Street Fighter, tak, ten z Van Dammem
#1
[Obrazek: street_fighter.jpg]

W czasach Amigi Street Fighter II zapoczątkował właściwie gatunek komputerowych mordobić jakie znamy. Nic dziwnego że hicior taki jak SFII doczekał się też jako jedna z pierwszych gier filmowej adaptacji, ale podobnie jak Super Mario Bros przed nim, adaptacja ta fanów gry raczej nie zadowoliła. No ale to były trudne początki - być może nikt nie traktował wtedy gier komputerowych jako materiał na zrobiony na poważnie film (Mortal Kombat rok później już zdawał się zmieniać ten stan rzeczy).  

Kilka rzeczy Street Fighter odwzorował dobrze, kilka postaci z Vegą i Zangiefem na czele wyglądają jak wyglądać powinny, z drugiej strony jest też... doktor Dhalsim. Cóż, na tę postać ewidentnie nie mieli pomysłu. Najlepiej wypada chyba Raul Julia niestety w swojej ostatniej już roli.

 I właśnie głównie Raul Julia i jego Bison ze swoimi tekstami sprawił, że gdy po latach zdecydowałem się film obejrzeć ponownie podchodząc do niego bez żadnych wymagań jakie może mieć wobec ekranizacji fan gry, okazało się że mam przed sobą całkiem przyjemny, komediowy i kiczowaty twór, który klimatem kojarzy się ze starymi kreskówkami w stylu G.I.Joe. I łyknąłem to bez problemu.




Blu-ray oczywiście na półce :)
AS FOR THE GOOD NEWS... THERE'S NO FUCKIN' GOOD NEWS

Nie interesuje mnie kino ogólnie, a jedynie filmy o tym, co mnie interesuje.

Odpowiedz
#2
Jeśli się nie mylę, to była chyba ostatnia rola Raula, i faktycznie kradnie on film. Jednak całość już w momencie premiery wywołała u mnie (dzieciaka przecież) sporo zażenowania (nawet facepalmów wtedy jeszcze na to nie mieli), także powrót po latach raczej po % bym przewidywał.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#3
(03-11-2015, 16:43)Mefisto napisał(a): Jeśli się nie mylę, to była chyba ostatnia rola Raula, i faktycznie kradnie on film.  
I zagrał ją na życzenie swoich dzieci. 

A sam film? Kiedyś tam oglądałem na Polsacie, nie pamiętam czy podobało mi się. Na razie starcza mi recka Nostalgia Critica.

Odpowiedz
#4
Przykre, że Raulowi Julia, jako ostatni film przypadł akurat taki śmieć. Już pomijam to, że wyniszczony chorobą absolutnie nie pasował na Bisona.

Pamiętam jak oglądałem to pierwszy raz - oprócz tego jakie niedorzeczne i słabe najbardziej rzucał się w oczy właśnie Raul - gdzie było widać, że zaraz zgaśnie.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
#5
Tydzień nadrabiania zaległości zakończyłem na pełnej kvrwie sięgając właśnie po SF.

W grę pykałem tylko kilka razy na automatach, potem kilka rundek w jakąś odsłonę na PS3 (pamiętam bardzo ładną, komiksową grafikę). Sam film zaś...no w sumie to mogę podpisać się pod opinią Gieferga. Jako kiczowata ramotka głębokich lat '90 to bardzo miło się ogląda i w sumie to taki klimat animek GI JOE, z którymi mi się film kojarzył przez cały seans. Co zabawne, filmowe GI JOE jawi mi się teraz właśnie jako taki Street Fighter w HD (bo poziom zabawy pozostał tam jak z '94...).

Anyway, miło zobaczyć jeszcze jakiś film z Van Dammem, w którym wymiata swoimi fikołkami. 

Za to dialog Azjatki z Bisonem zakończony "wtorkiem" - cholerne złoto dialogów tak złych, że aż dobrych.
"Wake the fuck up, Samurai. We have a city to burn."

Profil Letterboxd

Odpowiedz
#6
Nie wtorkiem aby? :P
AS FOR THE GOOD NEWS... THERE'S NO FUCKIN' GOOD NEWS

Nie interesuje mnie kino ogólnie, a jedynie filmy o tym, co mnie interesuje.

Odpowiedz
#7
Racja, poprawione ;)
"Wake the fuck up, Samurai. We have a city to burn."

Profil Letterboxd

Odpowiedz
#8
Jedyny fajny Street Fighter to ten animowany. Ta walka Chun-Li z Vegą jest prześwietna.




Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości