The Favourite (2018) - reż. Yorgos Lanthimos
#21
dzięki, dla takich recek jestem na tym forum
tak że o.

Odpowiedz
#22
Galadh, no w zasadzie z wszystkim się z Tobą zgadzam, tylko dla mnie daje to ostatecznie przynajmniej jedno oczko mniej. Ostrożnie o tym wczoraj pisałem, ale dla mnie, przynajmniej do połowy, Weisz też najlepsza. Niestety jej postać chyba najwięcej traci impetu wraz z postępem historii. I to kolejne scenariuszowe rozczarowanie. Dam w spoiler w razie czego...
I z tym, że w dużej mierze film ratuje szaleństwo Lanthimosa i wysiłki aktorek. Bo bez tego, bez tego absurdu i oryginalności niewiele by zostało. Też zgoda, że Hoult świetny. Nie wiem czy jest sens takiego rankingu, ale chyba nawet wcina się pomiędzy panie na liście najlepszych ról w tym filmie. I mimo, że też dosyć szybko pomyślałem, że musiał to być całkiem tani film, chyba nie jest to aż tak ewidentne.

No i mimo, że zdjęcia mnie jakoś nie zachwyciły to ponieważ na razie nie mam innego faworyta to chcę zobaczyć Robbiego Ryana odbierającego jakąkolwiek nagrodę, najlepiej Oscara. ;) 
A zeszłoroczny PTA jest na Camer tegorocznym, więc ja tam spróbuję zaliczyć powtórkę. 

Odpowiedz
#23
Święte słowa – a propos spoilera, dokładnie to miałem na myśli przez spadek formy w drugiej połowie i zmianę tonu na koniec, odrobinę dłużenia się. Powtarzając się nieco, liczyłem na bezustanny konflikt, ciągły mechanizm manipulacji, intensywne zmagania intrygantek, a w zasadzie
Tak czy siak, zostaję przy bardzo wysokiej nocie i zdaniu o wszelkiego rodzaju pysznościach. Stwierdzenie, że to najbardziej przystępny film Lanthimosa to sama prawda, ale też nie oznacza to przecież, że nie jest to dzieło złożone i wymagające!

Odpowiedz
#24
Czy postaci w filmie wypowiadają się jak w "Zabiciu świętego jelenia"? Tj. każda kwestia pełnym zdaniem i z taką lekką sztywnością.

Odpowiedz
#25
Nie, jest normalnie. Jeśli jest delikatna sztywność to wynikającą raczej z tego, że to mimo wszytsko film kostiumowy, ale i tak najwięcej w tym drwiny.

Odpowiedz
#26
W duchu post scriptum do słów PropJoe dodam, że właściwie ten film jest bardzo zgrabnie przesiąknięty aurą współczesności, zarówno we wspomnianych dialogach, jak i charakterologii. A co najlepsze, nie przeszkadza to w zanurzeniu się w epoce, co pewnie warto dodać na konto pewnej reżyserskiej ręki Lanthimosa.

I tutaj nie mogę się doczekać powtórki, OST słucham do dziś.

Odpowiedz
#27
[Obrazek: 50911498_2145721338804507_24764533265525...e=5CB5D569]
Film, z którym z wielu powodów wiązałem ogromne oczekiwania i to nawet pomimo faktu, że nie specjalnie przepadam za kinem kostiumowym. Trudno jednak aby było inaczej skoro za kamerą stoi utalentowany Yorgos Lanthimos (twórca wybitnego moim zdaniem "Lobstera" oraz nieco gorszego "Kła"). Przed nią zaś oglądać możemy moją ulubioną aktorkę czyli cudowną Emmę Stone. Dlatego też nie może chyba dziwić, że skorzystałem z pierwszej możliwej okazji by to dzieło obejrzeć. No cóż! Muszę powiedzieć, że czekanie się zdecydowanie opłaciło!


Bo choć "Faworytę" trudno może nazwać szczytowym osiągnięciem Lanthimosa (tym wciąż pozostaje wspomniany wyżej "Lobster"), to trzeba uczciwie przyznać, że grecki reżyser nie zawiódł i kolejny raz dostarczył prawdziwą filmową ucztę!


Warto przede wszystkim podkreślić wspaniałą grę aktorską trójki Colman - Weisz- Stone, koronkowy scenariusz, cudowne dialogi ("-Przyszedł mnie pan uwieść czy zgwałcić?; -Jestem dżentelmenem; -A więc gwałt."), wykwintny humor (w przeciwieństwie do Złotych Globów komedią bym jednak tej produkcji nie nazwał) oraz niesamowity klimat (między innymi dzięki znakomitej robocie operatorskiej Robbiego Ryana) sprawiają że trudno oderwać wzrok od ekranu. No i Emma Stone pokazuje tu coś więcej niż tylko swój nieprzeciętny talent! Będę trzymać za tą produkcją kciuki podczas zbliżającej się ceremonii rozdania Oscarów i w idealnym świecie rozbiłaby bank ponieważ jest najlepsza jednak szczerze wątpię aby w rzeczywistości faktycznie coś zdziałała.


Pomimo bowiem faktu, że "Faworyta" to kapitalne dzieło oraz bez wątpienia najbardziej przystępna masowemu odbiorcu produkcja spośród wszystkich dotychczasowych dokonań Lanthimosa (może to zasługa tego, iż tym razem bazował na cudzym scenariuszu. Choć i tak są widzowie, którzy będą wybrzydzać. Zwracać uwagę na, tu cytat "irytujący sposób filmowania, dziwne kadry i nieznośne deformacje". Rodzi się pytanie czy kiedykolwiek mieli styczność z innymi dziełami tego twórcy) jednak nadal ma w sobie wystarczająco dużo "dziwności" oraz w przeciwieństwie do niektórych kontrkandydatów nie jest typowym crowd-pleaserem. Dlatego też obawiam się, że nie przypadnie do gustu wystarczająco dużej liczbie głosujących. A szkoda bo to naprawdę kawał rewelacyjnego kina!
Najlepszy film 2018: Suspiria

Najlepszy film 2017: A Ghost Story

Najlepszy film 2016: Zwierzęta Nocy

Najlepszy film 2015: Lobster




Odpowiedz
#28
Do pierwszej połowy jeszcze to grało, ale po powrocie postaci Rachel Weisz na salony film staje się strasznie wolny, nużący i o niczym. To nie za ten tytuł Lanthimos powinien być nagradzany. Aktorsko bez zarzutu. Muzyka również. Niestety na drugiej połowie walczyłem ze snem. Naprawdę chcę jak najlepiej ocenić ten film, ale 6.5/10 to maks co może z tego być. Z trzech ostatnich produkcji Yorgosa, ta jest najsłabsza. Jest mi smutno, bo to chyba jedyne rozczarowanie roku, a tak bolesne.

Odpowiedz
#29
Wczoraj byłem w kinie i cóż, niech swoje zachwyty przelałem już w swojej recenzji na FB (tak, teraz będę zazwyczaj wklejał swoje teksty stamtąd):

Cytat:Wczorajszego wieczoru byłem świadkiem seansu, który mnie absolutnie wbił w fotel. Opuszczając budynek gdańskiego Multikina czułem się jakbym był świeżo po jakimś transie albo właśnie obudził się z porywającego snu, z którego zapamiętam każde słowo.

Otóż, od początku spodziewałem się że "The Favourite" to będzie film, o którym będę pisał, jak o wielkim kroku naprzód dla współczesnego kina kostiumowego. Już pierwszy zwiastun mnie porwał i nie mogłem się doczekać tego żeńskiego aktorskiego pojedynku skąpanego w wykwintnym stylu Yorgosa Lanthimosa - reżysera o talencie, którym można rozdzielić 10 innym twórcom bez zaliczonych 50-ciu wiosen na karku. Do tego wszystkiego miałem oczekiwać także m.in. dialogów jakby brzytwą ciętych, humoru soczystego niczym brzoskwinia z "Call Me By Your Name", no i także faktu, że moje ekranowe zauroczenie o inicjałach ES zgodziło się na swoje pierwsze odważniejsze sceny...

Koniec końców, dostałem nie tyle tego, czego mój zmysł kinomana się spodziewał, ale czegoś jeszcze lepszego. "The Favourite" to wręcz prezent w postaci diabełka wyskakującego z pudełka, dla tych stęsknionych kinem historycznym, za którym nie kryły się cyniczne zamiary producentów. Najnowsze dzieło twórcy "Lobstera" można porównać do wykwintnego królewskiego obiadu, do którego "dosypało się za dużo chilli". Po prostu wyobraźcie sobie kotajl z Kubricka, Viscontiego, Brooksa, Monty Pythona i z małą domieszką Lyncha - wychodzi po prostu coś wyjątkowego, coś czego kinematografia być może jeszcze w swojej pięknej długiej historii nie miała.

Punktuje tu scenariusz, ze stroną humorystyczną na czele. Duże prawdopodobieństwo, że niektóre cytaty z filmu zostaną zapisane w podręcznikach dla szkół filmowych. Nawet taniec z rodem teledysku Madonny czy obecność Eltona Johna przepięknie wpisuje w radosno-mroczną atmosferę angielskiego dworu. To kolejna z produkcji, przy której nie ma najmniejszej wątpliwości, że dobrą zabawę na planie zdjęciowym mieli wszyscy, łącznie z dostawcami przekąsek.

W tym akapicie omówię największy z wielu największych plusów "The Favourite" i nie, nie jest to pierwsza w karierze rozbierana scena Emmy Stone, dzieci ?. Mam tu na myśli główne żeńskie trio, pomiędzy którymi toczy się zarówno psychologiczny jak i aktorski pojedynek, że aż tylko palce lizać. Moją osobistą "Faworytą" jest tu zdecydowanie Olivia Colman. Jej królowa Anna to kreacja, z której byłby dumny sam Louis de Funes - rola wymagająca przełamywania kolejnych, coraz cięższych granic subtelności i prawdziwe ekspresyjne "tour de force". Wielkim błędem było jednak przypisanie Colman do kategorii pierwszoplanowej, bo to nie tyle co rola ciut bardziej idąca w kierunku drugiego planu, co jako aktorka drugoplanowa moglaby mieć wówczas jakże zasłużoną statuetkę Oscara w kieszeni. Tóż to absolutny ideał kreacji tragikomicznej.

Mimo to, zarówno Emma Stone, jak i Rachel Weisz nie dają się przyćmić blaskiem przyszłej gwiazdy "The Crown". To właśnie pomiędzy granymi przez nie Abigail i Sarah toczy się główna oś tego arcydzieła, czyli "gra w kotka i myszkę". Stone niemalże perfekcyjnie wykorzystuje swój urok, do kamuflowania nie tak już zachwycającego wnętrza swojej bohaterki. Dla 30-letniej laureatki Oscara, to niewątpliwie wielki krok wprzód i trzymam kciuki, by w przyszłości niejednokrotnie miała okazję zaskoczyć jeszcze czymś zupełnie odmiennym w swoim rozwijającym się portfolio. Lady Sarah w wykonaniu Weisz można w pewnym stopniu nazwać przeciwieństwem interpretacji Abigail - ona z kolei swoimi zimnymi środkami aktorskimi doskonale ukrywa wewnętrzne ciepło zarówno wobec małżonka, jak i swojej królowej. Gdybym miał przyjść na świat jako kobieta, to chciałbym być właśnie niczym Sarah. Ostatecznie tak naprawdę, to nie dostajemy ani tej dobrej, ani tej złej - obydwie kobiety mimo swych zalet, to osoby cyniczne i kierują się w swoich działaniach głównie swoim dobrem. Kto tu ten pojedynek wygrywa i komu na dobre on wychodzi? Odpowiedź lepiej pozostawić samemu widzowi. Która z tych dwóch pozostałych Pań jest moją drugą "Faworytą" po Colman? Napisanie odpowiedzi na to pytanie równałoby się u mnie z napisaniem, które dziecko kocham bardziej :)

Wspomnę jeszcze o reżyserii, gdyż Lanthimos osiąga tu niemalże swoją "Wieżę Babel". Realizacja to po prostu istna potęga, na miarę także uwielbianego przeze mnie "Barry'ego Lyndona". Każdy detal jest tu dopracowany i możnaby powiedzieć, że niemal do każdego okrucha ciasta na buzi Colman. Nawet ujęcia kręcone "rybim okiem", mimo że ten obiektyw równie dobrze operator mógł zostawić w domu, to mają tutaj zaskakująco dodatnie działanie. Oglądajac ostatnie jego produkcje stwierdzam, że Lanthimos obok Paula Thomasa Andersona ma najbardziej prawidłowe kwalifikacje na honorowy tytuł "Godnego Następcy Stanleya Kubricka".

Choć wiem, że niektóre znaki na niebie przepowiadają, że "The Favourite" niestety może okazać się najwiekszym przegranym tegorocznego rozdania Oscarów, to modlę się by przynajmniej wygrało za scenografię i kostiumy z nieszczęsnym "Black Panther". Jeśli dojdzie do tego pozłacany rycerzyk za scenariusz - będe mile zakoczony, a jeśli jakimś cudem do koszyka z nagrodami trafiłaby też statuetka od Akademii za "Najlepszy film" - byłby to najbardziej zadowalające mnie zwyciestwo w głównej kategorii od czasu "Birdmana". Przy całym moim astronomicznym podziwie do "Romy" i sympatii do "Green Book", ale w tym wyścigu tytuł "My favourite" należy właśnie do "The Favourite". Podsumowując - po prostu odpływam, ilekroć tylko pomyślę o tym dziele.

10/10!!!
https://www.facebook.com/Światła-kamera-akcja-1021725724630659/ 
- "Światła, kamera, akcja", czyli mój blog na FB, na którym dzielę się swoją milością do kina. Zapraszam do polubienia! ;)

Odpowiedz
#30
To ja może krócej - zdecydowanie najprzystępniejszy i najlepszy film w jego dorobku.

Postacie okazują wreszcie pełna gamę emocji, zniknął tez gimmick z mechaniczna, dziwna mowa tak wykorzystywany w Jeleniu - właściwie gdyby nie popisowe dialogi i momentami naprawdę odjechany humor, to mógłby to być w miare standardowy film o szaleństwie władcy i intrygach na dworze.
Cieszy mnie to, bo byłem ciekawy jak Grek sprawdzi się w bardziej standardowej fabule. Wszystkie trzy panie absolutnie wspaniale, nie spodziewałem się ze Colman tak łatwo obudzi we mnie sympatie do postaci Królowej, ale czego innego się spodziewać po takiej aktorce. Wizualnie to jest z początku taki czad, ze trudno się właściwie przyzwyczaić i obejmować te sceny wzrokiem w całości.

Do tego swietny montaż z początku i pierwsza godzina to niesamowite doswiadczenie, dawno nie czułem się tak bardzo „wrzucony” w jakiś film czy środowisko mi obce, niezwykle pociągający i fascynujący to film.

Bawiłem się znakomicie, aczkolwiek pierwszej połowie dałbym 10/10, tak drugiej już jakieś 8/10. Szczególnie ostatnie 15 minut łapie lekka zadyszkę i przydałoby się to albo skondensować albo mocniej wygrać.

Scena tańca była PRZEZABAWNA, w dwóch momentach naprawdę głośno parsknąłem, sala bawiła się doskonale mimo rożnego przedziału wiekowego.

- Przyszedłeś mnie zgwałcić czy uwieść?
- Jestem dzentelmenem.
- A wiec gwałt.

Śmiechy śmiechami, ale wiemy ze makabra i groteska to równie ważne elementy twórczości - nie brakuje tutaj oczywiście tego, kilka scen wyraźnie ma za zadanie wprawić widza w niekomfortowy nastrój, ale lawirowanie między tymi dwoma trybami wychodzi Lanthimosowi po prostu doskonale. Nie mam wątpliwości, ze do niego właśnie powinien powędrować Oskar za reżyserię.

Ugh, no i ta scena końcowa! Prawie ciarki na plecach. Jak do końcówki mam kilka pretensji, tak sama ostatnia minuta to PERFEKCJA. Cóż za zamknięcie filmu, cóż za pewna ręka.
- I don't advise a haircut, man. All hairdressers are in the employment of the government. Hairs are your aerials. They pick up signals from the cosmos, and transmit them directly into the brain. This is the reason bald-headed men are uptight.
- What absolute twaddle.  

Odpowiedz
#31
Od początku podchodziłem do tego filmu z nieufnością, bo żeby porwać się, zwłaszcza obecnie, na kino kostiumowe to naprawdę trzeba mieć na nie dobry pomysł, a tutaj, pomimo pierwszego pozytywnego wrażenia, tego pomysłu jednak brakuje.
Zrobiłem sobie dosyć spory przegląd odbioru filmu i każdy widzi w tym filmie to co chciał zobaczyć :P Są osoby twierdzące, że całość to OCZYWISTA aluzja do Trumpa, są takie, które widzą w Faworycie feministyczny manifest, bo przecież panowie tylko na drugim planie (dosyć ciekawa kwestia, bo to mężczyźni mają tutaj swoje interesy, walczą, dyskutują, próbują wpływać, a kobiety jakby się bawiły tym wszystkim, królowa owszem, ma decydujący głos, ale mało własnego zdania, wydaje się być zaledwie instrumentem mężczyzn do podjęcia decyzji, na takiej samej zasadzie jak kości do gry - co wyleci to faceci akceptują i dalej robią swoje), nie znalazłem tylko nikogo twierdzącego, że to przecież o rasiźmie... Ja twierdzę, że fabularnie to nic ciekawego, filmowi wiele brakuje w tej kwestii. Nie posunę się do określenia wydmuszka, bo jednak emocje są, ale skala jest na tyle mała, że wszelkie polityczne powiązania fabuły bledną i koniec końców chodzi tylko i wyłączenie o rywalizację trzech kobiet.
Co do pań - nie ogarniam zachwytów nad postacią królowej Anny. Rywalizacja Abigail i Sary ok, jest bardzo fajna, jedna zadomowiona w dworskich intrygach, druga młoda, rezolutna z podrażnioną ambicją i niczego się nie bojąca - jest ciekawie, szkoda, że kończy się ten pojedynek dosyć prosto. Wracając do Anny - nie widzę ani grama złożoności w tej postaci, ona jest po prostu godna pożałowania, nie ma żadnej zalety, niczego co mogłoby wywołać u widza współczucie, ona jest złośliwym potworem i tylko tyle. Domyślam się, że miała obrazować tezę, że na szczytach władzy to tylko zezwierzęcenie pod płaszczykiem dworskiego piękna, no ale sorry, żeby do mnie trafić z taką obserwacją, to trzeba trochę finezji, a nie tylko królowej zjadającej tort, który przed chwilą wyrzygała... Sama Coleman - dobra rola, warta nominacji, ale też żadne cuda. Ogólnie z tego aktorskiego pojedynku zwycięsko wychodzi Emma Stone, w niej jest najwięcej energii, a Weisz dla mnie tylko poprawna.
Realizacyjnie jest bardzo dobrze, oczywista sprawa, nominacje za kilka technicznych aspektów zasłużone, zdjęcia miłe dla oka, ale też to żadne mistrzostwo świata nie jest.

(13-11-2018, 00:28)PropJoe napisał(a): całość to trochę taki bardziej absurdalny Barry Lyndon dla ubogich pod wieloma względami.
Sama prawda. Siłą Barry'ego Lyndona było to, że opowiadał o absurdzie bez pokazywania go. Faworyta natomiast absurd ma w co trzeciej scenie, żeby ostatecznie nie opowiadać o niczym.

Powysłośliwiałem się, ale to dobry film jest, pewnie nawet najlepszy z całej oscarowej stawki, ale to ze względu na beznadziejną konkurencję, w każdym razie mi do satysfakcji potrzeba o wiele więcej. Dałem 7, ale takie, któremu bliżej do 6 niż 8. Powtórka? Może kiedyś, póki co w ogóle nie mam ochoty.

PS. Tak, taką samą siódemkę dałem dwa dni temu filmowi Alita: Battle Angle i się tego nie wstydzę, to filmy na tym samym poziomie :)

Odpowiedz
#32
Zauważyłam w paru postach, że kilku userom nie podobają się niektóre rozwiązania scenariuszowe, ale paradoksalnie, oprócz wątku seksualnego, twórcom mocno zależało na trzymaniu się prawdy historycznej.
Raven True

Odpowiedz
#33
O jakiej prawdzie historycznej piszesz? 

Odpowiedz
#34
Tej dotyczącej rywalizacji dwóch faworyt królowej Anny, Sary i Abigail, również charakter obu kobiet był dokładnie taki jak pokazano w filmie.
Raven True

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Green Book (2018) Capt. Nascimento 24 1,887 17-02-2019, 11:30
Ostatni post: simek
  Bohemian Rhapsody (2018) - historia grupy Queen Szaman 155 14,542 07-02-2019, 21:07
Ostatni post: shamar
  A Star is Born (1937 / 1954 / 1976 / 2018) Kuba 125 8,945 04-02-2019, 14:31
Ostatni post: Snappik
  "Widows" (2018) reż. Steve McQueen Kuba 14 1,494 04-02-2019, 01:41
Ostatni post: Mental
  First Man (2018) reż. Damien Chazelle Kuba 173 16,245 03-02-2019, 00:36
Ostatni post: Martinipl
  Donnybrook (2018) nawrocki 0 185 28-01-2019, 20:49
Ostatni post: nawrocki
  Vice (2018) reż. Adam McKay Kuba 24 2,260 25-01-2019, 00:39
Ostatni post: simek
  Bad Times at the El Royale (2018) reż. Drew Goddard nawrocki 43 3,288 21-01-2019, 22:39
Ostatni post: Badus
  Upgrade (2018) slepy51 26 2,540 21-01-2019, 22:12
Ostatni post: Badus
  Loro (2018) reż. Paolo Sorrentino Kuba 3 621 18-01-2019, 09:16
Ostatni post: simek



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości