Forum KMF Film.org.pl
Indiana Jones - Wersja do druku

+- Forum KMF Film.org.pl (https://forum.film.org.pl)
+-- Dział: Działy tematyczne (https://forum.film.org.pl/Forum-Dzia%C5%82y-tematyczne--5)
+--- Dział: Serie filmowe (https://forum.film.org.pl/Forum-Serie-filmowe--21)
+--- Wątek: Indiana Jones (/Thread-Indiana-Jones--25)



- Ronaldinho - 23-05-2008

Co do atomówki i miasteczka to szybko przypomniały mi się "Wzgórza mają oczy" :) Jednakże nic mnie nie raziło, a tylko cała sekwencja scenowa prowadząca do atomówki jak i ona sama jest jak najbardziej OK. Minęło 20 lata, coś musiało przybyć z najnowszych (dla tamtych czasów) technologii. A samo przeżycie w lodówce było w miarę realne (w takim pewnym filmie "Komary" koleś przeżywa wybuch dużego, amerykańskiego domu, z którego mało zostaje, a lodówka tak :D skojarzenie z tamtym filmem, ale ogólnie nie wiem na ile to realne), gorzej z tym spadnięciem.

Od zawsze pasjonowały mnie teorie o pomocy UFO dla naszych starożytnych cywilizacji - piramidy, Inkowie, Majowie, malowidła z istotami w maskach. I jak najbardziej pasował mi tutaj wątek z UFO, o którym dowiedziałem się w trakcie seansu, jak ktoś się zaspoilerował (ja tego uniknąłem, od 18 maja nie wchodziłem na strony o Indianie) przed to trochę tak nie bardzo. Chodź sam spodek może trochę razić, mnie nie, bo porównując do zakończenie z Poszukiwaczy zaginionej Arki nie widzę tutaj nic nadzwyczajnego, głupio by było jakby ci kosmici znikli po prostu w jakimś tunelu. Sam niedawno oglądałem taki program dokumentalny, na którym było stwierdzenie (bardzo smutne), mianowicie o tym, że wszechświat się rozszerza i światło na niebie, które widzimy może należeć do galaktyk, które w tej chwili oddaliły się na taką odległość, że kontakt jakikolwiek z nimi nigdy nie będzie możliwy, przez co nigdy możemy się nie dowiedzieć czy jakakolwiek obca cywilizacja istniała/istnieje. Tak więc prawdopodobieństwo istnienia UFO to 50% ogólne, a u mnie to jakieś 75% (no be te wszystkie wyglądy obcych, latające talerze muszą mieć swoje jakieś pierwotne źródło).

Wracają do filmu nie mu tu żadnego sci-fi, to fantasy przygodowe wplecione w zwykłą przygodę.

Liany - co jest w nich dziwnego? Że w dżungli są liany czy, że Mutt się nimi posłużył, co nie jest wcale takie trudne, bo niedawno miałem okazję bujać się na takich linach tyle, że w budynku. A małpy do tego - to jest Indiana Jones :D

Też mieliście takie poczucie na początku filmu, że sceny są w studiu? Chodzi np o scenę jak Indy wraz z ruskiem wyleciał tą rakietą, takie sztucznawe te tło było, albo mi się źle wydawało albo oświetlenie mylące. Albo tutaj http://gfx1.fdb.pl/3/f/c/3fc565fe4e076f1a3cff20265f8169245d7036a3?1209637134

Indy powraca w wielkim stylu!

Czekam, jakakolwiek by nie była, na piątą część :D


- Mental - 23-05-2008

Miodzio napisał(a):Po dzisiejszym seansie uważam KKC za najpoważniejszego Indiane ze wszystkich.

najnowszy Indiana peka w szwach od intertekstualnych nawiazan. knyf z lodowka to wypisz wymaluj powtorka koncowej akcyjki z Mosquito, kiedy to Megan, glowna bohaterka filmu - ratujac sie przed plaga zmutowanych komarow - wskoczyla napredce wlasnie do lodowki. ow rozpaczliwy gest pozwolil jej przetrwac nie tyle inwazje latajacego robactwa, co przede wszystkim eksplozje domostwa, w ktorym rozgrywala sie finalowa konfrontacja z silami natury. w ogole motyw "chowania sie w lodowce" jest tak wtorny, ze szkoda gadac. wszak nawet w Hardware uciekajaca przed robotem lasia daje dyla do lodowy. slowem, mega sztampa. ja bym wykorzystal wanne.

co sie zas tyczy mrowek (komputerowych), to jest to bezczelne nawiazanie do kultowego epizodu MacGyvera, w ktorym bohater musi uporac sie w pojedynke z nacierajaca mrowcza armia. w odroznieniu jednak od mrowek Spielberga, mrowki spedzajace sen z powiek Richarda Deana Andersona nie wciagaly sowieckich soldatow do mrowiska.

inna ordynarna zrzynke, tym razem z klasyki sf drugiego sortu, odnajdziemy w koncowce filmu. bedzie to chamski plagiat kinowego X-Files: oto wielkie ufo wyloni sie spod peruwianskiej ziemi i odleci, cytujac Kane'a z Nostromo: "w przestrzen miedzy przestrzeniami". mowie wam: cos niesamowitego. Erich von Daniken bylby dumny ze Spielberga.

komputerowe swistaki... no to juz przegiecie paly i kpina w zywe oczy. zeby plagiatowac reklame czekolady milka??? na tym nie koniec. tworca scenariusza (prawdopodobnie liczacy dwa latka synek Davida Koeppa) nie omieszkal umiescic w filmie dyskretnych nawiazan do arcyklasyki kina przygodowego - samego Tarzana. niestety zamiast naoliwionej malpy w gaciach z tygrysiej skory na lianach hustal sie beztrosko nieslubny synek Indiany, niejaki Mutt. towarzyszylo mu stadko komputerowych malpek i ogolnie caly las byl komputerowy.

podsumowujac:

Indiana Jones 4 = mega parodia, komedia i slapstick czystej wody. do pelni szczescia brakowalo tylko stolu zastawionego tortami do rzucania sie po ryjach;

Indiana Jones 4 = najglupszy film Spielberga (scenariusz poskladali chyba z odrzuconych draftow);

Indiana Jones 4 = najgorszy film Spielberga (w sensie najbardziej sztampowy, bezduszny, nakrecony bez polotu produkcyjniak);

i teraz najlepsze: Indiana Jones 4, o dziwo, nadaje sie do ogladania. powod? skierowany jest do dzieci. bardzo malych dzieci. dzieki temu posiada urok leciutkiego kina familijnego. jezeli w ciele Baya tkwi pryszczaty nastolatek, to w ciele Spielberga chowa sie osesek. patrzenie oczami dziecka ratuje Indiane przed totalna zaglada.

taka refleksja na zakonczenie: Wojne swiatow Zyd nakrecil, aby uzbierac pieniazki na Monachium. podejrzewam, ze IJ4 powstal w tym samym celu - zeby uciulac kase na Lincolna.

ps: teraz juz wiem, gdzie w hollywood tresuja zwierzeta - na farmach renderujacych:)


- Arahan - 23-05-2008

Mental chyba trochę przesadzasz. Film sam w sobie nie jest zły. Dobre kino przygodowe, które nie wytrzymuje jednak porównania ze znakomitymi poprzednikami.
Pisząc, że jest to bezduszny produkcyjniak bez polotu popatrz na Skarb Narodów.
Krytyka, krytyką, ale w granicach rozsądku. Film nie jest zły, ale posiada wiele wad.
Aczkolwiek ironia jak najbardziej na miejscu.


- Negrin - 23-05-2008

JAK ZWYKLE SPOILERY

Ciekawa uwaga, którą wyczytałem na pewnym anglojęzycznym forum i postanowiłem się nią podzielić, bo uważam, że to prawda. Choć mnie to nie wpadło do głowy, to cała fabuła KKC kuleje z jeszcze jednego, podstawowego powodu: tak naprawdę wszystko, co się dzieje w filmie, jest kompletnie nieistotne. W starych filmach Indy musiał powstrzymać Złych zrobieniem Dużego Zła. Tak w skrócie. Natomiast w KKC... Czaszka jest tylko MacGuffinem, który pcha akcję do przodu, ale w rzeczywistości -- no cóż, przecież Spolko w zasadzie dopięła swego. Niby "wygrała". To ona zwróciła czaszkę na miejsce. I co? I nic. Wywiało ją, a ufoki mogły wrócić do domu. Tak to się skończyło przy udziale Indy'ego. Czy kogoś powstrzymał? Nie. A bez jego udziału jak by się skończyło? Tak samo. Wniosek? KKC jest niestety fabularną sztuką dla sztuki, która donikąd nie prowadzi, choć stwarza niezłe pozory.


- Khet - 23-05-2008

Gdyby nie Jones, to Irina by się zesrała, bo Czaszka nie chciała działać na żadnego z ruskich. Od Oxleya niczego się dowiedzieć nie mogła, bo ten postradał zmysły.
Poza tym co w tym złego, że ona odłożyła Czaszkę na miejsce? Tak samo było w poprzednich częściach - naziści otworzyli Arkę, oraz pili (w tym wypadku jeden Nazista :p ) z Kielicha. Efekty były takie same jak w Królestwie.

Wybaczcie, ale doszukujecie się coraz bardziej kuriozalnych argumentów.


- desjudi - 23-05-2008

A mi sie podobalo. Nie żeby tak oh i ach, ale było całkiem nieźle, czyli 2 godziny bez bólu dupy. Nie do mnie skierowane takie kino, jednak doceniam walory użytkowe. Fabuła jest jedynie pretekstem do pokazania tego, co w tzw kinie przygodowym najlepsze i najgłupsze zarazem. Czy to źle? Nie, mimo nielogiczności i efekciarstwa. Czy dobrze? Tak, bo wg mnie to klasyczne rozrywkowe kino hollywoodzkie, mistrzowsko zrealizowane i takie przyjemne, jak smak prawdziwej oranżady z dzieciństwa.

Innymi słowy - Indy żyje i ma się dobrze, choć nie należy już do bohaterów mojej bajki. 7 na 10.


- soldamn - 23-05-2008

mnie natomiast ciekawi jedna sprawa - Dlaczego Sean Connery nieżyje jeśli jest nieśmiertelny :D?


- The_Bitcher - 23-05-2008

Twój post brzmiałby lepiej, gdyby wywalić dwa pierwsze słowa.
Wciąż jednak świetna riposta :lol: !


- Corn - 23-05-2008

soldamn napisał(a):mnie natomiast ciekawi jedna sprawa - Dlaczego Sean Connery nieżyje jeśli jest nieśmiertelny :D?
A gdzie powiedziano, że jest nieśmiertelny? Radzę uważniej oglądać filmy...


- Mierzwiak - 23-05-2008

Mental, z twojego posta wynika, że:
1) oglądam za mało filmów, ponieważ ten "wtórny motyw z chowaniem się do lodówki" widziałem tylko w "Fatalnym instynkcie". Główny bohater pieprzył się w środku ze swoją laską. Ojej! Czy to czyni Indianę filmem jeszcze gorszym? Pewnie tak!!!
2) Mrówki zostały wymyślone przez twórców serialu MacGyver. Ktokolwiek odważy się w swoim filmie wykorzystać te nieistniejące przecież stworzenia, bezczelnie zrzyna z MacGyvera.
3) Motyw pojazdu obcych wylatującego spod ziemi skoro już raz został wykorzystany, należy wywalić go na śmietnik. Na szczęście praktyka wykorzystywania pewnych pomysłów TYLKO RAZ nie jest powszechnie stosowana, dlatego wciąż kręci się filmy. Ufff.
4) Monopol na świstaki ma firma Milka. Czy działa to również wstecz? Jak twórcy "Dnia Świstaka" (i ktokolwiek, kto wymyślił to święto) śmieli w 1993 roku wykorzystać zwierzątka z przyszłej reklamy czekolady?! Kpina w żywe oczy.

Zapewne miało to być mega cool ironiczne i w ogóle, ale serio Mental: albo ten film jest dla ciebie tak zły, że z wrażenia nie potrafiłeś napisać choćby jednego sensownego zdania, albo tak starałeś się go zjechać, że przedobrzyłeś i wyszło, co wyszło. Taka autoparodia Mentalowych recenzji.


- Mental - 23-05-2008

Cytat:Zapewne miało to być mega cool ironiczne i w ogóle (...)

dokladnie takie mialo byc.


- Khet - 23-05-2008

Tya, szkoda, że w pewnym momencie wyszło chamskie.

EDIT

Gratuluję samokrytyki, w końcu napisać nie-chamską, ale dowcipną i ciekawą anty recenzję to tez sztuka.


- Mental - 23-05-2008

chamskie tez mialo byc.


- Spirit - 23-05-2008

Mental nie tyle chamska i ironiczna ale bezdennie głupia i na poziomie pięciolatka. :twisted: Corn nie powiedziano, że jest nieśmiertelny ale pił przecież wodę z graala, a prawdziwy graal dawał życie wieczne, fałszywy odbierał 8) , swoją drogą Indiana też jest w takim układzie nieśmiertelny, bo pił z graala 8)


- Arahan - 23-05-2008

Indy byłby nieśmiertelny, gdyby Grall został w sali z herbem, a jak wiemy nie został.


- Spirit - 23-05-2008

A no tak, faktycznie, dlatego też Connery mógł najzwyczajniej w świecie umrzeć, jak to człowiekowi fakty umykają :?


- Mental - 23-05-2008

tak sobie mysle, czego mi najbardziej brakowalo w IJ4 i dochodze do wniosku, ze najbardziej brakowalo mi romantycznego mistycyzmu, ducha Wielkiej Przygody i Wielkiej Koniecznosci. to, o czym wspomnial Negrin, ze niby fabula fantomowa i generalnie jeden wielki pretekst, to oczywiscie skandaliczne uchybienie scenariuszowe, ktore dyskwalifikuje film juz na starcie. podczas seansu nie opuszczalo mnie poczucie, ze oto Indy - podobnie jak nieszczesny McClane z DH4.0 - nie musi robic tego, co robi, ze pakuje sie w te wszystkie komputerowe levele tylko dla hecy i autoparodii. ale jak sie rzeklo: najbardziej tesknilem za - cytujac znajomego: "archeo-romantyzmem" opowiadanej historii.

taniec Mutta na lianach przypomnial mi Jacksonowego King Konga. istny koszmar. nawet jesli Spielberg ocieral sie momentami o ow mistycyzm Wielkiej Przygody, to nastepna scena potrafila skutecznie wyprowadzic czlowieka z tego zludzenia.

EDIT

odnosnie aktorstwa:

Indiana ujdzie, choc na oklaski zasluguje przede wszystkim jego dubler.

Mutt tez spoko - cala w tym zasluga Spielberga, ktory na swiat patrzy oczami malego dziecka, a nie nastolatka.

Kane z Nostromo... wali mnie ta postac.

grubas, co zdradzil Indiane (chyba dzisieciokrotnie w ciagu 120 minut) - zero emocji.

Spalko - gdzie tam jej do lasi z Krucjaty! postac zupelnie absurdalna, z komiksowym wachlarzem uzdolnien: szermierka, kung fu, telepatia. w dodatku ta jej nienaganna fryzura... szkoda gadac...

wreszcie Marion... kobieta nie miala do czynienia z aktorstwem od lat, co widac golym okiem. te jej rozmowki z Indym zupelnie pozbawione dawnej chemii, za to na sile humorystyczne.

w ogole brakowalo mi erotyki w nowym IJ - gryzienia w ucho, patrzenia na kobiece tyleczki, soczystych pocalunkow... ech... do dupy to wszystko.


- dewey - 23-05-2008

Chciałem jeszcze dodac jedno spostrzeżenie od siebie, a mianowice wielu "krytyków" nie bierze pod uwagę istonej rzeczy. W poprzednich filmach również roi się od głupawych, ckliwych, czy przesadzonych scen z durnymi dialogami i sytuacjami, tylko ciężko jest obiektywnie spojrzec na trylogię z którą wiąże się tyle sentymentu, nostalgii, którą po raz pierwszy oglądało się będąc dzieckiem, a więc wszystko można było łyknąc. Mało tego, dorastało się z tymi filmami, oglądając je przynajmniej dwa razy w roku i to również spowodowało, że ze wszystkimi "debilizmami" człowiek się zżył i ich nie zauważa. Natomiast w przypadku Kryształowej Czaski jest tak, że oglądając ją po raz pierwszy ma się te 25 lub więcej lat i już nie jest tak łatwo wszystko zaakceptowac. Biorąc to pod uwagę, muszę obiektywnie przyznac, że najnowsza częśc Indiany jest po prostu świetna, ba, nawet te wszystkie mniej udane sceny jakoś się wkomponowują w tradycję całej serii :)

P.S. A pamiętacie pułapkę z prologu Raidersów, która uruchamiała się w momencie przysłonienia zwykłego światła słonecznego? I takich głupotek jest więcej.


- Corn - 23-05-2008

A wiecie co...im dłużej się zastanawiam nad filmem tym bardziej nie mogę znaleźć sensownej odpowiedzi po co Indy taszczył przez całą dżunglę tą czaszkę? Nie miało to niemal żadnego sensu ani wpływu na fabułę. Mógł to zrobić dosłownie każdy włącznie z Iriną.

Poza tym Irina mówiła wcześniej, ze chodzi jej o telepatię, władzę umysłową, więc głupim jest, że Doc i paczka tak długo wierzyli w istnienie miasta ze złota.

Swoją drogą najpierw było tam 13 czaszek, ufo nie odleciało, czaszkę ukradziono i dopiero gdy ją zwrócono na miejsce wszystko zaczęło się 'ruszać' - czysty bezsens, Irina nie zdobywa wiedzy tylko zostaje uśmiercona przez... kosmitę powstałego z 13-stu innych czaszek i jeden złączony ze wszystkich Ufok sobie odlatuje niszcząc pół dżungli. Widzicie gdzieś tu logikę, bo ja nie bardzo...

I żeby nie było. Pierwszą połowę filmu oceniam 8/10 i spokojnie mógłbym ją postawić obok trylogii, jednakże od momentu odnalezienia czaszki film z każdą sekundą stacza się do poziomu gówna osiągając go w momencie wylotu ufo.


- Mierzwiak - 24-05-2008

Mental napisał(a):autoparodii
Od wczoraj zastanawiam się gdzie w KOTCS jest coś autoparodystycznego i przypomnieć sobie nie mogę. Dobrze wiem też że mi tego nie wyjaśnisz, bo po raz kolejny tak sobie piszesz dla samego pisania. To wali po oczach bardziej niż blue screen w scenach w dżungli. Określiłeś też ten film jako "autoparodię" zanim go obejrzałeś, więc kontynuujesz to, co sobie wymyśliłeś już wcześniej. Heh.

Mental napisał(a):grubas, co zdradzil Indiane (chyba dzisieciokrotnie w ciagu 120 minut) - zero emocji.
Dwa razy, po co ta przesada? Aha, chcesz być cool. I chamski. Ok.
Zero emocji? To tylko kino przygodowe, nie film Manna :roll: I chyba nie chcesz powiedzieć, że jak Elsa w Krucjacie okazuje się być zdrajczynią, to z tych emocji aż cię ściskało za pierwszym razem w żołądku?

Mental napisał(a):Spalko - gdzie tam jej do lasi z Krucjaty! postac zupelnie absurdalna, z komiksowym wachlarzem uzdolnien: szermierka, kung fu, telepatia. w dodatku ta jej nienaganna fryzura... szkoda gadac...
Bo czarne charaktery z Trylogii to jej całkowite przeciwieństwo; zero przerysowania, czysty realizm.

Mental napisał(a):wreszcie Marion... kobieta nie miala do czynienia z aktorstwem od lat, co widac golym okiem. te jej rozmowki z Indym zupelnie pozbawione dawnej chemii, za to na sile humorystyczne.
To fakt, w końcu w Poszukiwaczach prezentowała aktorstwo godne Oscara :roll: Na siłę humorystyczne? Jeśli o mnie chodzi, już dawno nie widziałem filmu z tak niewymuszonym humorem, bez tekstów pod publiczkę. Za dużo myślisz o filmach Baya.

PS. Szkoda że dla kina przygodowego nie jesteś tak wyrozumiały jak dla sci-fi ekhm Sunshine ekhm. A może po prostu zabrakło w nowym Indym kultowego oświetlenia? Bo wspomniany film udowadnia, że poziom scenariusza tak naprawdę nie ma dla ciebie żadnego znaczenia.



Odnośnie sensowności fabuły: to fakt, logika mocno tutaj kuleje. Ale czy nie jest tak, że Indy chce odnieść Czaszkę na miejsce sam, bo domyśla się że gdy Irina to zrobi, tam na miejscu będzie mogła wykorzystać jej moc? W końcu bohaterowie idą tam nie wiedząc co ich czeka. Ech, whatever. Indy IV skutecznie udowodnił mi, jak skutecznie dobra zabawa w kinie może przysłonić dziury w scenariuszu :P

I nie jest wcale tak, że udział Indy'ego w Arce był konieczny - co się dzieje gdy chcą ją wykorzystać źli ludzie zostało pokazane w finale, Indy nie ma tu nic do rzeczy bo i tak Arka nie dałaby się wykorzystać do niecnych celów. Pfrt.

Dlaczego statek wylatuje spod ziemi dopiero teraz? Hollywood :twisted: