Forum KMF Film.org.pl
Indiana Jones - Wersja do druku

+- Forum KMF Film.org.pl (https://forum.film.org.pl)
+-- Dział: Działy tematyczne (https://forum.film.org.pl/Forum-Dzia%C5%82y-tematyczne--5)
+--- Dział: Serie filmowe (https://forum.film.org.pl/Forum-Serie-filmowe--21)
+--- Wątek: Indiana Jones (/Thread-Indiana-Jones--25)



- Maik - 29-05-2008

Co odpowiedziałeś? :wink:


- Mierzwiak - 29-05-2008

Ogólnie zignorowałem ją, ale rzuciłem coś na temat geniuszu Burtona :twisted:


- Maik - 29-05-2008

No i film zobaczyłem… Uczucia mam mieszane bo z jednej strony fajnie mi się oglądało, z drugiej jednak strony jest trochę ostrych wad i minusów.

Ale po kolei :
+ Wariacja na temat logo w pierwszej scenie… Miły „tribiute” względem wcześniejszych części
+ Postać Spalko. Strasznie mi się podobała! Nie ma to jak kobieta jako główny villain… No i fajnie że mamy KGB i ruskich..
+ Scena jak Indi jest w miasteczku, odkrywa stopniowo co naprawdę ma tu miejsce a później wybuch, to z lodówką i scena jak ogląda „grzybek”.
+ Hehe… To co w barze Indi prosi… jak mu tam… Mutta, by walnął typa a później dziewczyna mu przywala krzycząc „To był mój chłopak” i się zaczynają nawalać… Zabawne...
+ Fajnie wygląda Indiana z łopatą na ramieniu… (niestety muszę się zgodzić z Muttem i rządem Indii, że Doctor Jones, się jako hiena cmentarna kwalifikuje…No, ale co w tym złego…)
+ O ile ci tubylcy co to czekali broniąc grobowca mi się nie podobali (więcej w minusach) scena jak Indi mu w rurę dmucha i sam strzałką w jęzora dostaje była fajna.
+ (największy) Marion powraca! Hip, hip… Hurra! Jak dla mnie scena w której się zjawia ożywiła film (po głupiej scenie w której Indi jest zmuszony by patrzeć w oczy czaszki) i dodała najwięcej humoru…Te ich pogaduchy…
+ Mam gdzieś co sądzi reszta świata, cała sekwencja co w tej zapadni są, była fajna…
+ Cały pościg/ucieczka/walka/próba przechwycenia czaszki. Zwłaszcza Spalko walcząca na szable z Muttem!
+ Mrówki!
+ Wodospady!
+ „I have a a bad filling…”
+ „Junior!”
+ Ox był spoko, choć mogło by być lepiej…

Minus (i jedziemy) :
- Nazwijcie mnie heretykiem ale jakoś mi nie pasiła muzyka Elvisa w rozpoczynającej scenie nie to że coś mam do Elvisa, tylko to było takie…
- Postać Maca. Nie, no! To że zdradza Indiego zaskoczeniem było, ale to że później się okazuje (tym-czasowo) dobry, sztucznie wyszło, zwłaszcza że trochę zbędne intrygowanie z tymi jego „migawkami” (lepiej było zrobić niespodziankę)… Zwłaszcza że cały czas jego chciwość podkreślają (na końcu to w ogóle, walnęli) a Po kiego Indi powraca go ratować?…
- I tu kolejny minus… Czy mi się wydaje czy przez cały film Indi nikogo nie zabija? Nie strzela z pistoletu, raz z bazuki wali… Kurcze, no…
- Ach! Nie ma to jak In-joke… Fajnie że tą „Arkę” pokazali (i trochę zabrali tajemniczości z pierwszego filmu, gdzie jest owe miejsce gdzie „top-mani” ją schowali) ale bym wolał gdyby to jakoś „w tle” było, a nie na pierwszy plan ładująâ€Ś Ale samo w sobie że pokazali znowu, arkę…Fajny pomysł. Może pomnik na cześć Marcusa by był fajniejszą niespodzianką, gdyby nie wspomnieli że nie żyje… To akurat nie są minusy a takie „Fajne, ale mogło by być lepsze”
- Postać Mutta mi do gustu nie trafiła… Sam wątek syna Indiego był by spoko ale się nie wysili i nie była to tak barwna postać jak inni członkowie rodzinny Jonesów.
- Te wszystkie dzikusy co to broniąc przez setki lat skarbów/czekają na Pana Jonesa… Nie podobało mi się to ani trochę…
- Jak wiadomo w każdym filmie z Mr. Jones są (jako to Mr. Spielberg ładnie określił) „creppy crawlers”, czyli jakaś mała, odpychająca panie, plaga, którą złośliwy scenarzysta szczuje naszego bohatera. W jedynce były to węże, w dwójce robale, w trójce szczuy… Jak Mutta ugryzł skorpion, to pomyślałem sobie „Fajnie! Będzie plaga skorpionów!” ale się nie doczekałem… Mrówki były super… Ale skorpiony by były lepsze…
- Scena jak zmuszają Jonesa by patrzył w oczy czaszki… Eeee… Po kiego im to było?
- Kosmici…… Wiecie, co? Pomijając fakt że nie lubię tej tematyki, może by mi to nie wadziło a nawet podobało gdyby Spielberg się wysilił z jakimś oryginalnym wyglądem, że o ich spodku nie wspomnę… Albo przynamniej wstrzymał kosmitów do ostatnich paru minut i by coś super tajemniczego zrobiłâ€Ś
- Można było wykorzystać o niebo lepiej wątek El Dorado! Ba! Można było zrobić o wiele lepszy film o El Dorado, nie bawiąc się w tych całych kosmitów… Ba! Lepsze fabuły o El Dorado widziałem w Kaczorze Donaldzie (dowód : http://disneycomics.free.fr/Ducks/Rosa/eldorado/Thumbnails.html ) Biorąc pod uwagę że Spielberg w pierwszych trzech Indianach się ostro komiksami Carla Barksa inspirowałâ€Ś
- A, no właśnie. Co za tym idzie, brak jakiejś „tajemnicy”/zagadki w fabule…
- Zero buby trapsów… Co to za film o Indiane Jonesie bez Buby trapsów!? Nawet w „Świątyni” jedną pułapkę mieli. Niby się te chowające schody jako-tako kwalifikują ale to tak szybko zleciało że nie zauważyłem.
- A! A bo to nie byli kosmici tylko przybysze z innego wymiaru… A! A! Ech…
- Ja tam bym film skończył po kwestii „Gdzieś tam na górze, mój ojciec się właśnie zaśmiewa” (fajna kwestia) i nie pokazywał tego całego ślubu (to takie „jedno słowo za wiele”)
- Nie było Short Rounda na ślubie!


No, tak czy siak! Film w moim odczuciu wypadł fajnie, po prostu pozostaje trzy kroki za tymi trzema pierwszymi i jednak czuć w nim. nieco inny klimat…


- Khet - 29-05-2008

Cytat: Keth, masz jakiś młodzieńczy kompleks, czy co? IJ4 - to film o szerokim targecie jednak twardo skierowany do młodzieży/nastolatków, co nie oznacza, że jeżeli podoba się komuś kto jest dorosły to ta osoba jest idiotą.


Nie mam żadnego kompleksu, ale skoro piszecie, że film, który mi się podoba, może podobać się najwyżej czterolatkom, to chyba mam prawo odebrać to w sposób jaki odbieram.


- military - 29-05-2008

Maik, scena zmuszania Jonesa zeby spojrzal w oczy czaszki byla potrzebna zeby umotywowac dalsze poszukiwania swiatyni.


- Monika - 29-05-2008

Khet napisał(a):Nie mam żadnego kompleksu, ale skoro piszecie, że film, który mi się podoba, może podobać się najwyżej czterolatkom, to chyba mam prawo odebrać to w sposób jaki odbieram.


Ja nie napisałam tego, że ten film może wyłącznie podobać się czterolatkom. Mnie chodziło jedynie o to, że kiedyś IJ idealnie celował w przedziały wiekowe widowni (być może dlatego, że wtedy była inna widownia, inne oczekiwania). "Poszukiwacze", "Krucjata" są na to idealnym przykładem - na tych filmach doskonale bawił się widz dorosły i dziecko. Natomiast IJ4 (moim subiektywnym odczuciu) już nie spełnia tych warunków - jest typowo młodzieżowy. Owszem na IJ4 też dorośli ludzie dobrze się bawią - ale jest też ogromny odsetek ludzi zawiedzionych filmem. Spotykam się często z opiniami, że nikt nie oczekiwał po IJ4, że dorówna "Poszukiwaczom" - a ja naiwna wierzyłam, że właśnie tak się stanie. Bo niby dlaczego miałby nie dorównać poprzednikowi? Czy w dzisiejszych czasach nie można nakręcić filmu, który będzie godnym następcą pierwowzoru? Pewnie, że można! Gdyby pan Lucas z tymi swoimi "fantastycznymi fascynacjami" trzymał się z daleka i dał Spielbergowi wolną rękę na pewno powstał by film godny poprzednika. Dlatego może tak bardzo się rozczarowałam, bo oczekiwałam od IJ4 zupełnie czegoś innego. I nie chodzi tutaj nawet o CGI, bo nie mam nic przeciwko tej technice. Tylko jeżeli już stosuje się efekty specjalne na taką skalę w wysoko budżetowym filmie, to niech one naprawdę wyglądają realistycznie - niech dżungla, małpy, świstaki, mrówki wyglądają tak, żebym ja głupia blondyna nie miała pojęcia, że są wytworem komputera. W "Poszukiwaczach" użyto w jednej ze scen węży zarówno prawdziwych jak i sztucznych co dowiedziałam się dopiero po kilkunastu latach od premiery, a w IJ4 już od pierwszej sceny wiedziałam, że świstak jest komputerowy. No i ten Mutt - tarzan na komputerowych lianach – zobacz jak Indiana skacze w „Poszukiwaczach” na lianie do wody, czy nie można było zrobić czegoś właśnie w ten deseń – scena wyszła by wtedy zupełnie naturalnie, a nawet pewnie i zabawnie, a tak w IJ4 mamy cała plejadę nienaturalnych ludzi w nienaturalnym środowisku. W starych filmach Jones był postacią niejednoznaczną - grał nie fair, zabijał w nierównej walce - można by powiedzieć, że czasami czynił zło w imię dobra. A co mamy w IJ4 - nawet pistoletu z kabury nie wyciąga, a bicz też na wiele się nie przydaje. Ja wiem, że "konwencja" itp. że postaci muszą być przerysowane, bo przecież to wkońcu Indiana Jones a nie dramat psychologiczny! Jednak są pewne granice, których nie powinno się przekraczać.


- Mental - 29-05-2008

Cytat:Mógłbym przytoczyć conajmniej 3 rzeczowe, dobrze udokumentowane i przemyślane argumenty

napisz wiec recke:) niech swiat pozna te "III Argumenty" - moze zmienia zdanie na temat tego ***** dla ****:)

ps: ale nie pisz nic o sentymentach, oczekiwaniach i innych takich blubrach - wczoraj obejrzalem Poszukiwaczy i jedno moge powiedziec: sentymenty nie maja tu nic do rzeczy. dobry film to dobry film. proste jak jeb****:)


- Mierzwiak - 29-05-2008

freak_outXP napisał(a):wyglądasz na rozsądnego gościa (nie jak np. Mierzwiak - bez obrazy :wink:)
Rozwiń temat na PM.

Mental, posłałem linka do twojej recenzji znajomej, która bardzo lubi Trylogię i bardzo spodobało jej się też KKC. Oto jej reakcja: czytam to i sie autentycznie mecze.... czlowiek normalnie ma jakis problem

:wink:


- Mental - 29-05-2008

Cytat:Mental, posłałem linka do twojej recenzji znajomej, która bardzo lubi Trylogię i bardzo spodobało jej się też KKC. Oto jej reakcja: czytam to i sie autentycznie mecze.... czlowiek normalnie ma jakis problem

Mierzwiak, posłałem linka do mojej recenzji znajomej, która bardzo lubi Trylogię i bardzo nienawidzi KKC. Oto jej reakcja: czytam to i ciagle mi malo... szkoda ze recka taka krotka.

:)


- Mierzwiak - 29-05-2008

Może umówimy je na walkę w kisielu? :D


- Mental - 30-05-2008

Mierzwiak napisał(a):Może umówimy je na walkę w kisielu? Very Happy

proponuje cos lepszego: fuck my recka. jesli jeszcze raz ktos wspomni o mojej zasranej recce Indy'ego to przysiegam, ze dopisze kolejne osiem stron, tym razem wytykajac filmowi brak krwi, wulgaryzmow, cyckow i zabijania dzieci:) ja naprawde jestem do tego zdolny. pisanie o tych sprawach to dla mnie pikus:)


- Mental - 30-05-2008

tej, to nawet dobre sie wydaje:) "IJ4 KKC - Drugie Spojrzenie":)

pod spodem dopisek: "tym razem z argumentacja":)

Cytat:Przecież masz poparcie "forumowych lasek", które prawie że spijają z Twoich ust słowa niczym miód Laughing Wink

wyczuwam zazdrosc w glosie:)


- Mefisto - 30-05-2008

no dobra, wujek Mefi wrócił z IJ 4 (choć pewnie i tak większości tu to wisi :P) :twisted:

generalnie mógłbym dać tu odnośnik do recki Mentala, ale przydałoby się napisać coś od siebie, a więc...

Indiana Jones 4 = Die Hard 4.0
dokładnie i w przenośni - oba filmy spieprzono bowiem w ten sam sposób, stawiając na "zjawiskową" akcję i masę efektów (masakrycznie dennych i widocznych - małpy z Indy'ego przypominają te z Jumanji, ale tamten film jest z 1996 roku...) bez ładu, składu, pomysłu i zaangażowania ze strony widza.
Tak, wiem że i poprzednie filmy nie grzeszyły chwilami rozumem, a efekty były aż nadto widoczne (najbardziej chyba w dwójce). Ale tam mieliśmy coś takiego jak emocje, wyczucie i pomysł, nie wspominając już, że wszystko działo się z jakiejś przyczyny (wszystko, co było na tyle głupie, że aż raziło wymieniłem wczesniej w temacie); natomiast co do efektów to po prostu postarzały się. Tu natomiast efekty są złe, bo są niedorobione i w większości przypadków akcja jest, bo tak i koniec. Dokładnie tak samo zajebano (i proszę modów o nie cenzurowanie słów, które najlepiej oddają dzieła twórców) wspomniane DH, gdzie kazano skakać gliniarzowi po samolotach i wjeżdżać samochodami w helikoptery, co kompletnie nie pasowało do świata przedstawionego.
Co natomiast zniszczyło nowego Indianę.

a) humor - ten był w serii obecny od zawsze, ale tu z nim przegięto. Bo właściwie po jaką cholerę Jones sili się na tekst "myślałem, że będzie bliżej"? Wszyscy wiedzą, że mu się trik nie udał, więc po co to komentować? Dla jaj najwyraźniej, choć mnie nie śmieszyło - tym bardziej, że tekst nijak nie pasował do sytuacji. Bo też i jak taki sprytny człowiek, jak Jones mógł myśleć, że do poruszającego się auta "będzie bliżej"? I takich tekstów jest więcej, że wspomnę jeszcze choćby motyw ze skorpionami - Mutta gryzie skorpion, Indy wali śmieszny tekst w jego stylu i wszystko jest niby cacy. Ale gdzie w tym sens?

b) akcja konta logika - dzieje się za dużo rzeczy nieprawdopodobnych w bardzo krótkim czasie i zaczyna się już na początku. "Przepraszam, nikogo dziś do bazy nie wpuszczamy, ważne testy broni". Czyli wychodzi na to, że nadzór nad wybuchem jądrowym pełniło 5 strażników, którzy dodatkowo dali się nabrać na sztuczkę ładną wizualnie, ale totalnie nierzeczywistą - no chyba, że wszyscy oni staliby dokładnie w tym samym miejscu. Ale nie stali. Nie mówiąc już o tym, że podczas Zimnej Wojny wszystko sprawdzało się czterokrotnie, a potem jeszcze piąty raz, żeby mieć pewność. Więc skąd ruscy z tajnej bazie w 5 minut? Żenada. Żenada przeradza sie dalej w udowodnienie 3 tez.
- Spielberg od czasów Ryana nie potrafi skończyć swoich filmów i nie wie, kiedy powiedzieć dość
- Lucas jest zapatrzony na efektowność, nie efektywność
- Obaj za bardzo lubią ufoludki
Wszystko to potwierdza zakończenie (a właściwie ostatnie 30 minut filmu, od momentu kiedy kończy się nagonka w dżungli), które jest dla mnie jednym z najgorszych, jakie widziałem. Indiana Jones i UFO? I don't think SO! Poprzednie części dotykały mitów i wierzeń głeboko zakorzenionych w kulturze, które w dodatku stanowiły (i stanowią) dla wielu sens życia/własnej wiary, etc. Tu Indiana kusi się o wyjaśnienie mitu zaginionej cywilizacji, która tak naprawdę nikogo nie obchodzi, nie zaleznie od tego ile w niej prawdy. Ale chrzańmy na chwilę UFO. Co zostaje?
Mrówki, dziwni zamaskowani tubylcy atakujący przybyszów, małpy, wspomniane skorpiony, wybuch jądrowy, wodospady, świstaki (na serio WTF?) i potomkowie Azteków czy innych Majów - wszystko to pojawia się i znika równie nagle i służy niczemu. Bo czemu służą wyłażący z dziur Indianie? Dobrzy straszą ich czaszką, źli zabijają i tyle wnoszą do historii - kompletne nic. Równie dobrze twórcy mogli wstawić tu króliczki Duracell i efekt byłby ten sam. To samo tyczy się pozostałych wymysłów fabularnych. To co pozostaje dobrego, to pościgi, które ogląda się przyjemnie i które nie drażnią, acz i one nie ustrzegły się błędów typu Mutt walczący na jadącym aucie niczym najlepszy szermierz, w dodatku co chwila walony po jądrach roślinami.

c) postaci - to trzeba rozbić, tym bardziej, że tu jest pół na pół:
- Indiana - bez dwóch zdań Ford trzyma to wszystko do kupy; gdyby koleś nie grał dobrze, to wyszedłbym z kina po pierwszej połowie. Ford zresztą nie tylko gra wciąż wyśmienicie, ale i wygląda. Będąc młodszym od niego o cztery dekady autentycznie zazdoszczę mu kondycji i chciałbym tak się czuć i wyglądać, nie tylko w wieku 65 lat, ale i dziś, co chyba o czymś świadczy :)
- Mutt - nie mam zastrzeżeń do Shia, zagrał chłopak naprawdę dobrze, jego postać da się lubić i czuć więź pomiędzy nim a Indianą (notabene twórcy świetnie zrobili scenę z kapeluszem, która wg mnie definitywnie oznajmia "o nie mój chłopcze - znajdź sobie własny")
- Marion - miło ją było zobaczyć i aż tryskała dobrocią, ale to postać potraktowana zbyt marginalnie i wydaje się zbędna;
- Oxley - pomylony starzec, j.w.
- Mac - raz dobry, raz zły, raz dobry, raz zły; potraktowany zupełnie rzeczowo i też by nikt nie zauważył, gdyby go nie było. Nie rozumiem tez jego odejścia: "poradzę sobie" - co to miało być? Porażka i wielka szkoda Winstone'a;
- Irina - dla mnie ok, nieco sztuczna, ale jako czarny charakter filmu daje radę - świetny akcent;

d) fabuła - dla mnie nie istnieje, wszyscy ganiają się w te i we wte po jakąś czachę, ale co to daje? Myśl końcowa o wiedzy jest żenująca - nie nadaje się nawet na pokazy w akademikach. W poprzednich filmach Jones szukał czegoś/macał w czymś palce z konkretnych powodów. Tu tylko na początku nie ma wyboru, potem zamienia się to w...film bez fabuły.

e) plusy - bo te film też ma. Pomijam aspekty techniczne w postaci scenografii, muzyki, zdjęć (efekty są żałosne, więc ich nie chwalę). Co mi się w filmie podobało więc:
- pierwsze 20 minut - roiło się od durnot, ale czuć było klimat IJ;
- pościgi - te są naprawdę dobre, pomijając Mutta na lianach (kto to do kroćset fur beczek! wymyślił?) to pościg na motorze, a potem w dżungli jest pierwsza klasa
- parę humorystycznych scen, głównie dotyczących akcji "rodzinnych" i mrugnięć do poprzednich części, ale niewiele tego
- sceny takie jak bójka w barze - tych też niewiele :D
- parę scen odpoczynku, np ta, w której Jones wspomina ojca i Brody'ego - czuć klimat i sentyment aż wylewa się z ekranu

Konkluzja: generalnie można się posilić o stwierdzenie, że IJ bez nazistów nie daje rady. Druga część także była wyraźnie gorsza, bo ich nie było. Nie będę jednak aż tak spłycał (choć brak Niemców w filmie czuć aż nadto). Powiem więc, że ten film nie powinien był powstać. Indy powinien zostać potraktowany jako swoisty relikt świetnej kondycji kina przeszłości, jego najlepszego właściwie okresu (Prawdziwe Kino, 1969-1995, R.I.P.), a nie wypuszczany jako niedoszły emeryt kontra epoka atomu i kosmici, bo to pachnie tandetą. Film powstał z powodów mi nie znanych, bo też Lucas i Stefek mają tyle kasy, że więcej im nie trzeba finansowych wpływów. A jeśli nawet, to zrobili by cokolwiek innego i też był by z tego zysk. Ale sięgnęli po Indianę - może chcieli to zrobić po raz ostatni? Jeśli tak to po prostu spieprzyli i powinni już się tym dalej nie zajmować (tak samo jak generalnym kręceniem filmów, ich już się powinno nadzorować). Chcieli zadowolić fanów? Hunter się może cieszy. Ja i 300 innych osób niekoniecznie, więc coś chyba nie teges.
Ale zostawmy już to. Film jest żenujący i nie pomogą mu żadne wytłumaczenia czy próby usprawiedliwienia. Choć w sumie fajnie było znowu zobaczyć IJ na dużym ekranie, to do tego koszmaru nie powrócę już (może poza pojedyńczymi scenami), podobnie jak nie mam ochoty oglądać DH 4.0, T3, A:R, Batman i Robin, POTC i masy innych, spartolonych serii filmowych (do tego tamatu jeszcze powrócę).

Na sam koniec zostawiam jeszcze takie dwa pytania, które urastają do rangi takich, na które chciałbym poznać odpowiedź (znacie to, jak ktoś was pyta, jakie pytanie chciałbyś zadać Bogu stając przed bramami niebios - to jest dokładnie ten sam kaliber). Po pierwsze: jak do ciężkiej cholery musiały wyglądać odrzucone pomysły, w tym (ponoć świetny) skrypt Darabonta? I jak pierwotnie wyglądał scenariusz Koeppa, zanim dwójka (kiedyś wizjonerów, teraz partaczy, co mówię z pełną świadomością, a osobom oponującym radzę obejrzeć wszystkie ostatnie filmy tych panów) z Hollywood wprowadziła swoje zmiany?
Anybody frytki?


- Khet - 30-05-2008

Freak, Monika - no właśnie problem leży w braku jakiegokolwiek porozumienia :P
Pisałem chyba wcześniej, że ewentualne negatywne opinie rozumiem, ale w natłoku Mentalowego ględzenia można się już trochę pogubić, w efekcie nie wiedząc z kim się rozmawia.
Dzięki za wyjaśnienie nieporozumienia ;)


- Monika - 30-05-2008

Mefisto, świetny tekst! Jak dla mnie nawet na recke na strone ;)

Khet, :)


- :Łukasz: - 30-05-2008

Maik napisał(a):- Nazwijcie mnie heretykiem ale jakoś mi nie pasiła muzyka Elvisa w rozpoczynającej scenie nie to że coś mam do Elvisa, tylko to było takie…

no to chyba rzeczywiście kwestia gustu, bo jak dla mnie to chyba najfajniejsza scena w filmie, super zdjęcia i wogóle bardzo fajne wprowadzenie w średnio-fajny film...
przypomniała mi się analogia z Superman Returns, gdzie czołówka z oryginalnym motywem muzycznym, zapowiadała triumfalny powrót do korzeni, no ale wyszło jak wyszło... (czyli nie wyszło, imho;)

i gdzieś wcześniej spotkałem się z zarzutem ze Indy ani razu nie wyciąga broni - nieprawda;) na cmentarzu ostatecznie odstrasza 'cementary warriora' rewolwerem - co nie zmienia faktu ze niestety, nie oddaje przez cały film ani jednego strzału... zastanawiam się czy ma to jakikolwiek związek z cenzurą, czy po prostu scenarzysta niewykorzystał potencjału Iny'ego;)

Mefisto napisał(a):jak do ciężkiej cholery musiały wyglądać odrzucone pomysły, w tym (ponoć świetny) skrypt Darabonta?

Założe się o wszystko, że skrypt Darabonta był lepszy od napisanego przez Koeppa. Podobał się Fordowi i Spielbergowi, a jedynie Lucasowi nie - to chyba najlepiej świadczy o jego jakości;)


- Mental - 30-05-2008

ja moze jeszcze dodam do tego co Mefiozo napisal (i zeby Khet sie poplakal od natloku), iz w nowy Indym faktycznie obowiazuje przyczynowo-skutkowa logika dziania sie zdarzen, ale jest to logika o charakterze: "W Moldawii wybuchla bomba - na Krymie ceny rzodkiewek poszly w gore", slowem, wszystko mozna polaczyc na zasadzie kauzalnych zaleznosci, ale to nie znaczy, ze film bedzie przez to fajowy.

taka zlota mysl: stara Trylogia "apelowala" do dziecka w doroslym. IJ4 (czytaj: DH4.0) "apeluje" do dziecka w dziecku. i to jest, kurna, znak czasow i glowny powod tego, ze nie moge patrzec na te bzdety.


- military - 30-05-2008

Okej, nie patrz, ale i nie pisz (tyle setek postow) przy okazji, bo nie wiem co chcesz tym osiagnac - sprawic ze Spielberg nakreci ten film od nowa, wg twojego pomyslu? Moze zmienic wspolczesne kino? A moze tylko pozalic sie bo ci to daje jakas satysfakcje?

W ogole wspolczuje (nie w niegrzeczny sposob) tobie i wielu osobom, ktore kazdy nowy film jada jak najwieksze gnioty. Wspolczesne kino w ogole nie sprawia wam radosci. Jestescie skazani na tysieczny seans jakiegos filmu sprzed 30 lat. To smutne. Mozna pomyslec, ze chodzenie do kina jest dla was wrecz bolesne, bo i tak wiecie ze obejrzycie gniota. Ale poswiecacie sie dla dobra forumowiczow, ktorzy nic nie robia w zyciu tylko czekaja na dalsze wasze posty o tym, jakie to kino jest zle. :) Az mnie boli od patrzenia na wasze cierpienie, dlatego jakbym was spotkal tobym was w akcie laski zastrzelil. :)


- Snappik - 30-05-2008

Ale jest w tym sporo prawdy. Dzisiejsze kino to albo papka dla pożeraczy burgerów i nachos PG-13 i niżej (w tym "horrory"), odgrzewane pomysły, pokazówki speców od efektów specjalnych. Zdarzają się coraz rzadziej dzieła epokowe, oryginalne i mądre. A warto dodać, że to nie wina Mentala, czy Mefisto ze im sie film nie podoba, skoro przy poprzednich czesciach spedzili wiele godzin. Tu po prostu jest coś nie tak :)


- Gladius - 31-05-2008

Cytat:A warto dodać, że to nie wina Mentala, czy Mefisto ze im sie film nie podoba, skoro przy poprzednich czesciach spedzili wiele godzin.
Ale to co z ludźm, którym ten film się podobał, a też spędzili przy poprzednich częściach wiele godzin? Jeżeli są takie osoby, to wina nie leży też po stronie twórców.


A propos ciągłego porównywania spieprzenia IJ4 w stosunku do starej trylogii, w podobny sposób jak to zrobili z DH4.0.

Nie do końca się z tym zgadzam, bo owszem, w obydwóch filmach postawiono głównie na CGI. To już argumenty o zdziecinnieniu, kategorii wiekowej PG-13 są średnio trafione. Przede wszystkimi seria DH ZAWSZE była kierowana do widza dorosłego, więc przerobienie jej na film dla dzieci po prostu ją zabiło. IJ, był dość brutalny, ale ciągle miał kategorię wiekową PG i PG-13 w przypadku ToD. To nie jest wina twórców, że chcieli zachować te kategorie, tylko MPAA, która teraz inaczej przyznaje kategorie niż kiedyś. Obecnie stara trylogia dostałaby prawdopodobnie R. Kolejna sprawa to scene a'la schowanie się w lodówce [IJ4] czy 'zestrzelenie' helikoptera radiowozem [DH4.0]. Stara trylogia również nie grzeszy realizmem, i ma całkiem sporo przesadzonych scen, więc jestm w stanie wybaczyć części czwartej, że posiada ich kilka [chociaż niektóre bym wywalił i zresztą obniżyłem za nie ocenę]. Tymczasem, stara trylogia DH, była w miarę realistyczna z kilkoma co najwyżej wyjątkami, podczas gdy w 4.0 takich scen jest od groma, co dobija ten film. Wg mnie nazywanie IJ4 odpowiednikiem DH4.0 jest nie na miejscu.