Sicario (2015) reż.Denis Villeneuve
Kluski, tylko kompletna dupa wołowa może się jarać tym filmem.

Będę cię przedrzeźniać tak długo, aż nauczysz się w normalny sposób opisywać swoje zdanie o filmie, bo jak na razie jesteś na dobrej drodze do dostania urlopu od forum.

Odpowiedz
Zawsze masz ten dylemat, że jak zbanujesz to ktoś Cie posądzi o małostkowość. Jak się kiedyś dochrapię funkcji moderatora to też będę stawał przed tak trudnymi wyborami :* Jesteśmy duże facety, rozumimy, że de gustibus non est disputandum. Sicario to tak specyficzny przypadek, że trudno tutaj o jakieś "racjonalne" argumentowanie. Po prostu jeden to kupuje, drugi nie. Dla mnie zdecydowanie 9/10, a przy dobrych wiatrach 10/10. Za arcymistrzowskie wyczucie klimatu.

Odpowiedz
(17-06-2016, 22:42)Kluski napisał(a): Że niby to bez sensu. A co, wy w swoim realistycznym życiu nigdy nie poczuliście się tak pewnie, aby podejmować nieracjonalne decyzje? Jak ktoś jest panem życia, to go nic nie tyka i takie zachowania starają się przewidzieć ludzie, którzy na nich polują.

Ale to wbrew pozorom jest bardzo proste, choć chyba nie załapałeś o czym napisałem. No ale spróbuję raz jeszcze.

Jeśli dostaję realistyczną i brutalną historię z dobrze zarysowanymi charakterami to oczekuję od tychże charakterów realistycznego postępowania.
Jeśli mają wykonać jakieś zadanie to idą do celu najprostszą drogą, a nie dookoła, przy okazji piętrząc sobie trudności.
Jak ktoś chce wbić gwóźdź to nie zbiera ekipy, żeby zrobić napad na sklep z laptopami po to żeby ukraść tam jednego laptopa i wbijać nim gwoździe. Tym bardziej, ze na stole obok leży młotek.
Jeśli głównym celem jest zabicie "bossa" to zmierzamy wprost do celu. Dodawanie kolejnych zmiennych do równania tylko powoduje dodatkowe komplikacje, co nie jest wiedzą tajemną i co wie nawet taka dupa wołowa jak ja.
Naprawdę wysoko postawiona szycha z CIA, latająca prywatnym samolotem nie wie gdzie mieszka "capo di tutti capi"? I nie wie tego jego pomagier, który jak widać zna ten światek od podszewki?

Dobra załóżmy że tak naprawdę jest, choć ciężko to kupić. No ale niech tam.
Nie mogli po prostu złapać "gościa z czarnym mercedesem" w Teksasie? I przeprowadzić dalej akcji jak w filmie? Del Toro go łapie, szantażuje, jadą do Meksyku i Del Toro zabija wszystkich jak to zrobił w filmie.
I po co wtedy FBI, agentka Blunt, helikoptery, komandosi, szmery-bajery?
No tak. Wtedy by nie było filmu.
I tu jest zasadniczy i jedyny problem. Po prostu nie lubię sytuacji, gdzie twórca wymyśla koślawą, karkołomną i nierealistyczną intrygę tylko po to, żeby nakręcić o tym film. Niech wymyśli dobrą historię i wszyscy będą zadowoleni.
A tak ja potem muszę się pocić i tłumaczyć o co mi w tym wszystkim chodzi :)

A cała otoczka aktorsko-zdjęciowo-muzyczno-montażowo-realizacyjna jest na najwyższym poziomie. Tym większe rozczarowanie.

PS. Na "sikuel" na pewno się wybiorę do kina. Lubię takie kino, więc spróbujemy jeszcze raz. Tym bardziej, że reżyser rokuje dobrze.
Wtedy śmieli się znowu, uważając, że to okropnie komiczne, że Paszczak przez całe życie robił to, na co nie miał ochoty, tylko dlatego, że nie potrafił odmówić.









Odpowiedz
Z perspektywy czasu stwierdzam, że ten film to coś wpół drogi między chujnią, a średniakiem (po seansie wydawało mi się, że to po prostu średniak). Nigdy więcej tego nie obejrzę, a sequelem zainteresuję się tylko jeśli dostanie rekomendację od osób oceniających Sicario na 5/10 lub niżej.

Serio, nie widzę powodu dla którego miałbym jeszcze raz śledzić losy nieciekawej i, co ważniejsze, nieistotnej postaci, żeby zobaczyć przewidywalny finał wzięty z pierwszego lepszego "revenge flick". Warstwa audiowizualna mnie tak nie ruszyła żeby usprawiedliwić marnowanie na to czasu.

Krismeister napisał(a):Za samą scenę
ten film powinien mieć minimalnie 8/10.

Nie wiem czemu. Ani mnie nie obchodzi los tej rodzinki, którą widzę po raz pierwszy, ani mnie nie obchodzi zemsta Del Toro, bo o tym, za co się mści, tylko ktoś mi coś tam wspomniał, nie widziałem tego, w dodatku scena jest przewidywalna i kończy się dokładnie tak, jak się spodziewałem. Nie widzę powodu by w ogóle ją uważać za plus tego filmu.
Nie interesuje mnie kino ogólnie, a jedynie filmy o tym, co mnie interesuje.
-------------------------------------------------------------
Pisanina archiwalna - fantasy/sf

Odpowiedz
Przeciez ta intryga i cala faza z zemsta/odjebka bossa to jakas padaka, a scenariuszowo ten film przeciez lezy. Trzeba nie lada taletu, zeby w tak prostej historii nic sie nie trzymalo kupy.

Najlepsza scena (kolacja jest ok, ale i tak mam w dupie postac Benicio), reszta sie nie liczy.



Uwielbiam tego typa w okularach:

http://cdn.moviestillsdb.com/sm/e8127743de0d3537d52c5047daba6d5a/sicario.jpg <ok>


i jeszcze to:
http://ctn-nope.tumblr.com/post/137596380364/basedheisenberg-sicario-producers-so-what

co to za koles na pierwszej focie, anyone?


Ten film mogl byc TAAAAKI dobry, a mamy jedna zajebista scene, a reszta to jakies pierdu-pierdu.


(17-06-2016, 22:42)Kluski napisał(a): Sranie, nie 8/10, ten film ma tyle niuansów i smaczków


Kluski, popraw sie i to szybko :)
I drive truck, break arms, and arm wrestle. It's what I love to do, it's what I do best.

Odpowiedz
Mike Vining na pierwszej fotce.
- I don't advise a haircut, man. All hairdressers are in the employment of the government. Hairs are your aerials. They pick up signals from the cosmos, and transmit them directly into the brain. This is the reason bald-headed men are uptight.
- What absolute twaddle.  

Odpowiedz
Dla mnie też z perspektywy czasu powtórka Sicario coraz słabiej się widzi.

Nikt nie odmawia filmowi atmosfery, ale Sicario jest trochę jak taka pusta sztuczka. Robi do widza ciagle grozne miny i poważne spojrzenia, żeby przekonać go, że ma do czynienia z czymś mega mrocznym, ale za tym się w sumie wiele nie kryje. A główna intryga jest właśnie nie tylko prosta, co właściwie trochę głupia. Jakbym w życiu nie słyszał wcześniej o kartelach, to może zrobiłoby to na mnie wrażenie, ale teraz to rzeczywiście sprawia trochę wrażenie jakby film udawał, że odkrywa przed widzem jakieś prawdy o sytuacji, podczas gdy serwuje same banały. Po seansie tłumaczyłem to sobie tym, że Sicario nie ma być poważnym spojrzeniem na temat, tylko taka mroczną, "poetycką laurką z meksyku". Nieco przerysowaną impresją na temat przemocy regionu i tego jak wpływa na ludzi. I pod tym względem jest ok i nadal będę polecał ludziom Sicario, bo to nie jest zły film, ale jednak, to jest bardziej zabawa atmosferą i motywami malowanymi grubym pędzlem, niż jakaś konkretnie napisana fabuła z porządnie nakreślonymi relacjami.

Aha i chciałbym w końcu zobaczyć Holywoodzki film w którym główny, "dobry" bohater mający być przekaznikiem widza, będzie miał jakieś sensowne argumenty, a nie zachowywał się jak naiwny cielak i korzystał z tego, że film udaje za niego, że ten stoi na moralnie wyższej pozycji od "cyników", mimo że scenariuszowo nic się za tym nie kryje.
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.

Odpowiedz
Nie no, Sicario scenariuszo jest mocno pretekstowy i miałki. Ten film robi reżyseria, zdjęcia i aktorzy. Ale jednak atmosfera w nim jest na tyle zajebista, ze trudno byloby mi mu wystawic mniej niz 7/10.
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
No dobra, ale fajnie jak za tą atmosferą stoi coś jeszcze, bo same zdjęcia i muzyczne pomruki w tle czynią taki tytuł, jak dla mnie, produktem jednorazowego użytku, po którym i tak chciałem złożyć reklamację.

Odpowiedz
Nie no, wiadomo, dlatego ciezko mi byloby wystawic mu tez wyzsza ocene. :) Bo ja pewnie jak wroce do Sicario to tylko po to, zeby sobie obejrzec segmenty filmu i dac sie pochlonac atmosferze.
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz


Analizy z tego kanału to czasami za bardzo * podciąga okulary na nosie * "hurr, durr super-duper, meta obadanie banalnych oczywistoiści, ubrane w ciuszki technicznej analizy", ale fajnie sobie przypomnieć i docenić tę scenę.
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.

Odpowiedz
Z pierwszym "Sicario" problem jest taki sam jak z "Zakładnikiem" Manna - lepiej za bardzo nie wygryzać się w sens fabuły, bo szybko wyłażą na wierzch jej bzdury. Nie przeszkadza to jednak cieszyć się filmem, gdyż ten jest znakomity. Moja absolutnie ulubiona scena - za każdym razem jak ją oglądam mam ciary. Sposób, w jaki Benicio del Toro dostarcza tutaj dialog, widok kompletnie zdruzgotanej agentki, samo miejsce akcji (spokojne amerykańskie osiedle) składają się na ten mega odrealniony, surrealistyczny klimat, którego brakuje w części drugiej (za to jest więcej czysto fabularnego realizmu - coś za coś, ja kocham oba filmy po równo).



9.5/10

Odpowiedz
Powtórka i ocena skacze z 6 na 8.

Klimacik jest obłędny, Deakins dowala czasem takim kadrem że klękajcie narody, a zarówno postać Kate jak i samą Blunt odebrałem lepiej niż poprzednio. Wciąż trochę zgrzyta mi to, jak do samego końca odgrywała harcerkę i potrzeba było przystawić jej pistolet do głowy żeby ją złamać, no ale rozumiem że miała to być postać która nie godzi się z rzeczywistością, w której ze złem można walczyć wyłącznie złem.

Odpowiedz
Trzy razy oglądałem ten film, z trzema różnymi efektami i po ostatnim seansie chyba ostatecznie się z nim oswoiłem.

Gdy oglądałem Sicario za pierwszym razem, reakcja była podobna jak u większości filmowego światka - zachwyt reżyseria, klimatem i wszystkimi innymi przymiotnikami, które z automatu wymieniane sa, gdy ktoś opowiada o tym tytule.

Ale bardzo szybko, w wyniku wnikliwych dyskusji o filmie, podobnie jak kilku innych użytkowników forum, zacząłem postrzegać Sicario jako przerost formy nad treścią. Nieco naciągana i prostą historyjkę, w której tony klimatu i ciężaru napychane były na scenariusz posiadający za mało mięsa na kościach. 

Przy powtórce filmu przerodziło się to nawet w lekką niechęć. Odczuwałem już wtedy "kartelowy przesyt" - zmęczenie tematyką wojen narkotykowych w filmach, która zaczęła być dla mnie kalejdoskopem tych samych, powtarzających się w kółko tropów. Dosyć miałem opisów niewyobrażalnego zła i ciągłego pierdolenia o tym, jakie to za południowa granica jest piekło na ziemi, którego "gringos" zza granicy nie sa w stanie objąć rozumem. Wszystko przedstawione na tle obrazów pustyni z tequilowo-szczynowym filtrem kolorów na ekranie. Nie żeby to była zła tematyka, wręcz przeciwnie, po prostu odczuwałem wrażenie, ze "widziałem ten film/serial, już z dziesięć razy".

Ale trzeci seans sprawił, że ostatecznie oswoiłem się z tym jak ten film działa.


Bo Sicario nie miałbyć nigdy pełnoprawną intrygą/sensacyjnym thrillerem o kartelowej rzeczywistości i ocenianie go w takich ramach jest trochę krzywdzące.

Ten film to swego rodzaju poetycka laurka. Impresja na temat kartelowego świata i riffowanie na klimatach z nią związanych. W tym sensie jest w pewien sposób podobny do Adwokata Scotta. To nie było żadne nagłe objawienie z mojej strony, pisałem o tej naturze filmu już przy pierwszym seansie, ale tak jak wcześniej uważałem, że te gromkopierdno-mroczne nadęcie Sicario jest troche niewarte tej cienkiej intrygi, którą opowiada, tak teraz bardziej doceniam to co ten film stara się zrobić i że ostry scenariusz wcale nie jest wymagany przy tym co Villenuve chce osiągnąć. Ocenianie tego filmu jako przerost formy nad treścią jest chyba jednak trochę nieprawiedliwe, bo tu forma jest treścią.

Villeneuve maluje obraz świata z pomocą odczuć jakie mistrzowsko wywołuje u widza. A jest to naprawdę przednia robota, którą jeszcze bardziej doceniam z kolejnymi seansami. Nie starczy powiedzieć, że film ma "klimacik". Jest w Sicario takie podskórne, przytłaczające uczucie dehumanizacji i zaszczucia. Kilka stron temu linkowałem do artykułu z Birth.Movies.Death w którym autorka sugerowała, że wszystko w filmie Villeneuve'a zostało celowo przemyślane jako metafora gwałtu. To może dla niektórych brzmieć jak jakiś farmazon z analizy filmowej podklepującej wszystko pod gender studies, ale w tym przypadku myślę, że to co pisała ma sporo sensu i po części tłumaczy to dlaczego ten film jest tak nieprzyjemny.

I w tej swojej "impresjonistycznej", niepodpartej realistyczną intrygą nieprzyjemności, Denis maluje mocniejszy obraz kartelowej rzeczywistości niż niejeden thriller/kryminał, które dwoją się i troję by intryga była politycznie tip top. Opowiada o rzeczach prostych, ale niebanalnych i w niebanalny sposób.

Lubie Sicario. 
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.

Odpowiedz
Proteus napisał(a):Denis maluje mocniejszy obraz kartelowej rzeczywistości niż niejeden thriller/kryminał, które dwoją się i troję by intryga była politycznie tip top.

Dlatego właśnie ze wszystkich filmów o kartelach i Meksyku pierwsze "Sicario" i "Adwokat" Scotta najbardziej ryją banie i zapadają w pamięć - nie są to bowiem fabuły z intrygą polityczną tylko jakieś traumatyczne impresje. Ten ponury surrealizm jest, moim zdaniem, konieczny, inaczej nie da się sugestywnie opisać tego, co odpierdala się po południowej stronie granicy. Drugie "Sicario" nie robi aż takiego wrażenia, bo trzyma się bliżej "facts on the ground". Niby grają w nim te same postacie, są te same okoliczności przyrody, jest ten sam scenarzysta i świetny reżyser ze zmysłem plastycznym, ale całościowo brakuje podejścia, które od początku cechowało filmy Scotta i Villeneuve'a: kręcimy poetycki koszmar, a nie klasyczny dramat sensacyjny.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Blade Runner 2049 (2017) reż. Denis Villeneuve Rodia 1,579 141,657 10-01-2020, 00:12
Ostatni post: MOLQ
  Sicario: Day of the Soldado (2018) reż. Stefano Sollima Mental 187 19,882 06-01-2020, 18:04
Ostatni post: Mierzwiak
  Fifty Shades of Grey (2015-2018) simek 472 64,704 15-12-2019, 01:36
Ostatni post: Mierzwiak
  Mad Max (1979-2015) Mental 1,170 144,872 07-04-2019, 17:38
Ostatni post: zdzichon



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości