Forum KMF Film.org.pl
Indiana Jones - Wersja do druku

+- Forum KMF Film.org.pl (https://forum.film.org.pl)
+-- Dział: Działy tematyczne (https://forum.film.org.pl/Forum-Dzia%C5%82y-tematyczne--5)
+--- Dział: Serie filmowe (https://forum.film.org.pl/Forum-Serie-filmowe--21)
+--- Wątek: Indiana Jones (/Thread-Indiana-Jones--25)



- Craven - 22-05-2008

Mierzwiak napisał(a):Craven - mrówy raczej bym zostawił, ale te liany bym wywalił :twisted:

No liany można by wywalić, przyznam, że jakoś wyparłem je już niemal z pamięci :-)

Natomiast ja nie optuję za usunięciem mrówek, natomiast urwałbym scenę na tym jak pokrywają tamtego facia. Naprawdę czemu miało służyć pokazywanie jak mu włażą do ust i niosą go do kopca? Ze śmiesznych rzeczy chyba lata kinomanii wywołały u mnie znieczulicę bo mnie to nie obrzydziło, podczas gdy koleś obok żywiołowo zareagował zakrywając usta, a oceniłbym że jest w podobnym wieku jak ja (23).



Aha no i czy ktoś jeszcze usłyszał partyturę z E2 i Wojny Światów?


- Corn - 22-05-2008

A mnie to ciągle gryzie... . Skoro Grall i Arka istniały to trochę by się gryzło z istnieniem kosmitów.


- Snappik - 22-05-2008

Mierzwiak, ciężko to ocenić. Ale skoro przez 3 części Spielberg nie wyłamywał sę z pewnej konwencji, tak teraz popuściła go fantazja. Aczkolwiek sam klimat do sceny ze statkiem i ufokiem był nawet ok (z przerwami na idiotyzmy w postaci małp, lodówki, liany itp.).


- Eorath - 22-05-2008

Craven napisał(a):Natomiast ja nie optuję za usunięciem mrówek, natomiast urwałbym scenę na tym jak pokrywają tamtego facia. Naprawdę czemu miało służyć pokazywanie jak mu włażą do ust i niosą go do kopca? Ze śmiesznych rzeczy chyba lata kinomanii wywołały u mnie znieczulicę bo mnie to nie obrzydziło, podczas gdy koleś obok żywiołowo zareagował zakrywając usta, a oceniłbym że jest w podobnym wieku jak ja (23).

Ja bym nie usuwała, chociaż scena trochę podobna do Mumii, natomiast niektórzy w moim wieku, w tym ja (25;)) zjechali ciut w fotelu na widok mrówek włażących w ludzi :P, ale i tak to jedna z fajniejszych scen...


- Mierzwiak - 22-05-2008

Corn napisał(a):Skoro Grall i Arka istniały to trochę by się gryzło z istnieniem kosmitów.
Istnieć istniały, ale czy robiły to co w filmie? :roll: No i jakież to mamy dowody na nieistnienie obcych? :P

Craven: umknęła mi muzyka w tych scenach, ale bardzo możliwe, Williamsowi ostatnio często zdarza się "cytować" samego siebie.

Mrówki włażące do ust były cudownie obrzydliwe.


- Corn - 22-05-2008

Cytat: Istnieć istniały, ale czy robiły to co w filmie?
So? Wciąż jesteśmy w filmie. Równie dobrze w naszym świecie Jezus może być fikcją a kosmici istnieć i na odwrót. Skoro w filmie zaczęli od jednego to mogli zrobić tak by nie wykluczało się to z drugim.


Bo dla mnie to się gryzie strasznie


- Mierzwiak - 22-05-2008

No właśnie, wciąż jesteśmy w filmie, więc jakie to ma znaczenie czy w fabule chodzi o coś historycznego? Tylko dlatego że Graal istniał naprawdę, motyw kilkusetletniego strażnika nie staje się przez to bardziej wiarygodny.

Konwencja zostaje zachowana, dlatego dla mnie to się nie gryzie.


- Spirit - 22-05-2008

Mnie też trochę to gryzie, ok, niech już nawet będą te ufole bo ponoć na egipskich malowidłach są 8) :wink: ale do jasnej, po co zaraz spodki, złe ufole jak w wojnie światów itd.Mierzwiak mów co chcesz takie coś się jednak kłóci z wizerunkiem filmu o archeologu, który zajmuje się ''historycznymi skarbami'', można to było trochę owiać mgłą tajemnicy, nie zaraz wprost wyjeżdżać ze spodkami.Mam wrażenie, że Spielberg nie ma dość filmów o kosmitach i wpakował je dodatkowo do Indiany.Mimo, że oceniam KKC wysoko to mam wciąż mieszane uczucia.Co do usuwania mrówek tudzież innych zwierzątek to ja bym niczego nie usuwała :twisted: w każdym Indianie jest jakieś robactwo przez co film jest fajniejszy :lol: .


- dewey - 22-05-2008

Spoilery

Film jest wypasiony. Koniec, kropka. Klimat starej trylogii zachowany, a to co szczególnie mnie zauroczyło, to masa smaczków i nawiązań do poprzednich części (scena z pomnikiem Marcusa, Indiana krzyczący do Mutta per Junior, tutuł filmy pisany starą czcionką, logo Paramountu zrobione z jajem, sekwencja w magazynie i wiele innych). W filmie jest również kilka wzruszających scen wzbudzających prawdziwą nostalgię (relacje Indy-Marion, a w późniejszej części Indy-Marion-Mutt). Nie wiem, czy tylko mi gula stanęła w gardle, kiedy Indiana przejmuje kontrolę nad ciężarówką, a Marion śledzi jego poczynania z fascynajacą w oczach i wielkim uśmiechem na twarzy, w tle słyszymy Marion's Theme Williamsa). Albo scena pod koniec, wszyscy zbierają się w okół siebie, a Indy mówi, że gdzieś tam dziadek ma w tej chwili niezły ubaw). Jest takich smaczków cała masa.

Totalnie rozwaliła mnie scena w kościele w której Mutt próbuje założyć kapelusz, kto widzial ten wie o co chodzi :D

A z nowych rzeczy? Klimat sci-fi jakoś mnie nie razi, no może ten obcy w samej końcówce troszeczkę na siłę wciśnięty, ale to co robi z Iriną Spalko jest już jak najbardziej klimatyczne i w stylu Raidersów. Zdjęcia Kamińskiego pierwsza klasa, podobnie jak montaż. Efekty bardzo dobre (szczególnie monumentalne wrażenie robi scena wybuchu bonby, czy start spodka pod koniec). Nie wiem gdzie tu nie którzy widzą złe CGI, może w jednej, czy w dwóch scenach coś tam może razić, ale bez przesady, blue screeny z poprzednich filmów walą taką sztucznością, że aż boli, ale przymykamy na nie oko, bo to kultowe filmy na których się wychowaliśmy. Trzeba również pamiętać, że w tamtych czasach była to tak samo rewolucyjna technika jak to dzisiejsze znienawidzone CGI.

Ok,a teraz dla równowagi kilka spraw, które mi nie przypadly do gustu. Mutt bawiący się w Tarzana, zupełnie nie potrzebna scena. Rola Johna Hurta, trochę dziwna i miejscami przeszarżowana, oraz muzyka Williamsa, która była jakaś taka nijaka, szczególnie raziło mnie to w scenie pościgu w dźunglii. Jak pamiętamy w poprzednich częściach każda sekwencja pościgowa była zilustrowana naprawdę genialnymi motywami (Truck Chase w Raidersach i Belly of the Steal Beast w The last crusade). Tutaj tego zabrakło, chociaż muszę film obejrzeć jeszcze raz bo może zwyczajnie w natłoku wrażeń gdzieś mi ta muzyka umknęła.

Podsumowując, naprawdę udany powrót, szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę, że minęło już 19 lat i twórcy mieli naprawdę ciężkie zadanie do wykonania. Well done!


- Miodzio - 22-05-2008

Nie spodziewałem się rewelacji na miarę I i III części i takiej nie dostałem. Natomiast zobaczyłem naprawdę dobry film przygodowy.
Ford cały czas zachwyca. Pokazuje, że jako Indiana Jones nadal czuje się wspaniale i ani na chwilę nie odniosłem wrażenia, aby był tą rolą znudzony. Mimo swoich lat wciąż przykuwa uwagę i wprost nie można od niego oderwać oczu. LaBeouf, na którego tak wielu tu narzekało też nie zrobił na mnie złego wrażenie. Jego rola nie była pszeszarżowana, nie denerwował tak jak chociażby w Transformerach. Cate Blanchett z swoim akcentem była wprost zachwycająca, chociaż, fakt, grana przez nią postać była jednowymiarowa. W sumie aktorsko najnowszy Indiana, podobnie jak poprzednie części, to naprawdę świetna robota.
Fabuła była dobra, aczkolwiek ostatnie sekwencje [SPOJLER] z ufo [/SPOJLER] mógł sobie Spielberg darować. Podobnie, jak niektórym na tym forum, mi także nie pasuje to do Indiany Jonesa, który do tej pory, aż tak nietypowymi sprawami się nie zajmował.
Efekty specjalne stoją na wysokim poziomie. CGI użyte w większości bardzo dobrze. Wybuch bomby, pościgi, wielkie mrówki - to robi wrażenie.
Jeśli chodzi o minusy filmu, to na pewno mogłoby być ciut mniej nieprawdopodobnych scen. Tak, wiem, w poprzednich częściach takowe też były, ale tutaj jest ich o kilka za dużo. Nic nie mam do tego, że Indianę nigdy nie mogą trafić pociski wrogów, że podczas pościgu nie spadnie w przepaść, ale przeżycie wybuchu nuklearnego w lodówce to już lekkie przegięcie. Ale i tak najmniej podobało mi się skakanie Mutta po lianach. Kompletnie niepotrzebna scena, nie za bardzo komponująca się z całością.
Uważam też, że była trochę za mało humoru. Nie powiecie chyba, że na najnowszym Indym śmialiście się tak jak przy "Ostatniej Krucjacie". Oczywiście z relacji Jones-Mutt-Marion wynikały często zabawne gagi, ale nie było tego tak dużo jak w poprzednich częściach. Po dzisiejszym seansie uważam KKC za najpoważniejszego Indiane ze wszystkich.

Ogólnie jednak bawiłem się bardzo dobrze. Nowy Indy nie ma co prawda klimatu starych części, ale też wcale nie spodziewałem się, że film nakręcony po prawie 20 latach od "Ostatniej Krucjaty" będzie go miał. Jest za to Ford z ciągle wielką charyzmą, sporo odniesień do starszych części, bardzo dobra muzyka i mnóstwo akcji. I robale - mi wielkie mrówki bardzo się podobały. W końcu w każdej części było jakies robactwo, więc bardzo się cieszyłem, że i tu go nie zabrakło. ;)


- Maik - 23-05-2008

Mierzwiak napisał(a):[quote="Snappik"] Indy IV z historią ludzkości powiązał Kryształową Czaszkę. I jest to równie "wiarygodne" jak Graal czy Arka. Wciąż jednak nie odpowiadasz na pytanie dlaczego fantasy jest w Indym ok, ale sci-fi już nie.
Tzn. dla kogo fantasy, dla tego fantasy bo jedni z nas chodzą do kościoła i wierzą w Arkę przymierza i ostatnią wieczerzę Jezusa... :P

Nowego Indy'ego jeszcze nie widziałem (chyba się w tą Sobotę wybiorę) i co prawda spoilerów nie czytam, wiec nie wiem co mnie w kinie tak naprawdę czeka ale jak słysze że to będzie SF to mi się włos na głowie jeży bo to dla mnie ma tyle samo sensu co gdyby w filmie o Bondzie zrobili nagle wątek że wchodzi posiadanie jakiegoś magicznego zaklęcia...
Wiem że są osoby które między SF i Fantasy różnicy jak by się nie zmusiły nie widzą i nie krytykuje, ale dla mnie to jednak dwa bardzo różne klimaty i bynajmniej wolę ten drugi...

No ale cóż. Na film i tak i tak się wybiore. Mam tylko nadzieje że Spilberg nie był tak głupi by dać coś kretyńskiego w stylu kosmitów w klmiaksie filmu, bo to by było dla mnie jak środkowy palec skierowany w stronę widza...


- :Łukasz: - 23-05-2008

Holender, strasznie mieszane uczucia.
Po wyjściu z kina raczej zmarnowany powoli oswajałem się z nowym Indy'm.
Przede wszystkim jednak strasznie dużo oczekiwałem po seansie. W zasadzie z każdą sceną bardzo krytycznym wzrokiem oceniałem istotę każdej akcji zamiast dać się ponieść niezobowiązującej rozrywce. I chyba to był zasadniczy błąd. Bo już z perspektywy kilku godzin bardzo mile wspominam wiele scen, dla których już teraz oczekuję powtóki, a na sceny budzące w pierwszym momencie zażenowanie, potrafię spojrzeć nieco łaskawszym okiem.
Mam wewnętrzne przekonanie, że ten film musi się po prostu zestarzeć, żeby w jednym szeregu stanąć z protoplastami.
Ford podstarzały z początku nie budzi zaufania, ale im bardziej ubrudzony, podarty i przetarty, tym bliżej mu do oryginału(cokolwiek to znaczy:P) - chwilami miałem nawet to bezcenne wrażenie, że nic się nie zestarzał;)
To co jednak nie daje mi spokoju, to uczucie, ze 'nowy Indy' za bardzo skupia się na powtarzaniu sekwencji z trylogii zamiast wnieść coś nowego. O ile każda poprzednia część generalnie budowała wizerunek Indiego, o tyle ta zdaje się juz tylko czerpać z wypracowanego kanonu. Leży też nieco watek damsko-męski - to co dotychczas było w każdej części jedną z głównych sił składowo-napędowych, tutaj ogranicza się jedynie do roli czysto sentymentalnej. Poza tym, gdzie ta zadziorna, rozpita Marion z cwaniaczym uśmieszkiem?

Pamiętam jak w jednym z wywiadów Spelberg stwierdził, że robił filmy z przeróżnych pobudek - a to dla siebie, a to dla dobra ludzkości;), jednak nowy Indy powastaje przede wszystkim z myślą o fanach. I chyba tu pies pogrzebany. Te ukłony w stronę widza są po prostu czasem zbyt nachalne. Vide fotka Connery'ego(wyglądająca z reszta jak klatka z filmu, a nie autentyczne zdjęcie) czy posąg Marcusa (obraz w korytarzu był zupełnie trafnym i wystarczającym nawiązaniem). Może gdyby całe przedsięwziecie powstalo wylacznie z jego potrzeby ducha i przekonania(którego mam wrazenie, nieco zabraklo), dostalibysmy cos, co nie budziłoby zadnych watpliwosci.
Tak, pozostaje mi czekac z nadzieją ze nowy Indy z kazdym kolejnym seansem bedzie jak wino...


- Negrin - 23-05-2008

:Łukasz: napisał(a):To co jednak nie daje mi spokoju, to uczucie, ze 'nowy Indy' za bardzo skupia się na powtarzaniu sekwencji z trylogii zamiast wnieść coś nowego. O ile każda poprzednia część generalnie budowała wizerunek Indiego, o tyle ta zdaje się juz tylko czerpać z wypracowanego kanonu.
A zdajesz sobie sprawę, że krytyka byłaby dużo ostrzejsza, gdyby na dodatek do.... powiedzmy: mało Indianowego wątku głównego Spielberg z Lucasem próbowali budować "innego" Indianę?

:Łukasz: napisał(a):Leży też nieco watek damsko-męski - to co dotychczas było w każdej części jedną z głównych sił składowo-napędowych, tutaj ogranicza się jedynie do roli czysto sentymentalnej. Poza tym, gdzie ta zadziorna, rozpita Marion z cwaniaczym uśmieszkiem?
Są przebłyski -- i to chyba powinno w ich wieku wystarczyć :) Poważnie: ich postacie mają tyle lat, co mają, więc kuriozalnie wyglądałoby, gdyby w relacjach damsko-męskich próbowali zgrywać młodzieniaszków.

Natomiast owszem, zgadzam się, że ten film najprawdopodobniej z czasem będzie zyskiwał.


- Mierzwiak - 23-05-2008

Maik napisał(a):Tzn. dla kogo fantasy, dla tego fantasy bo jedni z nas chodzą do kościoła i wierzą w Arkę przymierza i ostatnią wieczerzę Jezusa... :P
Mówię o tym co pokazano w filmie, dla mnie to jest fantasy. A jak ktoś podczas scen z Arką i nazistami odmawia pacierz? To już jego problem :wink:


Nie wiem jak wam mógł ten film, aż tak bardzo się podobać. - Arahan - 23-05-2008

Przede wszystkim witam.
Obserwuję to forum od dawna, w końcu jednak musiałem napisać.
Na Indiego czekałem 10 lat ( po raz pierwszy oglądałem trylogię jak miałem 10 ), wiedziałem, że będzie o czaszce, ufo, doszły mnie również słuchy, że Indiana będzie miał syna.
Przed premierą podniosły się głosy, że za dużo CGI, że nie ma klimatu, głosy które podpierały się jedynie zwiastunami. Broniłem tego filmu, dlatego, że bardzo w niego wierzyłem. W końcu powracała przygoda mojego dzieciństwa.

A co dostałem ? Dostałem w pysk ... czuję się jak dzieciak, któremu powiedziano, że św. Mikołaj nie istnieje.

UWAGA TEKST ZAWIERA SPOILERY

Sama fabuła: Rosjanie, Kryształowa Czaszka, UFO, syn Indiany nie była taka zła, ale scenariusz pełen nielogiczności i dziur skutecznie ją zniszczył.
Zaczęło się nieźle, akcja w magazynie, przez moment nawet Arkę pokazali, zwłoki UFO jakoś też mnie specjalnie nie raziły. Niestety nastąpił pierwszy zgrzyt - Inadiana przeżywa wybuch atomowy w lodówce ... i proszę Was nie mówcie mi, że można to porównać do pontonu z TofD, bo nie da się.
Indy wyrzucony na kilka km, już nie mowie o fali gorąca i uderzeniu o ziemię. Zacząłem się niepokoić. Potem jednak było dobrze, pościgi, początkowe sceny w dżungli i ...yyy... kolejny zgrzyt, Mutt podczas pojedynku ze Spalko dostaje gałęziami po kroczu - jakież do młodzieżowe jak w amerykańskiej durnej komedii :? . Później Mutt jako tarzan ... no matko, pomyślałem jest źle, ale co tam, daje się wciągnąć i oglądam dalej.
Wchodzą do El Dorado, jest ok, scena otwierania drzwi, pojawił się klimat, wchodzą do komnaty i ... szok - 12 szkieletów obcych siedzi na tronie, ale myślę, na pewno jakoś fajnie to skończą. Pojawia się Spalko i oddaje głowę obcemu, szkielet się porusza, a ja w duszy proszę, żeby nie przeholowali.
Niestety, końcówka zniszczyła mnie całkowicie, oglądałem ją w zażenowaniu :? myślałem sobie - to jest Indiana Jones ?!

Spodziewałem się dużo, a dostałem bardzo mało.
Do aktorstwa się nie przyczepię, było w porządku, nawet Shia mnie nie denerwował, może tylko Cate trochę mnie rozczarowała.

Muzyka - słabo, bardzo słabo, praktycznie niezauważalna.
Montaż i zdjęcia - do tego nie mogę się przyczepić, bardzo solidna praca.
Efekty - ZA DUŻO !! W niektórych scenach bardzo waliły po oczach.

Końcowy werdykt ?
Po wyjściu z kina byłem przybity, chciało mi się płakać. Przespałem się z tym i oceniam film na 7/10. Odstaje wyraźnie od poprzednich części. Momentami, ma klimat, ale to głównie dzięki Fordowi. Za dużo nieprawdopodobnych sytuacji i proszę Was nie mówcie, że w poprzednich filmach było ich równie dużo. Było ich wiele mniej i były miarkowane, a tutaj głupota goni głupotę.
Nawet w oczach Indiany nie widać tego błysku, tej pasji, którą miał, gdy sięgał po Gralla.

To już nie ten sam Indiana Jones, to Indiana Jones na miarę naszych czasów, niestety, aż za bardzo.

Dostałem solidne kino przygodowe o niebo lepsze od Mumii czy innych Skarbów Narodów, ale Indiana Jones to nie tylko kino, to legenda, magia, klimat i moja ( a zapewne także wielu z was ) młodość. Młodość, która została trochę obdarta ze złudzeń. :?

Dzięki, jeśli ktoś to w ogóle przeczytał.
Pozdrawiam.


- Khet - 23-05-2008

Mała dygresja - przeglądam serwisy i nóż się w kieszeni otwiera, jak widzę w jaki sposób ludzie jadą po filmie. I nie mam tu na myśli inteligentnych, konstruktywnych opinii, bo każdy ma własne zdanie, ale większość z tzw. recenzji razi idiotyzmem na kilometr. Nie wspomnę już o sprowadzaniu tego filmu do określenie "bajka jak x-files".
Ja chyba byłem w kinie na czymś innym :roll:


- Mierzwiak - 23-05-2008

Odnoszę dokładnie takie samo wrażenie...

Arahan napisał(a):Za dużo nieprawdopodobnych sytuacji i proszę Was nie mówcie, że w poprzednich filmach było ich równie dużo.
Tego nie trzeba mówić, to fakt :roll:

Pytanie do przeciwników atomowej sceny: dlaczego uważacie że jest to bardziej przesadzone od nieśmiertelnego rycerza? Będę pytać o to w nieskończoność aż ktoś przedstawi mi w końcu przekonującą odpowiedź, a nie "bo tak". Dlaczego jedne przesadzone, nieprawdopodobne rzeczy są magicznie mniej przesadzone i mniej nieprawdopodobne od innych? Tylko dlatego że tamte były w filmach sprzed dekad, a od filmu z roku 2008 wymaga się by był niemalże dokumentem?

Tu chodzi o rozrywkę, o magię kina, a nie o gadanie "ta scena jest niemożliwa". Takie są filmy z Trylogii i taki moim zdaniem jest najnowszy Indy. Amen.


- Arahan - 23-05-2008

Mierzwiak zauważ jednak, że w żadnym innym filmie o Indianie nie było takiego skumulowania nieprawdopodobnych sytuacji.
Tutaj absurd goni absurd. Jeśli już łapiemy konwencję filmu i dajemy się ponieść przygodzie przymykamy na kilka rzeczy oko.
Tutaj się nie da, bo scena z Arką i nazistami, wyrywaniem serca, czy długowiecznym rycerzem nijak ma się do lotu w lodówce, skakaniem po drzewach jak tarzan i latającym spodkiem.
Nie krytykuję bardzo tego filmu, po prostu boli mnie, że ktoś przesadził pisząc scenariusz.

Scena z lodówką była by do przełknięcia, jeśli była by jedyną taką sceną w filmie, a nie jest ... niestety


- Negrin - 23-05-2008

Mierzwiak napisał(a):Pytanie do przeciwników atomowej sceny: dlaczego uważacie że jest to bardziej przesadzone od nieśmiertelnego rycerza?
To akurat proste. Nieśmiertelny rycerz, podobnie zrestą jak z tego filmu kosmici, to element "magiczny", nadprzyrodzony; element fikcji, baśni, bajki, cokolwiek. Scena atomowa -- nie. Powiedzmy sobie szczerze, Mierzwiak: zadałeś strasznie głupie pytanie ;)

A przy tym cała sekwencja atomowa jest zwyczajnie zbędna z punktu widzenia fabuły -- i to doszczętnie pogrąża całe zawarte w niej przegięcie.


- Mierzwiak - 23-05-2008

Arahan napisał(a):Mierzwiak zauważ jednak, że w żadnym innym filmie o Indianie nie było takiego skumulowania nieprawdopodobnych sytuacji.
No i...?

Arahan napisał(a):scena z Arką i nazistami, wyrywaniem serca, czy długowiecznym rycerzem nijak ma się do lotu w lodówce, skakaniem po drzewach jak tarzan i latającym spodkiem.
A bo tak.

Winszuję wiedzy tudzież wyobraźni, skoro zwykłe kołysanie się na lianach (co jest możliwe! straszne, prawda?) uznajesz za jakaś nieprawdopodobną bzdurę...

Negrin napisał(a):To akurat proste. Nieśmiertelny rycerz, podobnie zrestą jak z tego filmu kosmici, to element "magiczny", nadprzyrodzony; element fikcji, baśni, bajki, cokolwiek. Scena atomowa -- nie. Powiedzmy sobie szczerze, Mierzwiak: zadałeś strasznie głupie pytanie ;)
Takie głupie pytanie, a jesteś jak na razie pierwszą osobą która potrafi uzasadnić swoją opinię w tej kwestii. Przynajmniej ty.

Ok, przyjmuję to, kwestia podejścia, ja jednak uważam tę scenę za zabawną i pełną napięcia. Muszę przyznać że w czasie odliczania zachodziłem w głowę jak on z tego wyjdzie :)