Ulubione starcia/pojedynki/konfrontacje
#1
Uśmiech 
W tym temacie pogadamy o ulubionych starciach bądź konfrontacjach w filmach i serialach bazujących na komiksach.

1) Daredevil vs porywacze.
To co twórcy tego serialu zrobili w tej sekwencji to prawdziwy majstersztyk, bez użycia niczego innego niż pięści pokazali bohatera który nie ma nadludzkiej siły, a którą jednak emanuje dzięki sile woli. Walka jednocześnie jest niezwykle realistyczna, pokazująca słabe punkty Matta, a jednocześnie oddająca ducha komiksowego w którym postacie będący zwykłymi ludźmi, wykazują nadludzkie siły.

2) Eric Draven vs T-Bird.
Trudno wybrać jedną sekwencję, gdy w filmie każda scena w której główny bohater wymierza sprawiedliwość oprawcom swoim i swojej ukochanej jest równie oryginalna, trzymająca w napięciu, klimatyczna i bogata w emocje. Ale chyba to jednak akcja w której Eric porywa T-Bird'a jest najlepszą. Bo to jedyny raz kiedy Eric sprawia, że jeden z jego katów, przed śmiercią go rozpoznaje i pierwszy raz od dawna doświadcza przerażenia, trwogi i strachu przed nieznanym. 

3) Spider-man vs Green Goblin.
Mimo iż sekwencja jest prosta, a Green Goblin wygląda okropnie, to Raimi mnie nią kupił. Po pierwsze odbywa się w niezwykle klimatycznym miejscu, a po drugie uwielbiam zdjęcia z tej sceny, gdzie każda wręcz wygląda jak kadr komiksu przeniesiony na ekran.

4) Magneto vs naziści.
Uwielbiam First Class, a jeszcze bardziej scenę w barze. Niezwykłe napięcie i emocje, do tego klimat rodem z filmów Tarantino, muzyka, a wszystko to w filmie o X-men.

5) Flash vs Zoom.
Serial jest jaki jest, ma tyle samo plusów co wad i jest to tylko teendrama, ale twórcom czasami udaje się stworzyć coś ponad, jednym z nich jest postać Zooma, który do tego momentu wydawał się idealny. Wygląd niczym z horroru, niezwykła szybkość, siła i bezwzględność... Spoiler
Spoiler:
6) Matt vs Kingpin.
Ostatni w mojej topce. To scena w której postacie tylko rozmawiają i jedynie na końcu dochodzi do małego spięcia. Ale pokazuje ona czemu mimo ogromu zalet drugi sezon Daredevila wywoływał uczucie zawodu. Działo się to za sprawą braku konkretnego przeciwnika i kontrastu dla harcerzyka Matta. No bo kim był główny antagonista w drugim sezonie? Nobu? pfff xD Wystarczyła jedna scena z Kingpinem by można było sobie przypomnieć, dlaczego pierwszy sezon był tak obłędnie dobry i czemu kibicowaliśmy Mattowi.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości