Searching for Sugar Man
#1
Najlepszy dokument od czasu Człowieka na Linie. Niezwykła historia Rodrogeza utalentowanego muzyka, który miał być drugim Bobem Dylanem, a nawet więcej niż Dylanem, ale z jakiejś przyczyny jego płyty się kompletnie nie sprzedawały. Tymczasem w RPA...

Tyle mogę napisać bez zdradzania czegokolwiek z filmu. Najlepiej oglądać mając tylko te podstawowe informacje, a już na pewno nie oglądajcie trailera. Otrzymacie niezwykła wspaniałą historię. Film mimo, że jest "zwykłym" dokumentem bez stylistycznych i narracyjnych fajerwerków opowiada tak ciekawą historię, że absolutnie nic nie jest w stanie zakłócić odbioru filmu. Jak dla mnie 9/10 i już teraz silny kandydat do top 10 filmów 2013. 22 lutego premiera w kinach, a sklepie T ładna kopia już od dawna :)
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2

Odpowiedz
#2
Potwierdzam. Co do fajerwerków stylistycznych, to rzeczywiście nie było, ale zdjęcia miast (głównie Detroit, ale chyba też innych) znakomite. Plus te animacje bazujące na zdjęciach ulic Detroit. Co do fajerwerków narracyjnych - film to solidna robota, ale mam wrażenie, że ta niesamowita historia mogłaby zostać opowiedziana trochę lepiej. Tak jak napisał Azgaroth, sama historia jest tak niesamowita, że ciągnęłaby każdy film, ale chyba przepaść mogłaby być mniejsza.

Mega-spoiler.

Z zeszłorocznych dokumentów chyba jednak nieznacznie ustępuje The Imposter, ale i tak 8/10.

Odpowiedz
#3
Krótko, rewelacyjny dokument, oskarowy pewniak i wielka historia. 9/10. Po obejrzeniu słucham teraz cały czas Rodrigueza.

Odpowiedz
#4
A ja się jednak zawiodłem. Ten film jest dla filmu dokumentalnego tym, czym dla kina fabularnego ostatnio był dla mnie "Slumdog Millionaire" - fajny feel good movie aby obejrzeć i poprawić sobie humor. I nic ponad to. Może miałem zbyt wielkie oczekiwania.

Nie zrozumcie mnie źle, to w dalszym ciągu bardzo dobry film, ale ilość szumu i nagród które otrzymał jest wg mnie zdecydowanie przesadzona. To typowy film dokumentalny dla ludzi którzy nie interesują się filmami dokumentalnymi, jest nakręcony w stylu filmów fabularnych, dlatego tak dużej ilości osób się on podoba.

Najlepszym filmem dokumentalnym ubiegłego roku jest oczywiście "Queen of Versailles", (które moim zdaniem jest również najlepszym filmem ubiegłego roku w ogóle) i jak bardzo "Searching for Sugar Man" by się starało, nie dorównuje temu filmowi w żadnym stopniu. Z tym że to trochę mniej mainstreamowy film. Nawet jeśli chodzi o filmy o muzyce to moim zdaniem też nie jest to najlepszy film ubiegłego roku - w tej kategorii wygrywa dla mnie "Shut Up and Play Hits".

Odpowiedz
#5
(24-02-2013, 16:41)soldamn napisał(a): To typowy film dokumentalny dla ludzi którzy nie interesują się filmami dokumentalnymi, jest nakręcony w stylu filmów fabularnych, dlatego tak dużej ilości osób się on podoba.

Czyli minusem filmu jest to, że został dobrze nakręcony i podoba się wielu osobą? :) A film jest świetny, bo opowiedziana historia jest świetna.
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2

Odpowiedz
#6
W którym miejscu napisałem, że to wada? To jest powód popularności tego filmu a nie jego wada - nie jest tak hermetyczny jak inne filmy dokumentalne, łatwiej go przyswoić ludziom, którzy mają niezbyt często kontakt z tego typu twórczością. Ale nazywanie go wybitnym, najlepszym dokumentem od iluś lat, czy nawet najlepszym dokumentem tego roku, dla osoby która widziała więcej docenianych w tym roku dokumentów, jest po prostu moim zdaniem lekką przesadą. Szczególnie, że ten rok jest bardzo silny w dokumencie.

Odpowiedz
#7
(15-01-2013, 00:53)Azgaroth napisał(a): Niezwykła historia Rodrogeza utalentowanego muzyka, który miał być drugim Bobem Dylanem, a nawet więcej niż Dylanem, ale z jakiejś przyczyny jego płyty się kompletnie nie sprzedawały.


Dylan to wydmuszka. Grać nie potrafi ani na harmonijce, ani na gitarze. Jego wokal to kozi sound, na dodatek fałszuje, że aż trzeszczy w bębenkach uszu. Kapitalnie sparodiował go Zappa na "Sheik Yerbouti".

Rodriguez pisał cudowne balladki, prawdziwe perełki. Wielokrotnie słuchałem, wchodzą do głowy i nie puszczają. Co ważne, w jego muzyce nie było jak u Dylana elementów byle jakiego country i tego koziego, pretensjonalnego rzężenia.

Nie będę ukrywał, że Dylana nie cierpię, to kompletne beztalencie. Wciąż zadaję sobie pytanie, jak zyskał takie uznanie w czasach, kiedy naprawdę trzeba było umieć grać (przecież niedługo miał powstać nurt progresywny!), tworzyć muzykę - kiedy liczyła się przede wszystkim muzyka, a nie sceniczny show.
Może jego sukces to wynik przystania na pakt z "Rain Manem", jak to było w przypadku - nie przymierzając - Eminema ;))) (Dylan coś beczał w starym wywiadzie, że sprzedał swoją dusze potężnym ludziom za sławę, więc kto go tam wie?)

Sixto ma wielki talent - prostota i klimat, lekka ręka do pięknych melodii i specyficzny klimat. Sam film jest rewelacyjnym dokumentem - tak po prostu. Niby sama muzyka niczego specjalnego od słuchacza nie wymaga - to nie King Crimson - a jednak absorbuje. Dziwne.


Odpowiedz
#8
(25-02-2013, 04:55)Tomkiewicz napisał(a): Może jego sukces to wynik przystania na pakt z "Rain Manem", jak to było w przypadku - nie przymierzając - Eminema ;)))

I Rain Man przekonał podprogowo miliony osób na świecie, żeby kupować płyty Dylana :) Nie jestem może znawcą twórczości Dylana, ale wydaje mi się, że za jego sukcesem stoją przede wszystkim teksty piosenek, a ich wykonanie miało drugorzędne znaczenie.


(25-02-2013, 02:37)soldamn napisał(a): W którym miejscu napisałem, że to wada?

Napisałeś, że się zawiodłeś, więc tak to odebrałem.
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2

Odpowiedz
#9
(25-02-2013, 14:48)Azgaroth napisał(a):
(25-02-2013, 02:37)soldamn napisał(a): W którym miejscu napisałem, że to wada?

Napisałeś, że się zawiodłeś, więc tak to odebrałem.

No bo wszyscy trąbią że to arcydzieło, podczas gdy to "tylko" porządny, komercyjny feel good dokument.

Odpowiedz
#10
Obejrzałam przedwczoraj, ale do teraz nucę I wonder. I tak powinnam zacząć pisać o Sugar manie, bo nad wieloma rzeczami przydałoby się zastanowić. Po pierwsze nad historią samego Rodrigueza, która jest co najmniej zagadkowa. Po drugie nad wyrazistym wątkiem politycznym (moim zdaniem niepotrzebnym, trochę rozmydlającym główną opowieść) i wreszcie po trzecie nad prawdomównością właściciela Sussex. Nad muzyką, w szerszym rozumieniu, nie trzeba się zastanawiać. Jej trzeba posłuchać...
Recenzje filmów
---------------
"Bezmyślność zabija. Innych."

Odpowiedz
#11
trochę mi zaspoilerowała film audycja radiowa, zresztą Trójka nie raz i nie dwa puszczało Sugar Mana ostatnio; ogólnie film z kategorii niewiarygodne, a przecież prawdziwe. Niesamowita historia, dobra realizacja, cholernie wkręcająca się muzyka - absolutnie wart obejrzenia.
Im częściej na mnie kamieniem rzucicie,
sami złożycie stos - - stanę na szczycie.


Grastroskopia - Bortal dobrze wpływa na trawienie gier


Odpowiedz
#12
No ale przecież nie bierzcie całkiem na serio tego filmu, tam jest mnóstwo uproszczeń. Np. zupełnie pominęli, że Rodriguez nie był wcale zapomniany - poza RPA popularność zdobył chociażby w Australii i Nowej Zelandii, jeździł tam na trasy ze znanymi zespołami, grał też w Europie w latach 80. Nie mówiąc o tym, że Steven Sodbergh podobno użył "Sugar Man" w jednym ze swoich filmów dawno przed dokumentem (mówiła mi o tym koleżanka, nie wiem na ile to prawda, a szukać aż tak mi się nie chce. Faktem jest jednak, że David Holmes odpowiadający za soundtracki do jego filmów wydał remiks "Sugar Man" w 2002 roku)

W jednym z polskich tygodników ukazał się fajny tekst troche urealniający tą historię. De facto w Polsce możnaby nakręcić baardz baaardzo podobny film o zespole Budgie, ale cóż... jesteśmy sto lat za murzynami, tym razem dosłownie i w przenośni.

Odpowiedz
#13
Upraszcza ale w sumie pewnie tylko w RPA gromadził takie tłumy a nie był supportem lub też grał w małych klubach. Sugar Man nie był u Soderbergha, był tylko w dramacie Candy z Heathem Ledgerem w 2006 roku i w jeszcze jednym filmie z Joan Chen.

Odpowiedz
#14
(26-03-2013, 15:55)soldamn napisał(a): De facto w Polsce możnaby nakręcić baardz baaardzo podobny film o zespole Budgie, ale cóż... jesteśmy sto lat za murzynami, tym razem dosłownie i w przenośni.

Fakt. Budgie najbardziej doceniono właśnie w Polsce, a w swej rodzinnej Walii byli kompletnie zlewani.


Odpowiedz
#15
kurcze, historia przedstawiona w dokumencie naprawde mnie poruszyła i wzruszyłem się nie na żarty podczas koncertu, wrażenie zrobił też na mnie wywiad z jakimś czarnoskórnym byłym włascicielem wielkiej wytwórni, ale cały czar prysł, gdy dowiedziałem się, że cała historia jest mocno ubarwiona (co troche "odbarwiło" mi wrażenia po seansie), że koleś wcale nie zniknął, że grał jeszcze koncerty i cieszył się umiarkowanym sukcesem w Australi (istnieje jakaś jego koncertówka z 1981r.)i teraz czuję się brzydko zmanipulowany i oszukany.

http://www.wprost.pl/ar/391659/Filmowe-kamstwa/

(24-02-2013, 18:06)Azgaroth napisał(a): i podoba się wielu osobą? :)

ała, moje oczy! :)


Odpowiedz
#16
No to trochę szkoda, że dokument okazuje się zwykłą bajką. Co prawda bardzo fajną bajką, ale jeżeli pewne fakty są pomijane, bo nie pasują do filmu to nie nazywajmy tego dokumentem.


(27-03-2013, 17:45)Bartholomew napisał(a):
(24-02-2013, 18:06)Azgaroth napisał(a): i podoba się wielu osobą? :)

ała, moje oczy! :)

Tak to jest jak się zwraca uwagę tylko na podkreślone błędy :)
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2

Odpowiedz
#17
Ale z drugiej strony czy dokument nie przedstawia zdarzeń z perspektywy mieszkańców RPA?

Odpowiedz
#18
wątpie, bo niby co miałoby na to wskazywać?

Odpowiedz
#19
Skupienie się na dziennikarskim śledztwie. Chociaż tej teorii przeczy druga połowa filmu. Trzeba przejrzeć wywiady z reżyserem jak on tłumaczy się z faktu pominięcia pewnych wydarzeń.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości