Forum KMF Film.org.pl
Grand Theft Auto (seria) - Wersja do druku

+- Forum KMF Film.org.pl (https://forum.film.org.pl)
+-- Dział: Działy tematyczne (https://forum.film.org.pl/Forum-Dzia%C5%82y-tematyczne--5)
+--- Dział: Film a gry komputerowe (https://forum.film.org.pl/Forum-Film-a-gry-komputerowe--27)
+--- Wątek: Grand Theft Auto (seria) (/Thread-Grand-Theft-Auto-seria--2644)



Grand Theft Auto (seria) - BezcelowyAlbatros - 14-04-2012

Seria, której nikomu przedstawiać nie trzeba i której najnowsza odsłona jest jedną z najbardziej oczekiwanych gier nadchodzących miesięcy. Dziwnym znajduję fakt, że mimo sporego grona fanów udzielających się na tym forum, nikt do tej pory nie poświęcił Grand Theft Auto oddzielnego wątku. No, ale ktoś w końcu musiał to zrobić i tym kimś jestem ja. Może nie będzie to najoryginalniejszy sposób na rozpoczęcie dyskusji, ale nie chcę tu powtarzać oczywistości - skupię się na tym, co mi do głowy, po tych blisko (a może nawet ponad?) dwóch setkach godzin, przyszło.

Mały rys historyczny mojej przygody z cyklem, na początek. W części pierwszą, drugą, trzecią i Vice City nie grałem prawie wcale. W okresie, kiedy wychodziły, jakoś szczególnie nie interesował mnie ten typ gier. Owszem, pograłem trochę, pojeździłem, ale jakoś nie zagłębiałem się w wykonywanie misji, że o wątku fabularnym nie wspomnę. Teraz, po latach, mimo, że mogę o sobie powiedzieć, że jestem oddanym fanem serii, jakoś się boję sięgać po poprzednie odsłony (ze szczególnym wskazaniem na dwie pierwsze). Może część trzecia jakoś "dałaby radę", z pewnością też nie byłoby tak źle w przypadku Vice City. Może jakieś mody, itp. pomogłyby, no ale mimo wszystko trudno mi jest się przełamać.

Bardzo natomiast żałuję, że pomimo posiadania w swoim czasie przenośnej konsolki Sony, Vice City Stories i Liberty City Stories w "mobilne" GTA nie zagrałem. Na PSP świetnie się te gry prezentowały i z tego, co mi wiadomo fajnie poszerzały, hm, "uniwersum" i uzupełniały pewne wątki i historie znanych z "dużych" wersji postaci. Cóż, może kiedyś wyjdzie jakieś "wznowienie" tych spin-offów na której z coraz potężniejszych urządzeń mobilnych, typu smartfon...

Swoją przygodę z GTA "na serio" zacząłem od San Andreas. W sumie, jak już wcześniej gdzieś tu wspomniałem, takie ziomalskie, gangsta odjazdy to zupełnie nie moja bajka. Szybko się jednak okazało, że w przypadku tej gry sprawdza się to znakomicie, a ja szybko wsiąkłem ten świat, który w pierwszym (i w sumie w każdym kolejnym) starciu wydał mi się przeogromny, przezajebisty i przezabawny.

San Andreas to przede wszystkim dobra, wciągająca historia, która mimo, iż bazuje na licznych kliszach to w ogólnym rozrachunku bardzo trzyma się kupy a na dodatek sposób jej przedstawienia jest bardzo konsekwentny. Autorzy przyjęli sobie konwencję totalnej jazdy bez trzymanki, idąc w zaparte z coraz to bardziej nieprawdopodobnymi akcjami, w centrum których wrzucają naszego bohatera. Owszem, jest tu miejsce na coś nieco bardziej serio, ale generalnie stężenie humoru i absurdu przekracza wszelkie granice. Zdemolowanie placu budowy za pomocą buldożera? Mało. Może desant z plecakiem rakietowym na jadący pociąg? Mało. No, dobra, a zabicie kurierów konkurencyjnego gangu przy użyciu modelu samolotu wyposażonego w działka karabinów? Eee... tam. No a kradzież prototypu myśliwca z bazy wojskowej? Małe piwo. No, dobra to powietrzne przejęcie samolotu z przejściem z jednej maszyny do drugiej włącznie?...

Listę rzeczy tych karkołomnych wyczynów można by wymieniać jeszcze długo. To chyba najbardziej odjechana ze wszystkich gier z tej serii. Owszem, wszystkie cechują się sporą umownością świata (bo gdzieżby indziej można było powysadzać w powietrze pół miasta, wystrzelać większość jego mieszkańców, urządzić sobie polowanie na stróżów prawa, rozpieprzyć w drobny mak kilka samochodów, wyjść z tego wszystkiego bez szwanku i po tym wszystkim wpaść do panny na małe tête-à-tête, albo na hamburgera do Cluckin' Bell?), jednak to, co dzieje się w San Andreas, w takim zagęszczeniu, nie ma sobie odpowiednika w żadej z późniejszych odsłon.

Co do, tak zwanych, "aktywności dodatkowych", przyznam się szczerze, że nie nazbyt zagłębiałem się w ich wykonywanie. Jakkolwiek powiedzieć muszę, że rzeczy, które robić możemy, acz nie musimy były całkiem przyjemne i wciągające. "Pojedynki" lowridersów, kasyna w Las Venturas, siłownia, wojny gangów, szkółka jazdy - rzeczy, które od czasu do czasu "chciało się" robić. Nie, żeby spędzać przy nich tyle czasu, co np. na graniu w pokerka Red Dead Redemption, ale na tyle przykuwające uwagę i w jakimś stopniu wymagające, że nie sprawiały wrażenia dodanych na siłę, celem sztucznego przedłużenia czasu rozgrywki. Napisałem, że "nie zagłębiałem" się, bowiem śpieszno mi było do ukończenia wątku fabularnego i przejścia do Grand Theft Auto 4. Podejrzewam, że gdybym nie miał na podorędziu nowszej części serii, to z pewnością aktywnościom tym poświęciłbym zdecydowanie więcej czasu...

San Andreas, przyznać muszę z pewną nieśmiałością z powodu obawy przed posądzeniem o bycie kompletnym lamerem, było też jedną z najtrudniejszych gier w jakie mi przyszło grać. Naprawdę, były tu etapy, do których podchodziłem po kilka, kilkanaście razy. Z jednej strony to "zasługa" dość kiepskiego, wręcz "anachronicznego" rozmieszczenia checkpointów (irytującym zwłaszcza, w misjach, gdzie proporcje drogi dojazdu do celu a czasem trwania właściwej jej części wynosiły XX:1, albo XXX:1 - czyli w akcjach typu, jedziesz, jedziesz, jedziesz, jedziesz, jedziesz... i na końcu strzelasz kilka razy i... giniesz), jakkolwiek same zadania często wymagały małpiej zręczności. Najbardziej jaskrawym przykładem tego jest większość (o ile nie wszystkie) misje lotnicze, ze szczególnym wskazaniem "szkółki lotniczej" 'agenta' Toreno. Zarówno misje, w których latamy, jak i te gdzie jeździmy i strzelamy w wielu wypadkach wymagają sporo precyzji - zniszczenie auta, śmierć - o to tu bardzo łatwo. Ucieczka przed ścigającymi (tudzież pościg), wszelkiego rodzaju wyścigi... rzeczy często cholernie trudne. Do tego dochodzą takie misje, które wręcz doprowadzały mnie do rozstroju nerwowego, jak choćby ta, gdzie musimy przejechać z punkt A do B, nawet nie zarysowując pojazdu a na końcu wykonać modelowe parkowanie równoległe, ech...

Jakkolwiek trudno by nie było, grę dało się przejść. Sam główny wątek fabularny jednak - z zaznaczeniem, że podchodziłem kilkukrotnie do wielu misji i nie udzielałem się zbytnio w dodatkowych "grach i zabawach" - zajął mi około siedemdziesięciu godzin. Może świadczy to nie najlepiej o moich zdolnościach manualnych, a może o tym, że to jednak była gra nie łatwa, rozbudowana i cholernie wymagająca. Na to pytanie każdy musi sobie odpowiedzieć sam... Jedno jest pewne, gra wycisnęła ze mnie siódme poty, ale dała też sporo frajdy i na pewno będą ją długo i dobrze wspominał, choćby dlatego, że był to w zasadzie "mój pierwszy raz" z GTA.

Rozpisałem się tyle o San Andreas, że na Grand Theft Auto IV już mi nie starczy weny chyba. No, ale spróbuję jeszcze coś wycisnąć. Tak, jak wspomniałem kiedyś w wątku ogólnym - pierwsze wrażenie: O, rany, ale ciaśniocha!. Takie odczucie sprawiły na początku te wąskie, krótkie i zatłoczone uliczki Liberty City. Poza tym wrażenie, jak najbardziej pozytywne. Wszystko takie bardziej serio, poważniejsze. Główny bohater, weteran wojenny, miotający się pomiędzy rządzą zemsty a dylematami moralnymi. Bliższy kulturowo słowiańsko-bałkański sztafaż, itd.

No, i skoro jesteśmy przy wątku fabularnym, to tu następuje największy dla mnie zgrzyt. O ile "wszystkie chwyty dozwolone" w przypadku San Andreas były zabiegiem konsekwentnie prowadzonym przez całą fabułę, to tutaj nastąpiła jakaś dziwna dysproporcja pomiędzy tym, co poważne. OK. Takie są już reguły tej serii, że naszemu bohaterowi wolno wszystko, ale kiedy z jednej strony stawia się nierzadko filozofującego eks-żołnierza, który często staje przed decyzją czy zadać komuś śmierć, czy nie, a z drugiej postać w wielu momentach bez większych dylematów i konsekwencji wali po pysku, tnie, zabija i wysadza postronnych obywateli, to w tym wszystkim pojawia się pewne "nie halo". Ja rozumiem, to jest GTA... no, ale taka mi się refleksja nasunęła.

Dobra, teraz już nieco skrótem po wszystkim pojadę.

- Niezupełnie wykorzystany motyw z przyjaciółmi. Na początku bardzo fajny a po pewnym czasie mocno nużący. Po pewnym czasie odpuściłem sobie podtrzymywanie przyjaźni na siłę i wolałem nie tracić czasu na nudne gry i zabawy z nimi, i wiążące się z tym profity. Wolałem podjechać do najbliższego AmmuNation, wezwać po prostu karetkę i robić rzeczy dużo bardziej interesujące o halsowania po pijanemu po mieście i gry w rzutki, którą można by wygrać z zamkniętymi oczami.

- Gry i zabawy dodatkowe. Wyścigi dawały sporo radochy, były dość wymagające. Akcje, jako samozwańczy stróż prawa, choć powtarzalne i łatwe, chciało się od czasu do czasu podejmować. Gorzej z pozostałymi aktywnościami. Bilard, owszem, całkiem przyjemny, ale kręgle i "strzałki", z żenującym wręcz poziomem trudności i zerową miodnością. Po prostu nie chciało mi się tego robić, nie opłacało się (zrezygnowanie z gry "na pieniądze" było, imo, jednym z najbardziej chybionych pomysłów).

- Misje fabularne. Duuuużo prostsze niż w San Andreas, gdzie do każdej kolejnej podchodziłem z pewną taką obawą, że być może ta będzię tą ostatnią, w której utknę na dobre i gry nie ukończę. Tu, po pewnym czasie, popada się w pewną rutynę. Bardzo rzadko zdarzało mi się podchodzić do zadania więcej niż jeden raz, a jak wiadomo z tego, co wcześniej napisałem orłem specjalnym w zręczności "growej" nie jestem. Siła ognia, jaką często dysponuje Nico Bellic jest niewspółmierna do tego, czym walą do nas przeciwnicy. Bywało, że misję kończyło się jednym pociągnięciem spustu (rakietnicy). Jedynym wyzwaniem były czasem oddziały N.O.O.S.E...

- Fabuła. Cóż, do najoryginalniejszych nie należała, ale była na tyle dobra, czasem poważna, częściej szalenie zabawna. Jeśli chodzi o postaci, pierwszo- i drugoplanowe, to w przypadku gier z tej stajni zawsze najwyższa jakość. Takiej menażerii wszelkiej maści zboczeńców, kryminalistów, łachudrów i wszelkiej maści innych degeneratów z krwiobiegu Liberty City trudno szukać w jakiejkolwiek innej grze.

- Muzyka. Kurcze, jeden z najlepszych, najlepiej dobranych soundtracków w historii gier. Na zasadzie dla każdego, coś miłego. Z tym, że ja nawet nie będąc fanem poszczególnych gatunków muzycznych z miejsca polubiłem stacje, które jej puszczały. San Juan Sound, Władywostok, Ram Jam... Doszło do tego, że mam pełen soundtrack na "empetrójce" i słucham sobie w drodze z i do pracy :-)

Dobra, rozpisałem się, pora kończyć.

Na zakończenie trochę o Episodes From Liberty City. Może to dziwne, ale dla mnie Lost And Damned był dużo ciekawszy fabularnie od historii Nico Bellica. Dużo poważniejszy, bardziej konsekwentny, taki, nie wiem, jak to ująć, stonowany. Historia gangu motocyklowego, trochę więcej swego rodzaju syfu, no i fajnie się zazębiające wątki z fabułą "podstawki". Na minus, niestety, przegięte zakończenie, które bardziej pasowałoby do San Andreas niż, do generalnie, do dość serio historii tu opowiadanej.

Na plus, dużo ciekawszych aktywności, choć też żadne mistrzostwo świata w porównaniu z RDR nie jest. Wojny gangów to w zasadzie odpowiednik misji "policyjnych" z "podstawki" a wyścigi motorów o tyleż trudniejsze (pod względem tras i tych cholernych "bejsboli"), co irytujące (zwłaszcza, że motocykle zbyt często cechują się fizyką odbić piłeczki kauczukowej).

Ballad Of Gay Tony to mój zdecydowany faworyt jeśli idzie o GTAIV. Pewnie głównie z sentymentu za San Andreas, w którego stronę ukłonem zdaje się być ten "dodatek". Znowu masa przegiętych akcji, znowu samoloty, samochody, pociągi. Wojsko, policja, szurnięty Arab, brat Bruciego i ogólny, cholernie wyluzowany (z odrobinką tylko powagi) klimat. Poza wątkiem fabularnym jest pare rzeczy, które chce się robić ("król parkietu", heh...) a wyścig w triatlonie to jedna z najfajniejszych aktywności w GTAIV. Poza dość oczywistymi nawiązaniami do San Andreas, nie jest na szczęście (niestety?) tak trudno. Misje lotnicze nie wymagają takiej precyzji, na przykład.

W obu dodatkach podobało mi się również to, że przyjaciele... nie wymagają od nas robienia masy nudnych rzeczy, za to kiedy czegoś nam potrzeba, to z przyjemnością pomagają :-)

I to by było na tyle. Zapraszam do dyskusji.


RE: Grand Theft Auto - Mefisto - 14-04-2012

Dwójka rządzi niepodzielnie - nie ma to jak jazda czołgiem i robienia placków ze wszystkiego + widok z góry i jeszcze najlepiej z pirackim dubbingiem :) Klasyka. Wszystkie następne części, mimo zajebistej grafiki, rozwinięcia ogólnego konceptu, ciekawszych misji i większej ilości możliwości to już zwyczajnie nie to :) Ale też się fajnie gra.


RE: Grand Theft Auto - Turus - 14-04-2012

Zajebistej grafiki ? GTA raczej nigdy nie zachwycało nas graficznie w żaden sposób.


RE: Grand Theft Auto - Mefisto - 14-04-2012

Pierwsze 3 na pewno nie, ale wraz z rozwojem kolejnych miast jest git jak dla mnie


RE: Grand Theft Auto - Joe Chip - 17-07-2012

(14-04-2012, 16:27)Turus napisał(a): Zajebistej grafiki ? GTA raczej nigdy nie zachwycało nas graficznie w żaden sposób.

GTA 3 gdy wychodziło to raczej zachwycało. :)

San Andreas najlepszą częścią serii dotychczas - bez cienia wątpliwości. Wątek romansowy, który tu został wprowadzony chyba już na stałe będzie gościć w kolejnych partach. I w końcu są tereny pozamiejskie.

Vice City - teraz ponarzekałbym na za małą mapę, za małe możliwości, jest też najtrudniejsza w serii, chyba chwilami za bardzo. Zdarzało mi się "pokurwiać" po pokoju.

IV - oj, te wymagania sprzętowe, optymalizacja to naprawdę koszmar. Już się boję co zrobią z V. Gra na dłuższą metę potrafi być monotonna - misje są do siebie podobne, najbardziej pamiętna będzie u mnie kopiująca "Gorączkę" skok na bank. Wnerwia też brak jakichś punktów kontrolnych - w ostatniej misji przy "współpracy" powtarzanie tego latania helikopterem by gonić drugi była najtrudniejszą rzeczą w grze jaką miałem. I czemu jak mi gościu ucieka muszę jeszcze raz powystrzelać wszystkich i później płynąć łodzią i dopiero wtedy jeszcze raz próbować przejść ten cholerny fragment. Mam nadzieję, że fani zalali Rockstara petycjami by w kolejnej grze z serii coś porobili z tym sejwowaniem. Mało broni, ograniczenie bajerów z SA lecz minigry - kręgle, bilard, zabawne przedstawienia, internet - trochę to rekompensują. Stacje radiowe - mało co wpada w ucho. Tytuł bardzo dobry lecz nieco rozczarowujący.


Reszta części potrafi dać frajdę tylko teraz to już archaiczne.


RE: Grand Theft Auto - piXi - 18-07-2012

(17-07-2012, 00:26)Joe Chip napisał(a):
(14-04-2012, 16:27)Turus napisał(a): Zajebistej grafiki ? GTA raczej nigdy nie zachwycało nas graficznie w żaden sposób.

GTA 3 gdy wychodziło to raczej zachwycało. :)

Zachwycały to raczej May Payne na PC czy też Devil May Cry na PS2 wtedy ;-)


RE: Grand Theft Auto - simek - 18-07-2012

Według mnie wygląd jako taki nie był jakimś szczytem technologicznych możliwości i można na tym polu było co nieco zarzucić już w dniu premiery, jednak cała mechanika gry i spory obszar do eksploracji to wtedy był prawdziwy majstersztyk i coś nowego.


RE: Grand Theft Auto - Mierzwiak - 18-07-2012

Dlaczego nikt jeszcze nie wkleił tych ślicznotek?

[Obrazek: 1342101800.jpg]
[Obrazek: 1342101761.jpg]

Wkroczyliśmy w drugą połowę lipca. Co mamy? Logo, trailer i dwa screeny. Jeśli ktoś dalej uważa, że ta gra ukaże się we wrześniu, to lol. Stawiam na maj 2013.


RE: Grand Theft Auto - Hitch - 18-07-2012

Oczywistym jest, że wyjdzie w lato 2013 roku. Rockstar zajęty jest teraz liczeniem kasy z "Max Payne 3", trochę głupio z ich strony byłoby wydawać jeden hicior po drugim i odbierać sobie tym samym kupę wpływów :)


RE: Grand Theft Auto - Joe Chip - 18-07-2012

(18-07-2012, 18:57)piXi napisał(a): Zachwycały to raczej May Payne na PC czy też Devil May Cry na PS2 wtedy ;-)

GTA 3 jest ładniejsze od Max Payne'a 1. :) Przynajmniej ja tak uważam. Plus szok w ówczesnych czasach bo takie duże miasto w 3D jakiego nigdy w grach dotąd nie było. Nawet teraz te zachody słońca i światło bijące w oczy mi się podobają. Po skończeniu czwórki powróciłem do trójki właśnie - myślałem, że się z tych trójwymiarowych zestarzała, nie przetrwała próby czasu itp, czysty nonsens - kampanię przechodzę z bananem na twarzy. W ogóle nie odczuwam braku motocykli czy ogólnie większego rozbudowania. Przez to jest najłatwiejsza a mała mapa sprawia, że dojazdy na misję trwają krótką chwilę. Na Flashback każdej piosenki się dobrze słucha. Olbrzymia grywalność jak była wówczas tak jest do teraz.



RE: Grand Theft Auto - Turus - 19-07-2012

Dla mnie GTA 3 się już mocno zestarzało ostatnio odświeżyłem sobie III właśnie, VC i SA i ta pierwsza momentami czasami wręcz denerwowała. Brak możliwości przebicia opon, rozwalenia kolesia siedzącego w samochodzie, malutkie miasto, monotonne misje, niemy bohater i wiele innych rzeczy składają się na to, że czasami to wszystko mnie irytowało. Ta gra naprawdę mocno się zestarzała z biegiem czasu.


RE: Grand Theft Auto - Mental - 20-07-2012

GTA Vice City to była ostatnia gra, w którą grałem. Piękne wspomnienia, fenomenalna muza, superanckie marynarki, bardzo luksusowe luksusy, wuchta przemocy i strzelanin, pościgi czteropasmowymi autostradami, taranowanie radiowozów policyjnych, masakra na komisariacie (ofiar 2x więcej niż na wyspie Utoya), jednym słowem, Floryda przełomu lat 80/90 w pełnej krasie ;) Podobało mi się.


RE: Grand Theft Auto - Bogdan - 20-07-2012

Dokładnie. Do Vice City mam największy sentyment, KAPITALNY klimat, czysta przyjemność z gry. Często jeździłem sobie bez celu po mieście tylko po to, żeby posłuchać muzyki. Do tej pory od czasu do czasu wracam do tej części.


RE: Grand Theft Auto - Wawrzyniec - 20-07-2012

Vice City klasa, ale dla mnie najlepszy (jeśli chodzi o GTA oparte na tym silniku) jest San Andreas, który przekonał mnie do siebie amerykańską pustynią i redneckowym klimatem. Noc, cross i jazda po pustyni z "A Horse With No Name" grającym w radiu. Można przepaść na długo.


RE: Grand Theft Auto - Hitch - 21-07-2012

Cytat:GTA Vice City to była ostatnia gra, w którą grałem.

Ale chyba nie pod względem wychodzenia kolejnych części, bo pamiętam, jak milion lat temu mówiłeś, że przeszedłeś "San Andreas" dwa razy :)


RE: Grand Theft Auto - Crov - 21-07-2012

(20-07-2012, 18:37)Mental napisał(a): GTA Vice City to była ostatnia gra, w którą grałem. Piękne wspomnienia, fenomenalna muza, superanckie marynarki, bardzo luksusowe luksusy, wuchta przemocy i strzelanin, pościgi czteropasmowymi autostradami, taranowanie radiowozów policyjnych, masakra na komisariacie (ofiar 2x więcej niż na wyspie Utoya), jednym słowem, Floryda przełomu lat 80/90 w pełnej krasie ;) Podobało mi się.
Zagraj w GTA IV: Lost and Damned. Bikerski klimat wymiata.






RE: Grand Theft Auto - Mental - 21-07-2012

Kurka wodna, kiedy to wyszło?! To jakiś dodatek? I te nawiązania do SoA...


RE: Grand Theft Auto - leMur - 21-07-2012

W sumie to podrasowana czwórka wygląda niewiele gorzej od piątki: http://www.eurogamer.net/articles/2012-07-18-stunning-grand-theft-auto-4-graphics-mod-icenhancer-releases-final-build


RE: Grand Theft Auto - Joe Chip - 21-07-2012

W klimatach Vice City podobno utrzymany jest drugi dodatek do GTA IV:




Wspominka - intro do GTA 2:






RE: Grand Theft Auto - Corn - 21-07-2012

Mental, nie wiem czy grałes ale ja polecam Mafie - zwłaszcza drugą część. Krótka ale dosadna gra.