• 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5


Tim Burton
#1
[Obrazek: tim_burton.jpg]

...czyli autor najpiękniejszych współczesnych baśni dla dorosłych. Jeden z najbardziej podziwianych przeze mnie twórców, olśniewający zarówno w swerze fabularnej, jak i wizualnej. Pomijając wpadkę, jaką była "Planeta małp", w twórczości Burtona widać, że nawet wielki budżet nie może go powstrzymać przed konsekwentnym realizowaniem swoich wizji (patrz: "Duża ryba" i "Charlie i fabryka czekolady"). Jest więc Burton w całym hollywoodzkim rozgardiaszu komercji outsiderem i dziwolągiem - ale w końcu o outsiderach i dziwolągach kręci filmy, więc chyba mu wolno nosić i ekscentryczną fryzurę, i niemodne okulary. No, w końcu wizjoner, prawda? Jego filmy to fantastyczne spektakle i kopalnie pomysłów, motywów i motywików czasami prześmiesznych, czasami budzących grozę, czasami wyśmiewających rzeczywistość, a czasami zupełnie od rzeczywistości oderwanych. Burton kreuje światy - i robi to tak, jakby sprawiało mu to naprawdę olbrzymią frajdę. W każdym jego filmie widziana jest pasja i swego rodzaju szaleństwo - a to wbrew pozorom rzecz rzadka...

Szybki przegląd jego filmów, które widziałam:

Vincent - 6-minutowy geniusz, jakby wstęp do twórczości Burtona, swego rodzaju zapowiedź szalonych pomysłów i stylistyki rodem z "Miasteczka Halloween". Świetna rzecz, warto się postarać.

Frankenweenie - świetna krótkometrażówka, którą dystrybutorzy uznali za zamach na legendę Lessie (!). Dziecięca wariacja na temat "Frankensteina". Już tu pojawia się charakterystyczny dla Burtona motyw niezrozumianego przez otoczenie osobnika (w tym wypadku Victora, chłopca przywracającego swojego pieska do życia), który chce "poradzić sobie sam wbrew wszystkiemu". No i motyw cmentarza też jest.

Sok z żuka - film, na którym uczyłam się angielskiego. Niesamowita rola Michaela Keatona i jedna z zabawniejszych wizji świata zmarłych, jakie znam (tą pierwszą jest od niedawna kraina umarlaków w... "Gnijącej pannie młodej" oczywiście). Drugi pełnometrażowy film Burtona prezentuje motywy, do których reżyser będzie jeszcze parę razy powracał, takich jak chociażby postać rodzinnego dziwoląga czy konfrontacja świata żywych ze światem zmarłych.

Batman - teraz was rozwalę na obie łopaty, bo zamierzam napisać, że to jeden ze słabszych filmów Burtona... Jeżeli nie najsłabszy (nie licząc "Planety małp", którą w tym zestawieniu pominę, oczywiście). Najmniej burtonowy po prostu, a jego jedyną siłą napędową jest rewelacyjny Jack Nicholson (ale on zawsze jest rewelacyjny...). Akcja osadzona jest jakby w zbyt zwyczajnych realiach; Gotham niewiele różni od zwykłej metropolii. No i ja Basinger nie lubię, więc i główna postać kobieca do gustu mi nie przypadła.

Edward Nożycoręki - jeden z nielicznych filmów, na których prawie płaczę. Historia o samotności i traconej niewinności, ujęta w cudzysłów baśni, ale boleśnie realistyczna emocjonalnie. Edward jest typowym burtonowskim outsiderem, nie mogącym odnaleść się w świecie kolorowych domków, natrętnych sąsiadek i ludzi, którzy gotowi są go znienawidzić tylko dlatego, że zamiast rąk ma nożyce. Tragiczna postać rewelacyjnie zagrana przez Johnny'ego Deppa. Edward pragnie akceptacji, tego, by nie traktowano go jako zwierzaka w zoo. I przede wszystkim tęskni za bliskością drugiej osoby - ale każda próba zbliżenia musi zakończyć się klęską, z powodu nieszczęsnych nożyc właśnie. Nawet powiedzieć o tym, że lubi Kim, nie może, bo przecina kabel mikrofonu... Jeden z najbardziej baśniowych i wzruszających filmów, jakie kiedykolwiek powstały, z niezapomnianą sekwencją tańca w pierwszych płatkach śniegu i niestandardowym jak na baśń zakończeniem.

Powrót Batmana - no, i to jest Batman! To jest Gotham City Burtona, to jest szaleństwo wspomnianych już "motywów i motywików", to jest Gotham Pingwina i Catwoman, miejsce, gdzie groteska miesza się ze smutkiem. Czarnym charakterem jest tu bowiem postać tragiczna, czyli Oswald Cobblepot, dziecko wrzucone do kanału, teraz dysząca chęcią zemsty krzyżówka człowieka z ptakiem. Jest więc "Powrót" o wiele bardziej melancholijny od pierwszej części opowieści o Nietoperzu, ale i, paradoksalnie, bardziej zabawny, wariacki, absurdalny. Nawet tkwiąca - mimo wszystko - na drugim planie zainteresowań widza postać Bruce'a Wayne'a wydaje się ciekawsza niż w jedynce...

Ed Wood - druga rola Johnny'ego Deppa u Burtona i kolejny dowód zainteresowania Burtona postaciami dziwolągów i marzycieli. Ed Wood nie był kiepskim reżyserem; był najnajnajgorszym twórcą w dziejach kina. Ale u Burtona jest człowiekiem przepełnionym bezgraniczną pasją - nawet, jeżeli wychodzą mu zamiast arcydzieł prawdziwe filmowe potworki. Tylko, że miłości się nie wybiera, zdaje się mówić historia Eda. A Depp daje prawdziwy popis swoich aktorskich umiejętności (ach, ten uśmiech!). Nie jest jednakże w tym osamotniony, bo i rola Martina Landau olśniewa.

Marsjanie atakują! - w podstawówce to był tzw. "film kultowy", który znali wszyscy, choć nikt nie rozumiał ani aluzji do tandety filmów science fiction lat 50. i 60., a niewielu też znało inne dokonania Tima Burtona. Hołd dla kiczu i kinowej chały, w której Burton tak bardzo jest zakochany. No i fantastyczna obsada: Nicholson, Fox, deVito, Brosnan, Portman, Parker, Bening, Haas (wymieniam z pamięci, więc pewno kogoś pominęłam, ale lista jest cholernie długa, sami musicie przyznać). "Masjan" uznaje się za jeden z gorszych filmów Tima... ale ja i tak go lubię. Tratata, Marsjanin w Białym Domu!

Jeździec bez głowy - najbardziej wysmakowany wizualnie film Burtona. Ja uwielbiam tzw. "legendy z dawnej prowincji" (klimaty Salem etc.), więc "Jeździec" jest jednym z moich ulubionych filmów. Od pierwszej do ostatniej sceny ogląda się go z żuchwą w okolicach podłogi. Wątek detektywistyczny, trochę magii, klątwy, tajemnice, podejrzane postaci, no i obowiązkowy cmentarz - i mamy jeden z najlepszych filmów w karierze Tima. Aha, no i obsada jak zwykle zachwyca, z Johnnym rzecz jasna na czele.

Duża ryba - dziwolągiem jest tutaj nie Depp, tylko Ewan McGregor (na łożu śmierci - Albert Finney).... Ale i tak jest wesoło :). Wspaniałe wymieszanie rzeczywistości z marzeniami, a wszystko przyprawione szczyptą melancholii. To jest film o śmierci - ale i o życiu. O barwnym, ciekawym życiu Eda Blooma, który pragnie podzielić się swoimi przeżyciami ze skłóconym synem. Wbrew pozorom - jeden bardziej trzymających się rzeczywistości film Burtona.

Charlie i fabryka czekolady - UWIELBIAM Roalda Dahla i skakałam z radości, gdy dowiedziałam się, że Burton bierze się za "Fabrykę czekolady". Jego Willy Wonka - w znakomitej interpretacji Johnny'ego Deppa oczywiście - jest taki, jakiego moglibyśmy się spodziewać: to nieprzyjemny, ekscentryczny dziwak, kryjący w sercu posępną tajemnicę dzieciństwa. Wieczne dziecko, które nagle odkrywa, że będzie musiało dorosnąć. A naprzeciw niego - tłum idiotów, żarłoków, głupców, skąpców i kogo tam jeszcze możemy sobie wymarzyć. Burton poraz kolejny kpi sobie z praw rządzących rzeczywistością i przenosi nas do fantastycznego świata fabryki Wonki. A ścieżka dźwiękowa Danny'ego Elfmana to chyba najwspanialszy owoc współpracy tych dwóch panów.

Gnijąca panna młoda - czyli opowieść o Victorze, młodzieńcu, który przenosi się ze smutnego, szary świata żywych do barwnego, wesołego, tętniącego życiem świata umarłych. Paradoks? Może i tak, ale to właśnie jest specjalnością Burtona. Fantastyczna animacja i typowo burtonowski klimat, coś jakby skrzyżowanie "Miasteczka Halloween" z "Jeźdźcem bez głowy". Uczta dla oczu.

Aha, no i jeszcze:

Miasteczko Halloween - niby to nie Burton, ale Henry Selick jest tego filmu reżyserem, ale dziwnym zbiegiem okoliczności to właśnie ten animowany musical dla wielu jest esencją burtonowatości. Jack Skellington (głos Danny'ego Elfmana) to jedna z najbardziej zapadających w pamięć postaci w filmografii Tima (no, fizjonomię to ma "rzadką", rzeczywiście :). Dla maniaków: http://toyactiv.pl/?showProdukt=282
DON'T BLINK AND TURN LEFT.

Odpowiedz
#2
Cytat:Batman - teraz was rozwalę na obie łopaty, bo zamierzam napisać, że to jeden ze słabszych filmów Burtona... Jeżeli nie najsłabszy

Nie znasz sie :twisted: :wink:

Z wymienionych widziałem Sok z Żuka, Edwarda Nozycorękiego, obydwa batmany (wiele razy), Marasjanie atakują, duża ryba, gnijąca panna młoda i to własnie pierwszy Batman jest tym do którego najczęściej mam ochotę wracać (zaraz po nim drugi batman), chociaż jeśli chodzi o Batmana to i tak teraz wolę Begins. Z pozostałych najbardziej cenie Edwarda, a potem Sok z Żuka no i moze jeszcze Big Fish, tyle że nimi nigdy się jakoś bardzo nie zachwycałem choć mi się podobały.

Odpowiedz
#3
Serio, człowieku, napisz mi chociaż jeden powód, dla którego "Batman" część pierwsza jest lepszy od "Powrotu". Chyba, że to kwestia przywiązania i takiego "bo tak czuję, to lubię oglądać i tyle" - zrozumiem, bo też często tak mam ;).
DON'T BLINK AND TURN LEFT.

Odpowiedz
#4
Artemis napisał(a):Gotham niewiele różni od zwykłej metropolii.

Obejrzyj film raz jeszcze.

Odpowiedz
#5
Drugi Batman to mistrzostwo. Tak powinno się kręcić filmy na podstawie komiksów. Begins pomimo tej swojej całej realistyczno-psychologicznej otoczki to i tak bezmózgowa papka. A Returns to przepiekna historia o miłości, zemście i szukaniu swojego miejsca na świecie.
[Obrazek: http://img213.imageshack.us/img213/9979/niecopy3hw.jpg]
[Obrazek: http://files.upl.silentwhisper.net/upload1/zubr.GIF]
"Świat na trzeźwo jest nie do przyjęcia"
Ten kto to powiedział miał chyba pierdolca.

Odpowiedz
#6
Mental napisał(a):Obejrzyj film raz jeszcze.
Ty też go obejrzyj i porównaj z "Powrotem". Tak, jak NA BURTONA Gotham z "Batmana" jest całkiem normalne ;). Jak na Burtona, powtarzam. I nie tak agresywnie, please.

Ah Niu - widzę, że się rozumiemy... :)
DON'T BLINK AND TURN LEFT.

Odpowiedz
#7
Artemis napisał(a):Serio, człowieku, napisz mi chociaż jeden powód, dla którego "Batman" część pierwsza jest lepszy od "Powrotu". Chyba, że to kwestia przywiązania i takiego "bo tak czuję, to lubię oglądać i tyle" - zrozumiem, bo też często tak mam ;).

Proszę bardzo wystarczy nawet jedno słowo : JOKER. Dziękuje za uwagę :wink:
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2

Odpowiedz
#8
A teraz ja na JOKERA odpowię aż dwoma słowami: CATWOMAN i PINGWIN.
DON'T BLINK AND TURN LEFT.

Odpowiedz
#9
W tej kwestji możemy się tylko przekrzykiwać. Joker to mój ulubieniec jeśli chodzi o uniwersum Batmana, choć Kobieta-Kot ma swój urok :wink:

Co do Burtona to bardzo lubię jego filmy, oprócz Batmana bardzo lubię Sok z Żuka, większość jego filmów stoi na bardzo wysokim poziomie, dlatego byłem mocno zdziwiony, że jego Planeta Małp była tak słabiutka :?
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2

Odpowiedz
#10
Artemis napisał(a):I nie tak agresywnie, please.

To do mnie?

Odpowiedz
#11
Mental - a jak myślisz? ;)

Azgaroth napisał(a):W tej kwestji możemy się tylko przekrzykiwać. Joker to mój ulubieniec jeśli chodzi o uniwersum Batmana, choć Kobieta-Kot ma swój urok
Ano ma... Urok... Bardzo dużo uroku... :)
Ja też lubię Jokera, ale moim zdaniem ta postać nie umywa się do Pingwina - Joker to fantastyczna karykatura, czarny charakter z czarnym poczuciem humoru (ale zabrzmiało), może nawet pewnego rodzaju uosobienie groteski i absurdu, ale Pingwin... Pingwin to przerysowane Zło zrodzone... przez Zło. To taki Batman, tyle, że odbity w krzywym zwierciadle. Bruce Wayne, okaleczony w młodości przez tragiczną śmierć rodziców, mści się na niegodziwości i okrucieństwie świata, stając się Człowiekiem-Nietoperzem i to okrucieństwo zwalczając. Człowiek-Pingwin zaś dokłada swoją cegiełkę do piramidy Zła, która sprawiła, że on sam wylądował w kanale i stał się tym, czym się stał. Fascynująca i niejednoznaczna postać.
DON'T BLINK AND TURN LEFT.

Odpowiedz
#12
A Joker jest upiorem Batmana, którego na dodatek sam stworzył. Sens życia Jokera opiera się na rywalizowaniu z Batmanem, podejżewam, że nawet nie chciałby zabić Batmana jego bawi zadawanie mu bólu. Dwa charektery jeden jest odbiciem krzywego zwierciadła drugiego.
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2

Odpowiedz
#13
Więc w sumie to samo, czyli - Batman walczący z różnymi wcieleniami swojej ciemnej strony osobowości... Z tym, że Pingwin akurat mnie fascynuje bardziej, niż Joker, jako postać smutna, tak naprawdę. Ale dzięki za sugestię, będę niedługo pisała dość duży tekst na temat Burtona i właśnie coś przyszło mi do głowy... A mianowicie konfrontacja tych dwóch czarnych charakterów. Thnx!
DON'T BLINK AND TURN LEFT.

Odpowiedz
#14
Artemis napisał(a):...będę niedługo pisała dość duży tekst na temat Burtona i właśnie coś przyszło mi do głowy... A mianowicie konfrontacja tych dwóch czarnych charakterów. Thnx!

Ojojj, to ja myślałam iż Ty już go kończysz:D

A teraz... pomijając wypowiedź o Mistrzu, zgadzam się z tymi, którzy cenią drugą część Batmana tym mocniej. O ile w dzieciństwie byłam zakochana w pierwszej, z czasem zaczęły się ujawniać pewne jej dłużyzny - ot cały wątek związany z Vicki. O ile oczywiście nie ma nic wspólnego z nieudolnym z, tfu, nowego Batmana, o tyle jest nużący. Dobrze tę postać podsumowuje reakcja słodkiego Kociaka w drugiej części, gdy pada jej imię, a ona pyta... :). Cokolwiek by nie powiedzieć Vicki jest ładna i nudna. Oczywiście jeden mały minusik, równoważony przez genialną postać Jokera, ale na tego bohatera przypada trzech równie fascynujacych w Powrocie. Do tego dużo mroczniejsza atmosfera i chemia między Batmanem a Kociakiem, sama erotyka utworu, humor, etc.
Jedynka była wspaniałą zapowiedzią wszelkich atrakcji, jakie czekają na widza w kolejnej odsłonie najgenialniejszej ekranizacji komiksu... (chociaż się zupełnie nie zgadzam z Twym opisem Batmana, Artemis, albowiem znacznie "mniej burtonowskie" są Pee-wee's Big Adventure czy Big Fish - oba ze względu na bogactwo barw pogodnych ;)).
Pluck out the pain...and give you another life ... ?

Odpowiedz
#15
Arrakin napisał(a):Cokolwiek by nie powiedzieć Vicki jest ładna i nudna.
Ładna, a raczej PIĘKNA, to jest Michelle Pfeiffer. Basinger jest brzydka. Rzekłam :).

Cytat: (chociaż się zupełnie nie zgadzam z Twym opisem Batmana, Artemis, albowiem znacznie "mniej burtonowskie" są Pee-wee's Big Adventure czy Big Fish - oba ze względu na bogactwo barw pogodnych ;)).
"Pee-wee's Big Adventure" jest jedynym filmem Burtona, którego nie widziałam, ale... jestem w trakcie kombinowania ;). Co do "Dużej ryby", to imho jest ona burtonowa, nawet bardzo, mimo że całość utrzymuje się w wesołych barwach etc. Ale mnóstwo tu wspomnianych już motywów i motywików, dziwactw, wariactwa, baśniowości... Więc zdecydowanie jak na tą chwilę właśnie "Batman", pozbawiony takiej dawki ekscentryzmu, pozostaje moim zdaniem najmniej burtonowatym ze wszystkich "burtonów".
DON'T BLINK AND TURN LEFT.

Odpowiedz
#16
A przyszło wam do głowy kiedyś, że Batman Returns to taka ubaśniona i groteskowa opowieść o samotnym paniczu, którego prześladuje śmierć rodziców, o beznadziejnej sekretarce wyrzuconej z pracy, jej owładniętym rządzą władzy szefie i dziecku skrzywdzonym za młodu i teraz z tą skrzywioną psychiką, mszczącym się na otoczeniu?
Batman Returns mógłby być bardzo ciekawym dramatem w którym drogi tychże indywidualistów krzyżują się.
Im częściej oglądam Returns to bardziej od akcji interesują mnie relacje między postaciami i ich problemy życiowe i psychiczne.
A z tym krzywym odbiciem Batmana to ciekawa sprawa. Bruce'a skrzywdzili za młody i uroiło mu się akurat tak by mścić się na złych ludziach, Pinginowi odwrotnie. Oczywiście pomijając fizyczne cechy, które też są skrajnie różne w tych dwoch przypadkach.
[Obrazek: http://img213.imageshack.us/img213/9979/niecopy3hw.jpg]
[Obrazek: http://files.upl.silentwhisper.net/upload1/zubr.GIF]
"Świat na trzeźwo jest nie do przyjęcia"
Ten kto to powiedział miał chyba pierdolca.

Odpowiedz
#17
Butona nie da się nie lubić. Podobały mi się wszystkie jego filmy jakie widziałem (a parę ich było). Gość ma niesamowity styl wizualny i rewelacyjne poczucie humoru.

Odpowiedz
#18
Artemis napisał(a):
Arrakin napisał(a):Cokolwiek by nie powiedzieć Vicki jest ładna i nudna.
Ładna, a raczej PIĘKNA, to jest Michelle Pfeiffer. Basinger jest brzydka. Rzekłam :).

No cóż, chyba nową definicję brzydoty stworzyłaś :P
A Kociak jest cudowny, to oczywiste!

Cytat:
Co do "Dużej ryby", to imho jest ona burtonowa, nawet bardzo, mimo że całość utrzymuje się w wesołych barwach etc. Ale mnóstwo tu wspomnianych już motywów i motywików, dziwactw, wariactwa, baśniowości... Więc zdecydowanie jak na tą chwilę właśnie "Batman", pozbawiony takiej dawki ekscentryzmu, pozostaje moim zdaniem najmniej burtonowatym ze wszystkich "burtonów".

Toż napisałam że jedynie ze względu na kolorystykę :P
A Batman dziwactw pozbawiony? A Joker, a jego świta... a BATMAN? Nie jest ekscentrykiem milioner, biegajacy po mieście w pelerynie i z uszami przyczepionymi do głowy ?
Pluck out the pain...and give you another life ... ?

Odpowiedz
#19
Thnx, miliatary, teraz możesz edytować swojego posta ;)

Ah Niu napisał(a):A przyszło wam do głowy kiedyś, że Batman Returns to taka ubaśniona i groteskowa opowieść o samotnym paniczu, którego prześladuje śmierć rodziców, o beznadziejnej sekretarce wyrzuconej z pracy, jej owładniętym rządzą władzy szefie i dziecku skrzywdzonym za młodu i teraz z tą skrzywioną psychiką, mszczącym się na otoczeniu?
Batman Returns mógłby być bardzo ciekawym dramatem w którym drogi tychże indywidualistów krzyżują się.
"Mógłby być"? Przecież jest. Skąd to przekonanie, że jeżeli coś jest przerysowane, trochę groteskowe i fantastyczne, to nie może mówić o rzeczach ważnych? Na tym polega sukces Burtona - że jest dzieckiem popkultury i jej służy, pokazując, że to, co popularne, może tak samo mówić o rzeczach istotnych jak, tfu, "kultura wysoka".
Cytat:A z tym krzywym odbiciem Batmana to ciekawa sprawa. Bruce'a skrzywdzili za młody i uroiło mu się akurat tak by mścić się na złych ludziach, Pinginowi odwrotnie. Oczywiście pomijając fizyczne cechy, które też są skrajnie różne w tych dwoch przypadkach.
Skrajne - i o to chodzi. W tym komiksowym świecie dobry, praworządny, ale nękany czasami wątpliwościami Bruce ma postać przystojnego Michaela Keatona; wykorzystujący, BAWIĄCY SIĘ (dosłownie!) ludźmi Joker - roześmiane oblicze Jacka Nicholsona (doprawdy, trudno o bardziej charakterystyczny uśmiech ;), a kaleki, wychowany w kanałach Pingwin to znikający pod genialną charakteryzacją, nie grzeszący ni urodą ni wzrostem Danny deVito.
Burton to geniusz ;P

Arrakin napisał(a):A Batman dziwactw pozbawiony? A Joker, a jego świta... a BATMAN? Nie jest ekscentrykiem milioner, biegajacy po mieście w pelerynie i z uszami przyczepionymi do głowy ?
Cóż to jednak znaczy w skali Burtona? Wayne jest ekscentryczny, ale - przynajmniej wizualenie, z resztą, w porównaniu z innymi bohaterami Tima, tak "w ogóle" to też - żaden tam z niego dziwoląg do kwadratu. A świta Jokera chowa się przy świcie Pingwina.
DON'T BLINK AND TURN LEFT.

Odpowiedz
#20
Arrakin, Artemis - wprost nie mogłem się doczekać kiedy zaczniecie ze sobą dyskutować... Dream come true.

Zważywszy na oscylowanie wciąż i wciąż wokół tych samych motywów, ciągłe podgryzanie czyjejś twórczości (choć Burton inspirując się historią kina sam ją tworzy) i schematycznych do bólu bohaterów, zastanawiam się dlaczego tak cenię tego pana. To chyba kwestia dziecięcego podejścia do kreacji świata, absolutnie kiczowatej stylistyki, a więc i łatwości w graniu na uczuciach oraz fakt, że nadal nie widziałem wszystkich filmów jakie Tim nakręcił.

PS. Co wy wiecie o Batmanie, moje panie... ;)

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Tim Burton czy Terry Gilliam? Strummer 32 5,636 05-09-2014, 00:59
Ostatni post: Crov



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości