Zachowanie ludzi w kinach
#1
Odnoszę dziwne wrażenie że zakładałem kiedyś podobny temat, jeśli tak to niech go ktoś odszuka, a jeśli nie, to here... we... go!

Byłem dzisiaj trzeci raz na TDK, tym razem z rodzicami. ten seans przypomniał mi, dlaczego chodzę do kina na poranne seanse, jak i o tym, że niektórzy ludzie są zwyczajnie - przepraszam za wyrażenie - pojebani.

Oto co mi się dzisiaj przydarzyło:
- wolne miejsce obok mnie oznaczało tylko jedno - spóźnialskiego widza. I owszem, wparował na salę pod koniec prologu z wodą mineralną i popcornem. Nie zdążył dobrze usiąść, a już wpieprzał. Mniej więcej w połowie filmu, świecąc sobie komórką, szukał wody, która się gdzieś poturlała...
- ludziom za mną miałem ochotę zaprezentować sztuczki z ołówkiem. Wyróżniała się pewna kretynka, która nie wiem po co przyszła na taki film, skoro ordynarnie, złośliwie się przez cały seans po prostu śmiała i komentowała razem ze swoim gachem. Na końcu dostała czkawki, którą słyszano chyba w pierwszym rzędzie :?
- no i oczywiście cały szereg innych fajnych rzeczy, których nie pojmuję - jedna pani wyszła z filmu tylko po to, by wrócić na salę z nową colą i popcornem!!! Ludzie, Trzymajcie mnie...

Zapraszam do opisania własnych "przygód".

Odpowiedz
#2
Tak jem popcorn i popijam napoje podczas filmów, ale robię to jedynie wtedy gdy idę na jakiś głośny blockbuster typu Szklana Pułapka czy Transformers, gdzie dźwięki i tak skutecznie zagłuszą wszystko. Nigdy, przenigdy nie jadam podczas innych filmów, jak komedie, czy jakieś filmy psychologiczne, dramaty, itd. bo to po prostu nie pasuje. Przychodzę wtedy na film a nie tylko po to by dobrze się bawić, przy letnim odmóżdzaczu. Czy jadłem na TDK? Ta, jadłem i nie czuję się winny. Nie byłem jedyny, poza tym nie sądzę by ktoś mnie słyszał.
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
#3
kiedyś czekając na koleżankę postanowiłem skoczyć do kina. miałem przy sobie plecak wypełniony różnymi pierdołami oraz dwie wielgachne reklamówki, również wypełnione jakimś syfem. jednym słowem, byłem obładowany jak wielbłąd, więc obejrzenie filmu wydawało mi się wówczas dobrym pomysłem na przeczekanie. kupiłem bilet (na 'Osade' bodaj) i udałem sie grzecznie na sale. w środku siedziało raptem 10 osób na krzyż, wybrałem zatem pierwsze lepsze miejsce gdzieś w górnych partiach widowni. porozkładałem sie ze swoimi rzeczami po sąsiednich fotelach, po czym rozparłem się wygodnie i nogi ułożyłem na oparciu. normalnie jak król.

niestety, długo nie było mi dane cieszyć sie ta ciężko wypracowaną komfortowa sytuacją, albowiem tuz przed rozpoczęciem seansu na sale wszedł najbardziej wkurwiający jegomość, jakiego spotkałem w przybytku zwanym kinem. gostek podchodzi do mnie i mówi, że siedzę na jego miejscu. na dowód mojej zbrodni pokazuje bilet. aż musiałem się rozejrzeć z niedowierzaniem - okazało się, że nie było żadnej masowej teleportacji, 95% sali kinowej nadal świeciła pustkami. po wymianie "uprzejmości" z tymże miłym człowiekiem i ze względu na zupełny brak zrozumienia z jego strony postanowiłem... skapitulować. jakby nie patrzeć, prawo było po jego stronie:) mamrocząc pod nosem rożne zapamiętane łacińskie zwroty i inne obelżywe słowa, czym prędzej przetachałem się z tym całym swoim kramem jak najdalej od tego miłego pana, co zresztą nie było wcale takie pojedyncze ze względu na zakończoną przed kilkoma sekundami fazę mojego wygodnego rozsiadania się oraz z powodu wygaszenia wszystkich świateł na sali.

oczywiście całkiem możliwe, ze ów jegomość miał zaawansowana nerwice natręctw i jakby nie usiadł w tym konkretnym miejscu, to by mu głowa eksplodowała. mógł również przyjść do kina w rocznicę zejścia swojej ukochanej małżonki, która zadławiła sie precelkiem w tym właśnie bezczeszczonym przeze mnie fotelu. tak czy siak, cały dzień miałem już dokumentnie spierdolony:)

EDIT

odpowiadając na pytanie z ankiety: nie.

Odpowiedz
#4
Odpowiedź - tak, ale jem i piję na tyle cicho że jeszcze nikt się nie skarżył :)
Nie rozumiem jak można tak głośno zachowywać się w kinie.. Mi by było.. Hmm, głupio :)
Przygód większych nie miałem, ostatnio na TDK facet około 40 siedzący koło mnie pisnął jak 12 latka w momencie SPOILEREK LECIUTKIPrzebrany "Batman" uderzył w szybę przed burmistrzemSPOILERKA KONIEC
- I don't advise a haircut, man. All hairdressers are in the employment of the government. Hairs are your aerials. They pick up signals from the cosmos, and transmit them directly into the brain. This is the reason bald-headed men are uptight.
- What absolute twaddle.  

Odpowiedz
#5
Hmm... To zabawne, bo kiedyś na seansie 'Osady' okazało się, że sala jest praktycznie pusta. Wbiłem więc i skierowałem się ku miejscu oznaczonemu na bilecie. Oczywiście okazało się, że spośród pierdyliarda miejsc na sali, to właśnie moje upatrzył sobie jakiś obładowany reklamówkami sierściuch...



...NOT;)


Osobiście nic złego w popcornie czy napojach nie widzę (tak, to takie małe usprawiedliwienie, gdyż sam namiętnie wcinam w trakcie seansów) bo można się nimi raczyć i NIE HAŁASOWAĆ. Ale dajcie mi adres gościa który wpadł na arcymądry pomysł sprzedawania w kinach nachos, to osobiście przejdę się mu podziękować;)

Odpowiedz
#6
Picie kupuje zawsze, jedzenie (popcorn) okazyjnie, i szczerze powiedziawszy nie widzę w tym nic złego (ani nie przeszkadza mi moje własne jedzenie, ani nie przeszkadza mi jedzenie osób po bokach, zwłaszcza że naprawdę tego nigdy nie słychać). Nawyk wyłączania komórki mam od zawsze…
Do kina generalnie preferuje chodzić sam, bo łatwiej mi się wtedy wczuć się w obraz, choć towarzystwem okazyjnie [zwłaszcza na jakichś filmach typu „Kung-Fu-Panda”] też nie pogardzę... Zwłaszcza że większość moich znajomych popiera zasadę – „Seans się zaczyna – milkniemy!”. Okazyjnie się zdarzy jakiś komentarz/szepnięcie, ale zwykle tylko na jakichś filmach z cyklu "zero fabuły, dużo akcji" [Z jednym kolegą pamiętam że trochę na "Jestem Legendą" sobie pogadaliśmy, ale po za nami były tylko ze trzy osoby w kinie, zresztą też między sobą gadali, więc "no harm done"]

Co do rozmów w kinie, to w sumie nie pamiętam jakichś większych incydentów…

Jak sięgam pamięcią, to miałem jednego znajomego (ironicznie osoba ode mnie starsza), który nie dojść że miał głośny drażniący śmiech, to jeszcze cholernie lubił komentować wszystko co na ekranie, takimi „No, nie!”/„O! Wiem co teraz zrobi…”, co nie przeszkadzało gdy oglądało się z nim jakąś komedię w telewizji, ale miałem z nim okazje być co najmniej dwa razy w kinie, i co chwila było „O! Ja cię!”, „Ty, sądzisz że ona zajebiście wygląda?”, „Oooo… Nie wierzę!” i tym podobne wykrzykiwania, które w połączeniu z jego śmiechem, straszliwe przeszkadzały w oglądaniu…

Z bardziej niedawny incydentów, to tylko mi sie kojarzy, że jak na „Wall-E” byłem, to w tym samym rzędzie co Ja, siedziała czwórka takich małych „lolit” (dziesięciolatki, a ubrane jakby miały siedemnaście, i od dwóch lat pracę w klubie nocnym).
Że gadały przez zwiastuny na głos, to nic złego (choć dobijała mnie jedna, która co każdy zwiastun zdezorientowana pytała „To już film?”), ale niestety minęło jakieś pierwsze pięć minut filmu nim się wreszcie zamknęły, a później okazyjnie w trakcie seansu zaczęły między sobą nawijać (najwyraźniej film dla nich za ciężki, bo głownie pytały siebie nawzajem „O co chodzi?”). Miałem ochotę im powiedzieć by się przymknęły, ale albo czytały w moich myślach, albo zrządzenie losu, bo zwykle cichły, dosłownie dwie sekundy, nim już miałem im zwrócić uwagę… Z drugiej strony, trochę mi też było głupio, bo w końcu film dla dzieci, których sala była pełna…
W sumie na filmach tego typu [np. „,Madagaskar”] zawsze jest od metra dzieciaków, które drą się, i wykrzykują coś do postaci na ekranie, i ciężko je tu winić… Chociaż nie zawsze, tylko dzieci, bo przypomina mi się jak na „Shrek 3”, jakaś kobita siedząca obok mnie, najpierw przed seansem nawijała do koleżanki jaka to ona miłośniczka kina, że kocha jak sala jest pełna bla,bla,bla, a potem w scenie gdy król umiera skomentowała na głos by cała sala słyszała „I to niby miało być zabawne?”, a dosłownie dwie minuty późnie jej komórka zadzwoniła… Ech…

Odpowiedz
#7
Jedzenie czy picie w kinie... hmm... Kiedyś sam coś niecoś podjadałem i popijałem (zwykle baton i puszka coli), ale zawsze dyskretnie, bez hałasu. Ostatecznie, w trakcie seansu słychać tyle różnych dźwięków-nie-wiadomo-skąd, że i odwijany papierek od snickersa można uznać za dopuszczalny efekt uboczny wizyty w kinie. Co innego jednak tego typu hałas, a co innego smród, jaki roznoszą po sali ci, którzy obżerają się popcornem. Swąd spalonego papieru (bo tym właśnie jest prażona kukurydza) potrafi skutecznie zdekoncentrować i doprowadzić do morderczych myśli. Jak to coś w ogóle może smakować? A ludzie targają do kina całe kotły tego świństwa, młodzi i starzy, bez wyjątków. Nawiasem mówiąc, jeden jedyny raz w kinie zdarzyło mi się zachować jak zwykły burak. W połowie którejś części "Władcy pierścieni" wymknąłem się do bufetu po snickersa, taki byłem głodny. A że nie siedziałem z brzegu, podczas powrotu kilka osób musiało zmierzyć się z moim uprzejmym "przepraszam". :-)

Mierzwiak napisał(a):wolne miejsce obok mnie oznaczało tylko jedno - spóźnialskiego widza. I owszem, wparował na salę pod koniec prologu z wodą mineralną i popcornem
He he, mnie się trafiło coś wręcz przeciwnego, a jednak podobnego. Na "Monachium" widzę, że jakiś koleś z panną i wiadrem popcornu bierze kurs w mój rejon, prawie na samej górze. Coś mnie tknęło, wiercę się i rozglądam niespokojnie, no i masz, wiedziałem! Na sali góra 10 osób, całe hektary wolnych miejsc, ale ten koleś wybrał miejsce tuż obok mojego. Nie czekałem, aż mnie poczęstuje i ostentacyjnie przeniosłem się gdzie indziej.

Snuffer napisał(a):jem i piję na tyle cicho że jeszcze nikt się nie skarżył
D'mooN napisał(a):sam namiętnie wcinam w trakcie seansów bo można się nimi raczyć i NIE HAŁASOWAĆ
Bekanie też pewnie w rękaw, pełna dyskrecja. :-)

Odpowiedz
#8
- seans ' Human Traffic'; jakis zabawowy typek wymachuje lapami we wszystkie strony w rytm muzyki. cale szczescie, ze okupowal dolny rzad.

- na 'Kosmicznym Meczu' dzieciarnia rzucala w siebie popcornem ponad rzedami. moj brat z deczka sie wkurw* i rzucil w nich chyba batonem. ktos z nich chyba dostal, bo wszyscy sie uspokoili.

- na "Goraczce" jakas babka bez przerwy piorunowala oburzonym wzrokiem mojego ojca, ktory przyprowadzajac dzieciaka na tak dorosly film, wykazal najwyzszy stopien ignorancji
najlepsze, co można zrobić z dobrą radą, to podać ją dalej

Odpowiedz
#9
szczerze nie chce mi się powtarzać przygód z innego forum - może kiedyś wkleję :P

co do jedzenia, to proszę bardzo...ale nienawidzę popcornu - śmierdzi to na milę, z reguły wiadra są większe niż głowa jedzącego i po prostu nie da, NIE DA się tego cicho jeść (no chyba, że bierzemy popcorn i colę na raz i połykamy, ale nie polecam :>), a każdy kto powie inaczej jest z innej planety :P
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#10
Dodam jeszcze, że nie jem ani nie piję w kinie. W ogóle uważam to za wyjątkowo idiotyczny zwyczaj (sorry w kierunku wszystkich pożeraczy :wink: ) i marzy mi się likwidacja kinowych bufetów (ta, już to widzę) oraz zakaz wnoszenia napojów/jedzenia na salę.

Odpowiedz
#11
Ja mam jakiegoś dziwne szczęście do ludzi siadających za mną. Zazwyczaj grupy drące ryja/głośno gadające przed i w czasie filmu.

[Obrazek: 20080208themoviesz8.th.jpg]

A popkornu nie żrę bo nie lubię i mnie nie stać. Albo odwrotnie. ;)
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.

Odpowiedz
#12
Moimi idealnym seansem był Pulp Fiction. Sala praktycznie pusta max 6 osób, bilet 10 zł po proostu jak u siebie w domu. No ale co jak co zdarzają się przypadki w których nie można wytrzymać. Jeśli chodzi o mnie to jestem przeciwnikiem jakiejkolwiek formy wpier...nia podczas seansu. Ewentualnie woda może być. Ale po kiego chu... komuś jakieś naczos czy jak to gówno sie nazywa od samego patrzenia i smrodu głowa od tego boli. :P Najgorszy koszmar jednak przeżyłem na tzw Nocach Kina. Nigdy więcej nie popełnię już tego błędu. Podczas Dnia Świra ochrona składająca się z 10 osobowego oddziału SWAT 7krotnie wkraczała na sale i zastanawiała sie czy nie wyprowadzić jednego rozwydrzonego pijanego i naćpanego debila, który każdy dialog powtarzał na głos. Aha aby usiąść trzeba było sprawdzić czy ktoś na dane siedzenie nie nalał lub co innego nie zrobił. Na Masakrze piłą mechaniczną jakaś 9 czy 8 wybiegła z przerażeniem z sali, aha i ktoś zasnął na środku sali zaraz pod ekranem kinowym. Jednym słowem PATOLOGIA.

Odpowiedz
#13
Mnie się ostatnio ładnie trafia :)
"Wall.e" - osiem osób,
"Mumia" - z piętnaście osób
"Mroczny rycerz" - siedem osób, czyli 6 facetów i ja ;)
jutro na "Łowców smoków" - na razie jedyna rezerwacja na sali to ja ;D
więc jest cacy :)
[Obrazek: http://www.sloganizer.net/en/image,Eorath,blue,white.png]
From ghoulies and ghosties
And long-leggedy beasties
And things that go bump in the night,
Good Lord, deliver us!

Odpowiedz
#14
Patologią ogólnie jest chodzenie DO KINA, nie na film, czego dowodem kilkuminutowe wycieczki poza salę (np. po dodatkowe żarcie, bo przecież w kinie trzeba się nawpie*dalać), wchodzenie na salę gdy film trwa w najlepsze, albo przychodzenie do kina ot tak, w ciemno.

Tydzień temu w sobotę kiedy czekaliśmy przed pokazem przedpremierowym TDK, dwie lasencje weszły do kina ze swoimi chłopami, po czym jedna rzuca Co grają? :roll: I zapada decyzja co obejrzeć... Wiem że kino to również rozrywka, ale zwyczajnie nie pojmuję tego typu rzeczy.

Odpowiedz
#15
Wiem coś o tym, kiedyś stałem w kolejce po bilety za Dymkiem, bez kitu oni tylko do telezakupów mango się nadają. Ostatnio rozwalił mnie jakiś klingon o manierach rolnika zapytany swojego kolegi na co idziemy a przywódca stada przemówił "Na Mumi" aż mi się pięść zaciska.

Odpowiedz
#16
Już kiedyś wypowiadałam się w tym temacie na tym forum, ale może powtórzę, bo to było naprawde wielkie przeżycie. Kino "Apollo" w Poznaniu (jeszcze przed remontem). Nie pamiętam tytułu filmu. Widzów na sali nie za dużo. Tuż za nami (pewnie byłam z ówczesnym narzeczonym) lekko z prawa, siedzi facet wtranżalający jabłko i plujący wprost przed siebie odpadami jakie mu z tego owocu zostawały w gębie (na szczęście nie siedzieliśmy na lini ich lotu) No dobrze, myślimy sobie filozoficznie - wszystko się kiedyś kończy, to pewnie i to jabłko również. I nie pomylilismy się. Niestety, gość (chyba nie był do końca normalny, podejrzewam) po konsumpcji jabłka zabrał się za swoje baboki. Niezapomniane wspomnienia zostały na lata. Żaden popcorn mi nie straszny, ani żadna cola - podziwiam tylko pojemność i odporność żołądków ludzkich, i cierpliwość.
"Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/

http://www.babkafilmowa.blogspot.com/

Odpowiedz
#17
Mnie się w sumie nigdy nie zdarza trafić na coś niezwykłego, pomimo, że od zeszłych wakacji w kinie byłem jakieś 50 razy, a wcześniej też dosyć często tam uczęszczałem. Nieczęsto trafiam na dresów, czy małe, wkurzające dzieci, równie rzadko trafiają się różni dziwacy, czy ludzie, którzy jedzą w wyjątkowo głośny sposób. I powinienem chyba naprawdę opatrzności dziękować, bo bardzo często idę na film w dniu premiery, zwykle w późniejszych godzinach, kiedy na sali jest dużo osób. Chociaż seansu Sukiyaki Western Django nie zapomnę nigdy - za mną siedział facet, który śmiał się w najbardziej nieodpowiednich momentach, a jego śmiech idealnie przypominał Goofiego :D

Popcorn kupuję niemal zawsze (Colę też, aczkolwiek w sklepie obok, żeby było taniej), ale potrafię jeść go tak, by nie przeszkadzać innym. Najbardziej wkurzają mnie pipy, które jedzą po jednym kawałeczku, odgryzając pół ziarenka - skrzypi to wtedy niemiłosiernie i wkurza bardziej, niż w przypadku ludzi, któzy się obżerają.

A sam zachował się jak burak tylko raz - na seansie Katynia. I mam nadzieję, że w tym jednym konkretnym wypadku tytuł filmu niejako mnie usprawiedliwia ; ).
"to że gej sobie nie może wziąć ślubu to jest sprawa kościoła" - vast

Odpowiedz
#18
No wiesz, Mierzwiak, są filmy jak „Charlie i fabryka czekolady” (czy na dobrą sprawę „Sweeney Todd” :P) gdzie w czasie filmów tyle smakołyków pokazują że aż ślinka cieknie aby coś przekąsić… :P

A tak poważniej to w całym życiu RAZ mi się zdarzyło na filmie (na „Iron-manie” z tego co pamiętam) wyjść w połowie na równo dwie minuty za potrzebą.

Mefisto napisał(a):a każdy kto powie inaczej jest z innej planety :P
Przybywam w pokoju :P


[quote="Motoduf"]A sam zachował się jak burak tylko raz - na seansie Katynia. I mam nadzieję, że w tym jednym konkretnym wypadku tytuł filmu niejako mnie usprawiedliwia ; ) [quote]
No, wiesz... To w sumie taki Polski Block-Buster... :P Moje wyrazy zrozumienia masz ;)

Odpowiedz
#19
Piję czasami coś (no dobra, zazwyczaj coś piję... tylko na TDK chciałem złapać dosłownie każdą sekundę i na sucho siedziałem :P), ale jeść nie jem od kiedy stałem się świadom życia :).

- kiedyś na Superman Returns siedziała koło mnie babcia z wnuczkami: "ale głośno" i "z napisami?" były na prawdę uciążliwe.

- Iron Man - dwóch miłych gości siedzących koło mnie komentowało prawie kazda akcje: "ale przyp*erdolił".

- Shrek Trzeci - byłem z bratem i kuzynem. Jako, że były słabe miejsca to ja z kuzynem usiadłem w jednym rzędzie, a mój brat piętro niżej. Koło niego siedziała jakaś rodzinka - dzieci + dwie kobiety. Jedna z kobiet wstała i chciała, gdzieś wyjść. Po drodze stanęła w miejscu i zaczęła gadać z współtowarzyszami. Mój braciszek nie widział NIC :).

- Zemsta Sithów -koło premiery, tradycyjne kino (nie żadne multi itp), kolejka jak siemasz wiktor, a w niej jakis glupi fan, który postanowił streścić jakimś podnieconym idiotom, najważniejsze momenty filmu... :/

I na koniec - ostatnio na TDK. Skonczyl się film, siedziałem dalej, po wyświetleniu się napisu komu dedykowany jest flm, wstałem i zacząłem kierowac sie do wyjscia. A tu patrze - pol kina siedzi na miejscach. No szacun. Po drodze dosłyszałem, że czekają na scene po napisach :).

PS. Mental, dlatego w śp. ostródzkim kinie kupowało się bilet. A miejsce to już w ramach prawa dżungli sobie dobierałeś :).

Odpowiedz
#20
Nienawidzę dzieci w kinie... Wiem, że nie mam się co czepiać, bo film dla dzieci, ale czemu tatuś z trójką musi siadać akurat w moim ukochanym ostatnim rzędzie i dzieci mówią, na co chcą iść, a tatuś odbiera komórkę w trakcie seansu. Wrrr.
[Obrazek: http://www.sloganizer.net/en/image,Eorath,blue,white.png]
From ghoulies and ghosties
And long-leggedy beasties
And things that go bump in the night,
Good Lord, deliver us!

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Jakość kopii filmowych w polskich kinach. Danus 26 3,928 18-09-2010, 18:10
Ostatni post: military



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości