Forum KMF Film.org.pl
The Hangover (2009-2013) - Wersja do druku

+- Forum KMF Film.org.pl (https://forum.film.org.pl)
+-- Dział: Działy tematyczne (https://forum.film.org.pl/Forum-Dzia%C5%82y-tematyczne--5)
+--- Dział: Serie filmowe (https://forum.film.org.pl/Forum-Serie-filmowe--21)
+--- Wątek: The Hangover (2009-2013) (/Thread-The-Hangover-2009-2013--1414)

Strony: 1 2 3 4 5 6


The Hangover (2009-2013) - Anonymous - 07-08-2009

[Obrazek: the_hangover_movie_poster_showest_2009.jpg]

Jest nieźle. Komedia w klimatach – sam nie wiem do końca dlaczego – znakomitego „Fandango” sprzed lat. Grupa dobrych przyjaciół jedzie dać w palnik do Vegas, przed ślubem jednego z nich. Budzą się i dochodzą po własnych śladach co się w zasadzie stało i dlaczego zaginął im pan młody. Komedia to jest dobra, aczkolwiek nierówna. Kilka gagów sytuacyjnych jest przedniej jakości, jak choćby scena na posterunku policji, czy w domu Tysona. Z drugiej strony wariactwo pomysłów (chodzi o głupoty robione przez chłopaków na gazie) sprawia wrażenie, że twórca scenariusza na siłę chciał zrobić komedię szaloną i wariacko śmieszną, a to nie do końca wyszło. To co wyszło zaś, to zasługa dobrej obsady, bo między chłopakami czuć chemię – w ich przyjaźń można uwierzyć i co ważne, uwierzyć że chłopaki ostro przygazowali wieczorem. Inna sprawa, że tygryska w łazience mogli sobie darować.
Tak naprawdę trudno pisać o tego rodzaju kinie, bo albo ktoś kupuje taką komedię składającą się z serii przeróżnych gagów, głównie sytuacyjnych, albo ją odrzuca od ręki. Ja nie mogę narzekać, bo ten rodzaj komedii w amerykańskim kinie jest dość rzadki. Z jednej strony pozowanie na anarchizujący humor i kino drogi (po części), z drugiej wielka dyscyplina reżysera, który idzie ostro w kierunku blockbustera (co jak wiadomo dobrze mu wyszło). „The Hangover” to kino nieco odświeżające, wprowadzające w nastrój (przed popijawą chyba ryzykownie to oglądać, bo można potem przecenić własne siły), solidne i co ważne – nie głupawe, nie wulgarne, nie dla młodzieży szkolnej. No i jest - na koniec wspomnę – fajny Bradley Cooper, co do którego zawsze dziwiłem się, że wielkiej kariery nie zrobił. Zdaje się, że po tym filmie ją wreszcie zrobi. Gość jest z gatunku tych, z którymi piłbym do rana, ale nie pożyczyłbym mu siostry. Ograniczone zaufanie.
Acha, „The Hangover 2” będą kręcić.

7/10


- Hitch - 07-08-2009

Film calkiem niezly i zabawny, choc kilka numerow przegietych niepotrzebnie, jak np. kradziez radiowozu, a potem jazda nim po chodniku na sygnale lub te wygibasy z tygrysem. Ogolnie fajnie bylo, tylko nie wiem, co tu mozna dopowiedziec w sequelu.


- Anonymous - 07-08-2009

Hitch napisał(a):Ogolnie fajnie bylo, tylko nie wiem, co tu mozna dopowiedziec w sequelu.

Od razu widać, że nie masz zmysłu handlowego - nie nadawałbyś się na producenta w HW. Jak to co - kolejny wieczór kawalerski jednego z pozostałych bohaterów, tudzież powrót Stu do Vegas w celu randki ze swoją striptizerką.


- jarod - 07-08-2009

Jedynym mozliwym pomysłem jest chyba tylko opisanie przebiegu feralnej nocki.


- Anonymous - 08-08-2009

Zdjęcia z aparatu opisały ją dość dokładnie. Moje pomysły są bardziej naturalne i raczej prawdopodobne.


- Mefisto - 08-08-2009

Ja-Krótkie recenzje napisał(a):The Hangover - przezajebista komedia roku! Śmieszna, ale nie durna i nie głupia. Ociera się o humor przesadzony i klozetowy, ale go nie przekracza. No i jest cholernie śmieszna od początku, aż po masakryczne napisy końcowe (które są naprawdę mocne, nawet jak na R). Bawiłem się doskonale i nawet polubiłem Coopera, do którego wcześniej nie pałałem wielką miłością. Z tytułem tym wiąże się tylko jeden problem - to może być komedia dobra tylko na raz (co oczywiście mam nadzieję zweryfikować za jakiś czas). Niemniej rozumiem czemu ten tytuł zarobił tyle w USA i szczerze polecam go każdemu. Nie rozumiem natomiast czemu robią sequel, bo nie ma tu historii, którą można w jakiś sposób rozwinąć, nie wpadając jednocześnie w żałosny krąg powtórzeń i zmęczenia materiału - ale twórcom życzę oczywiście wszystkiego dobrego, bo dziś o tak dobrą i śmieszną komedię jest trudno.



- oleQ - 08-08-2009

Strasznie mizerna komedia moim zdaniem. Nudzą mnie już filmy, które pokazują jakie to chlanie i ćpanie jest śmieszne i przygodowe. Brak mi w tym życiowości (tutaj na przykład ratuje się Superbad - film mimo, ze oscylujący w wymioty, kupy i pijane nastolatki bardzo obrazowy, niczego nie udający, a jednocześnie śmieszny). Poza tym to cameo z Tysonem... Żenada. Ktoś wydał pare baniek, żeby ułagodzić wizerunek psychola-gwałciciela (,,We all do dumb shit, when we're drunk, right?'') Hangover - dla mnie kupa.


- BezcelowyAlbatros - 08-08-2009

Solo napisał(a):Komedia w klimatach – sam nie wiem do końca dlaczego – znakomitego „Fandango” sprzed lat.

Już to gdzieś tam pisałem, ta komedia raczej w klimatach Very Bad Things z 1998 i w porównaniu z tamtym filmem wypada naprawdę blado. Na "Gorzej być nie może" bawiłem się sto razy lepiej a od "The Hangover" biła jakaś taka wtórność i nijakość... Zresztą, co to za komedia, o której prawie wszyscy mówią, że najlepsze / najśmieszniejsze w niej były creditsy?


- Anonymous - 08-08-2009

BezcelowyAlbatros napisał(a):Już to gdzieś tam pisałem, ta komedia raczej w klimatach Very Bad Things z 1998

A "Fandango" widziałeś?


- BezcelowyAlbatros - 08-08-2009

Kiedyś widziałem. Nie odmiawiam Ci możliwości skojarzenia tego filmu z tamtym, jakkolwiek moim pierwszym było właśnie "Very Bad Things".

EDIT:

Przy czym zaznaczyć trzeba, że "Very Bad Things" to czarna komedia z R-ką a nie taka "lajtowa" przygoda, jak w przypadku chłopakow z "The Hangover".


- Hitch - 08-08-2009

A "Hangover" to tez R.


- Crov - 08-08-2009

BezcelowyAlbatros napisał(a):
Solo napisał(a):Komedia w klimatach – sam nie wiem do końca dlaczego – znakomitego „Fandango” sprzed lat.

Już to gdzieś tam pisałem, ta komedia raczej w klimatach Very Bad Things z 1998 i w porównaniu z tamtym filmem wypada naprawdę blado.
Jak może być w klimatach Very Bad Things jak Very Bad Things to dość ponura, czarna komedia, o tym jak jedna śmierć pociąga za sobą następne i prowadzi do upadku bohaterów. Hangover to buddy-movie, komedia drogi pełną gębą (mimo że dzieje się w jednym miescie właściwie), wesoła, o tym jak zacieśnia się przyjaźń między bohaterami. Jedyne co mają wspólne ze sobą to fakt, że oba zaczynają się od wieczoru kawalerskiego.

BezcelowyAlbatros napisał(a):Przy czym zaznaczyć trzeba, że "Very Bad Things" to czarna komedia z R-ką a nie taka "lajtowa" przygoda, jak w przypadku chłopakow z "The Hangover".
Heh, no właśnie - więc jak Hangover jest w tych samych klimatach? :)


- Mental - 08-08-2009

motywy z kajdankami, bobasem przy stoliku i wpychaniem tygrysa do radiowozu najlepsze. ogólnie komedia dobra w ciul. zaraz po obejrzeniu wystawiłem 9/10. po ochłonięciu daje 7 oczek. poziom D&D niedościgniony, ale w kategorii "film, na którym będziesz kurwił dechy przynajmniej trzykrotnie" wymiata.


- Mefisto - 09-08-2009

oleQ napisał(a):Nudzą mnie już filmy, które pokazują jakie to chlanie i ćpanie jest śmieszne i przygodowe. Brak mi w tym życiowości

nie powiedziałbym, żeby ten film pokazywał jakie to ćpanie i chlanie jest cool - wręcz przeciwnie, bohaterowie muszą stawić czoła durnotom, jakie popełnili po pijaku i pod wpływem narkotyków, muszą za to odpowiedzieć, ergo niejako dorosnąć (oczywiście można to odczytać jako nadinterpretację filmu, który stanowić ma jedynie półtorej godziny rozrywki, niemniej tak się sprawy mają). No i pękający łeb nad ranem po imprezie - trudno o coś bardziej życiowego :)


- Arahan - 09-08-2009

Jak Stu budzi się rano w pokoju na podłodze to, aż go żal. Wory pod oczami, przyśpieszony oddech i ogólne zmęczenie ... kto z nas tego nie miał !? :P
I to nie jest życiowe ?:P


- Jakuzzi - 09-08-2009

Przecietniactwo. Kilka motywow faktycznie niezlych, ale tez nie na tyle, aby "kurwic dechy" czy cos tam. Poza tym film strasznie wolno sie rozkreca i dopiero gdzies po pol godzinie pojawiaja sie w ogole jakies gagi. Nie kumam skad te wszystkie "ochy", "achy" i twierdzenia, ze to najlepsza komedia ostatnich lat. Do poziomu Apatowa i jego ludzi nawet sie nie zblizyla. Co wiecej, kilka scen bylo tutaj wrecz zenujacych (w szczegolnosci fragment na posterunku, a zwlaszcza koncept z dziecmi traktujacymi bohaterow paralizatorami - CDK?), a refleksja, ze skoro zrobiles durnote na bombie, to powinna ci ona ujsc plazem (w dodatku wypowiedziana ustami Mike'a Tysona) to zalosc pierwszej klasy. Przereklamowany produkt.

Aha, Ken Jeong kradl reszcie ekipy kazda scene, w ktorej sie pojawil. Chociaz za trudnego zadania tez nie mial.


- jarod - 09-08-2009

A właśnie. Może mi ktoś wyjaśnić znaczenie sformułowania "kurwić dechy"?


- Mental - 09-08-2009

Jakuzzi napisał(a):Przecietniactwo. (...) Do poziomu Apatowa i jego ludzi nawet sie nie zblizyla.

apatow to ten kolo od filmu o dwóch wyrośniętych kumplach na utrzymaniu rodziców? daj spokoj... z drugiej strony na komediach sie nie znam za grosz, bo oglądam raz na ruski rok, wiec... przyjmuje, ze ty wiesz lepiej:)

a "kurwić dechy" znaczy "chwycić deskę [w sensie: heblowany kawałek drewna] i zakurwić w inną deskę"

;)


- jarod - 09-08-2009

A jaki jest cel takiego działania?


- Jakuzzi - 09-08-2009

Mental napisał(a):apatow to ten kolo od filmu o dwóch wyrośniętych kumplach na utrzymaniu rodziców? daj spokoj...

Mowisz o Step Brothers? Byl producentem tego filmu. Poza tym z tego co pamietam to film ci sie podobal. ;)


Cytat:z drugiej strony na komediach sie nie znam za grosz, bo oglądam raz na ruski rok, wiec... przyjmuje, ze ty wiesz lepiej:)

No wlasnie, zdziwilo mnie to, ze Hangover tak bardzo przypadl ci do gustu, skoro raz, ze za komediami nie przepadasz, a dwa, jesli juz jakies polubisz, to takie, ktorych scenariusz trzyma sie kupy, a w szczegolnosci nie zawiera typowo komediowych uproszczen i zachowan bohaterow (kiedys w jakims topicu pisales obszerniejszy wywod o tym;) - a przeciez praktycznie caly Hangover jest wlasnie taki.