Spider-man: The Animated Series
#21
No proszę, tego nie wiedziałem, dzięki za ciekawostkę po tylu latach! Zakończenie faktycznie z cyklu tych otwartych, ale pomimo tego, że Spidey nie odnalazł MJ to nawet trzymało się to kupy. Bardzo fajny był ten zabieg ze Stanem Lee.

Odpowiedz
#22
OK, mini-recki sezonu trzeciego rozdzielę na dwie części, bo długo tu opowiadać. I jak się domyślacie, chodzi o te złe rzeczy.

Doctor Strange - za dzieciaka kompletnie nie interesowały te gościnne występy innych superbohaterów Marvela. Uważałem je za nudne, zbędne, i odciągające do Spider-Mana. Bo ja wtedy rano zrywałem się z wyrka (w weekendy, kiedy powinno spać do późna!) i włączałem Polsat dla perypetii Spider-Mana, a nie jakichś innych trykociarzy. I ten epizod jest tego przykładem. Widać, iż chcieli połechtać Steve'owi Ditce.

Zapychacz, który wcześniejsze dodatkowe zapowiedzi spuszcza w kiblu, materiał źródłowy tym razem jest lepszy - historia przeszłości Mary Jane była ciekawa, Z Dormammu, który w komiksie wyglądał zajebiście,a tutaj jest jakimś żałosnym bieda-Human Torchem. A i jego wymiar jest tak wujowo wykonany, szczególnie jak spojrzy co Ditko wyczyniał w Strange'u. Przy okazji wprowadza jedną z bardziej wkurwiających postaci tego show. Anna Watson. O jeny...

W komiksie Anna Watson (ciotka Mary Jane) to była sympatyczna staruszka, taka ciotka May 2.0. Tutaj zmienili jej osobowość i nie lubi Petera. Ale każda, ale to KAŻDA jej scena to ciągły ból dupska o Petera i gdyby mogła, to najchętniej wysłała go w diabły. Kurde, pieprzony Jameson w tym serialu jest znacznie obiektywny wobec Spider-Mana i zdarza mu się być miłym dla Petera!

W dodatku z Harry'ego wychodzi straszny skurwysyn. Otóż clue odcinka - w poprzednich epizodach MJ poprosiła w sekrecie, by Peter towarzyszył jej przy spotkaniu z dawno niewidzianym ojcem. Peter przybywa na umówione spotkanie , ale widzi, iż MJ nie ma. Zaginęła. Jest wezwana policja. Peter wszystko opowiada, o ojcu, o sekrecie, itp. Anna Watson się oburza, ale tu jest wyjątkowo usprawiedliwiona. Za to usprawiedliwienia nie widzę dla Harry'ego - zaczyna sapać do Petera, dlaczego MJ powiedziała Peterowi, a nie jemu, bo "to on jest jej chłopakiem". Ty zaborczy, samolubny, zepsuty gnojku! A żeby ciebie nygi z Bronxu zrobiły siekankę.

Jedyny plus to zabawny tekst Spider-Mana, gdy Dr Strange ostrzega, iż może nie wyjść żywy z wymiaru Dormammu: "Też mi coś. Przeszedłem żywy przez Bronx"

Jeszcze notka o dubbingu polskim (patrze w pogląd, i już przerażony długością posta - a dopiero jeden odcinek!). "Ancient One" jest wymawiany jako An Sjent Łan. Albo ktoś nie zna wymowy angielskiego albo zdecydowano, by Ancient One brzmiał bardziej mistycznie i azjatycko (w pewnym momencie to się udaje, bo na pierwszy rzut ucha brzmi jak egzotyczne, tybetańskie imię). I znowu ktoś się tu opierdziela, bo Wong raz jest wymawiany "Wang", a raz "Wong". Eehh...

Make a Wish / Attack of the Octobot - Ok, najpierw ten dobry stuff. Relacje Spider-Mana i Tainy, jego dziecięcej fanki wychodzą wspaniale. Taina zachowuje się jak typowy dzieciak mający prawdziwego bzika na punkcie swego idola, ten odcinek chyba idealnie obrazuje te wszystkie spotkania danego dzieciaka z jego idolem. Także interakcje z innymi bohaterami wypadają na plus i nieco ratują ten story-arc ze zmarnowanym potencjałem (o czym za moment).

To powinien być jednoczęściowy odcinek. Jak wygląda historia w skrócie? Otóż Spider-Man ma doła, po tym jak w wyniku pogoni za Dr. Octopusem niszczy laboratorium medyczne. Dostaje list od rodziców jego małoletniej fanki. Przybywa do niej i opowiada jej o sobie - ten odcinek to taki "Spider-Man: Begins". W pewnym momencie Spider-Man wyznaje malej, iż chce zrezygnować z swej roli (i tu Spider-Man trochę wychodzi na chuja, mówiąc to największej fance w dodatku
, a ta mówi słusznie, by się nie użalał się nad sobą i poddawał. I potem oboje huśtają na pajęczynie. Ale o-oł - Dr Octopus coś knuje i w drugiej części robi amnezję Spider-Manowi i wmawia mu, że są wspólnikami. A mała sprzymierza się z taksówkarką (która sama w sobie jest całkiem fajną postacią i ma super dynamikę z małą) i razem z resztą złotów (ponieważ wszyscy z nich coś zawdzięczają Spider-Manowi i postanawiają mu pomóc - BTW to smutne, gdy taksówkarze to jedyni nowojorczycy wdzięczni Spiderowi) przywraca Spider-Manowi pamięć dzięki potędze miłości i Dr Octopus jest pokonany. Koniec.

Przede wszystko to jest za bardzo rozciągnięte. Przede wszystkim wywaliłbym wszystkie późniejsze akcje z Octopusem i ograniczyłbym go jedynie do sceny początkowej. Po drugie - wywalić zapychacze z genezy Spider-Mana (tak! mamy to!). Kiedy Peter zostaje ugryziony przez zmutowanego pająka, nagle ma jakiś z pajęczego odwłoka wzięty trip jak zmienia się w pająka i zostaje spłukany przez ciocię May. Why???? W dodatku debile akurat zachcieli być wierni komiksowi. Otóż tam Peter po dziabnięciu przez pająka czuje się słabo i dorośli, starzy ludzie mają z niego bekę - co jest kurna nierealistyczne. No i mamy - dr Stilwell (który stał za stworzeniem Skorpiona w poprzednich odcinkach) robiący tu feralny eksperyment naśmiewa się z osłabionego Petera - podstarzały, szanowany naukowiec robi podśmiechujki z nastolatka, który słabnie, zamiast - nie wiem - wezwać karetkę albo nawet spytać "wszystko w porządku?". Ja pierdziu, Skorpion nagle wychodzi na tego dobrego i jednak dobrze robił chcąc zaciukać dziada.

Kiedy to wszystko wylądowało w koszu to całość wygląda tak:

Spidey po akcji Ockiem ma kryzys i dostaje list od fanki. No i cały odcinek opowiada o początkach Spider-Mana, co go pchnęło do takiej, a nie innej działalności, mówi fance o swych wątpliwościach, ta podnosi go na duchu, huśtają se na pajęczynie, wracają do jej domu i przebiega tak jak ostatnie sceny drugiej części tej historii. I już. Zero jakichś Madame Web (kolejna irytująca postać), jakichś Octobotów, Kingpinów (tak! tutaj pojawia się Kingpin. Po kiego?! Można byłoby go spokojnie wywalić i nic by nie stracono), Troskliwych Misiów w końcówce, etc. Tylko fajna, kameralna i osobista historia, która mogłaby wylądować w rankingu najlepszych epizodów Spider-Man TAS. Ale nie, bo trzeba zareklamować zabawki i bawić w akcyjniaki i zapychacze. God damn you all to hell!

Dobra, jednak będzie więcej niż jeden post... Jutro dalsze przemyślenia... jeeee :/....

Odpowiedz
#23
And now! We're back after these message and continue Season Three of Spider-Man! The Animated Series!

Enter the Green Goblin - No, jakiś lepszy odcinek. OK, ale zacznę od minusów.

- MJ i Peter to debile. "Peter, Harry dziwnie się zachowuje." - Hello! Harry właśnie stracił ojca, a ci co do tego doprowadzili, pokazują mu faka. To normalne, że jest nie w sosie!    
- W radzie nadzorczej Oscorp oprócz Anastasii Hardy, Kingpina, jest trójka no-name'ów. Nic o nich nie wiemy, nie wiemy, jakie zarzuty ma N. Osborne, itp. Można byłoby ich spokojnie się pozbyć.  
- Na pełnej ulicyoprócz no-nameowego członka rady  NIKT nie zauważa lotnika w halloweenowym kostiumie? I media tego nie podłapały? Aż tak NYC ma przesyt wszelkich kostiumiarzy?
- Tytanowe obręcze zatrzymują supersilnego Kingpina, ale Spider-Man z łatwością je wyrywa?

Dobra, koniec lamentów, bo ten epizod nie zasługuje na to, bo to jeden z lepszych. Green Goblin to zajebisty villain, fabuła jest interesująca, Kingpin bryluje i ma sympatyczny moment, kiedy
 A Harry jeszcze nie irytuje jak w późniejszych epizodach.

Wiele narzekało, iż to Hobgoblin jest tu pierwszy, a nie jak w komiksie Green Goblin. Ale... tutaj to pasuje! Osborne wynajmuje goona, projektuje mu zabawki i wdzianko. Później w wyniku wypadku supergaz daje moce Osborne'owi i ten sam supergaz zmienia owemu wdzianku zmienia kolory (co dla mnie w dzieciństwie było ekstra-motywem) i Osborne zostaje nowym goblinem i korzysta z w/w zabawek, bo ma na zapleczu. I ma to kurdebele sens! Żadnego jakiegoś nowego villaina, który znajduje tajny bunkier martwego Osborne'a. I co z tego, że niezgodne z komiksami? W "Mega Spider-Man" Harry Osborne był Venomem, a Luke Cage i Iron Fist byli nastolatkami, a w TASM Electro był czarnym przegrywem... wszystko niezgodne z oryginałami i nikt nie strzępi szat.  

Rocket Racer - Ten epizod często pojawia się jako jeden z tych najgorszych, ale wg mnie nie jest taki zły. Motywacja tytułowego rakietowca jest wiarygodna, na plusie są relacje z jego matką. Rozwija postać Petera (dorabia jako nauczyciel!), poznajemy nowego partnera Felicji. Nawet przeciwnik dnia, który wybitny nie jest, nawet wychodzi nieźle. To całkiem przyjemny epizod.

Framed / The Man Without Fear - za dzieciaka jakoś tej historii nie lubiłem - znowu dwuparter, znowu jakiś superzłamas, znowu Kingpin zamiast jakichś fajniejszych wrogów (w dzieciństwie Kingpina nie lubiłem. Zastanawiałem co jest ciekawego w jakimś łysym grubasie w garniturze bez supermocy i dlaczego inni fani go lubią). Teraz nareszcie go doceniłem. Świetna historia jak Spider-Man wraz z Daredevilem musza oczyścić Petera Parkera z zarzutów o zdradę kraju. Przede wszystkim dynamika Petera/Spidey'ego i Murdocka/Daredevila idealnie działa. I Daredevil to kolejny gościnny superbohater, który nie jest zbędny, a nawet pasuje (czyta się WKKM :))! A także poznajemy kolejne ciekawe rzeczy, np. przeszłość Kingpina, jego syna, który jest takim samym, a nawet większym gnojem. I synalek wymienia się jakąś mroczną tajemnicę o rodzicach Petera, którą dostał od Kameleona. WOW! To wzbudza zainteresowanie u widza i zadaje pytania: "O kurde! O co tu chodzi? Jakie informacje ma Kameleon? Co zrobili rodzice Petera, ze wymienia go w takim kontekście?". I wreszcie - Mary Jane znowu udowadnia, że jednak umie o siebie zadbać. W finale daje po dupie jednemu z żołnierzy Fiska! Jakbym miał się czepiać, to jednej rzeczy - Pajączek i Diabeł wykradają dysk z danymi potwierdzający niewinność Parkera, zanim te zostaną zniszczone. Dlaczego Murdock nie zrobi kopii zapasowej? A kiedy bad guye dostają ten dysk, to od razu go nie zniszczą?

Ale tak, to ten dwu-parter jest świetny, świetny i jeszcze raz świetny.

The Ultimate Slayer - Kolejny spoko odcinek. Kingpin jest coraz bardziej wkurwiony działaniami Smythe'ego. Czara goryczy przelewa się, kiedy Smythe chce go zdradzić (swoja drogą Smythe ma niezły tupet, by prosić Petera o pomoc, po tym co mu fundnął w poprzednim odcinku) i wymienia go na lepszy model tj. Herberta Landona w wersji knock off Two Face. A Smythe zostaje cyborgiem o jednym z najbardziej wtf-owych designów jakie w życiu widziałem. I znowu - jest rozwijają postacie - tutaj Smythe'ego w nowej sytuacji i z nowymi nieznanymi faktami. Powraca Herbert Landon jako nowy spec od zabawek dla Kingpina. Jak na razie kolo jest na propsie. I jego nowy polski głos w postaci Wojtka Paszkowskiego pasuje do postaci, mimo, iż teraz zdałem sprawę, iż Landon w tym wykonaniu brzmi jak kot Ik :D.

Za to irytująca jest Madame Web. Anna Watson traci tytuł najbardziej wkurwiającej postaci tego show. Madame Web to arogancka, niesympatyczna baba traktująca Spider-Mana jak jamochłona dająca mu zbędne rady. Np. w tym odcinku po pierwszej przegranej z odnowionym Smythe'em mówi mu: "Nie ważne jak walczyć, ale dlaczego walczyć." do kroćset fur beczek!, Spidey słusznie odpowiedział, iż walczą, bo go bad guye chcą zajebać. Jaka tu filozofia?! Eeeh...

Z kolei z Harryego wychodzi niezły kutas i cipa. Kutas, bo MJ chce powiedzieć Peterowi, że się zaręcza z Harrym, ale ten jej zabrania. Czemu? Po co? Peter agresywny nie jest, nie jest chorobliwie zazdrosny i najwyżej z cierpkim uśmiechem pogratulował mu. No tak, lepiej, żeby dowiedział z gazety :P. A cipa, bo gdy zostają złapani przez ludzi Kingpina, to Harry siedzi na dupie i jęczy, a to MJ decyduje się działać i nie dość, że odblokowuje zamknięte drzwi, to zakłada nelsona jednemu ze strażników.

Tutaj wychodzi inny plus, bo fajnie zobaczyć po filmach Raimiego jak MJ daje sobie radę i zamiast bezczynnie czekać na ratunek sama próbuje się wydostać. Propsy panowie!

Tombstone - w dzieciństwie był to jeden z moich ulubionych odcinków. I wciąż tak jest. Alicia Silvermane każe Tombstone'owi udaremnić obciążającą ją publikacje w Bugle . W tym celu Tombstone wykorzystuje znajomość z Robby'm i zastrasza go. Przede wszystkim błyszczy Tombstone. Np. wchodzi bez pukania do domu Petera, zastrasza ciocie May (a ta reaguje normalnie na widok 2-metrowego koksa-albinosa - czyli jest przerażona i dzwoni do psiarskich, a nie "ojej, jaki uroczy mężczyzna" ). I jego geneza jest lepsza niż w komiksie, bo tam był jakimś naturalnym albinosem Murzynem (ale rysownik chyba nigdy nie widział albinosa Murzyna), który został crimelordem w gajerku. A tutaj Tombstone urodził się jako normalny Afroamerykanin, a zmienia się w białego potwora przez kąpiel w chemikaliach (tak, wiadomo co zerżnęli z Batmana i nie kryją tego, bo nawet Spider-Man mówi, iż po druga kąpiel Tombstone miałby zielone włosy :)). I tu jest goonem większego gracza, co pasuje do jego roli. Ale ma swych podwładnych w postaci gangu młodocianych przestępców, do którego należy syn Robby'ego.

Świetnie jest ukazana dynamika Robby'ego i jego rodziny, jego dylematy oraz bagno jakie funduje mu Tombstone. I fajnie zobaczyć Spider-Mana jako tego, co poucza innych i nie obwiniającego się o zło tego świata.

Odcinek ma wartość historyczna, bo widać stykówki (pocięte kawałki filmu fotograficznego ułożone w specjalne koszulki - było się w szkole fotograficznej) oraz naświetlacz do zdjęć.

Plus ten szok po latach, kiedy Tombstone mówi do syna Robby'ego w polskim dubbingu "spadaj gówniarzu!". Moje dzieciństwo legło w gruzach. Jakim cudem, wtedy tego nie usłyszałem?!

Jak mam się czepiać to dwóch rzeczy:

1) na Robbiego spada kolumna, nie powinna mu conajmniej połamać kości?

2) Robbie, po tym jak dowiaduje w jakiej kabale jest jego syn, każe pozbyć się rewolweru, bo nie chce mieć żadnej broni w domu. Wujek Mental wyjaśni wam, czemu to to głupie, zwłaszcza w NYC :).

I jeden poważny minus - a jest. Ju ges! Niepotrzebny jest występ Madame Web (w dodatku niezła siksa, bo woli zawracać dupę Spider-Manowi akurat wtedy, kiedy ten musi ratować przyjaciela). I jej rady są tu wybitnie zbędne (walczysz fizycznie z Tombstone'em, a pokonasz go tylko rozumem!), bo Spidey i tak pewnie pokonałby Tombstone'a wpadając na jakiś pomysł. Jak zwykle mu się zdarzało wielokrotnie z innymi przeciwnikami w poprzednich odcinkach.

I tak na razie kończę omówienie tej dobrej części sezonu. Bo reszta taka fajna nie jest...

Odpowiedz
#24
Dokończenie reszty sezonu trzeciego i sezonu czwartego, którego nikogo nie obchodzi :P.

Venom Returns / Carnage - czyli jak spierdolić potencjał na fajny odcinek. Po pierwsze, na cholerę Dormammu, baron Mordo, Iron Man i War Machine?! Czy naprawdę nie można było zrobić historii w stylu "Symbiont jakimś cudem wraca i Brock znowu jest Venomem. Ale pojawia się drugi symbiont i w połączeniu z okrutnym Cletusem Kassidy'm rodzi się Carnage siejący zamęt w NYC! Zagrożona jest przyjaciółka Brocka, dlatego Spider-Man i Venom niechętnie będą musieli połączyć swe siły, by pokonać Carnage'a." I już! Prosta historia, wykorzystuje rady Madame Web (zaskakująco dobre w tej historii), jakieś inne spojrzenie na Venoma. I żadnych makiawelicznych planów Dormammu, kolejnych guest star Marvel, niepotrzebnego udziwnienia. Nawet można zachować wysysanie sił witalnych przez Carnage'a zamiast morderstw, przymknąłbym na to oko, bo 1. kreskówka dla dzieci, 2. autorzy (jedyny plus tych odcinków) fajnie zasugerowali masowe okropieństwa Kassidy'ego. Tekst "Jonah! Kassidy nie jest człowiekiem, to potwór. Robił rzeczy o których z trudem się pisze." umiejętnie korzysta z ograniczeń cenzury, traktuje poważnie widzów, bo ten młodociany wie, że to "zły", a ten dorosły dopowiada w swoim umyśle.

Niestety, niczego nie da się uratować, animacja to syf, bohaterowie to idioci, np. pani psycholog badająca Brocka do szalejącego Venoma strofuje jak przedszkolaka i taki samym sposobem chce przekonać Carnage'a, bo "to jej pacjent", chociaż ten ma wypisane na twarzy "Czuję zapach twojej cipy!", Venom traci swoją demoniczność, w drugiej części za często pokazują Brocka, masa zbędnych guest star i debilnie/frustrująco pozbywają się Venoma i Carnage'a. Najgorsze odcinki sezonu trzeciego, a także jedne z najgorszych w serialu.

Dwa karne kutasy dla dubbingu FoxKids! Pierwszy - Serio? Piotr Adamczyk jako War Machine?! Jaki bezmózg obsadził Piotra Adamczyka jako twardego, napakowanego War Machine'a? Drugi - do roli Carnage'a dajecie Ryszarda Olesińskiego, kolejnego aktora głosowego potrafiącego mówić kilkunastoma głosami, a wy każecie mu mówić jednym głosem, a wersji Carnage'a podkładacie jakiś filtr komputerowy (BTW - postęp! Boberkowi łaskawie zezwolili wykorzystać jego talent i jako Venom już nie ma tego filtru)?! Szczególnie, że Olesiński pasuje do tej roli, i jako Kassidy mógł mówić swym cienkim piskliwym głosem jakiego używa do roli Smerfa Osiłka czy Gofera z "Kubusia Puchatka", a jako Carnage mógł zastosować niższy, chrapliwy i bardziej creepy głos, taki jakiego użył do roli złego rudzielca z odcinku o Karmazynowym Mścicielu z "Gumisiów". Ale nie, przez prawie dwa odcinki odgrywa leniwego Scooby'ego-Doo >:C. Mam dość, jest jakiś lepszy epizod?

The Spot - lepszy niż dwa poprzednie, chociaż nie jest to trudne :P. Epizod może nie jest specjalnie wybitny, ale daje się go obejrzeć bez zgrzytania zębów. Fajne było zaskoczenie Kingpina, który po naukowym mambo-jambo Spider-Mana, stwierdził, że nie spodziewał, że Spidey jest naukowcem. Na plus zajebista ostatnia scena z Hobgoblinem.

Goblin War! - Hobgoblin wreszcie spotyka Green Goblina. Wow, animacja jest jakimś cudem bardzo płynna w wielu momentach, oba gobliny błyszczą, epizod wiele wnosi nowego, np. wreszcie zostaje ujawniona prawdziwa tożsamość Hobgoblina i jako dziecko bylem zaskoczony, kim się naprawdę okazał. I jest dobrym wprowadzeniem do...

Turning Point - jedno słowo - WYBITNY. Nie znalazłem żadnych minusów, jest dramaturgia, jest wysoka stawka najlepszy występ Green Goblina. Zaraz po "The Alien Costume" to najlepszy epizod całego serialu, albo i nawet lepszy, bo "The Alien Costume" ma parę niedociągnięć.

OK. teraz sezon czwarty.

The Guilty - na początku jest kiepskie podsumowanie "Turning Point", m.in. Anna Watson oskarża Petera o zaginiecie MJ. (Eee... sama widziałaś jak koleś w kostiumie jakiegoś gnoma porwał twoja siostrzenice.). O dziwo Harry, w poprzednich odcinkach jęczący "Ukradłeś mi dziewczynę Peter!" (choć sam do tego doprowadził), tym razem żali się Peterowi jak dobremu przyjacielowi, kiedy Green Goblin doprowadził do zaginięcia MJ i Osborne'a. Plus zaginiecie MJ na pierwszej stronie gazety? Nie powinien być to Norman Osborne... ja wiem?... wielki magnat przemysłowy, a nie jakaś randomowa studentka?

Po tym niefortunnym wstępie mamy opowieść jak Robbie zostaje wrobiony. Jameson oficjalnie mówi, iż to bulshit i postanawia na własną rękę znaleźć tych co go wrobili. Historia całkiem spoko i przede wszystkim fajnie zobaczyć Jamesona w innej roli niż czołowego hejtera Spider-Mana i wiecznie narzekającego na Petera szefa. I jako twardy detektyw potrafiący dać samemu rade złolom, sprawdza się.

BTW syn Robbiego (jest tutaj wyjątkowo wkurwiajacy) wpisuje poczet nowojorskich niewdzięczników, którym zasłużyli na anihilację przez jakiegoś Galactusa i oskarża o to wszystko... Spider-Mana. Nieźle się odwdzięczasz po tym jak Spidey wyciągnął cię z tarapatów od Tombstone'a!

The Cat / The Black Cat - Spidey chce się wyżalić Felicji o tym jak stracił MJ. Ale niestety, na oboje czeka straszna intryga prowadząca do zmienienia Felicji w Black Cat. O ile historia jest taka se, to ceni się próba utworzenia Black Cat czegoś ciekawszego niż podróbkę Catwoman. I ma świetne momenty. Fajnie zobaczyć jak Felicja broni Spider-Mana przed oskarżeniami jej matki o wszystkie nieszczęścia. I jak trzeba, to i Spider-Man nie odwraca się do niej i wspiera ją w najcięższych momentach. Bardzo fajna, wzruszająca scena. Ale i matka Felicji jeszcze się rehabilituje i gdy przychodzi co do czego to, to decyduje się na pomoc od Spider-Mana. Przy okazji zabawnie ogląda się patałachów z SHIELD, którzy zostali zrobieni w jajo przez dwóch ludzi i robią tak głupie błędy, że dzieciaki przegrywające w Hugo były od nich mniejszych łamagami (przy okazji mają idiotyczne uniformy).

Pojawiają się "naziści". Ok, nie ma swastyk ani podobnego stuffu, ale słowo "nazizm" zwykle to wielkie "no, no" w kreskówkach dla dzieciach. I to słowo pada zarówno w polskim jak i amerykańskim dubbingu. Czyli cenzorzy amerykańscy nie pozwolili użyć słowa "zabić", "śmierć", "krew" ale "nazizm" jest wporzo?

Polski dubbing rant - 1) Małgorzata Sadowska kompletnie nie potrafi naśladować głosu maje dziewczynki. 2) "W jakiej sprawie targowałaś się z tym lunatykiem?" - ale zaraz. Pewnie po engliszu chodziło o loonatic czyli szalony. O jezu, tłumacze polscy jak zwykle na propsie :P.

The Return of Kraven - Czemu w tym serialu odcinki z Kravenem tak posysają? I czemu Peter nie rozpoznaje Felicji w osobie Black Cat?! Pomijając białe włosy, nieznaczną muskulaturę i maskę, który niczego nie zakrywa to jest ta sama Felicja! Nawet głos niespecjalnie się zmienia! Jest WIELE okazji wskazujących na to, iż Black Cat i Felicja to ta sama osoba! Tak samo Flash i Debrah! Ludzie, obok stoi babeczka bardzo przypominająca waszą znajomą! Anastasii Hardy się nie czepiam, bo być może została wtajemniczona w sekret córki. BTW Spider mówi, ze jego moc przysparza samych problemów i każe Black Cat się pozbyć swych supermocy. Na co ta słusznie mówi, że skoro jest taki mądry, to czemu sam się ich nie pozbędzie? W ogóle Spidey jest w tym odcinku tępym nieprzyjaznym bucem.

Partners - Klan Silvermane'ów i Smythe, który pracuje tym razem dla nich, porywają Black Cat i zmuszają Spider-Mana, by znalazł dla nich Scorpiona i Vulture'a, żeby Silvermane odzyskał dorosłe ciało.

Dlaczego Spider-Man uznaje, iż powinien niańczyć Black Cat, kiedy w większości przypadków to ona ratowała mu dupę i była tym rozsądnym?

Dlaczego Silvermane chce dorosłości Spider-Mana zamiast Vulture'a? Silvermane byłby dorosły, a Vulture chętnie pozbył się swojej starości i obaj byliby młodzi. I Silvermane wydający rozkazy jako niemowlę z umysłem dorosłego i normalnym mówieniem... Nie! To jest zbyt debilne nawet jak na Marvela!

Dlaczego Skorpion jęczy, iż nie ma kasy na uleczenie siebie, kiedy forma zielonego gada,którym był w pierwszym występie nigdy więcej nie nastąpiła? Jako dziecko myślałem, iż strój mu się wrósł w ciało, bo cały czas w nim chodzi i dlatego szuka lekarstwa. Ale w odcinku z Sinister Six było pokazane, że w więzieniu był bez tego uniformu i mógł założyć, kiedy chciał. A po mutacji stał się supersilny, sylwetka mu się poprawiła, znalazł sobie nawet dziewczynę! Koleżko, o co ci kurna chodzi!?

Dlaczego Stanisław Brudny nie wrócił jako Silvermane? I dlaczego Tablica Czasu została Tabletka Czasu?! To brzmi tak debilnie i żeby tylko mówiła jedna osoba, ale nie, mówią wszyscy - nawet Smythe. Już jako dziecko wychwyciłem ten kwiatek. I Vulture nagle z "Sępa" stał się "Vulture'em", w dodatku wymawianym "Woltiur" zamiast poprawnego "Wulczur". Konsekwencja panowie! O matko.

Ale mimo tych minusów to nie jest taki zły epizod. Mile zobaczyć Smythe'ego w nowej roli, w dubbingu dostał fajny komputerowy filtr (który tutaj się sprawdza), duet Skorpiona i Vulture'a ma spoko dynamikę i po mimo wielu głupot ogląda się przyjemnie.

The Awakening - O NIE! Znowu pierdolenie o Morbiusie! Którego nagle wszyscy pożądają! I znają jego tożsamość! I dlaczego Morbius to kolejny debil nieumiejący rozpoznać Felicji?! Dlaczego jako Man-Bat wygląda tak śmiesznie debilnie?! Dlaczego nie ma dziury na dupie spodniach po ogonie?! Czemu w ogóle jest Kingpin, kiedy to Landonowi bardziej zależało na Morbiusie, a ten pierwszy nie musiałby się pojawiać?! Co za szajs...

The Vampire Queen - przemienić Black Cat na regular Felicję i zmodyfikować parę rzeczy i ten odcinek mógłby zastąpić dwa zbędne odcinki z dramy Morbiusa tj. "The Immortal Vampire" oraz "Blade the Vampire Hunter" . Blade zachowuje swój guest star, ale Morbiusowi nagle nie odbija szajba i nie zamierza wszystkich przemienić w wampiry (i nie zmienia się w jakiegoś ManBata). Byłaby zachowana ciągłość, bo można byłoby powiedzieć, iż Landon po odcinku z mutantami wciąż siedzi w szpitalu i dlatego ma cameo. A Spider-Man poszukiwałby rekombinatora, żeby nie zamienić w Spiderpotwora. I byłoby miejsce na odcinki o jakiejś ciekawszej fabule! Ojaniepawle, co za debile!

I Spider-Man do tej pory nie skojarzył, iż skoro Black Cat troszczy się o Morbiusa, a i Felicja troszczyła się o... a kierwa wiecie o mi chodzi.

The Return of the Green Goblin - Dwie wiadomości. Dobra - Green Goblin wraca - jupikajej! Zła - Norman nadal siedzi w limbo, a Green Goblinem zostaje Harry - gaddemet! I o rany, Green Goblin w wersji Harry'ego stracił cala zajebistość. Harry to taka ciota, iż nawet oryginalny Green Goblin jest wkurwiony jego cipowatością (wyjaśnienie - porozumiewa się z nim za pomocą luster robiących za Skype'a. Nawet Harry dziwi jak kto możliwe). Poza tym Adamczyk jako Green Goblin? Kaman.

W dodatku wraca Punisher, którego nasyła Anna Watson. Bo ta oskarża Petera... o morderstwo Mary Jane. Ja pierdziu - to już jakaś obsesja! I to ich spotkanie - Anna Watson rozpacza na cmentarzu w nocy, w Nowym Jorku. Nagle za jej plecami pojawia się Punisher, który pyta się czy wszystko w porządku? A ta mówi w stylu: "Ależ nie, uzbrojony po zęby zakapiorze w prochowcu, bandanie i koszuli z wielką czachą na klacie". Gdyby w realu do starszej kobiety podszedł jakiś podobnie wyglądający typ - nieważnie w jakich zamiarach - w nocy, będąc samemu, to na pewno potraktowałaby go paralizatorem albo gazem pieprzowym (bo w NYC broni nie można nosić) drąc się wniebogłosy! Boże kochany! I scena potem jak w domu polewa Punisherowi herbatkę - co to za komedia.

Jedyny plus to
The Haunting of Mary Jane Watson - No, wreszcie jakiś przyzwoity odcinek. Spokojna, jednoczęściowa historia z klasycznym przeciwnikiem bez psucia go w jakiś sposób. I to mi wystarczy.

The Lizard King - I po fajnym epizodzie z Mysterio seria wraca na stare złe tory. Oto Lizard staje na czele jaszczuroludzi stworzonych ze swej krwi czy innej neogenicznej bzdury - jeeee :/. Za dzieciaka strasznie mi się podobał. Teraz zdecydowanie mniej. W dodatku nie podoba mi się jak poprowadzili Lizarda dając mu jakieś rozdwojenie jaźni, kiedy w pierwszym odcinku nic takiego nie miał. Jedyne ciekawe odnotowania, to jak Mary Jane współpracuje ze Spiderem i dla odmiany to (trzy!) kobiety go ratują. BTW czy ta bomba neutronowa niszcząca jedynie skażonych mutagenem nie powinna pozbawić Spider-Mana mocy?

The Prowler - Kolejny, nudny z guest star jakiegos bohatera Marvela, tym razem jakiegoś zapomnianego lamusa klasy Z. I kolejna, nudna intryga z Kingpina. Naprawdę trza marnować taśmę i papier na ten bezcelowy epizod, którego nawet dzieci nie chcą oglądać?!

Odpowiedz
#25
OK. Pewnie to ostatni mój post w tym temacie, bo dot. ostatniego sezonu. Najgorszego. Nawet nie wiecie, jak chciałbym napisać obszerny rant na ten skok przez rekina, ale mam świadomość, że byłaby to kolejny post-ściana (i tak będzie), a i szkoda mi klawiatury. No dobra, zaczynajmy (>ponure mruczenie<)

The Wedding - Peter bierze ślub z Mary Jane. Yes, man! A ślub ten finansuje Kingpin, OK. No to Jameson mierzy z Kingpinem siury i dokłada do ślubu Petera. Eee... dobra. W międzyczasie Harry zmienia się w psychola i sprzymierza się ze Smythe'em, bo Silvermane ma wąty do Kingpina. Jeszcze Skorpion pojawia się żądny forsy kasy. Potem pojawiają się roboty, cuda niewida, Black Cat się jeszcze pojawia. Po opisie wiecie, jaki jest problem tego odcinka. Nawet w dzieciństwie było tego dla mnie za dużo. Zmarnowany potencjał, niepotrzebnie "uakcyjniony" i z natłokiem niepotrzebnych postaci. Odcinek ssie.

Six Forgotten Warriors / Six Forgotten Warriors, Chapter II: „Unclaimed Legacy” - pamiętacie jak w odcinku z Daredevilem było wspomnienie o jakieś pikantnej informacji rodziców Petera? No to dowiadujemy się, że rodzice byli ruskimi agentami. I szczerze gdyby tylko tego obchodził odcinek, to byłby przyjemny dwuparter. Niestety, musieli to zjebać i ciągnąć pieprzenie o tajnej broni Red Skulla, sześciu superżołnierzy i masy zbędnego bulshitu. I przy okazji - Na cholerę w Sinister Six Skorpion? W poprzednim występie pracował u Silvermane'a. Właściwie po co w ogóle wraca na ścieżkę przestępczą, kiedy w odcinku "Partners" mówił, iż chce porzucić ten fach. I ostatnia scena w tym odcinku była idealnym końcowym jego występem. Ale nie, bo co to jest rozwój charakteru? I nie, Czarnobyl wyglądał zupełnie inaczej :).

Six Forgotten Warriors, Chapter III: „Secrets of the Six” - Jak wspominałem, scenarzysta uznał z tego zrobić wielki event o wydarzeniach związanych z powrotem Kapitana Ameryki i innych bohaterów Marvela z okresu Golden Age. I to błąd, bo ja oglądam ten serial DLA Spider-Mana, A NIE JAKICHŚ BOHATERÓW, których nie kojarzę i guzik mnie obchodzą? Co oni myśleli? Sądzili, że te wszystkie extreme dzieciaki z lat 90. będą rajcować jakieś dziady z Złotej Ery z dodatku z jej całym cheesy bagażem? I jeszcze ten montaż. Boże! Montaż! Profesor-znawca Golden Age mówi Peterowi w cywilu i Robbie'emu o oddziale superżołnierzy w formie retrospekcji. I w trakcie tych retrospekcji, niczym przerwa na reklamy, mamy bujającego po NYC Spider-Mana ze swoimi myślami. Co do kur...

Six Forgotten Warriors, Chapter IV: „The Six Fight Again” - jeszcze to kontynuują!? Kur... przy okazji Kapitan Ameryka wreszcie trafia do współczesnych czasów (zamiast góry lodowej to siedział w jakimś międzywymiarowym limbo, co moim zdaniem jest OK zabiegiem). I o Boże. Cap zachowuje jak z wyobrażeń niedzielnego czytelnika komiksów - pompatyczny, archaiczny bubek krzyczący frazesami, kiedy w komiksach taki nie był. Nawet nie ma okazji, że Kapitan by zdziwił się, że czasy są inne. A nie, zdziwił się na widok iphone'a z lat 90. :P, ale to tylko moment. Dla porównania w 4. numerze "Avengers" nowa sytuacja była szokiem, nie był pewny siebie, miał świadomość, że nie pasuje do nowego świata, w pewnym momencie zamiast walczyć to obserwuje nowych towarzyszy z ukrycia, chcąc ich lepiej poznać. A jeśli komiks z Silver Age lepiej opisuje powrót po latach niż nowi twórcy z lat 90., którzy potrafili ulepszyć komiksowy oryginał, to jest źle. I dlaczego Kingpin nagle jest tak supersilny, że potrafi powalić gigantycznego robota?! I czemu... NEXT!

Six Forgotten Warriors, Chapter V: „The Price of Heroism” - I w końcu to kończą ten przeciągnięty i gówniany event. I dowiadujemy, co to za tajna, niezniszczalna broń Red Skulla mająca zapewnić mu władzę nad światem? Ano koleś smażący dupy ludziom piorunami ubrany w głupi, zielony kostium. Którego można pokonać. I ten story-arc jest zbyt długi, zbyt nudny, za dużo się dzieje, jest multum postaci (i jeśli jesteś dzieckiem z tamtego okresu i przegapisz jeden odcinek, to będziesz zadawać pytanie - "Eee... kto to jest?! O co chodzi?! Ile to trwa?!"), nie pasuje do Spider-Mana, który jest tu postacią właściwie drugoplanową, a niektóre postacie są po prostu beszczeszczone (Kingpina spotyka bardzo antyklimatyczny finał). I chyba wszyscy mieli wyjebane na ten story-arc, bo montaż tu jest naprawdę okropny (na co narzekał scenarzysta), a w dubbingu FoxKids głosy postaci zmieniają z odcinka na odcinek. I ten story-arc NICZEGO nie wnosi! Superżołnierze nie pojawiają nigdy więcej, Cap wraca do limbo, nikt nie odnosi do tego w następnych odcinkach i gdyby do odcinku ze ślubem zamiast "Six Forgoteen Warriors" przejść od razu do "Return of Hydro-Man", to nic byśmy nie stracili. Co pokazuje jak zbędnym i niepotrzebnym było "Six Forgotten Warriors" i pomyśleć ile drzew musieli zmarnować na te zbędne odcinki :/.

Return of the Hydro-Man - Miesiąc miodowy Petera i MJ przerywa zmartwychwstały Hydro-Man, jednak w trakcie wydarzeń poznajemy kolejne niepokojące informacje. Czyli jak z zapychacza zrobić ciekawy, angażujący i emocjonalny dwuparter będący w czołówce najlepszych epizodów TASu, z najbardziej wzruszającą sceną w tym serialu.

i tak po dwóch najlepszych odcinkach 5. sezonu mamy trzy najgorsze odcinki - tj. adaptację "Secret Wars" Shootera. How nice...

Uwielbiam oryginalne "Secret Wars" - dobra, dialogi są niekiedy bolesne, rysunki są okropne, a seria służyła tylko jako sprzedaż zabawek. Ale fabuła jest nader interesująca, postacie zarówno pozytywne jak i negatywne są rozwijane, jest zaskakująco sporo odcieni szarości, każdy jest traktowany po równo i generalnie to dobra seria. I jej animowana adaptacja jest słaba i przegrywa z oryginałem na każdym kroku i nawet jako samodzielne dzieło się nie sprawdza. I mógłbym napisać sporo stronic jak te odcinki posysają i dlaczego materiał źródłowy nie będący jakimś mistrzostwem jest lepszy.

Secret Wars, Chapter I: „Arrival - Madame Web wraca i wysyła Petera na planetę, gdzie jej przełożony Beyonder wysyła na nią najgorsze kreatury z Ziemi (akurat to nie są skorumpowani politycy, seryjni mordercy, dyktatorzy, zbrodniarze wojenni, tylko trykociarze, z którym akurat Spidey walczył). I Peter ma questa, by musi wyzwolić samemu CAŁĄ planetę (co na zdrowy rozsądek jest niemożliwe, chyba, że ta planeta jest wielkości Szczecina i okolic :P). Beyonder łaskawie daje mu wybrać niewielki oddział żołnierzy. I oczywiście "niewielki oddział żołnierzy" Spider-Mana przewyższa liczebnie siły złoczyńców (dobra, w oryginale również tych dobrych było więcej, ale nie było takiej dysproporcji). A wśród tych to bohaterowie Marvela, którzy przewinęli w tym serialu. Ale zaraz. Jest i Fantastic Four debiutująca w Spider-Man TAS. Ale Thing mówi, iż razem walczyli ze Spider-Manem. Pamiętacie ten epizod? Bo ja nie :P. A i w kreskówce FF nie było epizodu ze Spider-Manem. Ej, ze wszystkich tych bezużytecznych występów gościnnych mogliście jakiś fundnąć FF :P? Epizod kiepski, bo to tylko wydłużony wstęp, bohaterowie to idioci o wąskich horyzontach (skoro tutaj nic się dzieje, to ni ma wojny w ogóle! To tak bogaci celebryci w strzeżonych osiedlach negujący przestępczość, albo mieszkaniec w najbardziej zielonym kawałku Szczecina negujący, że nie ma LexSzyszko ), którzy podejrzewają Spidera o kłamstwo (why?) i ma słabe założenia.

Secret Wars, Chapter II: „The Gauntlet of the Red Skull” - Wielka wojenna epopeja w kosmosie i co mamy na początku? Kompletnie inna sceneria, a to.... Ja pierdolę! ZNOWU JAKIEŚ #&*@^#!^* SCENY Z MORBIUSEM I WAMPIRAMI!?!? 2 pierwsze minuty marnują na akcje Morbiusa, Blade'a i Black Cat polujących na wampiry w Transylwanii, tylko po to Black Cat została przeteleportowana przez team Spider-Mana na Battleworld (teraz jest 9 dobrych vs 4 złych. Bardzo fair :P.). Black Cat jest słusznie wkurwiona na Spidera, który samolubnie posłał ja na śmierć w obcym świecie (polska szkoła powstańcza).

Epizod nudny, Spider-Man udowadnia jaki z niego kiepski przywódca (nie mądrzej byłoby oddać dowództwo chociażby Capowi? Na pewno Beyonder potraktowałby jako akt pokory i rozwagi, tj. dobra) i wszyscy to kwestionują, ci dobrzy prezentują polską szkołę powstańców (a nie nazwałbym tego dobrym ruchem taktycznym), pokojowi mieszkańcy planety nagle są niecierpliwymi żądnymi krwi zabijakami, Storm używa swych mocy, kiedy to wygodnie scenarzystom, villaini to jakieś pipy, na pewno nie ufałbym Smythe'emu w nagłej zmianie serca, bo wiele razy okazywał się śliskim chujem wbijającym nóż w plecy. Jedynym plusem jest chemia Kapitana Ameryki z Black Cat.

Secret Wars, Chapter III: „Doom” - Nienawidzę tego odcinka. Nie lubiłem go na TVP2, nie znosiłem go na Fox Kids/Polsat/TV4 (a gdy pierwszy raz zobaczyłem TAS na FoxKids to akurat musiał być ten epizod >:C), a po lekturze "Secret Wars" w WKKM jeszcze bardziej go nienawidzę. Chodzi mi o Dooma. Można mieć wiele zarzutów do "Secret Wars", ale Dr Doom był świetnie poprowadzony, jego motywacja, jego niejednoznaczność - de facto to on był głównym bohaterem "Secret Wars". A tu? Kolejny villain of day, ze śmiesznym akcentem spłycający jego całą motywację. Co ironiczne, jest tu najlepszym elementem odcinka.

Po co bohaterowie walczą z Doomem? Przecież jego poddanym żyje dobrze. I czemu Spider-Man usilnie chce nieść demokrację?! Sorry, ale racja jest po stronie Dooma, bo nie zamierza pozwolić, by jego poddani wpadli w łapy Red Skulla / Dr Octopusa. A przypomnijmy - u nich co chwila były bunty, a pod butem Dooma życie toczy się normalnie! A w dodatku Doom w poprzednim odcinku obalił Doc Ocka i włączył jego kraj do nowej Latverii - krainy mlekiem i miodem płynącej. Gdyby mój kraj niewolił jakiś gnój, a potem tego gnoja pogonił inny władca i polepszył jakość mojego bytu, w dupie miałbym jakim gnojem jest mój wyzwoliciel!

I jeszcze Mr Fantastic (BTW w polskim dubbingu brzmi jak cipa) pieprzy - "To mi przypomina czcze obiecanki komunistów." Nie, czczymi obiecankami komunistów byłyby nie utopijna kraina, a raczej obrazki rodem z Wielkiego Głodu na Ukrainie. Nic dziwnego, iż Amerykanie dają się łapać na "polskie obozy zagłady". :P

W końcu Doom zdobywa moc Beyondera (co w komiksie nie było takie hop siup. I nie był pewien co nowej mocy. Superboahterowie również. ) i kończy wojnę na całej planecie i chce dogadać się z superbohaterami. A Spider-Man strzela focha i na pytanie Dooma, czy pozbyłby się boskiej mocy, Spidey mówi tak, bo wielka moc i odpowiedzialność. Nie Spider-Debilu. Wciąż nie pozbyłeś swych pajęczych zdolności (dzięki którym ocaliłeś wiele istnień), wielokrotnie naraziłeś swych kolegów na niebezpieczeństwo, porywasz z Ziemi Black Cat bez jej zgody, to nie pierdol mi o odpowiedzialności. Przy tobie Doom to Miłosierny Samarytanin, nawet was nie zabija, choć mógłby (jak to zrobił w oryginalnym "Secret Wars").

W komiksie superbohaterowie na widok mocy Dooma byli zaniepokojeni, ale robili to z głową, zastanawiali jaki ruch zrobi Doom, czy ma dobre intencje, zrobili nawet obrady i glosowanie, a i niektórzy się wahali. A Spider-Man bez pytania, za wszystkich wymachuje szabelką przed Doomem, co ma opłakane skutki.

Ostatecznie to wszystko był pan Beyondera, Storm gada jakieś puste frazesy o bohaterach, a całe Secret Wars okazuje się zbędne, bo to była wprawka przed PRAWDZIWYM TESTEM! Suck my dick! Bezapelacyjnie - to najgorszy odcinek TAS.

I dubbing FoxKids - Przez dwa odcinki Fantastyczna Czwórka miała poprawną nazwę, a tera jest Wspaniałą Czwórką?! Jezu, ale to tłumaczenie posysa.

I Really, Really Hate Clones - nawet jakoś mi się podoba ten odcinek bardziej niż powinien. Może to wizja postapokaliptycznego NYC, fajnego team-upu Hobgoblina z pierwszym Green Goblinem, innych wymiarów i nawet ciekawej akcji. Ale po kolei - Spidey jest w szoku widząc NYC w płomieniach i chce wiedzieć kto to za to odpowiada. Beydonder mówi, że to on. Oczywiście będąc chujem nie mówi, że to alternatywna rzeczywistość, w której odbyła się Clone Saga i Spider-Man zespolił się z Carnage'em. Gdy wiemy wszystko co i jak - okazuje się, że całe uniwersum zostaje zniszczone przez Spider-Carnage'a i Beyonder w ostatniej chwili cofnął się w czasie, by sprowadzić Spider-Manów z różnych rzeczywistości, którzy muszą połączyć siły i powstrzymać Spider-Carnage'a. "Zaraz, jeśli potrafisz się przenosisz w czasie, czemu nie cofniesz się i zapobiegniesz tym wszystkim zdarzeniom?" - Good point Spider-Octopusie! Oczywiście Madame Web i Beyonder wykręcają się w stylu "nie możemy przebywać w jednej rzeczywistości, nas osłabia, bla bla bla. Ale w pierwszym odcinku "Secret Wars" wyczynialiście cuda na kiju!

Tak samo sporo racji ma Iron Spider. To on powinien być przywódcą Spider-Manów. Ale Madame Web bierze "naszego" Spider-Mana na dowódcę, bo ten ma serce :P. Czyli najlepszym strategiem, master-planem, trzymającym w ryzach tych bardziej upartych członków drużyny, o największej charyzmie bedzie Spider-Man, bo ma dobre serduszko* (mnie w policealnej uczyli czego innego)? Aha. Na pewno Madame Web i Beyonder to ci dobrzy?

* To również wątpliwe, bo akcja z Black Cat w Secret Wars to było czyste skurwysyństwo

Gdyby wyjąć kontekst to ten odcinek broni się jako samodzielna całość - krótko mówiąc to mój guilty pleasure.

Farewell Spider-Man - ciąg dalszy epizodu poprzedniego, który nie jest taki fajny, jest rozczarowujący i ma wkurwiające zakończenie. Bo po całej chryi zamiast spotkać się z Mary Jane, to Spidey spotyka się z Stanem Lee, którego powinien mocno kopnąć w jaja za te wszystkie życiowe okropności jakie mu napisał. Dopiero potem Madame Web mówi, że pomoże Peterowi szukać Mary Jane. Koniec odcinka. Oczywiście nie zobaczymy tego, bo serial został anulowany z powodu wojny producentów. A nikt nie przewidział, że 65 odcinków to wtedy zwykle było maksimum dla animacji i wiedząc jaka panuje atmosfera na górze (patrz mój post wcześniej). I można było rozpisać to tak, by było miejsce na powrót dla prawdziwej Mary Jane i jakieś sensowne zakończenie. Ale nie - lepiej zmarnować odcinki na multum epizodów z Morbiusem albo inne nikogo nie obchodzące guest star Marvela i inne zapychacze.

Ostateczny werdykt - Serial, mimo bycia sporym kawałkiem mojego dzieciństwa, niestety się zestarzał. O ile jest sporo fajnych momentów, wiele naprawiono z materiału źródłowego i jest sporo naprawdę dobrych odcinków, to im późniejsze sezony, to historia się psuje, camea innych bohaterów są irytujące, jest sporo przeciągniętych historii i to frustrujące zakończenie. W dodatku od strony technicznej to katorga. Animacja jest koszmarna - powtarzające się fragmenty animacji jak w Hanna-Barbera, sporo jest momentów, gdzie ewidentnie brakuje klatek i postacie poruszają jakby mieli lagi albo zwolnione tempo i przykre, że najlepiej próbę czasu przetrwały trącącym myszką CGI-tła. Montaż to również żart, irytujące są retrospekcje w postaci wykorzystywanych dawnych fragmentów animacji, jakby nie mieli pomysłu jak wypełnić te 20 minut, no okropna robota. O dubbingu z FoxKids już się wypowiadałem i mam złe zdanie, co mnie boli, bo casting i obsada to strzał w dziesiątkę i jedynymi bolączkami jest pozbawione konsekwencji tłumaczenie i niewłaściwe i okropne głosy w tle, ale to tak gigantyczne bolączki, że plusy giną. I nie prędko wrócę do Spider-Man TAS, może do tych wybranych dobrych odcinków. I może jeśli ktoś wykopie dubbing z TVP2 i obczaję z ciekawości.

Odpowiedz
#26
Odświeżam skamielinę, bo wertując dzisiaj Internety wpadłem na kilka ciekawostek.

1. Ciekawa sprawa z samą czołówką. Pierwotnie planowano zupełnie inne intro, ale w wyniku problemów technicznych z synchronizacją fpsów studio, które miało je dostarczyć wyłożyło się i ostatecznie popełniono znany zlepek fragmentów samej animacji + kulawego CGI.
Poniżej pierwotny pomysł, chyba w wersji demo:



2. Trochę concept artów od producenta we wpisie z io9. Wertuję też wspomniany tam fanpage na FB, ale nie mogę namierzyć całości.

https://io9.gizmodo.com/concept-art-reveals-a-look-inside-the-amazingly-90s-spi-1719991702

EDYTA: 3. Serial doczekał się epilogu w postaci skryptu od głównego scenarzysty serii. Ciężko się to czyta z obecnej perspektywy, ale w jakiś tam sposób jest spójne z tą ramotką.

https://spiderman-animated.fandom.com/wiki/Peter_Finds_Mary_Jane


Fanem głównego tematu muzycznego w tej animce nigdy nie byłem (btw popełnił go Joe Perry z Aerosmith), ale cholera, jakoś tak za mną chodził od kilku dni - aż wpadłem na poniższy montaż. Czuć power (możliwe spoilery).

"Wake the fuck up, Samurai. We have a city to burn."

Profil Letterboxd

Odpowiedz
#27
Niedawno serialowi stuknęło 25 lat:

Odpowiedz
#28
Z ciekawości - wyszedł jakiś oficjalny HD remaster na BD?
"Wake the fuck up, Samurai. We have a city to burn."

Profil Letterboxd

Odpowiedz
#29
Nie. I nie ma co się nastawiać, bo serial - na pewno zremasterowany - jest w bibliotece Disney+ (jak reszta animacji Marvela z lat 90.).

Odpowiedz
#30
Szkoda. Cóż, może przynajmniej w końcu na porządnego HDRipa będzie można liczyć ;)
"Wake the fuck up, Samurai. We have a city to burn."

Profil Letterboxd

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  DC Universe Animated Original Movies Phil 194 25,034 12-11-2019, 21:34
Ostatni post: Maćko
  Superman: The Animated Series Anielski_Pyl 2 2,038 12-10-2014, 19:42
Ostatni post: Phil
  Street Fighter II Animated Movie Gieferg 1 1,893 18-01-2013, 17:37
Ostatni post: Zły Człowiek
  Ultimate Spider-Man Arahan 3 1,862 23-07-2012, 12:13
Ostatni post: Arahan
  G.i.Joe - Animated series KISS45 2 1,691 20-08-2011, 12:32
Ostatni post: Kinomaniak
  Clerks Animated Series Snuffer 2 1,097 26-04-2008, 20:13
Ostatni post: Maik



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości