The Hunger Games
#1
The Hunger Games - jeśli jeszcze raz ktoś zarzuci Johnowi Carterowi brak oryginalności, przewidywalność i antychemię, to:
a) nazwę go hipokrytą
b) skażę na 10 lat ciągłego oglądania THG
Ten film to jedna wielka klisza i produkt, w którym można nie tylko przewidzieć konkretne sceny, zwroty akcji i niespodzianki fabularne, ale także i dialogi - i to tak na 10 minut zanim się pojawią.
Całość jest kiczowata (cały wygląd świata przyszłości jedynie pogrąża poważniejszą część filmu), nudna (ponad 2 godziny!), miałka i może czyścić buty zarówno JC, jak i Battle Royale, którego jest zwyczajną kalką, ino złagodzoną, wypraną z emocji i sensu. Generalnie całość ma mniej więcej poziom Zmierzchu, tylko próbuje być nieco bardziej ambitniejsza, ale tylko miejscami jej to wychodzi.
Na plus świetna Jen, ale o to nie było trudno, oraz ze 2-3 sceny akcji. Radzę unikać - no chyba, że ktoś ma ochotę zagrać w drinking game (pijemy za każdym razem, gdy wypowiedziany zostaje tagline!) albo zrobić sobie z tego zwyczajną polewkę, bo do tego film się idealnie nadaje.

4 / 10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#2
No ale to przecież było wiadome od pierwszej zapowiedzi tego filmu - że to gówienko będzie.

Odpowiedz
#3
Wstyd przyznać ale nie wiem nawet jak brzmi tagline tego filmu :P

Odpowiedz
#4
O poziomie Hunger Games przekonam się w weekend, ale sugestia że w Battle Royale jest sens i emocje... lulz :)

Odpowiedz
#5
Mierzwiak, jeśli będziesz miło zaskoczony to się nie zdziwię - na razie widzę głównie same pozytywne recki tego filmu, w których padają takie słowa i takie oceny, że mam już teorię o zbiorowej halucynacji.

Craven: "May the Odds be Ever in your Favor"
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#6
Mefi dramatyzuje - "The Hunger Games" to udane kino rozrywkowe, które przede wszystkim "ciągnie" Jennifer Lawrence. Ogląda się szybko (mimo długiego czasu trwania), akcja wciąga, bohaterowie są ciekawie nakreśleni, podobnie jak sam świat (choć liczę, że w sequelach poświęcą mu więcej czasu). Oczywiście, że pewne schematy tu są, nie przeszkadzają jednak cieszyć się tym niegłupim, sprawnie zrealizowanym, choć może trochę zbyt "letnim" sci-fi. Jestem na tak i sięgam po książkę. Może bez większych rewelacji, ale czas spędziłem wyjątkowo dobrze, jestem pozytywnie zaskoczony. Ale pewnie znowu zostanę sam, a wszyscy na forum będą narzekać, że bez R-ki i w ogóle...:P

Odpowiedz
#7
Nie dramatyzuję, Karol - wynudziłem się jak jasny kurcze pieczone, a świat został jedynie liźnięty przez co sporo rzeczy zwyczajnie się nie klei. A bohaterowie? Oprócz Lawrence to masa kłód drewna, które zapomina się po sekundzie. Sama akcja też nie wciąga, bo jak może wciągać coś, co samemu przewidziało się pół godziny wcześniej.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#8
No taki widać los medium przewidującego wydarzenia filmowe :D. Ja również pewne rzeczy przewidziałem, nie zmieniło to jednak faktu, że film oglądało mi się naprawdę dobrze i z zainteresowaniem. Mam nadzieję, że kolejne części wyjaśnią więcej na temat świata (swoją drogą - co ci się nie kleiło? Dla mnie wszystko raczej wydawało się dość sensowne). Kłodą nie nazwałbym za to ani Tucciego, ani Harrelsona, ani Banks (w ogóle SZOK), ani nawet - choć sam się dziwię - Hutchersona, który mnie zwykle irytuje. Inna sprawa, że to zwyczajnie film Lawrence i to ona kradnie cały show.

Podsumowując: warto dać "Igrzyskom" szansę. To przykład udanej, sprawnie zrealizowanej produkcji młodzieżowej (jednak), z charyzmatyczną bohaterką w świetnej interpretacji Lawrence. Porównania do "Zmierzchu" nietrafione - jedyne, co je łączy to popularność (z tym, że "Igrzyska" mają fanów z różnych grup wiekowych i płci, w przeciwieństwie do "fenomenu" Meyers). Może bez fajerwerków i "mięsa", ale wstydu też nie ma.

Odpowiedz
#9
A może założymy osobny temat o "Hunger Games" i przełożymy część tej dyskusji do niego, gdyż jak widać będzie pewnie jeszcze głośno o tym filmie. Czy słusznie, czy nie, nie mnie oceniać, pókim filmu nie zobaczył, a szczerze średnio mi się chce.
/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz
#10
(23-03-2012, 18:46)Mefisto napisał(a): Craven: "May the Odds be Ever in your Favor"

[Obrazek: rzygi.gif]

Odpowiedz
#11
No i dokładnie taką reakcję ma wywoływać - przecież to pusty slogan, którym raczy się uczestników czegoś co nazywa się "Igrzyskami Śmierci"!

(ok, czas chyba wydzielić osobny temat)

Odpowiedz
#12
(23-03-2012, 19:11)Karol napisał(a): Ale pewnie znowu zostanę sam, a wszyscy na forum będą narzekać, że bez R-ki i w ogóle...:P
Nie zostaniesz sam, nadciągam z odsieczą ;)

Zaskakująco dobry. Zanosiło się na bezkrwawą zrzynkę z ?Battle Royale?, a okazało się, że film poszedł w zupełnie innym kierunku. Azjaci skupili się na krwawo wyrzynających się nastolatkach, Gary Ross na emocjach, dystopicznym świecie i ludziach. To co razi, to przerysowany, pstrokaty świat przyszłości, w którym wystrój bogatych dystryktów i ich mieszkańców projektowała chyba Miley Cyrus na kwasie. O wiele przyjaźniejsze dla naszego wyczucia smaku są dystrykty biedy i arena na której walczą bohaterowie. Tam już dla kolorowych pierdoł i dziwacznych fryzur nie ma miejsca. Liczy się tylko przeżycie. Nie jest to oczywiście survival na miarę niedawno goszczącego na ekranach ?The Grey?. Ale reżyser całkiem sprawnie wybrnął z ograniczeń wiekowych, nie starając się zbytnio łagodzić rozgrywki ale uciekając z kamerą na bok w co drażliwszych momentach, resztę pozostawiając naszej wyobraźni. Nic to nowego, ale w przypadku ?The Hunger Games? się sprawdza. To czego zabrakło, to jakiś poważniejszych dylematów moralnych. Bohaterów nie próbuje się stawiać przed prawdziwymi wyborami typu - on albo ja. Wszyscy w jakiś tam sposób sympatyczni bądź uczciwi przeciwnicy giną z rąk tych ?złych?. Zadbano o to, żeby nikt z postaci pozytywnych nie pobrudził sobie rączek. Zabrakło też nieco większego skupienia się na elemencie widowiska telewizyjnego, do pierwszej połowy filmu jest o tym całkiem sporo, ale wraz z rozpoczęciem gry reżyser niemalże zapomina o osobach odpowiedzialnych za show. Szkoda, ale można wybaczyć, bo film wciąga, jest dobrze zagrany, a co najważniejsze, a nie tak częste obecnie, głównej bohaterce naprawdę się kibicuje.

Odpowiedz
#13
Battle Royale nie skupial sie na emocjach? Widzialem kilka razy i zawsze ryczalem jak bober :)
I drive truck, break arms, and arm wrestle. It's what I love to do, it's what I do best.

Odpowiedz
#14
(23-03-2012, 19:26)Karol napisał(a): No taki widać los medium przewidującego wydarzenia filmowe :D. Ja również pewne rzeczy przewidziałem

Pewne rzeczy nie równa się niestety scena po scenie cały film - tu klisza na kliszy i kliszą pogania. I to w momencie, gdy Dżon Karter został za to równo zjechany, THG się chwali - wkurwia mnie to niemożebnie. I w dodatku te recki hypowane do granic, jakby to był jakiś prekursor i film, który zapisze się w historii.

Cytat:i z zainteresowaniem.

w pewnym momencie zacząłem liczyć włosy na głowie Lawrence - dziękuję za takie zainteresowanie

Cytat:swoją drogą - co ci się nie kleiło? Dla mnie wszystko raczej wydawało się dość sensowne)

Teoretycznie I couldn't care less i film po mnie spłynął równo, więc nie zamierzam się tu wdawać w jakąs bezsensowną polemikę, ale pierwsze z brzegu przykłady:
- CGI stwory zrobione BO TAK
- cały wygląd miasta przyszłości i kultury BO TAK - kicz pełną gebą i tyle
- zależność między stolicą a dystryktami - stłumienie 75 lat temu powstania to trochę mało. Dość powiedzieć, że Polacy w 150-letnich zaborach niemal co roku szturmowali najeźdzców, a tu mamy jeden szybko stłumiony bunt po śmierci "małej czarnej" i chwacit.
- ludzie z dystryktów głodują, ale jakoś główni bohaterowie kładą ogólną lachę na wygody i fancy stuff stolicy (to samo tyczy się ogólnej biedy, podczas gdy tak ładnie wszystkich wystrojono na losowanie)
etc. itd. itp.

Cytat:Kłodą nie nazwałbym za to ani Tucciego, ani Harrelsona, ani Banks (w ogóle SZOK), ani nawet - choć sam się dziwię - Hutchersona, który mnie zwykle irytuje. Inna sprawa, że to zwyczajnie film Lawrence i to ona kradnie cały show.

Tucci OK, Woody - raczej na zasadzie, że to fajny gość jest, aniżeli fajna postać i coś do zagrania, Banks skryła się za kostiumami i miała marginalną rolę, Hutcherson był ok, ale wystarczy jakakolwiek scena miłosna i aż człowiek tęskni za Carterem, gdzie ponoć brak chemii.

Cytat:To przykład udanej, sprawnie zrealizowanej produkcji młodzieżowej (jednak), z charyzmatyczną bohaterką w świetnej interpretacji Lawrence.

Udanej - nie. Sprawnie zrealizowanej - potroszę, Lawrence jako plus już dawno wymieniłem i pewnie gdyby nie ona, to bym wyszedł w cholerę z seansu, bo zwyczajnie szkoda czasu - szczególnie, że ani postaci, ani przedstawiony problem nie doczekał się w tym filmie konkluzji, jak to miało miejsce w Battle Royale.

Cytat:Porównania do "Zmierzchu" nietrafione - jedyne, co je łączy to popularność

Trafione jak najbardziej - scenariuszowo i aktorsko (poza Lawrence i Tuccim, ale rozumiem, że i w Zmierzchach były znane twarze na przełomie kolejnych części, które dały radę?) ten film leży i kwiczy. Wystarczy zresztą wspomnieć znowuż wątek romansowy, gdzie w niektórych kwestiach zwyczajnie zabrakło "Bella" w dialogach. No i w obu filmach popierdalają radośnie po lesie i nic z tego nie wynika.

Cytat:wstydu też nie ma.

Wstyd jest jeśli spojrzy się na recenzje - oceny w stylu 9/10 i zdania o rewolucji, wybitności, trafnej alegorii dzisiejszych reality show, etc. to jak dla mnie kuriozum, biorąc pod uwagę wspomniane BR czy choćby Running Mana, filmu przecież o ile bardziej radosnego i kiczowatego, ale niosącego ze sobą znacznie więcej emocji i refleksji jak puste, rozbuchane i mdłe THG.

(23-03-2012, 20:16)Tyler Durden napisał(a): Zaskakująco dobry. Zanosiło się na bezkrwawą zrzynkę z ?Battle Royale?, a okazało się, że film poszedł w zupełnie innym kierunku. Azjaci skupili się na krwawo wyrzynających się nastolatkach, Gary Ross na emocjach, dystopicznym świecie i ludziach. To co razi, to przerysowany, pstrokaty świat przyszłości, w którym wystrój bogatych dystryktów i ich mieszkańców projektowała chyba Miley Cyrus na kwasie. O wiele przyjaźniejsze dla naszego wyczucia smaku są dystrykty biedy i arena na której walczą bohaterowie. Tam już dla kolorowych pierdoł i dziwacznych fryzur nie ma miejsca. Liczy się tylko przeżycie. Nie jest to oczywiście survival na miarę niedawno goszczącego na ekranach ?The Grey?. Ale reżyser całkiem sprawnie wybrnął z ograniczeń wiekowych, nie starając się zbytnio łagodzić rozgrywki ale uciekając z kamerą na bok w co drażliwszych momentach, resztę pozostawiając naszej wyobraźni. Nic to nowego, ale w przypadku ?The Hunger Games? się sprawdza. To czego zabrakło, to jakiś poważniejszych dylematów moralnych. Bohaterów nie próbuje się stawiać przed prawdziwymi wyborami typu - on albo ja. Wszyscy w jakiś tam sposób sympatyczni bądź uczciwi przeciwnicy giną z rąk tych ?złych?. Zadbano o to, żeby nikt z postaci pozytywnych nie pobrudził sobie rączek. Zabrakło też nieco większego skupienia się na elemencie widowiska telewizyjnego, do pierwszej połowy filmu jest o tym całkiem sporo, ale wraz z rozpoczęciem gry reżyser niemalże zapomina o osobach odpowiedzialnych za show. Szkoda, ale można wybaczyć, bo film wciąga, jest dobrze zagrany, a co najważniejsze, a nie tak częste obecnie, głównej bohaterce naprawdę się kibicuje.

Zacznę od tego Tyler, że mini-review w końcu z głową (te, co do tej pory czytałem, to żenada do kwadratu - jeden z kolesi nawet Oscarami film obdarował już :D ) i generalnie mógłbym się nawet i zgodzić, ale tego nie zrobię.
1. Battle Royale - o ile był znacznie większą farsą, zgrywą i o wiele większą jatką (choćby sam fakt użycia broni palnej), to jednak miał w sobie o wiele więcej sensu i refleksji, której THG zwyczajnie brakuje, lub którą ten rozmienia na drobne. W BR, mimo pewnej umowności i kiczu wszystko trzymało się kupy, a bohaterowie działali z głową (poza paroma oczywistymi debilami). W THG pozostaje jeno kicz i irracjonalne poczyniania bohaterów (że wspomnę tylko laskę rzucającą nożami), którzy ostatnią rzeczą o jakiej myślą, jest ich sytuacja.
2. W tym cały sęk, że film próbuje zahaczać o dylematy moralne i wybory, ale szybko zostają one bezmyślne zabite kamuflażem z dupy, jagodami albo kolejnymi zmianami w, zdawałoby się, stałym regulaminie gry - bezsens i sztampa.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#15
Miłe zaskoczenie, tym bardziej, że nie miałem wobec filmu żadnych oczekiwań.

Zanim przejdę do wyliczanki dwie sprawy:
1) jakiekolwiek porównania i zestawianie tego ze Zmierzchem jest dla Hunger Games krzywdzące, bo ten film posiada wszystko, czego tam nie ma, począwszy od fabuły a na aktorstwie kończąc. Nikt tu nie strzela kretyńskich min gapiąc się sobie w oczy przez 5 minut, muskulatora aktora nie jest przedmiotem dialogów ani fetyszem operatora, nikt tu nie miota się w pościeli jak rozwydrzony bachor ani nie rozmawia o porównywaniu smrodów. Czy tylko ja dostrzegam tę różnicę?
2) jakiekolwiek porównania i zestawianie tego z Battle Royale jest nieuzasadnione, bo poza motywem turnieju z udziałem młodzieży walczącej o przetrwanie nic ich nie łączy i trudno chyba o bardziej różne podejście do tego samego tematu, pozornie tego samego, bo tutaj mamy wstęp do większej historii.

+ Może i niezbyt oryginalna, jak i niedostatecznie nakreślona, ale interesująca alternatywna rzeczywistość
+ Jennifer Lawrence, która wnosi cały film na nieco wyższy poziom i gra lepiej, niż tego wymaga rola
+ Przerysowani, ale sympatyczni i zabawni Tucci oraz Banks
+ Wciąga, a nawet dostarcza emocji
+ Niezłe ominięcie ograniczeń PG-13; widziałem to, co chciałem widzieć, czy te wszystkie króciutkie ujęcia tuż po rozpoczęciu turnieju faktycznie były tak krwawe?

- Brakuje poczucia prawdziwej walki o przetrwanie, sam turniej (ogólnie, bo pojedynczych dobrych scen nie brakuje) jest zresztą najsłabszą częścią filmu
- Momentami zbyt chaotyczne zdjęcia

Odpowiedz
#16
Zauważyłem, taki ciekawy naciągany paradoks: Film pokazuje krytcznie świat przyszłości, gdzie młodzież ku uciesze gawiedzi walczy na śmierć i życie. Ale z drugiej strony film już ma jakieś rekordy otwarcia i ludzie masami idą na ten film, co oznacza, że ludzie chcą oglądać jak młodzież walczy na śmierć i życie. :P
/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz
#17
kariera filozofa czeka otworem

Odpowiedz
#18
http://boxofficemojo.com/movies/?id=hungergames.htm

Film zaliczył trzecie najlepsze otwarcie w historii amerykańskiego BO.

Odpowiedz
#19
Lawrence, przeczytałem twojego posta 10 razy i dalej nie wiem o co chodzi.

Odpowiedz
#20
Lawrence'owi chyba chodzi o to, że niedługo w tv możemy się spodziewać pierwszej edycji The Hunger Games Show :)

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości