) i milion innych spraw, które występują w życiu, ale nie ma najmniejszego sensu ich pokazywać na ekranie - to samo jest z tymi powiekami, najpewniej by nie wyszło takie ładne przejechanie ręką po twarzy i zamknięcie oczu, ale po cholerę pokazywać, że jest z tym jakiś problem i rujnować przez to powagę chwili?

Odpowiedz
#19
Lepiej by było po prostu pokazywać trupa już zamkniętymi oczami. Głaskanie po powiekach to ograny do bólu, tandetny, tani, bzdurny zabieg. I wkurza mnie. Temat nazywa się "rzeczy wkurzające nas w filmach" czy "rzeczy wkurzające Simka w filmach", w związku z czym napisałem nieprawdę?
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
#20
Ta kwestia bardziej się nadaje do parady banału, bo motyw rzeczywiście ograny do bólu i pojawia się właściwie zawsze gdy mamy na ekranie jakieś jeszcze ciepłe zwłoki. Niby każdy banał jest czymś co denerwuje, więc niech Ci będzie :)

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Zakłamywanie historii Polski w filmach. Bart 38 5,489 19-04-2011, 19:44
Ostatni post: Artemis
  raperzy w filmach Mental 18 3,631 25-09-2008, 22:16
Ostatni post: skizzie
  Kto decyduje o formacie obrazu w filmach??? ortax123 3 1,153 17-08-2008, 13:10
Ostatni post: ortax123
  Czy w przyszłości zmieni się format obrazu w filmach? ortax123 18 3,522 16-08-2008, 11:27
Ostatni post: ortax123



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości