Zombieland (2009-2019)
#1
[Obrazek: zombieland_poster.jpg]

Ponoć czarnych komedii nigdy dosyć. Czy aby na pewno? Takie pytanie nasuwa się automatycznie po seansie najnowszej produkcji z tego gatunku, „Zombieland”, w reżyserii debiutującego na wielkim ekranie Rubena Fleischera. Było nie było, opowieści o nieumartych opanowujących świat (bądź nawet – o zgrozo – całe Stany Zjednoczone) nakręcili w USA tak wiele, że chyba mało kto widział je wszystkie. Ten dość specyficzny podgatunek tandetnego horroru doczekał się sporej popularności i kilku interesujących pozycji, także w ostatnich latach. Widać jednak, że traktowanie poważnie płytkiego tematu szybko wyeksploatowało pomysły filmowców. Ile razy w końcu można pokazywać łażące trupy głodne ludzkiego mięsa? Było już kilka wyjątków, ale wniosek nasuwa się jeden: przydałoby się wreszcie w tym temacie coś nowego. Komedia? Owszem, ale przecież to też żadna nowość.

Oczywiście każdy teraz pewnie pomyślał o niezłym „Wysypie żywych trupów” sprzed kilku lat i słusznie zrobił. „Zombieland” podąża szlakiem przetartym przez Brytyjczyków, ale robi to w mocno amerykańskim stylu. Mamy więc znowu wirusa i wymarły świat pustych autostrad i stacji benzynowych, wyludnionych miast i miasteczek. Tu i ówdzie przebiegają grupki wyjątkowo paskudnych i obrzydliwie ociekających posoką zombie, nie ma za to prawie ludzi. Poza głównym bohaterem, nastoletnim Columbusem (imion bohaterów zresztą nie poznajemy, Columbus to nazwa miejscowości, do której chce się dostać chłopak), w „poprzednim” życiu kompletnie wyalienowanym nieudacznikiem, oraz twardzielem Tallahassee nie ma tu nikogo, nawet marnego kota. Panowie spotykają jeszcze dwie młode dziewczyny (świetne role przesłodkich Emmy Stone i Abigail Breslin) i zombiastyczne kino drogi rozpoczyna się pełną parą. Tyle tylko, że w tym momencie film fabularnie w zasadzie się kończy.

Cierpi on bowiem na zwyczajową przypadłość amerykańskiego kina rozrywkowego, czyli brak ciekawej historii do opowiedzenia. Owszem, sama forma i nieustanne odwoływanie się do filmowych cytatów nadaje „Zombieland” powiew autentycznej świeżości, to jednak trochę za mało. Opowieść o wyprawie czwórki przypadkowych bohaterów do Hollywood, czyli miejsca rzekomo wolnego od potworów, ogranicza się do przejażdżki po kraju okraszonej całą masą lepszych i gorszych gagów. Nie można też jako nowatorskiego pomysłu zaliczyć wątku o dojrzewaniu młodego Columbusa, bo to jest już po prostu kinowy banał.

Czy należy więc film Fleischera uznać za porażkę? Ależ skądże znowu! Trudno przecież oczekiwać, aby każdy udany debiut przeradzał się w debiut błyskotliwy. Choć fabuła filmu nie należy do przesadnie pomysłowych, sama realizacja taka już jest. Począwszy od fajnie wplecionych w obraz filmu animacji z zasadami „jak przeżyć w świecie opanowanym przez zombie”, na prześmiesznych dialogach (a czasami monologach) skończywszy, jest to film, który ogląda się po prostu fantastycznie. Wspominałem o rewelacyjnym cameo (rozbudowanym do istotnego wątku) Billa Murraya? „Uwielbiam wszystkie twoje role, nawet te dramatyczne” w ustach Woody’ego Harrelsona potrafi powalić nawet największego ponuraka, a takich tekstów w filmie jest więcej.

Przy okazji warto zatrzymać się na chwilę przy Harrelsonie, bodaj najciekawszej postaci filmu, która mogłaby być jeszcze ciekawsza, gdyby aktor postarał się nieco bardziej. Pomyślany jako całkowicie pastiszowy, nierealny i przerysowany twardziel-zdobywca Tallahassee traci na każdym kroku, gdy aktor usiłuje niezręcznie pogłębiać psychikę swego bohatera. Niepotrzebne próby traktowania serio tragicznych doświadczeń filmowego macho nijak mają się do sytuacji na świecie, w którym właśnie dochodzi do Apokalipsy. To, że jest ona ukazana w nawiasach i zupełnie niepoważnie, jest efektem przyjętej konwencji pastiszu. Próby udramatycznienia tego pomysłu są więc klasycznym strzałem w kolano. Na szczęście Tallahassee poza kilkoma zbędnymi scenami skupia się wyłącznie na jak najbardziej widowiskowym ubijaniu zombie, w czym osiąga wirtuozerskie mistrzostwo.

I właśnie widowiskowe, pozbawione hamulców, krwawe i maksymalnie przerysowane sceny ubijania niemilców są wisienką na czubku filmowego tortu. Prym wiedzie tu finałowa sekwencja w wesołym miasteczku, gdzie dzikie hordy monstrów ganiają czwórkę bohaterów, stając się ofiarami masakrowania na różne sposoby. Jucha fruwa w powietrzu, a trupy (?) zombie układają się w malownicze stosy. Szalona zabawa w zabijanie w scenerii Pacific Playland jest idealnym podsumowaniem filozofii stojącej za realizacją filmu.

Kino to zabawa, a „Zombieland” pokazuje, jak taka zabawa powinna wyglądać. Finałowa „jazda bez trzymanki” (w przenośni i dosłownie, biorąc choćby scenę masakry zombie na rollercoasterze) porywa wizualną maestrią i śmieszy do łez. Dramatyczne, często beznadziejne sytuacje bohaterów nigdy, nawet na moment nie przekraczają granicy, jaka oddziela komedię od horroru, zawsze kończąc się mniej lub bardziej widowiskową jatką tych złych. I choć można zarzucać dziełu Fleischera pewną wtórność, fabularną mieliznę i tak naprawdę brak pomysłu na rozwinięcie gatunku, to nie sposób odmówić mu autentycznego wyczucia zasad rządzących kinem gatunków oraz prawdziwego talentu narracyjnego. W czasach, gdy prawdziwe horrory stają się niezamierzenie śmieszne, „Zombieland” jest horrorem, który śmieszy zamierzenie i udanie. To poprawia mi humor.

7/10

Odpowiedz
#2
That's the spirit! Podpisuje się pod recenzją Sola wszystkimi kończynami.
Ps. Fajny plakat.

Odpowiedz
#3
Phlogiston2 napisał(a):Ps. Fajny plakat.

No pewnie, sam rysowałem.

Odpowiedz
#4
Recka w pytę, ale info o cameo jak przy każdej recenzji Zombielandu zupełnie niepotrzebne.
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
#5
Snappik napisał(a):Recka w pytę, ale info o cameo jak przy każdej recenzji Zombielandu zupełnie niepotrzebne.

Dziękuję.
Co do info o cameo: zastanawiałem się, czy to jest spoiler i doszedłem do wniosku, że jednak nie. Informacja o obsadzie jest jawna, aktorów w filmie tak niewielu, że informacja o tym kto wystąpił we własnej osobie nie psuje przyjemności z oglądania filmu. Szczególnie, że w czasie seansu wiedząc w czyim domu są bohaterowie, pojawienie się aktora jest zasygnalizowane tak wyraźnie, że nie ma mowy o niespodziance.

Odpowiedz
#6
Ja o "Zombieland", tak się złożyło, nigdzie nie czytałem i obejrzałem przypadkiem w sumie, więc wkurzyłbym się nie na żarty jak ktoś zdradziłby mi ten świetnie wpleciony oraz poprowadzony motyw przed seansem. Także, Solo, ospojleruj to, albo w ogóle wywal. No i to nie było cameo. Bardziej ciekawy epizod.

Sam film jest fajną komedią ze świetnymi, autentycznie śmiesznymi dialogami. Tylko te biegające zombie... ugh.

8/10
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
#7
Hitch napisał(a):Także, Solo, ospojleruj to, albo w ogóle wywal.

Dajmy spokój - osoby protestujące przeciwko info o tym cameo narobiły już tyle krzyku, że teraz każdy albo wie czyje cameo jest w filmie, albo właśnie sprawdza to na IMDB. :)

Odpowiedz
#8
Cytat:Tylko te biegające zombie... ugh.
Biegające zombie są lepsze niż te wleczące się. Nie dość, że są bardziej niebezpieczne czy też przerażające to po prostu bardziej filmowe. Te powolne wzbudzają co najwyżej śmiech. (I to w tym negatywnym znaczeniu)
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
#9
Racja. Zawsze nie mogłem się nadziwić, że u Romero bohaterowie mają problem z wyminięciem ślamazarnych zombiaków i zawsze jakoś giną w ich łapach. Tutaj zombiaki są szybkie i przez to nieco bardziej realistyczne (plus fantastyczny makijaż), więc człowiek jakiś tam dreszczyk napięcia czuje, gdy bohater np. ucieka na samym początku na stacji benzynowej. Wie, że to nie żarty, choć komedia.

Odpowiedz
#10
Już kiedyś tłumaczyłem, że z powolnymi zombie chodzi, o to że można przed nimi uciec na krótki dystans, ale co z tego, skoro cały świat jest zaludniony przez miliardy nieumarłych. Żarcie w sklepach i amunicja kiedyś się skończą, i co potem?

Poza tym, powolny truposz tworzy namacalną atmosferę grozy i bliskości śmierci. Można uwierzyć, że to chodzą mechanicznie rozkładające się zwłoki, w których następuje zanim mięśni oraz tkanek. Biegające nigdy nie były dla mnie niczym więcej niż naspidowanymi kaskaderami, uwalonymi ketchupem.
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
#11
W "Zombieland" konkretnie to nie są zombie jako takie, a ludzie (którzy nie umarli), opanowani przez chorobę (opuchnięcie mózgu, nieustanna wściekłość). Jest to opisane w filmie, jako zarażenie wirusem. Coś w stylu "28 Days Later".

Odpowiedz
#12
Właściwie zgodzę się ze wszystkim, co napisał Solo - to bardzo fajny "feel good" movie, po którym aż chce się, aby prawdziwy świat choć na chwilę zamienił się w zombieland, w którym bez ogródek można by się było powyżywać :D Cudownie ogląda się kolejne zombie kills, fajne są wszelkie zwolnione ujęcia i napisy pojawiające się w tle (w ogóle fajny pomysł z tymi zasadami - zresztą większość z nich można spokojnie przenieść na grunt świata rzeczywistego :D ), całośc ma też fajne tempo i nie jest niepotrzebnie rozciągnięty. Przede wszystkim jednak film Woodym stoi - to prawdziwy przekozak i bez jego udziału to po prostu nie byłoby to. Bałem się zresztą, że w pewnym momencie mi go wezmą i uśmiercą, ale na szczęście obyło się bez takich tanich chwytów (ponoć Zombieland 2 już w trakcie pierwszych prac - nice!) - aczkolwiek były inne. No i do tego ten lekki, choć czarny humor. W zasadzie nie podobało mi się tylko wspomniane cameo - sam pomysł może i z początku śmieszy, ale im dalej w las, tym gorzej, a prawdziwym szczytem szczytów jest straszenie "na zombie" kolesia, który ma przy sobie strzelbę. Cheap shot.

Czekam na sequel i dvd.

5/10 za film; 9/10 za Harrelsona, czyli tak z 7,5/10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#13
Troszke sie zawiodlem. Ani to nie bylo smieszne, ani tym bardziej straszne. No i za malo zombie w filmie o zombie. Swietny początek i koncowka. środek sredni.

oczywista sprawa jest, ze sprinterzy sa duzo lepsi od powolnych nieboszczyków. Szybkie przynajmniej stwarzają powazne zagorzenie:)
7/19

Odpowiedz
#14
film nie podobał mi się zbytnio. obejrzałem naturalnie tylko i wyłącznie dla kultowca woody'ego harrelsona. i naturalnie tylko i wyłącznie jego obecność sprawiła, iż dotrwałem do końca w miarę ukontentowany. cała reszta obsady to niestety albo wnerwiająca, rezolutna smarkula, albo dojrzewające nastolatki (laska oczywiście mądrzejsza, chłopak - głupi i ciamajdowaty i będą żyli długo i szczęśliwie), wiec tak jakby trochę nie moje klimaty. przez większą część czasu zaciskałem kciuki, żeby jakiś zombiak zeżarł dzieciarnie.

Oglądam pańskie filmy, odkąd zacząłem walić konia. - ta linijka wygrywa.

5/10

Odpowiedz
#15
Luis Cyfer napisał(a):Ocena 7/19
Oryginalny system oceniania, nie powiem :smile:

Odpowiedz
#16
Mental napisał(a):laska oczywiście mądrzejsza

no nie wiem - w finale robią z siebie takie idiotki, że głowa mała :) Chłopaczek przynajmniej był konsekwentny i trzymał się logiki i swoich zasad :)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#17
Logicznych wpadek w tym filmie nie brakuje. Nic jednak nie przebije głupoty Murray'a, usiłującego straszyć "na zombie" głównego bohatera.

Odpowiedz
#18
Skoro nie chcesz wbić sobie do łba, że motyw BM w tym filmie to spoiler i miało to być zaskoczeniem (pewnie dlatego nie ma go na plakatach i w trailerach, do cholery!) to chociaż oznacz temat, jako zawierający spojlery.
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
#19
Hitch napisał(a):motyw BM w tym filmie to spoiler

jak się odnosisz do klubowego kolegi? :P
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#20
Niestety niektórzy mają wielką frajdę ze spoilowania innym fajnych rzeczy.
Dodam tylko, że BM & Co. byli upaleni trawą kiedy wpadli na pomysł "żarciku".

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Jumanji (1995-2019) Gieferg 64 8,665 28-02-2020, 22:12
Ostatni post: ugh
  Rambo (1982-2019) tomashec 1,076 122,956 23-02-2020, 02:57
Ostatni post: Gieferg
  Maleficent (2014-2019) Lawrence 49 11,059 31-12-2019, 10:52
Ostatni post: Ash_9001
  Unbreakable / Split / Glass (2000-2019) Pelivaron 24 4,031 29-09-2019, 19:50
Ostatni post: Mierzwiak
  The Hangover (2009-2013) Anonymous 112 13,021 26-09-2019, 21:25
Ostatni post: Mierzwiak
  Seria Sherlock Holmes (2009-2020) Anonymous 226 29,766 11-07-2019, 21:01
Ostatni post: Arahan
  Avatar (2009) reż. James Cameron koronex1989 5,816 305,186 30-12-2018, 19:14
Ostatni post: Mierzwiak
  Angels & Demons (2009) reż. Ron Howard Phlogiston2 105 22,850 26-12-2013, 23:14
Ostatni post: Khet



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości