The Hunger Games
#21
(25-03-2012, 17:02)Mierzwiak napisał(a): 1) jakiekolwiek porównania i zestawianie tego ze Zmierzchem jest dla Hunger Games krzywdzące, bo ten film posiada wszystko, czego tam nie ma, począwszy od fabuły a na aktorstwie kończąc.

W obu tych produkcjach fabuła jest mocno pretekstowa. Z obu tych filmów zupełnie nic nie wynika. W końcu poziom aktorstwa, za wyjątkiem dorosłych i Lawrence jest mniej więcej ten sam.

Cytat:2) jakiekolwiek porównania i zestawianie tego z Battle Royale jest nieuzasadnione, bo poza motywem turnieju z udziałem młodzieży walczącej o przetrwanie nic ich nie łączy i trudno chyba o bardziej różne podejście do tego samego tematu, pozornie tego samego, bo tutaj mamy wstęp do większej historii.

Czy wstęp to jeszcze poczekamy i zobaczymy co z niego wyniknie. Jakkolwiek jednak na chwilę obecną oba filmy opowiadają dokładnie o tym samym, tylko, że w BR główna oś wzięła się z czego innego i pozbawiony jest on całej tej otoczki świata przyszłości. Tyle.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#22
(25-03-2012, 18:45)Mefisto napisał(a): W obu tych produkcjach fabuła jest mocno pretekstowa.
Pomijam już, że to samo możesz napisać o większości mainstreamowych filmów, ale w jakim sensie fabuła Hunger Games jest pretekstowa? Stanowi pretekst do czego, do zaprezentowania efektów specjalnych? Nie. Widowiskowych scen akcji? Też nie. No to może aktorek w lateksowych wdziankach i facetów z klatami z fotoszopa? Nie.

Prosta - owszem. Ale o czymś. Nie zamierzam za wszelką cenę bronić HG i wmawiać komuś, że jest tu nie wiadomo jaka fabuła i rozbudowane, dystopijne tło, ale do diabła, odróżniajmy film, który opowiada konkretną historię i ma dobry, emocjonalny punkt zaczepienia w postaci głównej bohaterki (oraz aktorki) od jakiejś debilnej historyjki miłosnej w której jest tyle życia co w kostnicy.

(25-03-2012, 18:45)Mefisto napisał(a): Z obu tych filmów zupełnie nic nie wynika.
Co musiałoby się według ciebie stać w HG, żeby coś wynikło?

(25-03-2012, 18:45)Mefisto napisał(a): W końcu poziom aktorstwa, za wyjątkiem dorosłych i Lawrence jest mniej więcej ten sam.
Nie zauważyłem w HG nikogo, kto grałby jak Stewart/Pattinson/Lautner, czytaj: nikogo nie miałem okazji kopnąć w ryj za każdym razem gdy tylko pojawiał się na ekranie.

(25-03-2012, 18:45)Mefisto napisał(a): Czy wstęp to jeszcze poczekamy i zobaczymy co z niego wyniknie.
W trzy dni HG zarobiło prawie 3 x więcej niż twój John Carter w dwa tygodnie, więc co z tego wyniknie jest oczywiste, poza tym fabuła sequeli nie jest tajemnicą, wystarczy zajrzeć do wikipedii.

(25-03-2012, 18:45)Mefisto napisał(a): oba filmy opowiadają dokładnie o tym samym
Powtarzam: są tak różne, że bardziej się już chyba nie da. Inna konwencja, inny gatunek, inne tło, inny punkt, inne rozłożenie akcentów. Porównujesz ze sobą każdy film o napadzie na bank, bo "opowiada dokładnie o tym samym"?

Odpowiedz
#23
(25-03-2012, 19:07)Mierzwiak napisał(a): Co musiałoby się według ciebie stać w HG, żeby coś wynikło?

No wybacz, ale HG nic ze sobą nie niesie - w tym filmie nie ma konkluzji, główny problem potraktowany jest pretekstowo i nie doczekuje się rozwiązania, bohaterowie się nie zmieniają. Ot po prostu radosna dziecinada w lesie.

Cytat:W trzy dni HG zarobiło prawie 3 x więcej niż twój John Carter w dwa tygodnie, więc co z tego wyniknie jest oczywiste, poza tym fabuła sequeli nie jest tajemnicą, wystarczy zajrzeć do wikipedii.

Carter nie jest mój i bynajmniej nie chodziło mi o to czy doczekamy się sequeli i ile film zarobi, tylko o to jak będą wyglądać kolejne części i jak względem nich wypadnie ten jakże wspaniały ?wstęp?, o ile w ogóle będzie go można za taki uważać.

Cytat: Powtarzam: są tak różne, że bardziej się już chyba nie da. Inna konwencja, inny gatunek, inne tło, inny punkt, inne rozłożenie akcentów. Porównujesz ze sobą każdy film o napadzie na bank, bo "opowiada dokładnie o tym samym"?
Owszem, konwencja jest inna, jak i poszczególne elementy, ale obie te produkcje skupiają się na tym samym problemie i go uwypuklają. Argument z bankiem nietrafiony więc, bo nie chodzi tu jedynie o podobną sytuację i miejsce akcji.
Zresztą ? ja mam rację, a Ty nie. Handluj z tym :P
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#24
Lawrence napisał(a):Ale z drugiej strony film już ma jakieś rekordy otwarcia i ludzie masami idą na ten film, co oznacza, że ludzie chcą oglądać jak młodzież walczy na śmierć i życie. :P

Walki na śmierć i życie byłyby największymi telewizyjnymi hitami w historii. Widownia większa niż za Małysza z najlepszych lat. Sam mam kilka pomysłów na taki show. Oczywiście najpierw trzeba by jakoś przedrzeć się przez ogień zaporowy pierdolenia przejętych telewizyjnych redaktorów zapraszających do studia "ekspertów", szemranych psychologów, socjologów i innych darmozjadów ;)

Odpowiedz
#25
Mnie się film podobał, chociaż nie jestem wniebowzięty - wiem, że mógłbym piać z zachwytu (i zapewne wielu uznałoby ten film za istny cud), gdyby tylko kilka drobnostek zmienić.
1. Głębia relacji między postaciami
Film długi, ale i tak brakło na nakreślenie dylematów moralnych, ukazania woli przetrwania. Zamiast tego, w większości czasu przed Igrzyskami widzimy uśmiechniętych (poza wiadomo kim) ludzi idących... no kurde, idą na śmierć gdzie nie tylko człowiek jest wrogiem, ale i (no wiadomo kto) i po prostu lajtowo się uśmiechają. Albo to zmienić, albo uzasadnić! (czyt.2)
2. Przedstawiony świat, szczególnie miasto, jest tak surrealistyczny, że go łykam i tyle. Niech będzie, ale można było dodać 5-10 minut ukazujących ten świat właśnie, bo to przez TEN świat dzieje się to, co się dzieje; istnieje utopijne społeczeństwo, które akceptuje tę formę rozrywki, i o ile było tych dziwaków widać na paradzie rydwanów, później znikli z własnego świata. Myślę, że przeniesienie widza chociaż na chwile, takie krótkie zaproszenie do tej utopii, dobrze by zrobiło emocjom.

3.
Jennifer Lawrence pozamiatała. Zaryzykuje stwierdzenie, że dźwiga film na swoich barkach, ale gdyby nie wypaliła aktorka w tej roli, film straciłby wszystko, co ma do zaoferowania, bo reszta byłaby tandetą na modłę dawnej futurystycznej kiczowatości bez pokrycia.

Na razie 7/10 - ale to może ulec zmianie.
loading podpis...

Odpowiedz
#26
(23-03-2012, 18:01)Mierzwiak napisał(a): O poziomie Hunger Games przekonam się w weekend, ale sugestia że w Battle Royale jest sens i emocje... lulz :)

Kto co lubi, dla mnie tam bylo emocji od groma, a to ze przeszarzowane to wszystko...oh well ;)
I drive truck, break arms, and arm wrestle. It's what I love to do, it's what I do best.

Odpowiedz
#27
(25-03-2012, 21:07)Martinipl napisał(a): gdyby nie wypaliła aktorka w tej roli, film straciłby wszystko, co ma do zaoferowania, bo reszta byłaby tandetą na modłę dawnej futurystycznej kiczowatości bez pokrycia.

O! I to uważam za najlepsze podsumowanie THG - może jedynie poza "by" :)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#28
Straszna kaszana.

Hunger Games kuleje na każdym froncie ? jako film akcji jest nudny, denny i nie widowiskowy. Jako seans z emocjami o nastolatkach zupełnie nie przekonuje. Komentarz społeczny, filozoficzny ? nieobecny. Wizja świata przyszłości ? kompletnie nierealna.

Zachowanie młodych graczy rozciąga się od przerysowanych nastoletnich potworów, po niekumane matołki, które zdają się nie mieć pojęcia o co chodzi, mimo że przed igrzyskami uczestnicy nie tylko znają zasady, ale i ponoć co roku oglądają na wielkich ekranach te rozgrywki. Tymczasem zachowują się jakby nie mieli o wszystkim pojęcia.

Jennifer Lawrence zagrała świetnie... I to sprawia, że zupełnie nie pasuje do tego sztucznego świata kiepskiego aktorstwa, cieniutkiej fabuły i ogólnej sztuczności.

3/10

Odpowiedz
#29
Craven, zaczynam wierzyć, że zostałeś ostatnią rozsądną istotą na tej planecie :)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#30
Co za czasy, że wystarczy obsrać kiepski film, żeby zyskać takie miano :P

Odpowiedz
#31
Cytat:obsrać kiepski film

[Obrazek: misc-are-you-fucking-kidding-me-clean-l.png]

Dude, poważnie?

Odpowiedz
#32
Największym według mnie problemem "Igrzysk" jest skupienie się tylko i wyłącznie na postaci Katniss. Kiedy sednem filmu ma być koncept: "24 osoby wchodzą, wychodzi tylko jedna", a w obsadzie mamy nominowaną do Oscara aktorkę i 23 statystów, o żadnym napięciu nie może być mowy. Odniosłem wrażenie, że w filmie jest tylko główna bohaterka i jakieś tło, żadnego drugiego i trzeciego planu, który choć trochę zapadałby w pamięć. Dużo więcej dałoby się wyciągnąć z tego tematu, gdyby pozostali uczestnicy mieli trochę więcej osobowości i charakteru niż tylko to, co wynika z numeru dystryktu nadrukowanego na kombinezonach. Zgadzam się z Mefem, który pisał o przewidywaniu kolejnych scen z zegarkiem w ręku - postacie, która przetrwają oprócz głównej bohaterki do samego końca da się wskazać już w momencie pierwszego ich pojawienia się na ekranie. Nawet nie muszą się odzywać ;).

Jednak ścierwem tego filmu nazwać nie mogę. Podobała mi się pstrokacizna Kapitolu, muzyka miejscami dawała radę, a Jennifer Lawrence zagrała lepiej niż film na to zasługiwał. Szkoda, że najciekawszy wg mnie wątek czyli - walka o sponsorów, marketingowa otoczka turnieju i ogólnie rzecz biorąc: wszystko co działo się w trakcie Igrzysk poza Areną - został ograniczony do dosłownie kilku krótkich scen. I, o dziwo, wcale nie poczułem, że ten film trwał prawie dwie i pół godziny i nie byłem zmuszony do liczenia włosów aktorów aby czas mijał mi szybciej.

5/10
"That is not dead, which can eternal lie,
And with strange aeons even death may die."

Odpowiedz
#33
Chyba poważnie, Karolu. Sam zastanawiałem się nad pójściem do kina, ale jak czytam hurra optymistyczne opinie ludzi i zachwyty nad filmem/książką (arcydzieło, cudo, łzy w oczach, te emocje, ta głębia, ta rozrywka, ta dekadencja, to zło, przemoc, akcja, wierność oryginałowi, bestseller o którym ni cholery nie słyszałem i tak dalej) w porównianiu do kilku sensownych, racjonalnych negatywnych zdań, to coś jest na rzeczy. Poczekam aż będzie dostępny innymi sposobami. Wolę nie ryzykować.

Odpowiedz
#34
(27-03-2012, 10:50)Karol napisał(a): Dude, poważnie?

Serio serio. Szerszą wypowiedź masz ciut wyżej.

Odpowiedz
#35
(27-03-2012, 00:32)Craven napisał(a): Wizja świata przyszłości ? kompletnie nierealna.
Jak każda tego typu utopijna/dystopijna wizja. Poda ktoś przykład filmu, w którym byłoby to wiarygodne? Powodzenia. Tego typu światy działają pod warunkiem, że nie zaczynamy się zastanawiać nad tym, na jakiej zasadzie działają oraz nie wdajemy się w szczegóły, ale i nie patrzymy na szerszy kontekst. Pewnie z tego samego powodu sami twórcy przedstawiają je zawsze w możliwie szkicowy, dający się określić jednym zdaniem sposób. Zawsze liczy się koncept, reszta nie ma znaczenia bo i mieć nie może; gdyby chcieć iść dalej, całość rozsypie się jak domek z kart.

Z Hunger Games jest ten problem (o ile ktoś chce się w to zagłębiać), że świat nie tylko przyzwala, ale jako rozrywkę traktuje turniej, w którym zabijają się DZIECI. Skoro tak, to można by założyć, że w takim społeczeństwie np. pedofilia jest na porządku dziennym, ale ani ten ani żaden inny temat w filmie nie jest poruszony, bo - powtarzam - liczy się wyłącznie koncept.

Zastanawiał się też ktoś, jak duży jest ten cały Panem? No bo skoro np. Dystrykt 12 z którego pochodzi Katniss jest tak mały, że wszystkich mieszkańców da się zgromadzić na stosunkowo niewielkim placu, to jak duże są inne? I co z resztą świata? Jaki ma stosunek do Igrzysk? Koncept, koncept, koncept.

(27-03-2012, 00:32)Craven napisał(a): świata kiepskiego aktorstwa
Serio? Banks, Harrelson, Kravitz, Sutherland i Bentley też byli kiepscy?

(27-03-2012, 01:27)Mefisto napisał(a): Craven, zaczynam wierzyć, że zostałeś ostatnią rozsądną istotą na tej planecie :)
Tym samym przyznałeś, że sam nią nie jesteś. Grunt to samokrytyka :)

(27-03-2012, 11:14)Ciuniek napisał(a): Największym według mnie problemem "Igrzysk" jest skupienie się tylko i wyłącznie na postaci Katniss.
Zapominasz że to jest pierwsza część trylogii, której główną bohaterką jest Katniss. To jest JEJ historia, a nie 24 osób, które biorą udział w turnieju. Film o którym piszesz musiałby zaczynać się w momencie wyjścia zawodników na arenę, wtedy to już w ogóle gówno pt. Battle Royale byłoby przywoływane w co drugim zdaniu.

(27-03-2012, 11:17)raven.second napisał(a): Chyba poważnie, Karolu. Sam zastanawiałem się nad pójściem do kina, ale jak czytam hurra optymistyczne opinie ludzi i zachwyty nad filmem/książką (arcydzieło, cudo, łzy w oczach, te emocje, ta głębia, ta rozrywka, ta dekadencja, to zło, przemoc, akcja, wierność oryginałowi, bestseller o którym ni cholery nie słyszałem i tak dalej) w porównianiu do kilku sensownych, racjonalnych negatywnych zdań, to coś jest na rzeczy.
Dobrze wiedzieć że sensowna opinia = negatywna. A co z opiniami, które są pozytywne jak moja, ale nie nazywają filmu arcydziełem? Gdybyś wytknął nos poza... nie wiem co czytujesz, ale współczuję, to zauważyłbyś, że są również racjonalnie (sic!) pozytywne opinie.

Odpowiedz
#36
Cytat:Poda ktoś przykład filmu, w którym byłoby to wiarygodne?
"Children of Men" :)
Ale ogólnie masz rację.
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
#37
(27-03-2012, 11:40)Hitch napisał(a): "Children of Men" :)
Nieprawda :) Nie dlatego, że COM jest niewiarygodne, ale właśnie dlatego, że jest - tego o czym opowiedział Cuaron nie da się porównać do bzdetów z Equilibrium czy In Time. U Cuarona koncept (tak!) jedynie wpływa na świat, a nie tworzy go.


Odpowiedz
#38
(27-03-2012, 11:37)Mierzwiak napisał(a): Tego typu światy działają pod warunkiem, że nie zaczynamy się zastanawiać nad tym, na jakiej zasadzie działają oraz nie wdajemy się w szczegóły, ale i nie patrzymy na szerszy kontekst.
Kluczowe jest dla mnie to, czy ten świat czemuś służy i pozwala pokazać/zrobić coś fajnego.
Mógłbym chwalić film z nierealnym konceptem świata, gdyby to czemuś służyło - takie np. Equilibrium, straszliwie naciągane i przerysowane, ale pozwala pokazać cool kleryków robiących cool gun-kata w rytm fajnego Badelta. Ale w Hunger Games nie ma nic fajnego, więc świat razi podobnie jak dłużyzny i nijakie sceny akcji.


(27-03-2012, 11:37)Mierzwiak napisał(a): Koncept, koncept, koncept.
Prawie jak "Słowa, słowa, słowa..." :P


(27-03-2012, 11:37)Mierzwiak napisał(a): Serio? Banks, Harrelson, Kravitz, Sutherland i Bentley też byli kiepscy?
Serio serio. Banks, Kravitz Bentley - cóż takiego pokazali? Jak uwielbiam Harrelsona tak tu był wręcz słaby. Sutherland jest zajebisty ale wisz... dwie sceny to za mało, żebym się nim zachwycał. I tak każdy wie, że to debeściak.

Odpowiedz
#39
(27-03-2012, 11:52)Craven napisał(a): Serio serio. Banks, Kravitz Bentley - cóż takiego pokazali?
Nie mówię że pokazali coś specjalnego (chociaż uważam że z aktorów drugiego planu Banks była najlepsza, szkoda tylko że jej postać nie dostała żadnej historii, która z tego co czytałem obecne jest w powieści), ale istnieje coś pomiędzy "dać im Oscary!" a "wszyscy byli do dupy" i osobiście nie widzę powodu, by określać aktorstwo w tym filmie mianem kiepskiego, bo chyba nikt taki nie był, może z wyjątkiem tego zabijaki Cato jeśli dobrze pamiętam imię.

Rozczarowała mnie mała rólka aktorki z "Sieroty", zastanawiam się po co zatrudnili akurat ją, skoro nie miała szansy by ponownie stworzyć równie zapadającą w pamięć postać.


Odpowiedz
#40
Powiem tak - ogólne wrażenie po seansie, możemy to przypisać głównie młodym aktorom, jest takie, że oglądałem kiepskie aktorstwo. Nawet jeśli niektórzy byli po prostu przeciętni.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości